Cześć Wam!
Przychodzę do Was z długo wyczekiwanym postem przez kilka osób, na temat, w którym zawarte są fakty o mnie.
Zanim przejdę do faktów, chcę zaznaczyć, że kolejną osobę jaką nominuję do 'faktów o sobie' to Victoria Moore z bloga http://one-step-to-dark-side-of-my-life.blogspot.com/, swoją drogą zapraszam Was na jej bloga, bo dziewczyna zaczyna, a na jak pierwszy raz pisze całkiem fajnie :)
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
1. W podstawówce zyskałam ksywę/przezwisko Karol Terrorysta Baza Baza. Ksywka była tworzona sukcesywnie od 4 klasy, aż do 6 przez kolegów z klasy.
2. Mam fioła na punkcie wzrostu. Z racji tego, że jestem niska potrafię kilka razy w miesiącu chodzić z metrówką, od futryny do futryny i sprawdzać, czy urosłam chociaż centymetr.
3. Z tego powodu, że jestem 'z metra cięta', 80% mojej garderoby to buty na wysokim obcasie.
4. Kiedyś nienawidziłam One Direction, hejtowałam ich na każdym kroku, a zaczęłam być ich fanką, kiedy moja koleżanka puściła mi jedną z piosenek w momencie high note Zayna, zakochałam się w jego głosie, a reszta przyszła już sama.
5. Mam młodszą siostrę o 4,5 lat.
6. Mieszkam w bloku, na osiedlu, na którym znajdują się trzy bloki.
7. Nienawidzę kiedy ktoś (przeważnie moja mama), chwali mnie przy innych.
8. Nigdy, poznając nowe osoby nie mierzę ich względem pieniędzy, karier rodziców czy ciuchów z eksluzywnych sklepów. Od zawsze liczyły się dla mnie i nadal liczą wartości i charakter.
9. Uwielbiam oglądać Keeping Up With The Kardashians.
10. Z całej rodziny Kardashian/Jenner nie cierpię Kendall. (Nigdy nie wierzyłam w Hendall, a moim skromnym zdaniem Kendall za każdym razem wykorzystywała Harry'go)
To tyle na dzisiaj, mam nadzieję, że poznaliście mnie teraz bardziej i myślę, że pod żadnym kątem nikogo nie uraziłam. :)
P.S. Następny rozdział pojawi się w tym tygodniu i będzie to kolejny rozdział.
Miłej niedzieli! :*
niedziela, 28 lutego 2016
niedziela, 7 lutego 2016
Rozdział 18
5 LAT PÓŹNIEJ
Wow. Tym wyrazem mogę teraz śmiało opisać moje dotychczasowe życie i to co udało mi się dokonać przez okres tych 5-ciu lat. Kilka miesięcy temu udało mi się skończyć studia i właśnie mogę poszczycić się tytułem magistra. To jest niesamowite! Mogę podpisywać się jako mgr Rosaline Black. Dlaczego Rosaline Black? Otóż po zmianie fryzury, zaraz na następny dzień udałyśmy się z Poppy do urzędu, w celu zmienienia imienia i nazwiska. Oczywiście nie odbyło się bez długiej i żmudnej papierkowej roboty, orzeczenia przez sąd oraz kilku innych instytucji. Czuję się niesamowicie szczęśliwa! Moje życie w końcu nabrało jakikolwiek sens. Harry'ego nie widziałam od czasu, kiedy wyszedł z kawiarni, w której pracowałam. Nie widziałam go w takim sensie, że nie miałam z nim żadnej konfrontacji. Oczywiście, ze względu na zawód jaki wykonuje, czyli aktorstwo, mogłam go oglądać na ekranie telewizora, lecz oszczędzałam sobie jego widoków, wspomnień i zdefiniowanego stanu irytacji, w którą mnie wprawiał.
Zmiana fryzury oraz imienna i nazwiska pozwoliła mi na całkowite zniknięcie z życia medialnego, do którego wprowadził mnie Styles. Dziennikarze zachodzili w głowę, gdzie się podziałam, co się ze mną stało, a ja szłam sobie z podniesioną głową, uśmiechem od ucha do ucha po nowojorskich ulicach i śmiało patrzyłam ludziom w oczy.
Jest dobrze, ale może być jeszcze lepiej. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta i jednoznaczna. Liam.
Nie miałam z nim kontaktu od 5 lat. Czas gna jak szalony. Czasami wydawało mi się, że widzę go na ulicy. Miałam wrażenie, że mnie obserwuje, ale nie.... To było nie możliwe. Dowiedziałam się od Poppy, że Li wybaczył Lou, wszystko to co się wydarzyło i ponoć żyją jak kiedyś, za pan brat.
***
Dzień jak co dzień. Codziennie ta sama rutyna. Godzina 7, pobudka, by już na 9 być w gabinecie, moim własnym gdzie udzielam pomocy psychologicznej, zarówno dzieciom jak i osobom dorosłym.
- Panie Boże, czy sobota to tak wiele o co proszę? - Powiedziałam sama do siebie, wyłączając budzik w telefonie.
Jestem dzisiaj wyjątkowo niewyspana. W nocy dopadły mnie kobiece sprawy, nie w terminie, co nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia, gdyż takiego typu "eskapady" urządzane przez mój organizm zdarzają się dość często. Powinnam już dawno udać się do lekarza, ale jak zwykle wykręcam się wymówką, w której twierdzę, że nigdy nie mam czasu.
Jak każdego dnia, także i dzisiejszego musiałam wyglądać nienagannie, a przede wszystkim czysto i schludnie, z ułożonymi włosami w elegancki kok. Mój ubiór nie może być ekstrawagancki, tylko budzący zaufanie. Wychodząc z tego założenia, ubrałam czarne, klasyczne rurki, elegancką łososiową bluzkę zapinaną na guziki z niewielkim dekoltem, srebrny naszyjnik i delikatne kolczyki. Z makijażu dzisiaj zrezygnowałam, a z racji, że była wiosna ubrałam botki z odsłoniętymi palcami. Jeszcze psik perfumami przed wyjściem i jestem gotowa.
Mój gabinet znajdował się kilka przecznic dalej od mojego domu, więc spokojnie mogłam przejść się na piechotę. Kiedy zatrzymałam się przy pasach, by przejść na drugą stronę ulicy, miałam wrażenie, jakby ktoś kątem oka mierzył mnie całą od góry do dołu. Miałam ochotę się obejrzeć, lecz wtem zapaliło się zielone światło i ruszyłam do przodu.
