poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział 7/CD

CD

         - I co? I co ci ona powiedziała? - Dopytywała się Poppy, kiedy przekraczałam próg szkoły.
- Tylko tyle, że to koniec i mam trzy godziny zanim mnie wywalą, bo najpierw papierkowa robota, więc wiesz. 
- Ale prosto w oczy ci powiedziała, że cię wyrzuci?
- Nie musiała mówić mi tego prosto w oczy. Takie coś idzie wyczuć, bez zbędnego mówienia.
- Oh, Rose... - Jęknęła blondyna z afro na głowie.
         Coś czułam, że to będą najgorsze 3 godziny czekania w moim życiu, ale prawdę mówiąc sama się tak załatwiłam, więc co ja mogę? Nie miałam nawet usprawiedliwienia, które mogłabym wykorzystać jako jakiś argument na mój pożytek, ani nic. Ciemno, ciemno i jeszcze raz ciemno... Ale w sumie to wrócę do domu. Przecież tylko na tym mi zależało. Fuck! A co będzie z Liamem i Poppy? Przecież lecę o zakład, że oni nie zostawią wszystkiego i nie polecą razem ze mną, bo raz, mam taki kaprys, a dwa, dlatego, że mnie wywalili. Chociaż prawdę mówiąc, to ta druga opcja jest bardziej realistyczna...
          - Rose.... Rose...... Rose do jasnej cholery, mówię coś do ciebie! - Warknęła Poppy.
- Co? - Zapytałam rozkojarzona, bo właśnie zostałam wyrwana z moich głębokich przemyśleń. 
- Dochodzimy już do drogi głównej jak zauważyłaś i mamy dwie opcje, albo idziemy na piechotę, albo jedziemy autobusem.
- Na piechotę. Nie mam ochoty na autobus, tym bardziej, że nie jest tak bardzo daleko do domu Lou.
- O właśnie! Wybacz, że zmieniam temat, ale z całym szacunkiem....
- Co?
- Czemu ty się tak do niego kleisz? Przecież jesteś z Liamem.
Popatrzyłam się na nią krzywo i dalej idąc polną drużką, która była o wiele bezpieczniejsza niż droga główna, jedyne na co było mnie stać, by odpowiedzieć blondynce, to:
- Wydaje ci się.
- Nie, Rose. Ty myślisz, że tego nie widać? Ty na niego ewidentnie lecisz, a jemu sprawia to wielką przyjemność.
- Ja pierniczę! Zostawiłyśmy nasze zakupy w szkole! - Krzyknęłam i natychmiast zaczęłam zawracać.
- Stój! - Krzyczała Poppy. - Liam je zabrał, bo z Lou wrócili do jego willi, bo musieli coś załatwić w urzędzie miasta, albo w tym podobnej instytucji! 
Stanęłam w miejscu i zaczęłam się śmiać. Zupełnie tak jakbym przed chwilą się czegoś najarała. Ryłam jak głupia, nawet nie wiem z czego. Z zakupów, czy mojej dotychczasowej sytuacji? Wzroku i wyrazu twarzy Poppy pod względem mojej osoby, chyba opisywać nie muszę.... 
          Do końca drogi, kiedy w końcu się uspokoiłam i opuścił mnie dziwny napad śmiechu, nasz dialog był bardzo powierzchowny. Nikt nie miał nastroju na weselsze tematy. 
- Hej piękna! - Powiedział i uśmiechnął się do mnie Lou, kiedy przekroczyłam próg salonu. 
- Daruj sobie. Gdzie jest Liam?
- Mówiłam... - Wtrąciła się Poppy, a ja jedynie skarciłam ją wzrokiem.
Z dyskretnych ruchów jej ust wyczytałam tyle co: "On na ciebie leci"..... Myślałam, że ją zaraz uduszę, ale miałam co innego do zrobienia niż duszenie Poppy...
- Na górze. - Odparł sucho.
         Ja pobiegłam do sypialni Payna, a Poppy za zgodą Louisa poszła coś ugotować... 
         Weszłam do jego pokoju, jak jakaś zbuntowana nastolatka, co ja gadam...., przecież jestem nastolatką, no dobra, ale wróćmy do wydarzeń. Weszłam do jego pokoju, jak jakaś zbuntowana nastolatka i bez żadnego słowa usiadłam na rogu jego łóżka. Ten odłożył na bok laptopa, na którym coś pisał i zaczął:
- Co się stało, Rose?
- To koniec. Ja już wszytko wiem. Twoja matka mnie wywali i już nigdy więcej się nie zobaczymy. 
Złapał moją twarz w dłonie, a mi zaszkliły się oczy.
- To ostatni dzień w naszym ży...
- Ciiiiii..... - Wyszeptał i "rzucił się" na moje pełne usta. 
Całował cudownie, ale wyrwałam się, łzy leciały mi po policzku, ale musiałam to powiedzieć....
- To koniec, Liam. Było cudownie, choć znam cię tak krótko i stażem jako para też nie mamy się czym chwalić. Kocham cię, ale związek na odległość nie ma sensu. Może jeszcze jakbym mieszkała gdzieś w UE, we Francji, Włoszech, nie wiem, ale zawsze bliżej, inaczej.... - Otarłam łzy i zerwałam się by wyjść i już miałam łapać za klamkę, kiedy Liaś złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie.
- Nie będzie żadnego końca. - Wyszeptał i zaczął całować mój kark.
Zaczęłam się opierać, lecz wkrótce się poddałam i by mu pomóc, odsunęłam na bok moje kruczoczarne włosy. Szybciutko z karku przeniósł się na usta i powtórnie zaczął je tak cudownie całować, chociaż nazwałabym to delikatnym pieszczeniem. Miałam dreszcze. Odeszliśmy od drzwi, przy których staliśmy i zostałam "rzucona" na łóżko. Podobała mi się jego dominacja nade mną. Dość przyjemne uczucie, bo w chociaż jednej czynności ród damski nie musi górować nad facetami.... 
        Leżałam pod nim, czule dotykając jego ramion, a on szukał swoimi dłońmi ukojenia pod moją bluzką. Z ramion szybko przeszłam do dołu i złapałam za dolny szef jego bluzy. Zaczęłam ciągnąć ją do góry, gdy to zrobiłam moim oczom ukazał się cudowny widok wyrzeźbionego ciała. On nie chciał być gorszy. Ściągnął moją bluzkę, a ja stanik. Zawiesił się na chwilę. Zaczęłam przygryzać dolną wargę, a jego dłoń nakierowałam na moją pierś. Miało być więcej, miało być lepiej, miało być cudowniej, ale, no właśnie ALE, zapukała do drzwi Poppy z informacją, że obiad gotowy. 
- A było tak blisko. - Powiedział Liam, który w dalszym ciągu był nade mną.
Nie odpowiedziałam. Złapałam go za szyję i przyciągnęłam do mnie. Teraz dla odmiany ja zajęłam się jego ustami.
- Chodźcie! - Krzyczała blondyna.
          Mr. Payn położył się obok mnie i wpatrywał się w moje oczy, w między czasie gładził w swoich palcach kosmyk moich włosów. Leżeliśmy tak bez słów, tylko wpatrując się w siebie z dobre 5 minut, kiedy w końcu stwierdziłam, że musimy iść na obiad, a potem jedziemy do szkoły.....

