Cudowna sobota i mniej cudowne angielskie popołudnie.... Czy tu musi padać 24h?! No dobra, ale w sumie się wyspałam i wstałam o normalnej porze co w moim słowniku oznacza godzinę 13. Rozejrzałam się po pokoju, ziewnęłam i spojrzałam na Poppy, siedzącą na swoim łóżku naprzeciwko mnie.
- Co tu tak pusto? - Zapytałam.
- Dziewczyny wróciły do swoich domów.
- Słucham?!
- No bo madame uznała, że nie potrzebne są już w tej szkole, bo są na tyle dobrze wychowane, że mogą wracać do domu.
- Na początku roku szkolnego?!
- Dyrektorka to lisica..... Jej wolno wszystko, nawet jeśli uczniowie i cała szkoła protestuje...
- A to suka!
- I tu się o dziwo z tobą zgadzam!
- Ale teraz zostałyśmy tylko we dwie. Będzie ciężko się ogarnąć, ale damy radę! - Powiedziałam wkurzona.
- A tak zmieniając temat, to idziemy razem na bal?
- Bal, bal, bal..... To niegłupi pomysł! Będzie okazja odegrać się na Amandzie, a przy okazji..... poderwę syna dyrektorki i wylecę ze szkoły! Zapowiada się całkiem nieźle!
- Cóż za entuzjazm, ale jak ty się cieszysz to i ja się cieszę!
- Oki. To ja idę się ubrać i zjemy coś na mieście.
- A po co chcesz iść na miasto? - Zapytała Poppy.
- Jak to po co?! A strój na bal?
- Ale to ma być bal, o tematyce nowożytnej Anglii i stroje nasze mają wyglądać jak za tamtych czasów. Jednym słowem mówiąc, to to jest bal przebierańców.
- Ciebie chyba pogrzało, że wskoczę w jakąś śmierdzącą kieckę z wypożyczalni strojów i to w dodatku na bal przebierańców!
- Ale inaczej madame będzie zła.
- A uczył cię ktoś kiedyś takich dwóch zdań: Miej to w dupie i Wrzuć na luz?
- Ale ty...
- Ja wszystko doskonale rozumiem, ale najpierw zanim pojedziemy do miasta mam plan na fajną akcję...
***
Ubrana i gotowa do wyjścia złapałam Poppy za rękę i pociągnęłam za sobą na dziedziniec przed głównym budynkiem.
- Co ty chcesz zrobić? - Zapytała blondynka półszeptem.
- Patrz co mam.
- Płyta CD?
- Tak. Widzisz ten samochód? - Zapytałam.
- Samochód woźnej.
- No właśnie i w dodatku kabriolet.
- Ty chcesz...
- Mhm. Nawet mam kluczyki, żeby nie włączył się alarm.
- Szalona jesteś, ale co mi tam... W końcu raz się żyje!
- Takie podejście to ja lubię!
Wkradłyśmy się obie do samochodu Cerbera, wsadziłyśmy płytę i odkręciłyśmy jeden malutki guzik, od którego wszystko zależy i szybko pobiegłam odstawić kluczyki na miejsce. Wyszłam na dwór, a Poppy stała i śmiała się z tego co zaraz nastąpi, gdy nagle usłyszałyśmy brzęczenie silnika.
- Na dół! Szybko! - Krzyknęłam i wczołgałyśmy się pod samochód czarnej damy.
Samochód, który wjechał na dziedziniec zaparkował koło pojazdu, pod którym byłyśmy ukryte. Usłyszałam brzęk uderzających o kamyczki kluczyków od samochodu i za chwilę zobaczyłam dłonie i głowę Liama, który schylał się po przedmiot leżący na ziemi. Kiedy zobaczył nas, zrobił minę w stylu "WTF" i już miał coś powiedzieć kiedy automatycznie obie na raz przytkałyśmy palec do ust, nakazując, że ma być cicho.
- O, dzień dobry pani Wilkinson! - Krzyknął Liam do właśnie wychodzącej z boku pałacu woźnej.
Poppy wykorzystała ten fakt i wydała z siebie odgłosy pierdzenia, na co czarna mamba skarciła wzrokiem syna dyrektorki, a ja ze śmiechu ukryłam twarz w dłoniach.
- Nie ładnie tak chłopcze!
- Przepraszam panią, no bo to... ten.. tamtego.... Fasolę jadłem.
Woźna poszła po coś do schowka, Liam poszedł do matki, a my wykorzystałyśmy sytuację i wyszłyśmy z samochodu.