Miejsce, w którym przyjmowałam moich pacjentów znajdowało się na samej górze jednego z wieżowców, co dawało przepiękny widok na całą okolicę. Oprócz wielkich okien, miałam również do dyspozycji balkon, który był cudowną ostoją w chwilach, w których nie było pacjentów, a ja mogłam z kubkiem gorącej kawy wyjść na świeże powietrze i najzwyczajniej w świecie knuć plany na przyszłość.
- Dzień dobry, pani Johnson! - Rzekłam do miłej kobiety w holu, która zajmowała się identyfikacją osób, wchodzących do budynku, gdyż oprócz mojego gabinetu znajdowały się tam inne przedsiębiorstwa.
- Dzień dobry!
Kocham ten nieschodzący uśmiech z twarzy tej przemiłej osóbki.
Przyłożyłam moją kartę do bramki i już po chwili mogłam iść w stronę windy. Na 5 piętrze, weszła do windy moja asystentka, Carla, która podała mi stos dokumentów do wypełnienia.
- Ile dzisiaj mam mieć pacjentów? - Zapytałam.
- Dziesięciu, w czym jeden wepchnął się na rano przed małą Victorią.
- Uh, czyli dzisiaj trochę roboty jest. No nic. Do 9 mam jeszcze trochę czasu, więc zrobię sobie herbatę i zacznę wypełniać papiery.
- No właśnie nie do końca do 9....
Popatrzyłam się na nią zagadkowo i oczekiwałam odpowiedzi.
- Ten pacjent, o którym ci mówiłam, że się wepchnął, stwierdził, że nie może tyle czekać i siłą wtargnął do twojego gabinetu. - Carla zaczęła przygryzać wargę ze strachu.
- Co?!
- Ja próbowałam go powstrzymać, ale nie mogłam. Przepraszam cię, Rosaline.
Otworzyłam usta, by coś powiedzieć, lecz właśnie dojechałyśmy na ostatnie, 16-ste piętro i musiałyśmy się rozstać. Szłam długim korytarzem, po szklanej posadzce, gdzie na około było dużo różnych biur. W praktyce, co kto woli.
Złapałam za klamkę od drzwi i weszłam do środka. Promienie słoneczne pięknie wypełniały pomieszczenie, co dawało złudzenie przytulnego gabinetu, który jest utrzymany w chłodnej tonacji odcieni. Podeszłam do biurka, za którym siedział wspomniany przez Carlę pacjent. Kiedy go zobaczyłam serce zaczęło walić mi jak oszalałe i mogę przysiąc, że zrobiłam się blada jak kreda. Nie chciałam jednak nic po sobie zdradzać, bo mogłam się mylić.
- Dzień dobry! Jaka pilna sprawa pana do mnie sprowadza?
- Przeszłość, przeszłość mnie do pani sprowadza. - Zerknął na mnie ukradkiem, a po chwili zatopił swój wzrok w czarnym biurku.
- W takim razie zapraszam pana na kanapę, do stolika. - Powiedziałam i wskazałam na powiedziane miejsce.
Usiadłam na przeciwko niego, a byłam zdenerwowana jak nigdy wcześniej.
- Dlaczego się pani tak denerwuje?
- Wydaje się panu. Zresztą nie o mnie przyszliśmy rozmawiać. - Rzekłam trochę sarkastycznie, lecz z uśmiechem na twarzy. - Proszę, niech pan się przedstawi i opisze swój problem.
- Nazywam się Liam Payne.....
- To nie możliwe, nie możliwe.... - Powtarzałam w myślach.
- Tak jak wcześniej wspomniałem, sprowadza mnie do pani moja przeszłość, po której nie mogę się wciąż pozbierać. Miałem kiedyś dziewczynę, która mnie bardzo zraniła...
- To była suka, nie dziewczyna. - Wtórowałam mu w słowo, ślepo patrząc w punkt za oknem.
- O czym pani mówi?
- Miała na imię Rose. Była wredna, szła do celu po trupach, nie patrzyła na innych, miała wszystko gdzieś, dopóki nie poznała ciebie, w Anglii, w szkole dla dziewcząt. Nie nawiedziła swoich rodziców, a życia jeszcze bardziej. Na zakończenie roku zaprosiła ciebie, Poppy oraz Lou do siebie, do Ameryki, tam napatoczył się jej były, nijaki Harry Styles.
Zapadła chwila ciszy.
- Ale jak?! Skąd pani o tym wie?! - Wpadł w furię.
Skierowałam wzrok na niego.
- Na prawdę się nie domyślasz? - Miałam łzy w oczach.
- Nie! - Krzyknął i zakrył swoje usta dłonią. - Rose, to ty! Ale jak?!
- Ja chciałam odciąć się od tego co było. - Zaczęłam na spokojnie. - Bolało mnie to i nadal boli co zrobiłam tobie 5 lat temu. To wszystko nie powinno było się wydarzyć, ale ja byłam złą osobą, towarzystwo zrobiło swoje, a ja wychowywałam się sama. Wiem, że to nie jest żadne usprawiedliwienie mojego zachwiania wobec ciebie, ale Styles miał mnie w garści.
- Zachowałbym się inaczej, gdybyś mi o tym sama powiedziała.
- Teraz o tym wiem. Żałuję tego co zrobiłam. Ciebie nie widziałam tyle czasu. Zastanawiałam się co się z tobą dzieje. Poppy donosiła mi wybiórcze informacje, ale to nie było wszystko, nie było tam informacji, takich, które byłyby w jakimś sensie pozytywne. Ciągle tylko słyszałam, że jesteś załamany, no poza pogodzeniem się z Lou.
- No właśnie. Dlatego też niczego nieświadomy przyszedłem do pani psycholog Rosaline Black, po to by zaczerpnąć jakiejś rady, pomocy, która by sprawiła, że przestałbym za tobą tęsknić, bo ja pomimo tego co mi zrobiłaś i pomimo, że minęło te cholerne 5 lat..... Ja cię nadal kocham, Rose! Rozumiesz to?! Kocham cię!