W WIELKIEJ SALI, GDZIEŚ NA KOŃCU W PODZIEMIACH SZKOŁY

           Siedziałam na środku tej wielkiej i ponurej sali. Widziałam, że Liam próbował gadać ze swoją matką, ale z marnym skutkiem, bo ta zaczęła coś się do niego pultać. O co poszło to nie wiem, ale strzelam, że o mnie. Amanda z Rudą i jeszcze jakąś dziewczyną, chyba Blake się nazywa o ile dobrze pamiętam siedziały w pierwszym rzędzie, bo przecież Amanda jest w ławie przysięgłych.... :-P I kolejny powód, dla którego wylecę z tej szkoły....
- Będzie dobrze. - Powiedzieli Liam z Poppy na chwilę do mnie podchodząc.
- Mam nadzieję...
           Wszyscy wstali i rozległ się specyficzny dźwięk dzwonka używanego raz na ruski rok właśnie w takich przypadkach, jakim byłam ja i zarazem głos pani dyrektor:
- Zebraliśmy się tutaj, w tym nieszczęsnym dla nas wszystkich dniu, aby zapieczętować wniosek o wydaleniu panny Rose Collins ze szkoły dla szlachetnie urodzonych i zwykłych śmiertelników chcących szkolić swoje maniery i dobre wychowanie. Spocznij.

***

             "Rozprawa" przeciwko mnie trwała już dobre pół godziny jak nie więcej. Po żmudnym przedstawieniu wszystkich argumentów przyszedł czas na moją obronę... 
- Ja nie chciałam tego zrobić....
- Sprzeciw! - Krzyknęła Amanda, podnosząc swój zad z siedziska. - Nie wierzmy jej, że tego nie chciała zrobić, bo od miesiąca wiemy, że nie cierpi tej szkoły, chociaż to i tak za słabe słowo!
Pani dyrektor zastukała młotkiem w blat stołu i rzekła:
- Uspokój się Amanda! Daj dojść dziewczynie do słowa.
Ta się skuliła i usiadła na krzesło.
- Mów dalej, Rose.
- To był po prostu wypadek. Usłyszałam kroki, pewnie pani woźnej, bo mijałam się z nią na korytarzu niedaleko właśnie miejsca, do którego doszło do pożaru. 
- Dobrze, słucham dalej co masz do powiedzenia. 
Po tych słowach pani dyrektor, nagle z niewiadomych przyczyn wszyscy zaczęli pomału wstawać z krzeseł i w rytm klaskając, mówić moje imię. Byłam zdumiona. W szoku. Nie trwało to długo, bo Amanda zaczęła się drzeć:
- Sprzeciw! Sprzeciw! Sprzeciw! Wszyscy wiedzą, że to ona, bo nikt inny nie ma tu durnej zapalniczki z napisem "I LOVE USA" i...... - Nagle się zatrzymała, a wzrok całej sali skierowany był na nią.
- Skąd wiesz jak wyglądała ta zapalniczka? - Zapytała madame Charlotte.
- O Boże! To ty podpaliłaś szkołę! Ja ugasiłam pożar! Po prostu usłyszałam kroki i to był twój chód! Wystraszyłam się i uciekłam, gubiąc przy tym zapalniczkę, a ty wiedziałaś gdzie jestem, bo coś mi błysnęło przed oczami jak szłam do tego pomieszczenia, coś czerwonego! Nie wiedziałam co to, a to była Ruda! Kazałaś mnie śledzić! Ty świnio wredna! Wiedziałam, że mnie nie cierpisz, ale, że aż tak?! 
- Nie, nie. To nie tak. - Zaczęła bronić się Amanda.
         Niestety było za późno. 2 godziny później mogliśmy podziwiać piękny widok odjeżdżającej, a w dodatku naburmuszonej, która nie miała nic do gadania Amandy....

PODSUMOWANIE

          Ten dzień był piękny!!! Ja z Liasiem prawie ten teges.... :-D Amanda wyleciała ze szkoły, a Ruda wyleciała z ławy przysięgłych i została zawieszona w prawach ucznia!!! Kocham ten dzień. Teraz wszyscy mi dziękują, że Amandy nie ma, chociaż na dobrą sprawę to żadnej w tym mojej zasługi, bo sama się wkopała....
          Lou, kiedy zaczęła się rozprawa, wyemigrował na chwilę do Londynu załatwić jakieś dokumenty, więc nie wie co i jak, a z resztą ten temat w ogóle go nie obchodził. Traktował go tak, jakby go nie było. Może to i lepiej? 
          A teraz siedzę sobie w restauracji, do której zabrał mnie Liam, by uczcić moje oczyszczenie z zarzutów. Dzisiejszy dzionek jak i ten wieczór należy tylko do mnie no i ewentualnie do mojego boyfrienda i Poppy. ;)


niedziela, 21 czerwca 2015

Rozdział 7

       Wstałam, o ile to w ogóle można nazwać wstaniem.... No chyba, że takie o wstanie z łóżka, bo jeśli chodzi o noc to kompletnie się nie wyspałam. Cały czas zastanawiałam się co ja mam powiedzieć madame Charlotte o tym co się wydarzyło wczoraj w nocy. Chociaż jednego byłam pewna..... Jeśli powiem prawdę to wylecę z tej szkoły bez skinienia ręką. Jeszcze 3 tygodnie do tyłu twierdziłam, że nigdy nie polubię tych ludzi, że moim marzeniem jest z tego miejsca uciec. A teraz? Teraz to chyba się popłaczę, bo poznałam tak wspaniałych ludzi i wszystko nagle musi runąć jak jakiś mur, który został kiepsko zbudowany. 
       Zeszłam na dół, do kuchni w ciuchach, które miałam na sobie wczoraj, bo niestety przeze mnie wszystkie osoby z akademika straciły swoje ciuchy. Byłam tak zestresowana dzisiejszym dniem, że w ogóle nie zauważyłam godziny 6:00 rano na zegarku i tego, że wszędzie jest ciemno i wszyscy jeszcze śpią. Zaczęłam się tłuc naczyniami w szafce, kompletnie zapominając, że nie jest to mój dom i najpierw powinnam spytać się, czy mogę cokolwiek brać z szafek.
- Co ty najlepszego robisz? - Zapytał zaspany Lou, wchodząc w samych slipkach do kuchni.
- Kawę. Chcesz?
- Chwila, chwila..... - Podszedł do mnie i złapał za dłoń. - Co ty masz takie zimne ręce i czemu ty o (zerknął na zegarek) 15 po 6 robisz kawę, pomijając już ten fakt, ze nie jesteś w swoim domu. 
        Zatrzymałam się na chwilę, zawiesiłam się i wpatrywałam się w blat z marmuru, na którym było kilka rozsypanych ziaren kawy, po czym popatrzyłam się na stojącego nade mną 10 centymetrów wyżej Louisa. 
- Dlaczego masz tak spuchniętą twarz? - Zapytał, a oczy z jednogroszówek zrobiły mu się duże jak pięciozłotówki. 
        Przyznaję się: tak, płakałam. A wy byście na moim miejscu nie płakali?
- Nie, to nic. - Odpowiedziałam i jakby nigdy nic zaczęłam wycierać blat kuchenny, tym samym wyrywając moją dłoń z jego dłoni..
- Rose?!
- Powiedziałam, że to nic.
- Jak chcesz....
         Usiadł przy stole kuchennym, po czym stwierdził, że jednak mam mu zrobić tą kawę. Zrobiłam i pozwoliłam przysiąść się do niego. Kompletnie olałam to, że siedział obok mnie prawie nagi, na co pewnie większość dziewczyn śliniłaby się, ale ja niestety nie miałam na to nastroju. Przez chwilę był moment, że chciałam mu powiedź, że to moja wina, ale przecież nie mogłam. Jak go w ogóle nie znałam i jakby to wyglądało, gdybym nagle zaczęła mu się żalić, jak starej, dobrej kumpeli? 
        Nasza rozmowa w ogóle się nie kleiła. Była o wszystkim i o niczym. Parę minut po 7 wstała cała reszta, zjedli śniadanie i pojechaliśmy prosto do szkoły na krótki apel, w którym pani dyrektor o wszystkim poinformowała i powiedziała o konsekwencjach tego czynu i w rezultacie dała nam czas do wieczora i przy okazji odpuściła nam wszystkie zajęcia, jakie mieliśmy w planie.
- To co, idziemy na zakupy? - Zapytała Poppy.
- To ja was zostawiam. - Odparł Liam i poszedł do gabinetu swojej mamy.
- Nie mam nastroju na zakupy.
- Przestań. Nie mamy w ogóle ciuchów.
        Co jak co, ale blondyna miała rację. Nie miałyśmy nic. 
- Okej. A mogę twój telefon?
- Nie masz swojego?
- Z tego co pamiętam to jest on uwięziony w sejfie u madame,a mi wybacz, ale nie chce się wracać.
- No dobra, trzymaj.
         Wzięłam telefon od Poppy i zadzwoniłam do moich rodziców. Oczywiście jak zwykle dialog był powierzchowny, ale poprosiłam ich o przesłanie pieniędzy, było kilka wątów, ale po krótkich negocjacjach udało mi się wyciągnąć od nich kilka tysiaków......

