poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział 7/CD

CD

         - I co? I co ci ona powiedziała? - Dopytywała się Poppy, kiedy przekraczałam próg szkoły.
- Tylko tyle, że to koniec i mam trzy godziny zanim mnie wywalą, bo najpierw papierkowa robota, więc wiesz. 
- Ale prosto w oczy ci powiedziała, że cię wyrzuci?
- Nie musiała mówić mi tego prosto w oczy. Takie coś idzie wyczuć, bez zbędnego mówienia.
- Oh, Rose... - Jęknęła blondyna z afro na głowie.
         Coś czułam, że to będą najgorsze 3 godziny czekania w moim życiu, ale prawdę mówiąc sama się tak załatwiłam, więc co ja mogę? Nie miałam nawet usprawiedliwienia, które mogłabym wykorzystać jako jakiś argument na mój pożytek, ani nic. Ciemno, ciemno i jeszcze raz ciemno... Ale w sumie to wrócę do domu. Przecież tylko na tym mi zależało. Fuck! A co będzie z Liamem i Poppy? Przecież lecę o zakład, że oni nie zostawią wszystkiego i nie polecą razem ze mną, bo raz, mam taki kaprys, a dwa, dlatego, że mnie wywalili. Chociaż prawdę mówiąc, to ta druga opcja jest bardziej realistyczna...
          - Rose.... Rose...... Rose do jasnej cholery, mówię coś do ciebie! - Warknęła Poppy.
- Co? - Zapytałam rozkojarzona, bo właśnie zostałam wyrwana z moich głębokich przemyśleń. 
- Dochodzimy już do drogi głównej jak zauważyłaś i mamy dwie opcje, albo idziemy na piechotę, albo jedziemy autobusem.
- Na piechotę. Nie mam ochoty na autobus, tym bardziej, że nie jest tak bardzo daleko do domu Lou.
- O właśnie! Wybacz, że zmieniam temat, ale z całym szacunkiem....
- Co?
- Czemu ty się tak do niego kleisz? Przecież jesteś z Liamem.
Popatrzyłam się na nią krzywo i dalej idąc polną drużką, która była o wiele bezpieczniejsza niż droga główna, jedyne na co było mnie stać, by odpowiedzieć blondynce, to:
- Wydaje ci się.
- Nie, Rose. Ty myślisz, że tego nie widać? Ty na niego ewidentnie lecisz, a jemu sprawia to wielką przyjemność.
- Ja pierniczę! Zostawiłyśmy nasze zakupy w szkole! - Krzyknęłam i natychmiast zaczęłam zawracać.
- Stój! - Krzyczała Poppy. - Liam je zabrał, bo z Lou wrócili do jego willi, bo musieli coś załatwić w urzędzie miasta, albo w tym podobnej instytucji! 
Stanęłam w miejscu i zaczęłam się śmiać. Zupełnie tak jakbym przed chwilą się czegoś najarała. Ryłam jak głupia, nawet nie wiem z czego. Z zakupów, czy mojej dotychczasowej sytuacji? Wzroku i wyrazu twarzy Poppy pod względem mojej osoby, chyba opisywać nie muszę.... 
          Do końca drogi, kiedy w końcu się uspokoiłam i opuścił mnie dziwny napad śmiechu, nasz dialog był bardzo powierzchowny. Nikt nie miał nastroju na weselsze tematy. 
- Hej piękna! - Powiedział i uśmiechnął się do mnie Lou, kiedy przekroczyłam próg salonu. 
- Daruj sobie. Gdzie jest Liam?
- Mówiłam... - Wtrąciła się Poppy, a ja jedynie skarciłam ją wzrokiem.
Z dyskretnych ruchów jej ust wyczytałam tyle co: "On na ciebie leci"..... Myślałam, że ją zaraz uduszę, ale miałam co innego do zrobienia niż duszenie Poppy...
- Na górze. - Odparł sucho.
         Ja pobiegłam do sypialni Payna, a Poppy za zgodą Louisa poszła coś ugotować... 
         Weszłam do jego pokoju, jak jakaś zbuntowana nastolatka, co ja gadam...., przecież jestem nastolatką, no dobra, ale wróćmy do wydarzeń. Weszłam do jego pokoju, jak jakaś zbuntowana nastolatka i bez żadnego słowa usiadłam na rogu jego łóżka. Ten odłożył na bok laptopa, na którym coś pisał i zaczął:
- Co się stało, Rose?
- To koniec. Ja już wszytko wiem. Twoja matka mnie wywali i już nigdy więcej się nie zobaczymy. 
Złapał moją twarz w dłonie, a mi zaszkliły się oczy.
- To ostatni dzień w naszym ży...
- Ciiiiii..... - Wyszeptał i "rzucił się" na moje pełne usta. 
Całował cudownie, ale wyrwałam się, łzy leciały mi po policzku, ale musiałam to powiedzieć....
- To koniec, Liam. Było cudownie, choć znam cię tak krótko i stażem jako para też nie mamy się czym chwalić. Kocham cię, ale związek na odległość nie ma sensu. Może jeszcze jakbym mieszkała gdzieś w UE, we Francji, Włoszech, nie wiem, ale zawsze bliżej, inaczej.... - Otarłam łzy i zerwałam się by wyjść i już miałam łapać za klamkę, kiedy Liaś złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie.
- Nie będzie żadnego końca. - Wyszeptał i zaczął całować mój kark.
Zaczęłam się opierać, lecz wkrótce się poddałam i by mu pomóc, odsunęłam na bok moje kruczoczarne włosy. Szybciutko z karku przeniósł się na usta i powtórnie zaczął je tak cudownie całować, chociaż nazwałabym to delikatnym pieszczeniem. Miałam dreszcze. Odeszliśmy od drzwi, przy których staliśmy i zostałam "rzucona" na łóżko. Podobała mi się jego dominacja nade mną. Dość przyjemne uczucie, bo w chociaż jednej czynności ród damski nie musi górować nad facetami.... 
        Leżałam pod nim, czule dotykając jego ramion, a on szukał swoimi dłońmi ukojenia pod moją bluzką. Z ramion szybko przeszłam do dołu i złapałam za dolny szef jego bluzy. Zaczęłam ciągnąć ją do góry, gdy to zrobiłam moim oczom ukazał się cudowny widok wyrzeźbionego ciała. On nie chciał być gorszy. Ściągnął moją bluzkę, a ja stanik. Zawiesił się na chwilę. Zaczęłam przygryzać dolną wargę, a jego dłoń nakierowałam na moją pierś. Miało być więcej, miało być lepiej, miało być cudowniej, ale, no właśnie ALE, zapukała do drzwi Poppy z informacją, że obiad gotowy. 
- A było tak blisko. - Powiedział Liam, który w dalszym ciągu był nade mną.
Nie odpowiedziałam. Złapałam go za szyję i przyciągnęłam do mnie. Teraz dla odmiany ja zajęłam się jego ustami.
- Chodźcie! - Krzyczała blondyna.
          Mr. Payn położył się obok mnie i wpatrywał się w moje oczy, w między czasie gładził w swoich palcach kosmyk moich włosów. Leżeliśmy tak bez słów, tylko wpatrując się w siebie z dobre 5 minut, kiedy w końcu stwierdziłam, że musimy iść na obiad, a potem jedziemy do szkoły.....