Liam wyrzucił z siebie wszystkie złe emocje, które tłamsił w sobie kawał czasu, a ja stałam, zapłakana, na środku gabinetu jak ciele malowane i nie potrafiłam się ruszyć. Nie wiedziałam co mam teraz zrobić, powiedzieć, nic. Pustka.
- Po tym wszystkim co ci zrobiłam, ty nadal żywisz do mnie uczucie?
- Uświadomiłem sobie, że czasem potrzebujemy przerwy, aby zrozumieć co jest dla nas najważniejsze i uświadomić sobie jak wiele możemy stracić przez zwykłą ludzką głupotę.
Odwrócił się w stronę okna, by po kilku chwilach spojrzeć prosto w moje oczy.
- Rose, Rosaline, może jestem głupi, może szalony, ale ja muszę ci zadać to pytanie. Minęło 5 lat od naszej ostatniej rozmowy, ale mimo wszystko, czy zechcesz spróbować jeszcze raz?
- Mówisz na poważnie?
- Całkiem poważnie.
- O niczym innym nie marzyłam jak tylko o tym, że kiedyś się spotkamy i być może spróbujemy jeszcze raz.
Wtuliłam się w jego mocne ramiona i nie miałam ochoty ich już nigdy nie opuszczać.
- Obiecaj mi tylko, że już nigdy nie będziesz taiła przede mną żadnych czarnych sekretów.
- Obiecuję. - Szepnęłam mu na ucho.
Uwolniłam się z jego uścisku, a brunet miał już wychodzić.
- Liam! - Zawołałam.
- Tak?
- Skoro jesteśmy znów razem, może byśmy wymienili się numerami telefonów?
- Masz rację. Idziesz gdzieś po pracy, czy jesteś wolna? - Zapytał, w międzyczasie spisując numer z wyświetlacza mojej komórki.
- Nie, raczej nie, chyba, że coś wyskoczy, ale nic nie planuję.
- To może później się zdzwonimy?
- Jak najbardziej. A powiedz, daleko się zatrzymałeś?
- Nie, tutaj niedaleko w hotelu Intercontinetial.
- Ok. To w takim razie widzimy się później.
***
Jest godzina 17 i właśnie pożegnałam ostatniego pacjenta. Zamknęłam gabinet i ruszyłam w stronę windy, która okazała się być zepsuta. Czekał mnie długi marsz 16 pięter w dół. Wyczyn trudny, ale do zrobienia. Pierwsze 10 pięter jeszcze jako tako uszło, ale 6 brrrrr, szłam jak pijaczka. Mniejsza z tym. Kiedy zeszłam poszłam do metra, bo nie byłam w stanie przejść tych kilku marnych przecznic, a skoro kolejna stacja jest niedaleko wieżowca, w którym mieszkam, więc czemu by nie skorzystać?
Stanęłam przed drzwiami do mieszkania i próbowałam je otworzyć, lecz żaden z kluczy nie chciał wejść. Troszeczkę się zlękłam, bo moja pierwsza myśl była, że po prostu się włamali. Delikatnie złapałam za klamkę i pomalutku otworzyłam drzwi. Były otwarte. Co ciekawe w domu panował taki sam porządek jak z niego wychodziłam dzisiaj rano. Wzięłam z rogu korytarza wiszącą parasolkę i na palcach ruszyłam w stronę salonu. Bez namysłu rzuciłam się na postać, która stała plecami do mnie i zaczęłam ją okładać.
- A teraz cię mam wstrętny złodzieju! Nie będziesz mnie okradał!
- Rosaline, uspokój się! Do jasnej cholery, to ja, Louis!
- Ja ci dam udawanie Louisa!
- Dziewczyno, stop! To ja! Poppy jest w łazience!
- Oh.... - Odeszłam krok od chłopaka. Przepraszam, nie wiedziałam, że to ty. Stoisz tak po ciemku. Nic ci nie zrobiłam?
- Nie, chyba nie....
- To dobrze. Chwila! Jak wy tutaj weszliście?!
- Przecież Poppy ma klucze....
- A no fakt.... Ale nie łaska było mnie uprzedzić?! Wchodzicie sobie bez pytania, a ja o mało co nie padłam na zawał!
- To był pomysł Poppy. - Lou podniósł ręce w geście uniewinnienia. - Ja mówiłem, że się wściekniesz.
- No co ja?! Najlepiej zrzucić wszystko na mnie! - Wtargnęła Poppy.
- Dobra, nieważne, ale następnym razem uprzedźcie mnie, że macie zamiar wpaść.
- Okejjjjj. - Rzekła Po.
- To na ile przyjechaliście?
- Dopóki nas nie wyrzucisz.
- Rozumiem, to jemy coś na kolację? - Zapytałam
- Z miłą chęcią, umieramy z głodu. Czekaliśmy na ciebie.
- Nie trzeba było. Mogliście coś zjeść, ale ok, to w takim razie co jemy?
- Może naleśniki?
- Jestem za! - Powiedział Lou.
- To ja porywam Poppy, a ty włącz sobie tv, albo co tam chcesz.
Zwerbowałam Po do kuchni, bo musiałam się jej wypytać o Liama, bo coś czuję, że to jej sprawka.....
- Poppy, muszę ci coś powiedzieć. - Rzekłam do blondyny, która mieszała ciasto na naleśniki.
Oparłam się o kuchenny blat i zaczęłam:
- Zanim cokolwiek zacznę ci opowiadać, powiedz mi jedną rzecz.
- Jaką?
- Czy mówiłaś Liamowi, gdzie pracuję, o tym, że zmieniłam imię i nazwisko, fryzurę?
Blondyna odłożyła miskę na bok i zaczęła mi się podejrzanie przyglądać.
- Nie, nic mu nie mówiłam, tak jak prosiłaś. Zresztą on się nigdy nie zapytał o ciebie.
- Na pewno?
- Tak. Nie ufasz mi?
- Nie, to nie tak. Po prostu - wzięłam głęboki oddech - spotkaliśmy się dzisiaj.
- Co?!
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że przeze mnie siadła mu psychika?
- Ale ja nie wiedziałam. Zawsze kiedy rozmawialiśmy był radosny, szczęśliwy, bynajmniej tak mi się wydawało.... Ale jak to się spotkaliście?
- Normalnie. W windzie weszła Carla, wiesz, która, ta moja asystentka.
- No wiem.