***

         Byłyśmy już po zakupach i siedziałyśmy w jakiejś knajpce. Wszystko postawiłam ja. Nie powiem, że nie, ale odrobinę poprawił mi się humor, ale kiedy przypomniałam sobie, o tym co mnie czeka, mój wyraz twarzy wrócił do tego z rana. 
- Co ci, Rose?
- Muszę ci coś powiedzieć.
Blondyna wytrzeszczyła oczy, bo nie wiedziała o co mi chodzi, jeszcze nigdy nie mówiłam tak poważnym głosem.
- Rose..... Bo się zaczynam bać, o co chodzi?
Serce zaczęło walić mi tak mocno, że miałam wrażenie, że słyszą je wszyscy dookoła....
- To ja podpaliłam akademik...
Poppy jak to usłyszała, to bułką, którą miała w buzi o mało co się nie zakrztusiła.
- Co ty gadasz?! Przecież to niemożliwe!
- Możliwe.....
- Ale do cholery, jak?! 
- To było niechcący. Po prostu, bawiłam się zapalniczką i nie zauważyłam, kiedy firanka zaczęła się palić. Złapałam za pierwszą, lepszą ścierkę i zaczęłam gasić pożar. Myślałam, że ugasiłam..... Jednak nie - Dodałam ściszonym głosem.
- Boże, Rose..... Coś ty najlepszego zrobiła?! 
- ..............
- Ale wiesz co?
- Nie wiem nic, Poppy.
- Mimo wszystko nie jestem na ciebie zła. - Powiedziała przyjaźnie blondynka z burzą loków i uśmiechnęła się do mnie. - Nie mam sumienia być na ciebie zła, bo mimo wszystko, ale to ty mnie uratowałaś i wyjaśniła się też sprawa z emailem i tak na prawdę nie wszystko co wygląda groźnie, musi takie być.
- Oh, Poppy! - Powiedziałam radośnie i rzuciłam się jej na szyję.
- Dobra, a teraz chodź, wracamy, bo jeszcze Amanda coś wymyśli i będzie gorzej jak jest.
- Tak....
- A powiedz mi, powiesz o tym mamie Liama, czy czekasz, aż sami dojdą kto to podpalił?
- Powiem, muszę powiedzieć.....
- I słusznie. Lepiej mieć to za sobą. Zresztą jak powiesz dzisiaj, to może załapiesz się na mniejsze konsekwencje tego wszystkiego.
- Pewnie masz rację.... 

***

           Dojechałyśmy autobusem pod prawie samą szkołę. Poppy została pod dębem z naszymi zakupami, a ja udałam się do madame. Weszłam do wielkiego korytarza, a tam swoim uśmiechem przywitał mnie boski Louis, ubrany na sportowo - elegancko.
- Hej Rose! Widzę, że humorek poprawiony.
- Tak, tak Loui, ale pewnie zaraz będę miała zesrany humorek, więc lepiej trzymaj za mnie kciuki, żebym wyszła cała i zdrowa.
- To nawet nie pytam co zrobiłaś, a tak w ogóle to widziałaś gdzieś Liama?
- Nie, nie widziałam, ale mam wielką nadzieję, że go zaraz znajdę.
- Może poszukamy go razem?
- Nie, lepiej nie.... Muszę z nim porozmawiać bez świadków.
- Okej, rozumiem.
             Długo nie musiałam szukać, bo kiedy zostawiłam Louisa i zmierzałam ku drzwiom od gabinetu madame, nagle ni stąd ni zowąd wyskoczył mi Liam jak Filip z konopi.
- Rose, musimy porozmawiać. - Rzekł tak surowym głosem, jakby do niego należałoby zadanie dania mi ostatecznego rozgrzeszenia.....
Złapał mnie za mankiet i pociągnął za sobą do takiego jakby wgłębienia w ścianie i wyciągnął z kieszeni zapalniczkę z napisem "I LOVE USA".....
- Znaleziono to na miejscu zdarzenia i chyba nie muszę ci mówić do kogo to należy!
- Wiem, tak do mnie, ale to był wypadek! Ja nie chciałam tego zrobić! Myślisz, że teraz, kiedy jesteśmy razem, a w Poppy odnalazłam przyjaciółkę, to myślisz, że chciałam, aby tak wyszło?! Jestem jaka jestem i coś z ludzkich cech charakteru też posiadam!
- Wierzę ci, Rose, wierzę i pomogę ci na tyle ile będę mógł. - Rzekł już bez nerwów i w "miarę" spokojnym głosem, po czym przytulił mnie do siebie i pocałował w czoło.
- Idę Liam. Muszę powiedzieć to twojej mamie. - Powiedziałam i z ciężkim sercem opuściłam jego bezpieczne ramiona....
          Przed drzwiami gabinetu, wzięłam głęboki wdech i zapukałam. Usłyszałam jak zwykle "proszę" i weszłam do środka. Cóż muszę przyznać, że rozmowa do najprzyjemniejszych nie należała, ale cóż, kłamać nie mogłam, co zresztą tylko pogorszyłoby moją dotychczasową reputację. Od słowa do słowa i miny pani dyrektor, wiedziałam, że to koniec mojej kariery w tej szkole. Chociaż szczęście w nieszczęściu, że Liam i Poppy nie odwrócili się ode mnie, na razie się nie odwrócili, ale co będzie potem? 
- Jesteś teraz wolna, ale za 3 godziny zwołujemy sąd najwyższy, który zdecyduje nad twoim losem....