W WIELKIEJ SALI, GDZIEŚ NA KOŃCU W PODZIEMIACH SZKOŁY

           Siedziałam na środku tej wielkiej i ponurej sali. Widziałam, że Liam próbował gadać ze swoją matką, ale z marnym skutkiem, bo ta zaczęła coś się do niego pultać. O co poszło to nie wiem, ale strzelam, że o mnie. Amanda z Rudą i jeszcze jakąś dziewczyną, chyba Blake się nazywa o ile dobrze pamiętam siedziały w pierwszym rzędzie, bo przecież Amanda jest w ławie przysięgłych.... :-P I kolejny powód, dla którego wylecę z tej szkoły....
- Będzie dobrze. - Powiedzieli Liam z Poppy na chwilę do mnie podchodząc.
- Mam nadzieję...
           Wszyscy wstali i rozległ się specyficzny dźwięk dzwonka używanego raz na ruski rok właśnie w takich przypadkach, jakim byłam ja i zarazem głos pani dyrektor:
- Zebraliśmy się tutaj, w tym nieszczęsnym dla nas wszystkich dniu, aby zapieczętować wniosek o wydaleniu panny Rose Collins ze szkoły dla szlachetnie urodzonych i zwykłych śmiertelników chcących szkolić swoje maniery i dobre wychowanie. Spocznij.