- I ona mi powiedziała, że jakiś pacjent czeka na mnie w gabinecie, ponoć nie mógł czekać na inny termin.
Poppy zatkała dłonią usta ze zdziwienia, a drugą dłonią kurczowo ściskała trzepaczkę do jajek.
- I co było dalej?
- Weszłam do gabinetu i na początku nie dopuszczałam do siebie myśli, że to on, do momentu, w którym się przedstawił. W tedy moje serce zaczęło walić jak oszalałe. Zaczął opowiadać swoją historię, ale mu przerwałam i dopowiedziałam dalszą część. Na początku mnie nie poznał, dopiero po chwili. Wygarnął mi wszystko, pomijając fakt, że byłam cała zapłakana, on mi powiedział, że on mnie nadal kocha. Powiedział, że potrzebował czasu, by to zrozumieć. I jeszcze jedno... On zapytał się mnie, czy możemy zacząć wszystko od nowa.
- I co powiedziałaś?
- Zgodziłam się.
- No to zajebiście! Ale się cieszę!
- Ło ło ło... Poppy, od kiedy ty przeklinasz?
- Cicho..... Sytuacja tego wymaga. Boże, chodź tu, ja cię muszę uściskać! Ja pierdziele! Nasza paczka, po 5 latach znów jest w komplecie! Ale diabelnie się cieszę!
Po zaczęła biegać po kuchni w tę i z powrotem (dosłownie), aż w końcu przyszedł Louis i również został wtajemniczony w całą sytuację. Jego reakcja była bezcenna. On po prostu płakał ze szczęścia.
***
- Ale jestem najedzona..... Chyba jutro nic nie zjem na śniadanie....
- Poppy, nie ładnie tak kłamać. Przecież wiem, jak lubisz sobie w nocy podjeść. - Powiedział Lou.
- Dobra, skoro jesteśmy już przy temacie jedzenia i siedzimy wszyscy przy stole, to muszę wam coś powiedzieć.
Wymieniliśmy się z Lou spojrzeniami i całkiem ciekawi co ma do powiedzenia Poppy skierowaliśmy wzrok na nią.
- Otóż... Nie, boję się powiedzieć....
- No dawaj, Poppy. Zaczęłaś to skończ. - Zachęcał Louis.
- Jestem w ciąży. - Rzekła jednym tchem.
- To wspaniale! Czemu nie powiedziałaś mi wcześniej?
- Bałam się twojej reakcji. Nie wiedziałam jak to przyjmiesz....
- Żartujesz?! Kocham cię najbardziej na świecie, a ta wiadomość jest najlepsza jaką kiedykolwiek w życiu usłyszałem!
- Cudownie Poppy! Cieszę się twoim szczęściem! Nie wiem jak wy, ale dzisiejszy dzień zaliczam do udanych! Tyle się wyjaśniło i Poppy zrobiła nam wszystkim taką cudowną niespodziankę! Chodź tu niech cię uściskam!
KILKA CHWIL PÓŹNIEJ
- Z kim ty tak esemesujesz? - Zapytał Lou.
- Z Liamem. Mieliśmy się dzisiaj umówić.
- O kurczę. Dzisiaj się z nim pogodziłaś i już nocne schadzki... Grubo to widzę.
- Przestań. - Trzepnęłam go w ramię.
- Dobra, już dobra. Gdzie się macie spotkać?
- Napisał mi, że w hotelu, w jego pokoju.
- Su....
- Nie komentuj.
- Dobra, ja.....
- Nie waż się.
- Okej, okej....
- Co robicie? - Zapytała Poppy wchodząc do salonu.
- Rosaline esemesuje z Li, a ja śledzę jej wiadomości.
- Louis, wstydź się.
- No co?
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
- Ja nie jestem ciekawy.
- Nie, wcale.... Tu mi jedzie czołg, a tam strzela.
- Rosaline ma rację. - Wtórowała blondyna.
- Słuchajcie, ja idę się wyszykować i spadam.
Poszłam do mojej wielkiej garderoby, (jak prawie każda kobieta mam hopla na punkcie ciuchów i dodatków). Postanowiłam, że ubiorę spódnicę i bluzkę w odcieniach ecru, a make up zrobię mocniejszy niż zwykle. W rezultacie wyglądałam tak:
Wyszłam z domu, wsiadłam do samochodu i prosto pojechałam do hotelu. Miałam udać się pod numer 203. W recepcji pani powiedziała którędy mam iść i wedle jej wskazówek udałam się pod wspomniany wcześniej numer drzwi. Delikatnie zapukałam i już po chwili otworzył mi je Liam. Wyglądał przecudnie. Miał na sobie białą koszulę, jeansy i czarny kapelusz, który tak bardzo mu pasuje. Moja pierwsza myśl, która się pojawiła, to co ja takiego najlepszego narobiłam..... W tym roku pewnie świętowalibyśmy 5 rocznicę naszego związku. Ale nic. Wszystko jest do zrobienia. Teraz muszę dowieść, że bardzo mi na nim zależy i niczego już po prostu nie spierdolić....
- Wow, Rose, znaczy się Rosaline, wyglądasz pięknie.
- Dziękuję, ty również.
- Proszę, wejdź.
W pokoju panował idealny porządek. Atmosfera o ile mogę tak powiedzieć, była bardzo przytulna, tak miło.
- Nie rozgoszczę cię tutaj, bo idziemy w inne miejsce.
- Inne?
- Tak, chodź za mną.
Złapał mnie za rękę i prowadził w stronę windy, na szczęście działającej windy... Wcisnął guzik z numerkiem ostatniego piętra i już po chwili winda wjechała na dach, a w zasadzie na wielki taras, na którym nie było nikogo, ani nic, oprócz stolika, kilkunastu świec, wina i kilku przystawek.
- Liam, nie musiałeś. Nie zasłużyłam na to.
Położył palec na ustach i zaprowadził mnie do stolika. Nalał wina i zaczął rozmowę.
- Nie patrzmy w przeszłość. Zaufałem ci na nowo, a jeszcze mocniej pokochałem. Chcę żeby było jak dawniej. Poszedłem do psychologa, bo myślałem, że sesje mi pomogą, jednak potrzebna byłaś mi ty.