CDN

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------

Hejka, a w zasadzie dobry wieczór! :-D Jak widzicie rozdział CDN..... Wybaczcie, ale zaczęłam pisać go późno, bo u mnie w domu remont i prawie cały dzień latałam z pędzlem i farbą i mówiąc krótko, padam na zbity pysk. Myślałam, że uda mi się skończyć pisać rozdział, ale oczy mam jak Lou na początku rozdziału - jak jednogroszówki :-D No nic, ja spadam spać i mam nadzieję, że połowa rozdziału się Wam spodoba. Dobranoc :*            
 

niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 6

             A teraz powtarzacie za mną: Il est beau temps.  - Rzekł dyplomatycznie pan Gautier.
- Il est beau temps. - Rzekła cała klasa.
- Et certainement je suis d'accord, mais......  - Odezwała się Amanda.
            Na szczęście zadzwonił dzwonek (ostatnia lekcja), bo chyba nie zniosłabym jej popisowej rozmowy z gostkiem od francuskiego...

***

           - Wiesz co, Poppy?
- Co?
- Mam dziwne przeczucie, że coś się dzisiaj stanie.
- W dobrym, czy złym kontekście?
- Złym.... Coś mi się wydaje, że dzisiaj będzie niezła zadyma.
- Przestań. Na pewno to tylko przeczucie. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. - Rzekła blondyna, przyjaźnie uśmiechając się do mnie.
           I pomyśleć, że na początku byłam do niej wrogo nastawiona.  Sama się sobie dziwię, że byłam tak dziwną osobą. Jak mogłam oceniać ludzi po wyglądzie, po powłoce, która tylko kryje jej prawdziwa "ja".     Oto czysty dowód, że ludzi nie wolno oceniać po wyglądzie, po tym co znajduje się na zewnątrz, tylko po tym co jest wewnątrz każdego człowieka. Empatia, solidarność, chęć pomocy i wiele więcej cech charakteru. Liczy się to i tylko to.
              A tak w ogóle to wysłałam Poppy do naszego pokoju, a sama poszłam do Amandy, bo czegoś ode mnie chciała. Tak naprawdę to gdybym wiedziała co się święci to w ogóle nie poszłabym do niej.....
- Co chcesz ode mnie? - Zapytałam.
Amanda złapała mnie za mankiet od uniformu szkolnego i pociągnęła mnie w róg korytarza.
- Ja? A co ja mogę od ciebie chcieć?
- Amanda, nie po.....
- Zaraz zostaniesz zniszczona..... - Powiedziała znów tym swoim szyderczym do potęgi entej głosem.
- Wiedziałam! Ja wiedziałam! Przecież to nie byłaby Amanda, gdyby była taka miła i uprzejma! - Krzyknęłam i pobiegłam do pokoju.
Weszłam i zobaczyłam Poppy czytającą coś.....
- Do Lilly. Ta cała Poppy to kawał debilki. Jest śmierdzącym paszczurem, który nie wie co to mydełko. Nie wie kto to Yves Saint Laurent, Gucci i w ogóle.... MASAKRA!!!  Niech tylko pomoże mi się wydostać z tego przytułku dla szlachetnie urodzonych i od razu spieprzam do Ameryki. Mam nadzieję, że to już niedługo i..... - Zaczęła cytować blondyna.
- Ale to było dawno napisane. I tylko jedno zdanie z tego jest prawdziwe.
- Jakie? - Zapytała Poppy, pociągając nosem.
- To, że jesteś debilką no i jeszcze jedno, że nie wiesz kto to ci projektanci. Ale reszta jest zmyślona, Poppy, proszę!
- Nie, Rose! Wyjdź!
- Poppy...
- Wyjdź!
        Wyszłam, raczej wybiegłam i udałam się do Liama, bo dzisiaj miał być u matki. Przemierzałam w jak najszybszym tempie kilometry tych ponurych korytarzy.   Kiedy w końcu doszłam do drzwi, za którymi powinien znajdować się Liam, zobaczyłam go jak szedł obok jakiegoś mega przystojnego gościa (chyba ta cecha jest u nich rodzinna), bo pewnie to był ten jego kuzyn.
- Liam, jak dobrze, że cię widzę, musisz mi pomóc. - Powiedziałam.
Co było dla mnie dziwne, to to, że nawet się na mnie nie popatrzył, tylko bez słowa wyminął mnie rozmawiając ze swoim kuzynem. Stanęłam na środku korytarza i jeszcze raz zawołałam:
- Liam, proszę.
Odwrócił się i tylko odpowiedział:
- Z angielskim, obleśnym nudziarzem, który nie potrafi postawić się swojej matce i dla wszystkich jest podnóżkiem chyba nie masz zamiaru rozmawiać!
- Liam.... - Jęknęłam żałosnym głosem.
             Byłam zła. Najchętniej to bym zdrowo przyjebała Amandzie, tak, że nie wiedziałaby  jak się nazywa. Poszłam na dwór pod wielki, rozłożysty dąb. Padał deszcz, wszędzie było błoto. Zaczęłam płakać i walić we wszystko co popadnie. Po pewnym czasie  usiadłam pod tym drzewem, podkuliłam nogi, złapałam się za głowę, zaczęłam rwać sobie włosy. Pierwszy raz poczułam się bezsilna, kiedy w końcu zaczęłam przekonywać się do tych ludzi, szkoły to wszystko musiało się sknocić. W tamtym czasie myślałam o wszystkim i tak naprawdę o niczym do momentu, aż poczułam czyjąś dłoń na ramieniu i ten inny, ale jednak znany głos.
- Chodź Rose, nie możesz tu siedzieć. - Odezwała się madame Charlotte.
Podniosłam swój wzrok. Wyglądałam żałośnie. Rozmazany tusz, wyraz bezsilności i ciągle lecące łzy.
- Nie znalazłam nigdzie Poppy, ale ona miała rację.   Jestem starą pierdołą, która tylko zatruwa wszystkim życie. Od dzisiaj koniec zrzędzącej, starej dyrektorki. I w wielu sprawach miałaś kochana Rose rację.
- Cieszę się.
- Rose, nie udawaj. Wiem, że coś się stało, bo raz, że płaczesz, a dwa siedzisz na deszczu pod dębem.
- Nie, to nic.
- Rose.
- Nic. - Westchnęła. - No to w takim razie chodź do środka.
           Podniosłam moje dupsko i udałam się do akademika wprost do pokoju. Była pora obiadokolacji, bo nikogo nie było. Pustki, pustki i jeszcze raz pustki. 
          Po jakimś czasie przyszła Poppy, nie odzywała się do mnie. Burknęła tylko, że ma odbyć się za 30 minut zebranie w związku z remontem szkoły i akademika i tym samym zostałam utwierdzona, że to był kuzyn Liama. 

