- Coś czuję, że te święta będą bardzo ciekawe... - Mówię sarkastycznie sama do siebie wyglądając przez okno, za którym na chwilę obecną widzę tylko kilka osób próbujących przedostać się przez zaspy białego puchu.
Odchodzę od okna i siadam w wielkim fotelu przed kominkiem, z którego bucha przyjemny żar ciepłego powietrza. Na stoliku, w kubku jest moja owocowa herbata, zapewne już całkiem zimna, bo nie ulatnia się z niej żadna para wodna. Właśnie zdaję sobie sprawę, że w końcu nastała ta wiekopomna chwila, kiedy właśnie cofamy się o dobre 200 lat wstecz. Jest pełno śniegu, nie ma Internetu, ani prądu, a ludzie w końcu zaczynają żyć. Słyszę radosne krzyki przed moim domem. To dzieci, które właśnie wybiegły na dwór i rzucają się kulkami zrobionymi ze śniegu. To dokładnie te same dzieci, którym każdego dnia Internet i telewizja dyktują każdy krok w realnym życiu.
Wstaję z siedziska i podchodzę do olbrzymiego regału z przeróżniastymi książkami, w których mogę wybierać od klasyki thrillerów po fantastykę. Moją uwagę przykuwa dawano już nieczytana przeze mnie "Plaża Babylon". Biorę ją w moje dłonie i uważnie przyglądam się okładce.
- Pamiętam jak ich życie (milionerów i miliarderów) mi imponowało, ale z drugiej strony obrzydzało. Nigdy nie mogłam pojąć co niektórych ich zachowań i tego jak można nie szanować cudzej pracy lub wymuszać rzeczy, które są nie do osiągnięcia . - Myślę.
Po chwili dumania oddalam się od książek i tym razem siadam bliżej kominka, by blask padający od niego dobrze oświetlał mi czytane przeze mnie strony.
***
Minęły solidne dwie godziny, kiedy z amoku czytania wyrywa mnie ciężkie pukanie w drzwi. Podnoszę wzrok znad książki trochę zdezorientowana, lecz po chwili, gdy słyszę ponowne stukanie, wstaję i udaję się w stronę drzwi.
- W końcu otworzyłaś. Już myślałem, że cię nie ma. - Mówi słodki blondyn z czapką renifera na głowie.
- Niall! - Krzyczę pełna entuzjazmu i rzucam mu się na szyję. - Już myślałam, że nie dojedziesz przez ten śnieg. Wchodź do środka, ściągaj kurtkę i tą twoją oldschoolową czapkę.
- W całym mieście nie ma światła? - Pyta.
- Nie, bynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Byłeś już u rodziców?
- No coś ty. Z tobą mieszkam, a nie z mamą i tatą.
Uśmiecham się na te słowa, które są utwierdzeniem, że nie jest typowym maminsynkiem, a ten typ facetów jest najgorszy ze wszystkich.
- Chcesz coś do picia albo do jedzenia? - Proponuję.
- Nie. W Londynie poszedłem przed odlotem na lunch z chłopakami i nie jestem głodny. Wercia, mam pytanie.... Zdążyłaś zrobić zakupy na jutrzejszą Wigilię?
- Ty tylko o jednym. - Śmieję się. - Nie martw się, zdążyłam. Zapasy są i z głodu nie umrzesz.
- To dobrze. - Na jego twarzy pojawia się uśmiech. - Idę zanieść walizkę z ciuchami do pralni.
- Weź latarkę. - Wskazuję na stolik w korytarzu.
- Racja. - Stuka się w głowę i zmierza w kierunku czarnego przedmiotu, w którym drzemie potężna moc światła.
Kilka minut później, Niall znów pojawia się na moim horyzoncie i coraz bliżej przybliża się do mnie.
- Weronika, ja wiem, że Wigilia dopiero jutro, ale ja nie mogę dłużej czekać.
Przez moją głowę przebiegają tysiące myśli, nie wiem czego mogę się za chwilę spodziewać.
Ten słodziutki żarłoczek przyciąga mnie do siebie i mocno przytula. Nie wiem co mam powiedzieć. Kiedy wypuszcza mnie ze swoich silnych ramion, z rękawa sweterka wyciąga małe, czarne pudełeczko i bez słów mi wręcza. Zauważam, że uśmiecha się nerwowo w oczekiwaniu na moją reakcję.
- Niall, co to jest? - Pytam pozytywnie przerażona.
- Otwórz to się przekonasz.