- Obiecuję ci, że już nigdy nie zrobię ci żadnego świństwa. Przez ostatnie lata, zachodziłam się w głowę co ja najlepszego zrobiłam. Miałam skarb, który straciłam.... Na prawdę jeszcze raz i to bardzo mocno, z całego serca przepraszam cię za wszystkie krzywdy jakie ci wyrządziłam.
Kolejne minuty, godziny spędziliśmy na rozmawianiu, musieliśmy nadrobić te wszystkie stracone lata, w których nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu. Po raz drugi odkryliśmy jak bardzo wiele nas łączy i do czego może doprowadzić niemoc spowodowana przez presję ze strony drugiego człowieka, jakim był Harry. Na szczęście on nam już nie zagrażał. Wszystko wskazuje na to, że czas niepowodzeń minął, a my możemy skupić się na odbudowywaniu tego, co legło w gruzach.
-----------------------------------------------------------------------------------
Hej wszystkim po miesięcznej przerwie!
Przepraszam, że nie było mnie tak długo, ale szkoła, szkoła i setny raz szkoła. Przez tą dziadowską placówkę nie mogłam zająć się i myśleć o czymś innym, jednakże teraz mam ferie i z pewnością pojawi się jeszcze jeden lub kilka rozdziałów. Zobaczę co mi wena podpowie :)
Czekam na wasze opinie odnośnie rozdziału. :)
Miłego dzionka Kochani! :*
Wow. Tym wyrazem mogę teraz śmiało opisać moje dotychczasowe życie i to co udało mi się dokonać przez okres tych 5-ciu lat. Kilka miesięcy temu udało mi się skończyć studia i właśnie mogę poszczycić się tytułem magistra. To jest niesamowite! Mogę podpisywać się jako mgr Rosaline Black. Dlaczego Rosaline Black? Otóż po zmianie fryzury, zaraz na następny dzień udałyśmy się z Poppy do urzędu, w celu zmienienia imienia i nazwiska. Oczywiście nie odbyło się bez długiej i żmudnej papierkowej roboty, orzeczenia przez sąd oraz kilku innych instytucji. Czuję się niesamowicie szczęśliwa! Moje życie w końcu nabrało jakikolwiek sens. Harry'ego nie widziałam od czasu, kiedy wyszedł z kawiarni, w której pracowałam. Nie widziałam go w takim sensie, że nie miałam z nim żadnej konfrontacji. Oczywiście, ze względu na zawód jaki wykonuje, czyli aktorstwo, mogłam go oglądać na ekranie telewizora, lecz oszczędzałam sobie jego widoków, wspomnień i zdefiniowanego stanu irytacji, w którą mnie wprawiał.
Zmiana fryzury oraz imienna i nazwiska pozwoliła mi na całkowite zniknięcie z życia medialnego, do którego wprowadził mnie Styles. Dziennikarze zachodzili w głowę, gdzie się podziałam, co się ze mną stało, a ja szłam sobie z podniesioną głową, uśmiechem od ucha do ucha po nowojorskich ulicach i śmiało patrzyłam ludziom w oczy.
Jest dobrze, ale może być jeszcze lepiej. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta i jednoznaczna. Liam.
Nie miałam z nim kontaktu od 5 lat. Czas gna jak szalony. Czasami wydawało mi się, że widzę go na ulicy. Miałam wrażenie, że mnie obserwuje, ale nie.... To było nie możliwe. Dowiedziałam się od Poppy, że Li wybaczył Lou, wszystko to co się wydarzyło i ponoć żyją jak kiedyś, za pan brat.
***
Dzień jak co dzień. Codziennie ta sama rutyna. Godzina 7, pobudka, by już na 9 być w gabinecie, moim własnym gdzie udzielam pomocy psychologicznej, zarówno dzieciom jak i osobom dorosłym.
- Panie Boże, czy sobota to tak wiele o co proszę? - Powiedziałam sama do siebie, wyłączając budzik w telefonie.
Jestem dzisiaj wyjątkowo niewyspana. W nocy dopadły mnie kobiece sprawy, nie w terminie, co nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia, gdyż takiego typu "eskapady" urządzane przez mój organizm zdarzają się dość często. Powinnam już dawno udać się do lekarza, ale jak zwykle wykręcam się wymówką, w której twierdzę, że nigdy nie mam czasu.
Jak każdego dnia, także i dzisiejszego musiałam wyglądać nienagannie, a przede wszystkim czysto i schludnie, z ułożonymi włosami w elegancki kok. Mój ubiór nie może być ekstrawagancki, tylko budzący zaufanie. Wychodząc z tego założenia, ubrałam czarne, klasyczne rurki, elegancką łososiową bluzkę zapinaną na guziki z niewielkim dekoltem, srebrny naszyjnik i delikatne kolczyki. Z makijażu dzisiaj zrezygnowałam, a z racji, że była wiosna ubrałam botki z odsłoniętymi palcami. Jeszcze psik perfumami przed wyjściem i jestem gotowa.
Mój gabinet znajdował się kilka przecznic dalej od mojego domu, więc spokojnie mogłam przejść się na piechotę. Kiedy zatrzymałam się przy pasach, by przejść na drugą stronę ulicy, miałam wrażenie, jakby ktoś kątem oka mierzył mnie całą od góry do dołu. Miałam ochotę się obejrzeć, lecz wtem zapaliło się zielone światło i ruszyłam do przodu.
Miejsce, w którym przyjmowałam moich pacjentów znajdowało się na samej górze jednego z wieżowców, co dawało przepiękny widok na całą okolicę. Oprócz wielkich okien, miałam również do dyspozycji balkon, który był cudowną ostoją w chwilach, w których nie było pacjentów, a ja mogłam z kubkiem gorącej kawy wyjść na świeże powietrze i najzwyczajniej w świecie knuć plany na przyszłość.
- Dzień dobry, pani Johnson! - Rzekłam do miłej kobiety w holu, która zajmowała się identyfikacją osób, wchodzących do budynku, gdyż oprócz mojego gabinetu znajdowały się tam inne przedsiębiorstwa.
- Dzień dobry!
Kocham ten nieschodzący uśmiech z twarzy tej przemiłej osóbki.
Przyłożyłam moją kartę do bramki i już po chwili mogłam iść w stronę windy. Na 5 piętrze, weszła do windy moja asystentka, Carla, która podała mi stos dokumentów do wypełnienia.
- Ile dzisiaj mam mieć pacjentów? - Zapytałam.