***

          Zebranie trwało. Nie poszłam na nie. Nie miałam ochoty, tym bardziej, że miała pojawić się na nim obowiązkowo Amanda i przemawiać w imieniu całego szkolnego komitetu. Poszłam w najbardziej odludne miejsce w całej szkole, w związku z czym zamelinowałam się w schowku dla woźnej. Siedziałam i myślałam nad sposobem zemsty. Musiałam coś zrobić, bo inaczej nie byłabym sobą, a poza tym ja niczemu nie byłam winna. No może po części, ale to było dawno temu i nic nie ma do rzeczy. 
         A tak w ogóle to zaczęłam bawić się moją zapalniczką.... Nawet nie zauważyłam kiedy zaczął jarać się kawałek firanki. Zaczęłam gasić pożar pierwszą, lepszą ścierką, którą znalazłam. Oblałam się zimnym potem, ale na szczęście zgasiłam płomień i szybko pobiegłam do pokoju.
        Po 15 minutach, nie więcej, usłyszałam krzyki kilku osób, że się pali. Pobladłam. Wyjrzałam przez okno i rzeczywiście, część, w której byłam jarała się i to dobrze. Bez namysłu wybiegłam na korytarz, a potem prosto na dwór, gdzie znajdowała się już część szkoły. 
       Przyjechali strażacy, zaczęli gasić pożar, a pani dyrektor sprawdzała obecność. Byli wszyscy, oprócz...... Poppy. Pobladłam jeszcze bardziej. Czułam wzrok Liama na sobie. Czułam się okropnie, ale mimo wszystko zachowałam zimną krew i szybko wbiegłam do szkoły. Ganiałam po wszystkich pomieszczeniach, w których przypuszczalnie powinna znajdować się Poppy. Zero śladu. Tuż przede mną runęła żarząca się framuga. Cofnęłam się i pomknęłam prosto do naszego pokoju. Usłyszałam krzyki blondynki dochodzące z toalety.
- Poppy, jestem tu!
- Rose, proszę pomóż mi! Zatrzasnęłam się!
Złapałam za klamkę, ciągnęłam za nią dość desperacko. Wpadłam w panikę, nie wiedziałam co robić, ale po krótkiej chwili wpadłam na pomysł....
- Poppy, kucnij i spróbuj pociągnąć drzwi do góry, tak aby wyciągnąć je z zawiasów, a ja z tej strony będę ciągnąć.
- Dobra!
Udało się. Drzwi wyszły z nawiasów, a ja zabrałam Poppy i szybko wybiegłyśmy na dwór. Ludzie byli zdumieni. Podbiegł do mnie Liam i mnie przytulił.
- Nic ci się nie stało? - Zapytał. - Wystraszyłem się.
- Nie, nic. - Wykrztusiłam,  a dym cały czas dusił mnie i blondynę.
- Ja cię przepraszam, Rose. Ty nie mogłaś wysłać tego emaila, godziny się nie zgadzały. Przepraszam. 
- Nic się nie stało, Poppy. 
- Ja tak samo byłem głupi, że nie uwierzyłem tobie. Wybaczysz mi?
- Tak, Liam. 
        Przytuliliśmy się do siebie całą trójką. 
        Po północy wszyscy zostali przetransportowani do pobliskiego hotelu, tylko ja, Liam, Poppy i madame zostaliśmy zaproszeni do willi chrześniaka pani dyrektor. Siedzieliśmy w jego samochodzie, kiedy się w końcu odezwał:
- Tak w ogóle to nazywam się Louis. 
Przedstawiłam mu się, a potem Poppy, bo tylko nas nie znał. 

***

           - Dziewczyny, wy idźcie na górę, tam są wasze pokoje......, a z resztą Liam was zaprowadzi, bo tam też jest jego sypialnia. - Powiedział Lou i posłał nam (mi i Poppy) taki uśmiech, że o mój Boże, mało brakowało, a chybabym zemdlała, no ale obok stał Liam i jego wzrok od razu przywrócił mnie do porządku dziennego. Panna Moore poszła się umyć i od razu padła ze zmęczenia, a ja poszłam na chwilę do Liama, który rozmawiał ze swoją mamą (w końcu nie mówię matką :-D). 
- Zadzwonili strażacy i powiedzieli, że pożar został przez kogoś wszczęty. - Rzekła madame.
- Fuck.... - Pomyślałam. 
- Jutro rano kiedy wszyscy zjawią się w szkole (szkoła jest w całości, tylko akademik się zjarał), powiem o tym. 
Zbladłam. Powiedziałam dobranoc i poszłam do pokoju.

PODSUMOWANIE

          Fuck! Fuck! Fuck! Co za beznadziejny dzień! Najpierw wkopała mnie Amanda z tym emailem, ale na szczęście jakoś się to wyjaśniło, a teraz okazało się, że podpaliłam akademik. Boże kochany..... Co ja teraz zrobię? Wiem. Wydalą mnie teraz ze szkoły, a Liam razem z Poppy mnie znienawidzą.... Może chociaż Louis się mną zainteresuje? Nie, nie, nie! O czy ja w ogóle myślę?! Jestem cała rozdygotana, roztrzęsiona i nie wiem co jeszcze, nie mogę zasnąć, raczej nie zasnę. Co ja jutro powiem madame? Przecież ona mnie chyba zje...... Nie! Koniec na dzisiaj! Zamykam ten przeklęty zeszyt, który na szczęście mam zawsze ze sobą i muszę obmyślić jakiś plan na jutro, a właściwe na dzisiaj rano.....

sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział 5

      - Chyba będę rzygać..... Rose...... - Rzekła Poppy cała zielona na twarzy i z grymasem na twarzy.
- Wiesz, ja chyba też..... Rzadko rzygam, ale po waszym angielskim alkoholu..... - Przerwała i właśnie rzygnęła w szatni, w której dziewczyny przebierają się na w-f.
- Ja chyba nie dam rady dzisiaj biegać, tym bardziej, że wyjątkowo dzisiaj jest tak gorąco.
- Ja chyba też.
- Dziewczęta! - Podniosłyśmy wzrok, a nad nami górowała surowa postać madame Charlotte. 
- Oho.... Zaraz się zacznie. - Szepnęłam do blondyny. 
- Tak, panno Collins. Zaraz się zacznie! - Ryknął ten okropny babsztyl, bardzo dokładnie akcentując ostatni wyraz. - Do biura, ale już!!!
          Zebrałyśmy w sobie siłę, podniosłyśmy nasze zadki z podłogi i jak trupy, słabym krokiem ruszyłyśmy w tak bardzo odległą krainę zgrozy, ciemności, bólu i smutku, którym był jej gabinet......
- Dziewczyny! Co to miało wczoraj znaczyć?! Alkohol?! Rose?!
- Ale mi się...... - Zaczęłam.
- Misie są w lesie, Collins!
- Pieprzona suka! - Powiedziała Poppy z zaciśniętymi zębami, na co ja z dyrektorką popatrzyłyśmy się na nią jak na UFO. - Taka prawda! Dlaczego pani jest tak wredną osobą, pozbawioną jakiejkolwiek chęci do zabawy? Przecież pani była młoda, miała swoje grono koleżanek, przyjaciół, chodziła pani na imprezy, nie można tak wszystkich karcić! Może rzeczywiście trochę wczoraj przegięłyśmy z piciem, ale było mi to potrzebne..... Ciągle tylko zasady, zasady i zasady! Żadnego normalnego życia! Ciągle muszę się stosować do tego, co ktoś mi nakaże! Jeszcze tak niedawno, myślałam, że zawsze tak musi być, ale poznałam Rose i to dzięki niej zaczynam czuć się normalnie! Niech pani to zrozumie! A Liam pani nie cierpi, właśnie za to jak pani wszystkich traktuje i jakby mógł to by uciekł od pani na drugi koniec świat i pewnie nigdy by nie wrócił! 
- Skąd ty wiesz co czuje Liam?
- Myśli pani, że ja jestem ślepa na cudze emocje?! Jakby pani zależało na jego szczęściu to podeszłaby pani do sprawy całkiem inaczej! On pani nienawidzi, ale zarazem kocha i nie chce wyrządzić pani jakichkolwiek przykrości! 
          Madame zamurowało, zresztą nie tylko ją. Ta grzeczna dziewczyna nagle wybuchnęła niepohamowaną chęcią wygarnięcia, tego co siedzi w niej głęboko w ciele..... 
          Dyrektorka z dziwnym wyrazem twarzy, którego nie potrafię opisać i oblana zimnym potem usiadła na krześle za swoim biurkiem i nastąpiło coś co wprawiło nas chyba w największe zdziwienie. Z jej oczu zaczęły pojedynczo spływać łzy.....
- Możecie iść. - Powiedziała jakby nagle stała się nieobecna.......
Wymieniłyśmy się spojrzeniami i w zupełnej ciszy kierowałyśmy się do wyjścia. Wyszłyśmy na dziedziniec i usiadłyśmy na schodach. Nie miałyśmy najmniejszego zamiaru iść na lekcję wychowania fizycznego.....
- Ona potrafi płakać..... - Powiedziałam poruszona tym co zobaczyłam, bo nie był to codzienny widok......
- Może za mocno ją potraktowałam? - Zapytała Poppy. 
- Sama nie wiem... Wszystko ją to bardzo poruszyło, a może nawet i dotknęło....
Na te słowa blondynka rozpłakała się i zaczęła prowadzić żwawy monolog, w którym winiła samą siebie. Żałosne użalanie się nad sobą przerwało brzęczenie nadjeżdżającego samochodu jak na ironię losu, bo Liama......
- Cześć. - Rzekł Liam uśmiechając się do mnie.
- Hej! - Odpowiedziałam.
- Co się stało Poppy?
- Lepiej żebyś nie wiedział...... - Odpowiedziałam, a ta malutka Moore uciekła do środka akademiku.
Zostaliśmy sami, no prawie sami, bo nikt nie wiedział, że ta perfidna Amanda stoi za murem i nas obserwuje..... 
- Zobaczymy się później? - Zapytał. 
- Myślę, że tak.
- Idę do mamy, bo jutro ma przyjechać jedna osoba....
- Kto?
- Mój kuzyn.
- Okej, a po co?
- Jego ociec jest jednym z najbogatszych ludzi i mój kuzyn wpadł na pomysł, że wspomoże akademik i szkołę, bo sama widzisz w jakim to wszystko jest stanie.
- Co prawda to prawda... Ale jak już jest taki plan to niech pokoje będą wyremontowane w stylu nowoczesnym, a nie po średniowiecznemu. 
- Pożyjemy zobaczymy.....
- Okej. Wybacz, ale muszę iść do Poppy. Pa!
- Do później.... - Rzekł ściszonym głosem. 
Pobiegłam do pokoju, w którym siedziała Poppy i teraz się uśmiechała.
- Ja pieprzę. Nie ogarniam cię dziewczyno.... Najpierw płaczesz, potem uciekasz, a jeszcze potem się uśmiechasz.....
- Chyba dobrze zrobiłam, bo nie czuję tego dziwnego dławiącego uczucia  w środku mojego ciała, które mi przeszkadzało odkąd cię poznałam. Teraz pewnie będę miała u niej przesrane, ale co mi tam.... Wie co o niej myślę i może przy odrobinie szczęścia przemyśli moje słowa i stanie się inna, chociaż w to raczej wątpię....
- Jesteś szalona...... 
- Dzięki tobie.
- W to nie wątpię..... - Powiedziałam i przytuliłam Poppy. 
- Idziemy na francuski? - Zapytała. 
- Nie chce mi się.....
- Rose, ale musimy iść.
- Okej, stara Poppy powróciła....

AMANDA

        - Muszę to dziewczynisko jakoś wykurzyć z tego miejsca. Ona tylko zatruwa wszystkim dupę i nie ma z niej żadnego pożytku. Tymi swoimi okropnymi łapskami i sztuczną dupą dopchała się do Liama, a ten zapatrzony w nią jak w anioła stróża! Czy on nie widzi prawdziwego piękna, którym na przykład jestem ja...... Już wiem..... Mam pomysł...... - Powiedziała Amanda do Anne.
- Co ty chcesz zrobić?
- Nie mogę ci powiedzieć, bo przecież wszyscy wiedzą, że rozgadujesz wszystko na prawo i lewo, a mi zależy na dyskrecji. Jak chcesz mi pomóc to zawołaj Rudą, mam do niej sprawę.....
Anne cała uradowana, że pomoże Amandzie i chociaż trochę weźmie udział w tym cyrku dla debili wymyślonym przez tą jędzę, jak skowronek zaćwierkała i pobiegła do przebiegłej Lisicy....
          Wszystko nie trwało długo..... Zaraz przybiegła Ruda i zajęła się zadaniem przydzielonym jej przez zazdrosną idiotkę......

***

          - Wkurza mnie ten rudzielec. - Powiedziałam do Poppy. - Ciągle za nami łazi.
- Pewnie Amanda coś kombinuje.... 
- A któż by inny.....
- Też racja. Idę do na komputer póki nie ma Liama. Muszę napisać e-maila. 
         Nie mam komórki, a w Stanach jest moja przyjaciółka i pewnie zastanawia się co u mnie, więc napiszę jej wiadomość, póki nikogo tu nie ma.....
DO LILLY
Hej! Co u ciebie? U mnie beznadziejnie, chociaż pomału zaczynam się przyzwyczajać do tego towarzystwa, ale ja nie w tej sprawie.... 
Nie odzywałam się tak długo bo skonfiskowali nam telefony i muszę ci powiedzieć, że umówiłam się z synem dyrektorki..... Wczoraj z nim imprezowałam i mam wrażenie, że się w nim zakochałam, no i widziałam go w gaciach na basenie.... Wygląda cudnie, ale to nie był mój zamiar..... Jeszcze w dodatku ma dzisiaj przyjechać jego kuzyn i jeśli okaże się, że wygląda tak samo dobrze jak Liam to chyba się pochlastam.
- Chodź Rose. Liam przyjechał! - Krzyknęła Poppy.
- Ok. Tylko skończę pisać.
Więcej info co u mnie dam ci później, bo właśnie przyjechał Liaś.... Jak to fajnie brzmi, czyż nie? Całuję ciebie i Kathlyn. Wkrótce się zobaczymy...
Wasza Rose
          Cała uradowana wybiegłam z sali i podbiegłam do Payna. 
- No to gdzie jedziemy? - Zapytałam.
- Wsiadaj to się przekonasz....

GODZINĘ PÓŹNIEJ

           - Wow! Jak tu pięknie.....
- No bo widzisz, Rose, tu jest dużo pięknych miejsc.... I nie tylko tutaj, ale w całej Europie.
- Wierzę ci..... A tak w ogóle to po co tu przyjechaliśmy? 
- Bo ja myślałem o wczorajszym dniu....
- I?
- Ja się w tobie zakochałem.....
- Znamy się tak krótko..... Ja rozumiem, że to królewski kraj, ale życie to nie bajka. Ja nie jestem księżniczka uwięzioną w wieży, ty nie jesteś księciem na białym koniu, który uratuje mnie spod rządów złej czarownicy, potem zakocha się, gdy mnie tylko ujrzy i będziemy żyć długo i szczęśliwie. 
- Czyli się nie zgadzasz?
- To nie tak, ja po prostu się boję.
- Ty się boisz?
- Czego?
- Tego co nas może połączyć....
- Mówisz o miłości?
- Tak....
          Rozłożyłam koc i położyłam się, a Liam koło mnie.
- A co z wczorajszym pocałunkiem?
- No bo to tak samo wyszło.
- Samo? Ciekawe, bo sama go zainicjowałaś?
- Ale ja.....
          I to był moment, którego najbardziej nie cierpiałam, nie dokończyłam mówić, a chłopak znalazł się nade mną i soczyście pocałował w usta..... Kiedy się oderwał rzekł:
- Nie kryj tego.... Ty myślisz, że nie widziałem jak patrzyłaś się na mnie wczoraj na basenie, kiedy byłem prawie nagi?
- Okej. Wygrałeś. Ja też cię..... kocham. - Powiedziałam i jeszcze raz doszło do pocałunku.