Pomalutku uchylam wieczko pudełeczka, a moim oczom ukazują się kluczyki. Tak, kluczyki.
Uśmiecham się szeroko i spoglądam moimi brązowymi oczami na postać przede mną.
- Pamiętasz jak kiedyś mówiłaś, że chciałaś mieć Jeepa i wysiadać z niego na parkingu w szpileczkach?
- Mój Boże... Niall, ty chyba żartujesz? - Pytam z szeroko otwartymi gałkami ocznymi.
- Nie. Dokładnie 6 godzin temu pojechałem z Carolą do salonu samochodowego w Londynie. To, że ona zna twój gust, wie co ci się może podobać, więc skutkiem wojny i kompromisu oboje doszliśmy do porozumienia, że ten model co wybraliśmy będzie trafiony i z pewnością ci się spodoba. A z racji tego, że ciężko jest się tu dostać, to jutro, w Wigilię przyjadą nim Harry z Carolą.
- Kocham cię! - Krzyczę, a z moich oczu zaczynają spływać łzy szczęścia.
Nie mogę się powstrzymać.... Rzucam się na jego usta i w ramach podzięki gorąco całuję. Odrywam się na chwilę by złapać oddech, szepczę ciche "dziękuję" i wracam do robionej wcześniej czynności.
WIGILIA
Budzę się cała w skowronkach, a do moich nozdrzy dochodzi słodki zapach kakaa i jajecznicy. Na niebie nie ma ani jednej chmury, a słońce pięknie świeci odbijając swój blask w śniegu przez co wydaje się, że jest bardzo jaskrawo. Wstaję z łóżka by otworzyć okno. Delikatnie, na czubkach palców stąpam po lodowatej podłodze. Uchylam okno by zaczerpnąć świeżego powietrza, lecz atakuje mnie siarczysty mróz. Cofam się i z powrotem siedzę pod ciepłą kołdrą w czerwone wzory. Spoglądam na ekran swojego telefonu i dostrzegam kilka wiadomości, których nie sprawdzam.
- Dzień dobry kochanie! - Wchodzi Niall z tacą na której trzyma posiłek.
- Śniadanie do łóżka... Kochany jesteś.
- Dla ciebie wszystko.
Podaje mi śniadanie na kolana, a sam pakuje się obok mnie.
- Smacznego. - Mówi i pokazuje swoje białe zęby. - Jest już prąd i od rana działają odśnieżarki.
- To świetnie! - Odpowiadam z pełną buzią. Nialluś, kochany mój, wiedziałam, że kochasz jeść, ale że tak pyszną jajecznicę robisz to jestem w szoku.
- Widzisz Wera, nie doceniasz mnie.
- Palnęłabym cię poduszką w głowę, ale rozlałoby się kakao, a ja nie mam zamiaru w Wigilię włączać automatu.
- To nawet całkiem fajnie. - Mówi zamyślony.
- Co fajnie? Co ty kombinujesz? - Pytam.
- Ja? Nic.
- Niall....? Znam ten ton głosu.
- No dobra. Wiem, że dzisiejszą kolację mieliśmy spędzić tylko we dwoje, ale z racji tego, że Carola z Harrym dzisiaj przyjadą to ja z Haroldem wymyśliliśmy coś innego.
- Carola o tym wie?
- Nie.
- Zaczynam się bać, bo kiedy Harry rzuci głupim do potęgi entej pomysłem, cała wasza trójka się szczerzy i jesteście za tą propozycją.
- Weronika, obiecuję ci z ręką na sercu, że to będzie najlepszy dzień w twoim życiu.
- Najcudowniejszy dzień był wtedy, kiedy cię po koncercie spotkałam, więc nie wiem jak ty to przebijesz. - Głupio się śmieję.
- Jeszcze się zdziwisz.....
***
Stoję w korytarzu z moją i Nialla, którąś z jego pokaźniej kolekcji walizek, walizką. Blondyn szpera w jednej z szuflad z dokumentami i szuka dowodu rejestracyjnego od samochodu, którym mamy jechać. Słyszę charakterystyczny dźwięk. Jestem pewna, że dostałam wiadomość. Ściągam rękawiczkę z prawej ręki i wyjmuję telefon z torebki, w której mam rysownik i ołówek.
OD CAROLINE: Hej Słońce! :* Zjechaliśmy już z promu i nie wiem co się dzieje, ale Harry prowadzi mnie w jakieś krzaki.... Dosłownie. Wiesz coś o tym?