- Dziesięciu, w czym jeden wepchnął się na rano przed małą Victorią.
- Uh, czyli dzisiaj trochę roboty jest. No nic. Do 9 mam jeszcze trochę czasu, więc zrobię sobie herbatę i zacznę wypełniać papiery.
- No właśnie nie do końca do 9....
Popatrzyłam się na nią zagadkowo i oczekiwałam odpowiedzi.
- Ten pacjent, o którym ci mówiłam, że się wepchnął, stwierdził, że nie może tyle czekać i siłą wtargnął do twojego gabinetu. - Carla zaczęła przygryzać wargę ze strachu.
- Co?!
- Ja próbowałam go powstrzymać, ale nie mogłam. Przepraszam cię, Rosaline.
Otworzyłam usta, by coś powiedzieć, lecz właśnie dojechałyśmy na ostatnie, 16-ste piętro i musiałyśmy się rozstać. Szłam długim korytarzem, po szklanej posadzce, gdzie na około było dużo różnych biur. W praktyce, co kto woli.
Złapałam za klamkę od drzwi i weszłam do środka. Promienie słoneczne pięknie wypełniały pomieszczenie, co dawało złudzenie przytulnego gabinetu, który jest utrzymany w chłodnej tonacji odcieni. Podeszłam do biurka, za którym siedział wspomniany przez Carlę pacjent. Kiedy go zobaczyłam serce zaczęło walić mi jak oszalałe i mogę przysiąc, że zrobiłam się blada jak kreda. Nie chciałam jednak nic po sobie zdradzać, bo mogłam się mylić.
- Dzień dobry! Jaka pilna sprawa pana do mnie sprowadza?
- Przeszłość, przeszłość mnie do pani sprowadza. - Zerknął na mnie ukradkiem, a po chwili zatopił swój wzrok w czarnym biurku.
- W takim razie zapraszam pana na kanapę, do stolika. - Powiedziałam i wskazałam na powiedziane miejsce.
Usiadłam na przeciwko niego, a byłam zdenerwowana jak nigdy wcześniej.
- Dlaczego się pani tak denerwuje?
- Wydaje się panu. Zresztą nie o mnie przyszliśmy rozmawiać. - Rzekłam trochę sarkastycznie, lecz z uśmiechem na twarzy. - Proszę, niech pan się przedstawi i opisze swój problem.
- Nazywam się Liam Payne.....
- To nie możliwe, nie możliwe.... - Powtarzałam w myślach.
- Tak jak wcześniej wspomniałem, sprowadza mnie do pani moja przeszłość, po której nie mogę się wciąż pozbierać. Miałem kiedyś dziewczynę, która mnie bardzo zraniła...
- To była suka, nie dziewczyna. - Wtórowałam mu w słowo, ślepo patrząc w punkt za oknem.
- O czym pani mówi?
- Miała na imię Rose. Była wredna, szła do celu po trupach, nie patrzyła na innych, miała wszystko gdzieś, dopóki nie poznała ciebie, w Anglii, w szkole dla dziewcząt. Nie nawiedziła swoich rodziców, a życia jeszcze bardziej. Na zakończenie roku zaprosiła ciebie, Poppy oraz Lou do siebie, do Ameryki, tam napatoczył się jej były, nijaki Harry Styles.
Zapadła chwila ciszy.
- Ale jak?! Skąd pani o tym wie?! - Wpadł w furię.
Skierowałam wzrok na niego.
- Na prawdę się nie domyślasz? - Miałam łzy w oczach.
- Nie! - Krzyknął i zakrył swoje usta dłonią. - Rose, to ty! Ale jak?!
- Ja chciałam odciąć się od tego co było. - Zaczęłam na spokojnie. - Bolało mnie to i nadal boli co zrobiłam tobie 5 lat temu. To wszystko nie powinno było się wydarzyć, ale ja byłam złą osobą, towarzystwo zrobiło swoje, a ja wychowywałam się sama. Wiem, że to nie jest żadne usprawiedliwienie mojego zachwiania wobec ciebie, ale Styles miał mnie w garści.
- Zachowałbym się inaczej, gdybyś mi o tym sama powiedziała.
- Teraz o tym wiem. Żałuję tego co zrobiłam. Ciebie nie widziałam tyle czasu. Zastanawiałam się co się z tobą dzieje. Poppy donosiła mi wybiórcze informacje, ale to nie było wszystko, nie było tam informacji, takich, które byłyby w jakimś sensie pozytywne. Ciągle tylko słyszałam, że jesteś załamany, no poza pogodzeniem się z Lou.
- No właśnie. Dlatego też niczego nieświadomy przyszedłem do pani psycholog Rosaline Black, po to by zaczerpnąć jakiejś rady, pomocy, która by sprawiła, że przestałbym za tobą tęsknić, bo ja pomimo tego co mi zrobiłaś i pomimo, że minęło te cholerne 5 lat..... Ja cię nadal kocham, Rose! Rozumiesz to?! Kocham cię!
Liam wyrzucił z siebie wszystkie złe emocje, które tłamsił w sobie kawał czasu, a ja stałam, zapłakana, na środku gabinetu jak ciele malowane i nie potrafiłam się ruszyć. Nie wiedziałam co mam teraz zrobić, powiedzieć, nic. Pustka.
- Po tym wszystkim co ci zrobiłam, ty nadal żywisz do mnie uczucie?
- Uświadomiłem sobie, że czasem potrzebujemy przerwy, aby zrozumieć co jest dla nas najważniejsze i uświadomić sobie jak wiele możemy stracić przez zwykłą ludzką głupotę.
Odwrócił się w stronę okna, by po kilku chwilach spojrzeć prosto w moje oczy.
- Rose, Rosaline, może jestem głupi, może szalony, ale ja muszę ci zadać to pytanie. Minęło 5 lat od naszej ostatniej rozmowy, ale mimo wszystko, czy zechcesz spróbować jeszcze raz?
- Mówisz na poważnie?
- Całkiem poważnie.
- O niczym innym nie marzyłam jak tylko o tym, że kiedyś się spotkamy i być może spróbujemy jeszcze raz.
Wtuliłam się w jego mocne ramiona i nie miałam ochoty ich już nigdy nie opuszczać.
- Obiecaj mi tylko, że już nigdy nie będziesz taiła przede mną żadnych czarnych sekretów.