- Chodźmy się przebrać. - Powiedziałam, bo od mokrej ziemi wyglądałyśmy jak moczone w gównie...
***
Stałyśmy sobie na przystanku. Nawet zaczęło się przejaśniać co było dla mnie normalnie jak prezent pod choinkę w Boże Narodzenie. Ale mniejsza z tym. Tylko wkurwiające jest to, że jestem w żółtym sweterku z psią mordą..... W życiu bym się tak nie ubrała.... Ale oczywiście nie wpakował mnie w to nikt inny jak tylko ta obesrana po pachy Amanda!
- Rose! Chodź! - Krzyknęła za mną Poppy, kiedy weszła do autobusu.
- Czekaj! Muszę znaleźć mój środek dezynfekujący!
- Rrrrrroooooosssssseeeeee!
Podniosłam wzrok i ujrzałam ruszający autobus. Szybko rzuciłam się w pościg za nim i ledwo co, ale ostatkiem sił udało mi się do niego wskoczyć. Ja nie wiem, ale ten kierowca albo był ślepy, albo nie posiadał lusterek!
- Słyszycie tą melodię? - Zapytała jedna z dziewczyn.
I wtedy wszystkie odwróciłyśmy się w jedną stronę, by już za chwilę móc cieszyć się widokiem pani woźnej z popsutym dachem i piosenkami Black Sabbath na całą możliwą głośność w samochodzie. Ten widok i nasz śmiech..... Boże, to trzeba było zobaczyć na żywo!
CHWILĘ PÓŹNIEJ
Dojechałyśmy na miejsce i znów zaczęło lać -_- Kto wymyślił tutaj tak popieprzoną pogodę ja się pytam?! Kto?! No dobra, ale pomijając ten cały deszcz to doszłyśmy do jakiejś kawiarenki, pubu. Nawet nie wiem jak to nazwać i kiedy zobaczyłam co oferują do zjedzenia to myślałam, że się porzygam. Chleb z frytkami, kanapka z chipsami..... Jak oni to jedzą?! I że się jeszcze wrzodów żołądka nie nabawili, czy czegoś tam innego.....
- To zamawiasz coś?
- Wiesz Poppy, chyba skuszę się na ciasto czekoladowe. - Powiedziałam. - W końcu musi być zjadliwe. - Dodałam pod nosem.
- Co mówiłaś?
- A nic, nic.
Kelner przyjął zamówienie i za momencik przyniósł mi kawałek ciasta z herbatą. Na oko ciasto wyglądało ładnie, pachniało nawet przyzwoicie, ale po jednym kęsie poleciałam do toalety no i...... wiecie sami co było...... Przemyłam twarz zimną wodą, wytarłam ją ręcznikiem papierowym zapłaciłam i szybko wyszłam z tego miejsca.
- Coś ty tak wyleciała jak poparzona? - Zapytała Poppy.
- Nie ważne..... Pewne jest, że więcej tam nie wracam. A teraz bez zbędnych pytań udajmy się do sklepu z normalną, zaznaczam normalną odzieżą.
- To tylko tyle? - Zapytałam wchodząc do sklepu, a właściwe secondhandu.
- Nom. Kupujemy tutaj ciuchy, bo pieniądze idą na cele charytatywne.
- Mój Boże.... Żeby dziewczyna nie mogła się normalnie ubrać. No ale nic, jeśli mamy tylko to do wyboru..... No i przy okazji kupimy z 2 kg proszku do prania, bo ja nie mam zamiaru chodzić w śmierdzących ciuchach po kimś innym.
- Wyluzuj! Czarna mamba wypierze.
- I kto to mówi.....
Kolejne dwie godziny minęły nam na mierzeniu i łączeniu różnych zestawów kolorystycznych. Kiedy w końcu udało nam się "w miarę" coś wybrać to zapłaciłyśmy i usiadłyśmy na ławce na dworze.
- Jak impreza to i jakieś procenty by się przydały.
- Piłaś już?!
- A ty nie Poppy?!
- Nie.
- No to pora spróbować! - Krzyknęłam rozweselona na maksa.
- Ale nie sprzedadzą nam alkoholu.
- Nie martw się. Ja już o to zadbam, że nam sprzedadzą, ale musisz mi w tym pomóc.
- Jak?
- Normalnie. Po prostu jak wejdziemy do sklepu, to od samego progu musimy udawać dorosłe i najlepiej mężatki.
- Nie widzi mi się ten pomysł....
- Nie marudź tylko chodź!
Przekroczyłyśmy próg sklepu i od razu zaczęłyśmy odgrywać naszą scenkę....
- Jak tam twoje dzieci? - Zapytała przerażona blondyna.