DO CAROLINE: Zastrzeliłaś mnie tym pytaniem. Nic nie wiem. Niall nic mi nie mówił, powiedział tylko, że to będzie najlepszy dzień w moim życiu..... O.o
OD CAROLINE: No to całkiem nieźle.... Jeśli za jakiś czas okaże się to głupim żartem, albo dennym pomysłem, nie musimy nawet zgadywać kto był pomysłodawcą...
DO CAROLINE: Taaa... Nasz Haroldzik....
Włożyłam telefon do torebki, a na "nagą" dłoń założyłam uprzednio ściągniętą rękawiczkę.
- I co, znalazłeś? - Pytam.
- Tak. Możemy jechać. Nie! Nie możemy jechać!
- Co znowu?
- Zapomniałem o gitarze!
***
Na dworze pomału robi się ciemno, dochodzi godzina 16:30, a my nadal jedziemy. Ku mojemu zdziwieniu wjeżdżamy w jakąś polną drogę. Wokół nas nie ma nic, tylko drzewa, las. Niall podaje mi do rąk czarną chustę i każe zawiązać oczy.
- Po co mam to zrobić? - Pytam.
- Nie zadawaj zbędnych interpelacji (pytań). Jeszcze 5 min drogi. Zaufaj mi.
Biorę głęboki oddech i zawiązuję swoje oczy.
5 minut ciągnęło mi się w nieskończoność. Miałam wrażenie, że w ciągu tych paru minut zdążyłabym narysować stos obrazów i myślę, że wyszłyby całkiem nieźle.
Słyszę charakterystyczny dźwięk zaciąganego hamulca ręcznego.
- Ściągnij chustkę.
Robię to co każe mi blondyn, a chwilę po tym, moim oczom ukazuje się oświetlona lampkami chatka na środku polany wokół, której nie ma nic oprócz lasu. Prawdę mówiąc najbardziej moją uwagę przykuwa stojący przed domem wielki samochód. Z racji tego, że jest już ciemno wytężam wzrok by dokładniej przyjrzeć się formie samochodu.
- Na co czekasz. - Mówi Niall śmiejąc się.
Wybiegam z pojazdu, w którym aktualnie się znajduję i prędko gnam do drugiego samochodu. Oglądam go z każdej strony. W końcu wchodzę do środka, dotykam kierownicy i folii, którą okryte są siedzenia.
- Zadowolona?
- No wiesz. Teraz schodzisz na boczny tor, bo moją nową miłością jest ten o to cudowny samochód. Pogódź się z tym Niall.
- Jakoś przeżyję... - Mówi, próbując udawać rozpacz, lecz kiepsko mu to wychodzi.
Wychodzę z pojazdu i łapczywie całuję Nialla, tak jakby zaraz miałoby go nie być.
- Pocałunki przy -25. Tego mi było trzeba. - Szepcze blondyn.
- Dobra hołota. Dosyć tych czułości! - Mówi Carola wychodząc przed domek razem z Harrym.
- Caroline, Harry! - Krzyczę. Odrywam się od Niallerka i szybkim krokiem podchodzę najpierw do Caroline, a potem do Harolda i mocno ich wyściskuję.
- Dziewczyny, idźcie do środka, a ja z Niallem wniesiemy bagaże.
KOLACJA
Złożyliśmy sobie życzenia i właśnie zajadamy się różnymi pysznościami, które przygotowała Carola razem z Harrym. Błąd! Sama Carola, bo Harry jeśli chodzi o gotowanie to ma dwie lewe ręce. Kiedyś chciał zupę ugotować. Postawił na palnik garnek z wodą i poszedł coś robić. Dobrze, że mieszkanie się nie spaliło....
- Jestem nie najedzony, lecz nażarty. Pękam w szwach. - Mówi Niall.
Patrzymy się z niedowierzaniem, a w naszych oczach przewija się pytanie: "A może on jest chory? To nie możliwe.... On najedzony?!"
- Dobra panie i drogi Styles'ie, ja porywam moją Polish Piękność na spacerek, a wy macie dom do dyspozycji.
Harry i Carola umownie wymienili się spojrzeniami co o czymś świadczyło....
***
- Niall gdzie ty mnie prowadzisz?
- Zaraz zobaczysz.
- I po co ci ta gitara na plecach? Nie. Patrz. Tam się pali ognisko. Ja nigdzie nie idę. A jak to jakiś bandyta, złodziej, pijak, a może gwałciciel? Ja się boję.