PODSUMOWANIE

           Nie wierzę! Stało się to czego nie chciałam, ale nie potrafię inaczej..... Chodzę z synem pani dyrektor. Tak, nie chciałam tego, ale jednak..... 
           Liam nadmienił mi coś o tym, że jego matkę odmieniło i, że zaczęła inaczej z nim rozmawiać. Czyżby to była zasługa Poppy? Chyba tak..... Jestem ciekawa jutrzejszego dnia i jego kuzyna.... Boże.... Jakie to jest chore, ledwo co z jednym zaczęłam, a ja już chcę się brać za drugiego. Czy to jest normalne? Z pełną świadomością stwierdzam, że to nie jest normalne tylko popaprane gorzej niż lato z radiem.....
          A tak w ogóle to nie podobała mi się Amanda jak późnym wieczorem wróciłam do pokoju. Stała na korytarzu i się uśmiechała. Nawet dobranoc mi powiedziała! Tak..... To był wielki szok. Jestem ciekawa co wyniknie z tego jej "dobranoc".......

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------

Hejka! Myślałam, że rozdział uda mi się opublikować wcześniej, lecz pech chciał, że od tygodnia jestem poza domem w jednej z mega popieprzonych instytucji w naszym kraju.... -_- I chyba muszę się Wam wyżalić, bo kilka osób, które myślałam, że napiszą mi miłe słowo okazały się totalnymi zjebami i stwierdzam, że koniec bycia Matką Teresą z Kalkuty, bo jak czegoś potrzebuję to nie ma nikogo, a jak ktoś coś chce, to doskonale wie gdzie mnie szukać..... Jakie to potrafi być wkurwiające.... Czyż nie? Dlatego z grona normalnych ludzi wokół mnie zostały mi tylko 2 osoby, które poznałam daleko poza domem i Wy moi kochani, bo zawsze potraficie poprawić humor cudownie, pozytywnie nakręcającymi komentarzami. :*
P.S. Przepraszam, że zadręczam Was moją refleksją, ale musiałam gdzieś to z siebie wyrzucić.

         

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział 4

         Zaczęło świtać, godzina 6 rano, niedziela. Wszyscy śpią. Wszyscy, oprócz mnie..... Musiałam wstać, no bo przecież dzisiaj bal, a jak bal to procenty! :-D Okej, jadę do miasta.....
     
2 GODZINY PÓŹNIEJ

        Jestem z powrotem. Po wielkiej bitwie na śmierć i życie....
- Gdzieś ty się włóczyła? - Zapytała Poppy.
Nie odpowiedziałam tylko z spoza pleców wyciągnęłam 2 butelki szampana.
- Nie mów, że ty....
- Tak Poppy, dobrze myślisz. - Rzekłam i zaczęłam się szczerzyć sama do siebie.
- A co będzie jak madame nas przyłapie?
- Błagam cię. Przecież wiesz, że ja mam....
- Ją głęboko w dupie..... Tak, tak wiem o tym.
- Więc w czym problem?
- Dobra, nie ważne.
- Powiedz.
- NIE WAŻNE!
- Dobra, wyluzuj. Jeszcze trochę i z tego napinania żyłka ci pęknie, więc ogar dziewczyno, bo wiecznie żyć nie będę!
- Ale żeś sentencję wytrzasnęła, nawet nie wiem skąd! - Powiedziała blondyna pokładając się ze śmiechu.
- No wiesz, ma się to coś.
- Okej. Jesteś szalona, ale chyba cię polubiłam.
- Powiem ci, że nie sądziłam, że to kiedyś powiem, ale ja też cię polubiłam..... Mimo, że nigdy nie zadawałam się z osobami twojego pokroju, to teraz, tak jakoś wyszło...... I nie wiem czym to jest spowodowane. W końcu jestem tu zaledwie niecały tydzień.
- Zmieniasz się.....
- No bez przesady. Nie chcę być jak moja kuzynka Alice.... Miłosierna i kochająca wszystkich dookoła....
- Tobie to nie grozi.... Ty miłosierna i kochająca. Chyba bym jebła ze śmiechu..... - Powiedziała Poppy, po czym po chwili skopciła się co powiedziała....
-  Czy ty właśnie przeklnęłaś.....?
- Bardzo cię przepraszam! Ja nie chciałam tak powiedzieć! Wybacz mi!
- Zluzuj pośladki! W końcu użyłaś poprawnej angielszczyzny!
- Ale ja nie...
- Właśnie, że chciałaś! - Ucięłam wymianę zdań. - A może pójdziemy do SPA?
- Do czego?
- No do SPA... Byłaś tam kiedyś?
- Nie.
- Maj gasz! Wy rzeczywiście żyjecie w średniowieczu! No to póki godzina młoda to zakładaj portki na dupę i idziemy, a w zasadzie jedziemy do miasta.
- Ale mamy problem.
- Jaki?
- Bo w Wolverhampton nie ma SPA....
- Jak to?!
- A tak to. Najbliższe takie "coś" dopiero w Doncaster.
- Ile czasu się tam jedzie?
- Pociągiem z 1,5 godziny.
- No to jedziemy.
- Oszalałaś?! Jak madame się dowie, to nas pozabija.
- Nie musi wszystkiego wiedzieć.
          Biedna Poppy tylko westchnęła, bo nie miała nic do gadania i była skazana na mnie i na mój pomysł......
       
***

         Siedzimy w pociągu. Po drodze na stację zahaczyłyśmy jeszcze o kantor, bo musiałam wymienić dolce na funciaki. Zabawię się Miłosiernego Samarytanina i zabiegi, z których będziemy korzystać zafunduję Poppy, bo wątpię by było ją na takie coś stać. Ja w cale nie zbiednieję, a moja nowa koleżanka na tym skorzysta.
- Rose, może jednak wrócimy.
- A ni mi się śni. Jesteśmy już w połowie drogi, a poza tym ja stawiam.
- Ale nie musisz....
- Poppy, daj spokój. Ja nie zbiednieję, a ty zyskasz. Mówi się: "Jak dają to bierz, a jak biją to uciekaj.", więc nie dyskutuj ze mną i się nie sprzeciwiaj, bo robisz mi przykrość.
- Okej, tylko głupi mi, że żeruję na tobie.
- Ale ty nie żerujesz, tylko ja z dobrej woli, tak postępuję i koniec gatki!