- Obiecuję. - Szepnęłam mu na ucho.
Uwolniłam się z jego uścisku, a brunet miał już wychodzić.
- Liam! - Zawołałam.
- Tak?
- Skoro jesteśmy znów razem, może byśmy wymienili się numerami telefonów?
- Masz rację. Idziesz gdzieś po pracy, czy jesteś wolna? - Zapytał, w międzyczasie spisując numer z wyświetlacza mojej komórki.
- Nie, raczej nie, chyba, że coś wyskoczy, ale nic nie planuję.
- To może później się zdzwonimy?
- Jak najbardziej. A powiedz, daleko się zatrzymałeś?
- Nie, tutaj niedaleko w hotelu Intercontinetial.
- Ok. To w takim razie widzimy się później.
***
Jest godzina 17 i właśnie pożegnałam ostatniego pacjenta. Zamknęłam gabinet i ruszyłam w stronę windy, która okazała się być zepsuta. Czekał mnie długi marsz 16 pięter w dół. Wyczyn trudny, ale do zrobienia. Pierwsze 10 pięter jeszcze jako tako uszło, ale 6 brrrrr, szłam jak pijaczka. Mniejsza z tym. Kiedy zeszłam poszłam do metra, bo nie byłam w stanie przejść tych kilku marnych przecznic, a skoro kolejna stacja jest niedaleko wieżowca, w którym mieszkam, więc czemu by nie skorzystać?
Stanęłam przed drzwiami do mieszkania i próbowałam je otworzyć, lecz żaden z kluczy nie chciał wejść. Troszeczkę się zlękłam, bo moja pierwsza myśl była, że po prostu się włamali. Delikatnie złapałam za klamkę i pomalutku otworzyłam drzwi. Były otwarte. Co ciekawe w domu panował taki sam porządek jak z niego wychodziłam dzisiaj rano. Wzięłam z rogu korytarza wiszącą parasolkę i na palcach ruszyłam w stronę salonu. Bez namysłu rzuciłam się na postać, która stała plecami do mnie i zaczęłam ją okładać.
- A teraz cię mam wstrętny złodzieju! Nie będziesz mnie okradał!
- Rosaline, uspokój się! Do jasnej cholery, to ja, Louis!
- Ja ci dam udawanie Louisa!
- Dziewczyno, stop! To ja! Poppy jest w łazience!
- Oh.... - Odeszłam krok od chłopaka. Przepraszam, nie wiedziałam, że to ty. Stoisz tak po ciemku. Nic ci nie zrobiłam?
- Nie, chyba nie....
- To dobrze. Chwila! Jak wy tutaj weszliście?!
- Przecież Poppy ma klucze....
- A no fakt.... Ale nie łaska było mnie uprzedzić?! Wchodzicie sobie bez pytania, a ja o mało co nie padłam na zawał!
- To był pomysł Poppy. - Lou podniósł ręce w geście uniewinnienia. - Ja mówiłem, że się wściekniesz.
- No co ja?! Najlepiej zrzucić wszystko na mnie! - Wtargnęła Poppy.
- Dobra, nieważne, ale następnym razem uprzedźcie mnie, że macie zamiar wpaść.
- Okejjjjj. - Rzekła Po.
- To na ile przyjechaliście?
- Dopóki nas nie wyrzucisz.
- Rozumiem, to jemy coś na kolację? - Zapytałam
- Z miłą chęcią, umieramy z głodu. Czekaliśmy na ciebie.
- Nie trzeba było. Mogliście coś zjeść, ale ok, to w takim razie co jemy?
- Może naleśniki?
- Jestem za! - Powiedział Lou.
- To ja porywam Poppy, a ty włącz sobie tv, albo co tam chcesz.
Zwerbowałam Po do kuchni, bo musiałam się jej wypytać o Liama, bo coś czuję, że to jej sprawka.....
- Poppy, muszę ci coś powiedzieć. - Rzekłam do blondyny, która mieszała ciasto na naleśniki.
Oparłam się o kuchenny blat i zaczęłam:
- Zanim cokolwiek zacznę ci opowiadać, powiedz mi jedną rzecz.
- Jaką?
- Czy mówiłaś Liamowi, gdzie pracuję, o tym, że zmieniłam imię i nazwisko, fryzurę?
Blondyna odłożyła miskę na bok i zaczęła mi się podejrzanie przyglądać.
- Nie, nic mu nie mówiłam, tak jak prosiłaś. Zresztą on się nigdy nie zapytał o ciebie.
- Na pewno?
- Tak. Nie ufasz mi?
- Nie, to nie tak. Po prostu - wzięłam głęboki oddech - spotkaliśmy się dzisiaj.
- Co?!
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że przeze mnie siadła mu psychika?
- Ale ja nie wiedziałam. Zawsze kiedy rozmawialiśmy był radosny, szczęśliwy, bynajmniej tak mi się wydawało.... Ale jak to się spotkaliście?
- Normalnie. W windzie weszła Carla, wiesz, która, ta moja asystentka.
- No wiem.
- I ona mi powiedziała, że jakiś pacjent czeka na mnie w gabinecie, ponoć nie mógł czekać na inny termin.
Poppy zatkała dłonią usta ze zdziwienia, a drugą dłonią kurczowo ściskała trzepaczkę do jajek.
- I co było dalej?
- Weszłam do gabinetu i na początku nie dopuszczałam do siebie myśli, że to on, do momentu, w którym się przedstawił. W tedy moje serce zaczęło walić jak oszalałe. Zaczął opowiadać swoją historię, ale mu przerwałam i dopowiedziałam dalszą część. Na początku mnie nie poznał, dopiero po chwili. Wygarnął mi wszystko, pomijając fakt, że byłam cała zapłakana, on mi powiedział, że on mnie nadal kocha. Powiedział, że potrzebował czasu, by to zrozumieć. I jeszcze jedno... On zapytał się mnie, czy możemy zacząć wszystko od nowa.
- I co powiedziałaś?
- Zgodziłam się.
- No to zajebiście! Ale się cieszę!
- Ło ło ło... Poppy, od kiedy ty przeklinasz?
- Cicho..... Sytuacja tego wymaga. Boże, chodź tu, ja cię muszę uściskać! Ja pierdziele! Nasza paczka, po 5 latach znów jest w komplecie! Ale diabelnie się cieszę!