Mój kochany chłopak trzyma mnie za rękę i w takiej chwili, chwili zgrozy szczerzy swoje zęby, że o mało mu nie wypadną.
- Z czego ty się tak cieszysz?
- Bo tam nikogo nie ma. To ognisko miało być rozpalone.
- Świetnie. Zawsze marzyłam o śpiewaniu piosenek w środku lasu i to jeszcze przed północą... - Myślę.
Przez chwilę zapada między nami niezręczna cisza, aby ją przerwać zaczynam śpiewać.
- Chłopiec z gitarą byłby dla mnie parą, może mnie o rękę prosić chociaż dziś. Nanananana nie pamiętam jak to dalej szło.
Choć jest ciemno zauważam kątem oka, że Nialler znów się uśmiecha. Nie wiem co mu dzisiaj się stało, ale jest tak radosny, że zastanawiam się czy on jest na pewno trzeźwy.
- Piłeś coś dzisiaj?
- No coś ty. Przecież samochód prowadziłem.
- To co ty taki wesolutki jesteś?
- Usiądź. - Niall wskazuje na kłodę drzewa obok rozpalonego ogniska, a sam stoi naprzeciw mnie.
- Pamiętasz jak się poznaliśmy. Było to po koncercie, wypadł ci telefon i go znalazłem. Wtedy nie mogłem oderwać od ciebie wzroku. Cały czas patrzyłem i patrzyłem i nie mogłem nasycić się twoim widokiem. Miesiące mijają, a ja chcę więcej i więcej. Nie mogłem zrozumieć dlaczego tak się dzieje, ale teraz już wiem: jestem w tobie zakochany. Jestem zakochany i jednocześnie przerażony, że ciebie stracę. Dlatego nie chcę ryzykować ani chwili dłużej. - W tym momencie Niall klęka przede mną, a z kieszeni kurtki wyciąga czerwone pudełeczko. Weronika, czy zostaniesz moją żoną?
Jestem poruszona i wzruszona, moje oczy wypełniają się łzami. Mam do wyboru dwa magiczne słówka, bez namysłu wybieram...
- Tak! Wyjdę za ciebie! - Wstaję z kłody i tulę się mocno do blondyna.
- Tak się cieszę! Kocham cię tak bardzo mocno!
- Ja ciebie też!
Nasze usta łączą się w długim i namiętnym pocałunku. Jeszcze chwilę temu myślałam, że zamarznę. Teraz jestem rozpalona do czerwoności.
Kiedy przestajemy się całować, a pierścionek pięknie błyszczy w blasku księżyca, Niall przejmuje inicjatywę.
- Z racji tego, że mamy Wigilię muszę ci zagrać i zaśpiewać jedną piosenkę.
Usiadłam z powrotem na moje wcześniejsze miejsce i zamieniłam się w słuch.
Pierwsze akordy.... Znam to!
Last Christmas
I gave you my heart
But the very next day
you gave it away
This year
To save me from tears
I'll give it to someone special....
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam Was Kochani! :* Dostałam w wiadomości prywatnej zamówienie na imagin z Niallem dla Victorii Moore. Podchodziłam do niego kilka razy i ostatecznie wyszło mi coś takiego. :) Wiem, że mistrzem pisania imaginów nie jestem, ale myślę, że wyszło mi całkiem do przegryzienia. :) Opinie zostawiam Wam, a przede wszystkim Weronice. :*
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Z racji tego, że jutro jest Wigilia to pragnę złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia. Od razu mówię, że nie jestem fanką, kopiuj-wklej dennych życzeń, czy też świątecznych wierszyków. ;)
W Wigilię Bożego Narodzenia
Gwiazda Betlejemska drogę wskaże.
Zapomnijmy o idiosynkrazji*,
otwórzmy skrzynię pełną słodkich marzeń.
Niechaj Niewinność z Panem Bogiem,
jak Trzej Królowie z darami swoimi,
staną cicho za Waszym progiem,
by urealnić to, co dotąd było marzeniami.
Ciepłem serc otulmy naszych bliskich
i uśmiechnijmy się do siebie.
Magia Świąt niechaj zjedna wszystkich,
Niech wszystkie spory odejdą w kąt,
Niech zamartwienia i smutki, które
towarzyszyły Wam dotychczas ulotnią się
niczym niewidzialna mgiełka, a Nowy Rok,
który nadchodzi wielkimi krokami, niech
przyniesie Wam same pozytywy i radość z
życia.
WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO 2016 ROKU!
*niechęć do innych