DONCASTER

          - No to gdzie teraz? - Zapytałam.
- A ja skąd mam wiedzieć?! Nigdy nie byłam w SPA.
- A no fakt... Zapomniałam, dobra to chodź zamówimy taksówkę, a kierowca na pewno będzie wiedział, gdzie mamy się udać....
          Wsiadłyśmy do pojazdu i ruszyłyśmy na Wheatley Hall Road. Powiem, że pierwszy raz odkąd jestem tu w Anglii, tj. od tygodnia, to zauroczyłam się tym krajobrazem. Wcześniej nie zwracałam na to uwagi, ale to wszystko ma w sobie ten cholerny urok, przed którym nie potrafię uciec. Tu wszystko jest takie..... kurczę, nawet nie potrafię tego nazwać, ale w Stanach jest wszystko nasrane, eklektyczne i bez gustu.... Zauroczyłam się tym państwem. 
         Kurczę, a może wcale nie jestem taka wredna jak mi się wydawało? Może moje odczucia i zachowanie było spowodowane rodzicami, towarzystwem, Ameryką, kultem bycia najlepszym? Nie wiem. Może kiedyś się dowiem.....
- A co tu się stało, że taki tłum? - Zapytała zaciekawiona blondynka z afro na głowie.
- Harry Styles przyjechał. - Odezwał się taksówkarz.
- Ten nadęty, gburowaty i bucowaty aktor?! - Wypaliłam.
- Czemu tak mówisz, Rose?
- Bo kiedyś poznałam tego debila w Ameryce na jednej imprezie, którą wyprawili moi starzy. Obiecywał, że będzie ze mną, że jestem jego miłością, a na końcu zwiał z Kendall Jenner, nawet nie wiem gdzie i od tego momentu nie mam z nim kontaktu i nie mam zamiaru mieć!
- Chwila.... To ty byłaś tą dziewczyną, o której huczały wszystkie media?
- Tak..... 
- A potem....
- Tak, a potem.....! Koniec tematu! Nie chce mi się o nim gadać!
- Okej.....

30 MINUT PÓŹNIEJ

             W końcu jesteśmy w SPA. Nie ma to jak cudownie relaksujący masaż wykonywany przez sexy masażystów (100 razy lepszych niż ten cały gówniany i debilowaty Styles) ;). 
             To chyba zdecydowanie jeden z najlepszych dni mojego życia.....
             - To gdzie teraz idziemy? - Zapytała rozpromieniona Poppy.
- Na basen! - Krzyknęłam
              Ubrałyśmy nasze japoneczki na nózie i grzecznie pomaszerowałyśmy na basen. Kiedy doszłyśmy do naszego celu, uświadomiłam sobie, że zapomniałam ręcznika i wróciłam się po niego do przebieralni. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że wpadłam na jednego chłopaka.....
- Przepraszam. - Powiedziałam, po czym podniosłam wzrok i prawie ścięło mnie z nóg, ale to jeszcze nic.....
- O, cześć Collins, Rose Collins!
- Mój Boże.... To ja byłam w twojej łazience......
- Tak wyszło. - Powiedział i głupkowato się do mnie uśmiechnął, jakby czegoś w zamian oczekiwał.... 
- Idziesz na basen?
- Tak.
- To super, bo Poppy na mnie tam czeka.
- Moja mama pozwoliła wam tu przyjechać?
- Nie. Nie musi wszystkiego wiedzieć.
- Chyba za późno..... - Powiedział Liam.
Na początku nie mogłam zrozumieć o co mu chodzi, lecz po chwili zobaczyłam wkurzoną dyrektorkę z Poppy pod ręką.....
- Co wy tu robicie?! - Zapytała rozwścieczona.
- Przyjechałyśmy się zrelaksować przed balem. - Odpowiedziałam.
- Ja wam dam smarkule jedne!!! Liam!
- Tak?
- Odwieź je do akademika!!! Ale już!!!
- A ty? - Zapytał.
- Ja muszę odreagować!!!
- Ale....
- Bez gadania mi tu proszę!!! Marsz do szatni i masz je zawieść!!!
        
***

         No nic, godzina 16, a my już w domu. Ten wypad nie udał się ani trochę.... Idę z Poppy szykować się na bal.

BAL

        Okej, jesteśmy odpintolone na maxa. Na korytarzu do sali balowej, słychać "La Lune" Belindy Carlisle, trochę to dziwne zważając na tematykę całego przedsięwzięcia bo ta muzyka pasuje tu jak garbaty do ściany..... Ale ich sprawa. Wchodzimy z szampanem nalanym do butelek po wodzie, żeby nie było... :-D Wszystkie oczy skierowane na nas. Oprócz Amandy, która właśnie startuje do Liama, lecz po chwili patrzy się na nas i krzyczy:
- Sprzeciw!!! Przecież to jest bal przebierańców, a nie dyskoteka amerykańskich dziwek!
           Ha ha ha! Niestety nikt jej nie słuchał, a na sali rozniosły się rytmy powolnej piosenki. Wypiłyśmy przed tym z Poppy po pół litra szampana z butelki, a potem więcej i więcej.... Na balu byli również chłopcy i Liam, którzy też zaopatrzyli się w trunki, które sprytnie zamaskowali przed madame Charlotte. Porwałam syna dyrektorki do tańca. Po lekkich wstrząsach spowodowanych tańcem, musiałam wyjść na powietrze......

PODSUMOWANIE

         Zacznę od początku. Procenty nie było ciężko zdobyć. Starczy gotówka, przymilenie się do sprzedawcy i tyle. Co do Stylesa..... Pozwolicie, że nie będę tego komentować. Szkoda słów na "to coś".
        Boże.... To nieszczęsne SPA.... Gdyba nie ta popieprzona jak lato z radiem dyrektorka to byłoby wszystko dobrze, ale Liam.... Kurczaki, jak on bosko w slipkach wygląda.... Mam nadzieję, że się w nim nie zakocham! To by było straszne..... Jestem tu tylko po to, by jak najszybciej stąd uciec! Co za popaprany tok myślenia, ale za to taki po mojemu. :-D 
        Na balu było zajebiście, a mina Amandy bezcenna, kiedy zobaczyła jak Liam ślini się na mój widok, a nie jej! Ach to superowe uczucie górowania nad kimś.... Kocham to!
       W sumie jest 1 w nocy, łeb mi już pęka od procentów... A no i najważniejsza rzecz.... Pocałowałam się z sexy synem dyrektorki na oczach tej zołzy. Jak być chamem to honorowym. Dzisiejszy dzień mogę dodać do udanych, chociaż mogłoby być lepiej....

AMANDA

         - Co za suka z tej Rose! Jak ona mogła mi to zrobić! Pocałowała się z Liamem na moich oczach! To było podłe i chamskie, ale z drugiej strony..... Zostałam zdradzona przez mojego ukochanego.... Jak on mógł mi to zrobić?! - Krzyczała Amanda do swojej koleżanki z pokoju.
- Uspokój się dziewczyno!
- Jak mam się uspokoić?! - Krzyknęła ta debilka i pozbawiła porcelanowego wazonu życia.
- Normalnie. Przecież ona jeszcze trochę i zostanie usunięta ze szkoły, a Liam już raz został przyłapany, na migdaleniu się z inną dziewczyną i starczy, że powiesz o wszystkim madame Charlotte. A możesz być pewna, że po raz drugi nie będzie miłosierna w stosunku do swojego syna. Zrobisz jak będziesz uważała.
- Masz rację, ale......
- Cicho bądźcie! - Krzyknęła woźna, która wparowała w koszuli nocnej do pokoju Amandy i jej koleżanki. 
        I to był koniec tej ciekawej rozmowy pomiędzy Amandą, a jej friend....