***

             "Rozprawa" przeciwko mnie trwała już dobre pół godziny jak nie więcej. Po żmudnym przedstawieniu wszystkich argumentów przyszedł czas na moją obronę... 
- Ja nie chciałam tego zrobić....
- Sprzeciw! - Krzyknęła Amanda, podnosząc swój zad z siedziska. - Nie wierzmy jej, że tego nie chciała zrobić, bo od miesiąca wiemy, że nie cierpi tej szkoły, chociaż to i tak za słabe słowo!
Pani dyrektor zastukała młotkiem w blat stołu i rzekła:
- Uspokój się Amanda! Daj dojść dziewczynie do słowa.
Ta się skuliła i usiadła na krzesło.
- Mów dalej, Rose.
- To był po prostu wypadek. Usłyszałam kroki, pewnie pani woźnej, bo mijałam się z nią na korytarzu niedaleko właśnie miejsca, do którego doszło do pożaru. 
- Dobrze, słucham dalej co masz do powiedzenia. 
Po tych słowach pani dyrektor, nagle z niewiadomych przyczyn wszyscy zaczęli pomału wstawać z krzeseł i w rytm klaskając, mówić moje imię. Byłam zdumiona. W szoku. Nie trwało to długo, bo Amanda zaczęła się drzeć:
- Sprzeciw! Sprzeciw! Sprzeciw! Wszyscy wiedzą, że to ona, bo nikt inny nie ma tu durnej zapalniczki z napisem "I LOVE USA" i...... - Nagle się zatrzymała, a wzrok całej sali skierowany był na nią.
- Skąd wiesz jak wyglądała ta zapalniczka? - Zapytała madame Charlotte.
- O Boże! To ty podpaliłaś szkołę! Ja ugasiłam pożar! Po prostu usłyszałam kroki i to był twój chód! Wystraszyłam się i uciekłam, gubiąc przy tym zapalniczkę, a ty wiedziałaś gdzie jestem, bo coś mi błysnęło przed oczami jak szłam do tego pomieszczenia, coś czerwonego! Nie wiedziałam co to, a to była Ruda! Kazałaś mnie śledzić! Ty świnio wredna! Wiedziałam, że mnie nie cierpisz, ale, że aż tak?! 
- Nie, nie. To nie tak. - Zaczęła bronić się Amanda.
         Niestety było za późno. 2 godziny później mogliśmy podziwiać piękny widok odjeżdżającej, a w dodatku naburmuszonej, która nie miała nic do gadania Amandy....

PODSUMOWANIE

          Ten dzień był piękny!!! Ja z Liasiem prawie ten teges.... :-D Amanda wyleciała ze szkoły, a Ruda wyleciała z ławy przysięgłych i została zawieszona w prawach ucznia!!! Kocham ten dzień. Teraz wszyscy mi dziękują, że Amandy nie ma, chociaż na dobrą sprawę to żadnej w tym mojej zasługi, bo sama się wkopała....
          Lou, kiedy zaczęła się rozprawa, wyemigrował na chwilę do Londynu załatwić jakieś dokumenty, więc nie wie co i jak, a z resztą ten temat w ogóle go nie obchodził. Traktował go tak, jakby go nie było. Może to i lepiej? 
          A teraz siedzę sobie w restauracji, do której zabrał mnie Liam, by uczcić moje oczyszczenie z zarzutów. Dzisiejszy dzionek jak i ten wieczór należy tylko do mnie no i ewentualnie do mojego boyfrienda i Poppy. ;)


20 komentarzy:

  1. Cudo !!
    Już myślałam, że między Rose a Liamem coś więcej zajdzie , a tu jednak opiekuńcza Poppy zawołała ich na obiad .
    Co do Amandy to normalnie tak się cieszę , że już nie zagraża Rose , że po prostu skaczę z radości, ale jednak podejrzewam , że to nie koniec i prędzej czy później Amanda da o sobie jeszcze znać
    Czekam na nexta z niecierpliwością !
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co z Amandą to pożyjemy zobaczymy... :D Dziękuję <3

      Usuń
  2. BOŻE JAK ZAWSZE SUPER,HIPER...!!!!!!
    Padłam jestem taka szczęśliwa Amandy już nie ma jupi dżamprezę powinni zrobić :) Niech Rose nie romansuje z Lou :P ma przecież kochanego Liama :* Boże Popy musiałaś to zepsuć czemu ? bo obiad to mniej ważna rzecz chociaż nie dobra ważna :) rozdział jest cudowny i ekstra kocham <3 czekam z na następny :) :) /dos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie ja popsułam tylko Poppy :D Haha :D Dzięki wielkie ♡.♡