- A bardzo dobrze, uczą się lepiej, niż ja w ich wieku. A co tam u twojego męża? - Spytam, przemierzając półki z winem.
- Nawet w miarę mu idzie. Znalazł sobie nową pracę i ma nawet szansę wskoczyć na miejsce starego kierownika.
- O to trzeba świętować! - Powiedziałam z entuzjazmem i sięgnęłam po słodkie, deserowe Porto i razem z Poppy udałam się do kasy.
- O jajka czekoladowe! - Krzyknęła Poppy i drapnęła dwa.....
PODSUMOWANIE
Dzień mogę zapisać do prawie udanych. No właśnie "prawie", bo gdyby pomijając Amandę i ten niewypał w sklepie, to byłoby nawet całkiem przyzwoicie....
Jak doszło do tego, że miałam na sobie ten obleśny sweterek? No cóż.... Otóż kiedy dzisiaj w korytarzu na dole były zapisy na jutrzejszy bal, to oczywiste, że poszłam się zapisać. Ze mną była Poppy, a za nami ta psycholka..... Kiedy zobaczyła mój strój i trend w jakim chodzi się teraz w Stanach to normalnie wgięło ją w podłogę. Zaczęła coś pieprzyć o manierach wyrażanych strojem i o tym, że wyglądam jak ladacznica na tle całej, porządnej szkoły i ble ble ble..... Więc wpadła na pomysł, że poleci do "cudownej" dyrektorki i naskarży na mnie. Ta zgodziła się z zarzutami Amandy i wręczyła mi ten ohydny sweter i zakazała ściągać. Sprzeciwiłam się, ale powiedziała, że jak ściągnę to nie przyjdę na bal..... i tu mnie miała, bo na bal musiałam pójść!
A jeśli chodzi o sprawę drugorzędną, tą ze sklepem, to gdyby nie to, że Poppy zachciało się jajek czekoladowych to wino byłoby nasze! Następnym razem, na pewno je kupimy!
O fuck! Alarm przeciw pożarowy! Spadam! Zabieram zeszyt i lecę......
Okey. Już po wszystkim. Stoimy na dworze i dyrektorka właśnie poinformowała nas, że to tylko ćwiczenia i każe rozejść się do pokoi. Wybrałam inną drogę. Po drabince i rynnie, która zaprowadziła mnie do czyjejś łazienki.....
- Kto tam jest? - Usłyszałam męski, silny głos za kotarą wanny.
- Collins, Rose Collins.
- Collins..... Czy czasem nie ma ćwiczeń przeciwpożarowych?
- Skończyły się.
- To idź do pokoju, zanim ktoś cię tu nakryje.
- Bardzo przepraszam pana, ale nie wiedziałam, że tu trafię.
- Dobra, dobra Collins... Idź już do pokoju.
- A......
- Prawo, lewo, schody i prosto.
- Dobrze. Dziękuję i jeszcze raz przepraszam.
My God! Wlazłam do czyjegoś kibla.... Mam nadzieję, że to nie był pan od francuskiego... Jakby jego żona mnie przyłapała, to chyba miałabym przerąbane na w-fie do końca mojego pobytu tutaj.
Dobra, na dzisiaj koniec wrażeń....
Cóż. ..co na pewno można powiedzieć to to, że przy twoim opowiadaniu mogę się uśmiac do łez. ..tak już kolejny raz wyję jak głupia ze śmiechu
OdpowiedzUsuńAkcja z samochodem wygrała, i jeszcze ta ich rozmowa w sklepie xd
chleb z frytkami? ?? Gdzie tak jedzą? :P
Pieprzona Amanda -,-
Jestem mega ciekawa sytuacji z Liamem ;)) tak wiem jeszcze poczekam
zajebisty rozdział jak zawsze <3
Życzę dużo weny i czekam na kolejny ;*
Tym komentarzem sprawiłaś, że szczerzę się do telefonu jak jakiś debil..... :D Dziękuję, bo jest cudowny, a weny nigdy nie za dużo :-*
UsuńCzytając ten rozdział padłam ze śmiechu..Akcja ze samochodem rozwala system!!! A te jajka czekoladowe...:D Sama bym tak krzykneła:)
OdpowiedzUsuńP.S. To teraz wiesz, że ze mną będzie, jak z Poppy i nie uda nam się kupić % xd haha
Z Rose?! Coś ty... One wcześniej, czy później (a w szczególności Rose) dopną swego :D
UsuńHa ha kara czy ten w kiblu to nie louis albo liam ha ha te akcje super the best forever / Veroni mineral
OdpowiedzUsuńNie powiem kto był w kiblu :D Sami się musicie domyśleć :D
UsuńJezu, co za akcje!
OdpowiedzUsuńTa z samochodem zajebista!
No sklep niewypal ,ake następnym razem się uda:)
Czyżby trafiła na Liama? A może to Louis??
Heheh
Czekam na nexta
Jestem mega szczęśliwa, że ci się podobało <3
UsuńNie było cię tak długo, ale warto było czekać, bo rozdział jest wyśmienity!!!! ^^ Ta babka i ta płyta w samochodzie było najlepsze! Ryłam jak debil ze śmiechu, aż się poryczałam :D Jak ty coś wymyślisz, to rozwala system :D a co do kibla, boże co za komiczna sytuacja... :D Ale wydaje mi się, że był to Liam... :D Weny ślę i do następnego <3 :-*
OdpowiedzUsuńWielkie dziękuję!!! <3
UsuńNo to miałam chwilowo przerąbane, bo czytałam twój rozdział na godzinie wychowawczej, tak że pani nie widziała i jak rypłam śmiechem to cała klasa "WTF" :D, a pani foch, że nie słucham jej wykładu na temat wartości rodzinnych... :D Tylko szkoda, że tak smędzi.... Kobitko moja kochana, rozdział jest the Best :-* Wcześniej Ludwik i żaba, a teraz Black Sabbath i woźna w samochodzie.... :D It was very very crazy! :D I want next ♡ ♡ ♡ :-* ^^
OdpowiedzUsuńNa lekcji... :D Maj Gasz... :D Szkoda, że cię nie widziałam :D
UsuńNo nie wierzę ! akcja z samochodem i Liamem, który zjadł fasolę ,po prostu przekomiczna , a co do sprawy w łazience to też podejrzewam , że to ten nasz przystojniaczek Liam :D
OdpowiedzUsuńCzekam na next :* :*
Dziękuję kochana za ten komentarz ♡.♡
UsuńCudowny!!! ♥♥♥ Jak ty to robisz, że jak coś napiszesz to jest po prostu genialne i można zdychać ze śmiechu? :* Ja ci zazdroszczę tego talentu, bo nie każdy jest humanistą i potrafi cokolwiek sklecić, tak aby miało to sens, a tobie to najwyraźniej wychodzi i to bardzo zajebiście!!! :-} Cerber wymiata i to ich wymyślone pierdzenie :D Czekam na nexcik i weny :*** ☆☆☆ ♡
OdpowiedzUsuńJak ja to robię? Nie wiem.... :D Muszę przez kilka dni oderwać się od rzeczywistości i w tedy wychodzi takie coś :D dziękuję :-*
UsuńBOŻE kocham A ten sweterek i wspinaczka do czyjegoś kibla :) rozwaliły mnie :P po prostu leje hahahahah :* Czekam na następny cudowny rozdział <3 i życzę Ci weny kochana :) bo się doczekać nie mogę /dos
OdpowiedzUsuńJa tak myślałam, że kibel ci się spodoba.... :D dzięki za wenę, bo ona jest jak najhardziej wskazana <3 <3 <3
UsuńBoski rozdzialik :-* Nie będę się rozpisywać, bo wszystko co chciałam napisać jest w komentarzach wyżej, więc życzę ci tylko całej masy weny. <3 Buziaki kochana ^^ :-* <3
OdpowiedzUsuń:*
UsuńKobieto! To jest zajebiste! Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale miałam małą przygodę w domu i niestety nie mogłam wcześniej skomentować, ale już jestem i po prostu nie mogę przestać się śmiać :D Jak ty coś wymyślisz..... :* A Rose innej drogi powrotnej znaleźć oczywiście nie mogła.... i włazła do czyjegoś kibla :D Chyba do Liama..... :D Weny i czekam na next :**** <3
OdpowiedzUsuńNie masz za co przepraszać :* Cieszę się, że już jesteś i dodałaś koma <3
UsuńNo to tak..... Zdjęcia opisujące bohaterów są idealne, a Jennerka idealnie nadaje się na Rose ^^ A co do tego rozdziału, to jest idealny, już nie mogę się doczekać, aż w końcu coś wyjdzie z Liamem.... A może to się już zaczęło, bo może to był jego kibel.... :D OMG! Szkoda, że kotara od wanny nie była odsłonięta.... Dobra, bo wybiegam w przyszłość... ** czekam na next i weny :* :* :*
OdpowiedzUsuńHaha :D Pewnie dużo osób chciałoby, aby kotary najlepiej nie było.... ^^
Usuń