Po zaczęła biegać po kuchni w tę i z powrotem (dosłownie), aż w końcu przyszedł Louis i również został wtajemniczony w całą sytuację. Jego reakcja była bezcenna. On po prostu płakał ze szczęścia.
***
- Ale jestem najedzona..... Chyba jutro nic nie zjem na śniadanie....
- Poppy, nie ładnie tak kłamać. Przecież wiem, jak lubisz sobie w nocy podjeść. - Powiedział Lou.
- Dobra, skoro jesteśmy już przy temacie jedzenia i siedzimy wszyscy przy stole, to muszę wam coś powiedzieć.
Wymieniliśmy się z Lou spojrzeniami i całkiem ciekawi co ma do powiedzenia Poppy skierowaliśmy wzrok na nią.
- Otóż... Nie, boję się powiedzieć....
- No dawaj, Poppy. Zaczęłaś to skończ. - Zachęcał Louis.
- Jestem w ciąży. - Rzekła jednym tchem.
- To wspaniale! Czemu nie powiedziałaś mi wcześniej?
- Bałam się twojej reakcji. Nie wiedziałam jak to przyjmiesz....
- Żartujesz?! Kocham cię najbardziej na świecie, a ta wiadomość jest najlepsza jaką kiedykolwiek w życiu usłyszałem!
- Cudownie Poppy! Cieszę się twoim szczęściem! Nie wiem jak wy, ale dzisiejszy dzień zaliczam do udanych! Tyle się wyjaśniło i Poppy zrobiła nam wszystkim taką cudowną niespodziankę! Chodź tu niech cię uściskam!
KILKA CHWIL PÓŹNIEJ
- Z kim ty tak esemesujesz? - Zapytał Lou.
- Z Liamem. Mieliśmy się dzisiaj umówić.
- O kurczę. Dzisiaj się z nim pogodziłaś i już nocne schadzki... Grubo to widzę.
- Przestań. - Trzepnęłam go w ramię.
- Dobra, już dobra. Gdzie się macie spotkać?
- Napisał mi, że w hotelu, w jego pokoju.
- Su....
- Nie komentuj.
- Dobra, ja.....
- Nie waż się.
- Okej, okej....
- Co robicie? - Zapytała Poppy wchodząc do salonu.
- Rosaline esemesuje z Li, a ja śledzę jej wiadomości.
- Louis, wstydź się.
- No co?
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
- Ja nie jestem ciekawy.
- Nie, wcale.... Tu mi jedzie czołg, a tam strzela.
- Rosaline ma rację. - Wtórowała blondyna.
- Słuchajcie, ja idę się wyszykować i spadam.
Poszłam do mojej wielkiej garderoby, (jak prawie każda kobieta mam hopla na punkcie ciuchów i dodatków). Postanowiłam, że ubiorę spódnicę i bluzkę w odcieniach ecru, a make up zrobię mocniejszy niż zwykle. W rezultacie wyglądałam tak:
Wyszłam z domu, wsiadłam do samochodu i prosto pojechałam do hotelu. Miałam udać się pod numer 203. W recepcji pani powiedziała którędy mam iść i wedle jej wskazówek udałam się pod wspomniany wcześniej numer drzwi. Delikatnie zapukałam i już po chwili otworzył mi je Liam. Wyglądał przecudnie. Miał na sobie białą koszulę, jeansy i czarny kapelusz, który tak bardzo mu pasuje. Moja pierwsza myśl, która się pojawiła, to co ja takiego najlepszego narobiłam..... W tym roku pewnie świętowalibyśmy 5 rocznicę naszego związku. Ale nic. Wszystko jest do zrobienia. Teraz muszę dowieść, że bardzo mi na nim zależy i niczego już po prostu nie spierdolić....
- Wow, Rose, znaczy się Rosaline, wyglądasz pięknie.
- Dziękuję, ty również.
- Proszę, wejdź.
W pokoju panował idealny porządek. Atmosfera o ile mogę tak powiedzieć, była bardzo przytulna, tak miło.
- Nie rozgoszczę cię tutaj, bo idziemy w inne miejsce.
- Inne?
- Tak, chodź za mną.
Złapał mnie za rękę i prowadził w stronę windy, na szczęście działającej windy... Wcisnął guzik z numerkiem ostatniego piętra i już po chwili winda wjechała na dach, a w zasadzie na wielki taras, na którym nie było nikogo, ani nic, oprócz stolika, kilkunastu świec, wina i kilku przystawek.
- Liam, nie musiałeś. Nie zasłużyłam na to.
Położył palec na ustach i zaprowadził mnie do stolika. Nalał wina i zaczął rozmowę.
- Nie patrzmy w przeszłość. Zaufałem ci na nowo, a jeszcze mocniej pokochałem. Chcę żeby było jak dawniej. Poszedłem do psychologa, bo myślałem, że sesje mi pomogą, jednak potrzebna byłaś mi ty.
- Obiecuję ci, że już nigdy nie zrobię ci żadnego świństwa. Przez ostatnie lata, zachodziłam się w głowę co ja najlepszego zrobiłam. Miałam skarb, który straciłam.... Na prawdę jeszcze raz i to bardzo mocno, z całego serca przepraszam cię za wszystkie krzywdy jakie ci wyrządziłam.
Kolejne minuty, godziny spędziliśmy na rozmawianiu, musieliśmy nadrobić te wszystkie stracone lata, w których nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu. Po raz drugi odkryliśmy jak bardzo wiele nas łączy i do czego może doprowadzić niemoc spowodowana przez presję ze strony drugiego człowieka, jakim był Harry. Na szczęście on nam już nie zagrażał. Wszystko wskazuje na to, że czas niepowodzeń minął, a my możemy skupić się na odbudowywaniu tego, co legło w gruzach.
-----------------------------------------------------------------------------------
Hej wszystkim po miesięcznej przerwie!
Przepraszam, że nie było mnie tak długo, ale szkoła, szkoła i setny raz szkoła. Przez tą dziadowską placówkę nie mogłam zająć się i myśleć o czymś innym, jednakże teraz mam ferie i z pewnością pojawi się jeszcze jeden lub kilka rozdziałów. Zobaczę co mi wena podpowie :)
Czekam na wasze opinie odnośnie rozdziału. :)
Miłego dzionka Kochani! :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