      Usuń
  3. Wreszcie nie ma Amandy! Na szczęście wszystko dobrze się skończyło:))) Chociaż mam wrażenie, że to nie koniec i jeszcze coś Amanda wymyśli..Liam i Rose...awwwww *-* Szkoda, że Poppy im przerwała, ale no cóż...Nie wiedziała o tym, że coś tam się dzieje ;P Niecierpliwe czekam na nexta^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Jej
    Jestem happy, bo nie ma już Amandy!
    No w końcu
    Już myślałam, że między nimi coś tej tego, a tu Poppy jak zwykle wie kiedy wejść: )
    Świetny
    Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nic nie poradzę na wyczucie czasu jakie ma Poppy... :D Dziękuję kochana za kom :-*

      Usuń
  5. Megaaaa!!! Druga część jest the Best!!! :D
    Jak miło, że pożegnaliśmy Amandę! Koniec zatruwania życia normalnym ludziom! :D
    Kurde! Poppy... Nie mogłaś poczekać z tym obiadem?! Byłoby tak fajnie.... :D
    Ciekawe czemu Lou zlał tak ten temat? Miał to centralnie w dupie.... :P I on rzeczywiście leci na Rose. Poppy miała rację :D
    Czekam na kolejny i weny kochana <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Druga część rozdziału 7 po prostu wymiataaaa! <3
    Jak cudownie, że Amanda weg! Do Chin ją trzeba wysłać, żeby nie zatruwała życia... :D
    Poppy! Jak tak można?! To była zła chwila z tym obiadem.... -.-
    A tak w ogóle to coś mi się wydaje, że Lou z Liamem pokłócą się, a w najgorszym przypadku pobiją się o Rose.... :D
    Czekam na next i weny ♡

    OdpowiedzUsuń
  7. Ha ha ha sayonara Amanda. ..nie pamiętam jej nazwiska xD
    Niech Rose przestanie kręcić z Lou, a on niech znajdzie sobie jakąś fajną dziewczynę (na przykład: Poppy <3)
    a ja się w sumie ciesze, ze Poppy im przerwała takie numerki na szybko nie kończą się dobrze :P
    rozdział jest świetny, tyle się w nim dzieje :))
    pozdrawiam, życzę weny i jeszcze raz powodzenia na operacji ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana :-* Jakie to fajne uczucie, kiedy obcy ludzie troszczą się o ciebie bardziej, niż osoby, które znasz kupieńke lat... Jeszcze raz dziękuję, a jutro i tak post ze zdjęciami więc chcąc, nie chcąc muszę wspomnieć o operacji.

      Usuń
  8. G
    E
    N
    I
    A
    L
    N
    Y
    !
    !
    !
    Rozdział w całości jest superowy! Po pierwszej części nie wiedziałam czego się spodziewać , a teraz skaczę z radości, że nie ma Amandy! Co za ulga dla tego ff i dla Rose.... God! :D Dlaczego Poppy zachciało się obiadu w takiej chwili?! :P
    Czekam na więcej :-* *_* <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie ma Amandy!!!
    Tak! W końcu święty spokój!
    Poppy.... Coś ty najlepszego narobiła?! Jak można przerwać w takim momencie?!
    Nie ładnie Lou, oj nie ładnie..... Nie podrywaj Rose, bo Liam będzie bardzo zły!
    Czekam na next i pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale się super ułożyło! W końcu nastał wiekopomny spokój. Nie ma Amandy, cała szkoła HAPPY... Jest git :D
    Lou, dlaczego kleisz się do dziewczyny swojego kuzyna?! Nununu. Nie ładnie tak. Ty byś pewnie nie był zadowolony, gdyby Liam twoją Girl też by podrywał?
    Trzeba ubić Poppy! Już miałam jakąś nadzieję, kiedy zaczęłam czytać początek tej akcji w pokoju, ale.... Obiad.... -.-
    Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdzialik ^^ /Rose Chery
    P.S. Podpisuję się w ten sposób, bo zapomniałam mój email do konta, a hasło pamiętam.... -.- A ja mądra mogłam go sobie gdzieś zapisać, więc albo będę podpisywać się w ten sposób, albo założę nowe konto.
    Aaaa... Czytałam twoje poprzednie ff i jest genialne! Tyle akcji i w ogóle zmiana charakteru pisania tam spokojna dziewczyna, wiedząca kim chce być, a tutaj mamy szoguna :D, który i tak się już uspokoił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoks. Nie ma sprawy. Jeśli zapomniałaś to jak najbardziej się tak podpisuj :)

      Usuń
  11. Zapraszam <3 http://simply-life-agata-opowiadanie-1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń