niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 6

             A teraz powtarzacie za mną: Il est beau temps.  - Rzekł dyplomatycznie pan Gautier.
- Il est beau temps. - Rzekła cała klasa.
- Et certainement je suis d'accord, mais......  - Odezwała się Amanda.
            Na szczęście zadzwonił dzwonek (ostatnia lekcja), bo chyba nie zniosłabym jej popisowej rozmowy z gostkiem od francuskiego...

***

           - Wiesz co, Poppy?
- Co?
- Mam dziwne przeczucie, że coś się dzisiaj stanie.
- W dobrym, czy złym kontekście?
- Złym.... Coś mi się wydaje, że dzisiaj będzie niezła zadyma.
- Przestań. Na pewno to tylko przeczucie. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. - Rzekła blondyna, przyjaźnie uśmiechając się do mnie.
           I pomyśleć, że na początku byłam do niej wrogo nastawiona.  Sama się sobie dziwię, że byłam tak dziwną osobą. Jak mogłam oceniać ludzi po wyglądzie, po powłoce, która tylko kryje jej prawdziwa "ja".     Oto czysty dowód, że ludzi nie wolno oceniać po wyglądzie, po tym co znajduje się na zewnątrz, tylko po tym co jest wewnątrz każdego człowieka. Empatia, solidarność, chęć pomocy i wiele więcej cech charakteru. Liczy się to i tylko to.
              A tak w ogóle to wysłałam Poppy do naszego pokoju, a sama poszłam do Amandy, bo czegoś ode mnie chciała. Tak naprawdę to gdybym wiedziała co się święci to w ogóle nie poszłabym do niej.....
- Co chcesz ode mnie? - Zapytałam.
Amanda złapała mnie za mankiet od uniformu szkolnego i pociągnęła mnie w róg korytarza.
- Ja? A co ja mogę od ciebie chcieć?
- Amanda, nie po.....
- Zaraz zostaniesz zniszczona..... - Powiedziała znów tym swoim szyderczym do potęgi entej głosem.
- Wiedziałam! Ja wiedziałam! Przecież to nie byłaby Amanda, gdyby była taka miła i uprzejma! - Krzyknęłam i pobiegłam do pokoju.
Weszłam i zobaczyłam Poppy czytającą coś.....
- Do Lilly. Ta cała Poppy to kawał debilki. Jest śmierdzącym paszczurem, który nie wie co to mydełko. Nie wie kto to Yves Saint Laurent, Gucci i w ogóle.... MASAKRA!!!  Niech tylko pomoże mi się wydostać z tego przytułku dla szlachetnie urodzonych i od razu spieprzam do Ameryki. Mam nadzieję, że to już niedługo i..... - Zaczęła cytować blondyna.
- Ale to było dawno napisane. I tylko jedno zdanie z tego jest prawdziwe.
- Jakie? - Zapytała Poppy, pociągając nosem.
- To, że jesteś debilką no i jeszcze jedno, że nie wiesz kto to ci projektanci. Ale reszta jest zmyślona, Poppy, proszę!
- Nie, Rose! Wyjdź!
- Poppy...
- Wyjdź!
        Wyszłam, raczej wybiegłam i udałam się do Liama, bo dzisiaj miał być u matki. Przemierzałam w jak najszybszym tempie kilometry tych ponurych korytarzy.   Kiedy w końcu doszłam do drzwi, za którymi powinien znajdować się Liam, zobaczyłam go jak szedł obok jakiegoś mega przystojnego gościa (chyba ta cecha jest u nich rodzinna), bo pewnie to był ten jego kuzyn.
- Liam, jak dobrze, że cię widzę, musisz mi pomóc. - Powiedziałam.
Co było dla mnie dziwne, to to, że nawet się na mnie nie popatrzył, tylko bez słowa wyminął mnie rozmawiając ze swoim kuzynem. Stanęłam na środku korytarza i jeszcze raz zawołałam:
- Liam, proszę.
Odwrócił się i tylko odpowiedział:
- Z angielskim, obleśnym nudziarzem, który nie potrafi postawić się swojej matce i dla wszystkich jest podnóżkiem chyba nie masz zamiaru rozmawiać!
- Liam.... - Jęknęłam żałosnym głosem.
             Byłam zła. Najchętniej to bym zdrowo przyjebała Amandzie, tak, że nie wiedziałaby  jak się nazywa. Poszłam na dwór pod wielki, rozłożysty dąb. Padał deszcz, wszędzie było błoto. Zaczęłam płakać i walić we wszystko co popadnie. Po pewnym czasie  usiadłam pod tym drzewem, podkuliłam nogi, złapałam się za głowę, zaczęłam rwać sobie włosy. Pierwszy raz poczułam się bezsilna, kiedy w końcu zaczęłam przekonywać się do tych ludzi, szkoły to wszystko musiało się sknocić. W tamtym czasie myślałam o wszystkim i tak naprawdę o niczym do momentu, aż poczułam czyjąś dłoń na ramieniu i ten inny, ale jednak znany głos.
- Chodź Rose, nie możesz tu siedzieć. - Odezwała się madame Charlotte.
Podniosłam swój wzrok. Wyglądałam żałośnie. Rozmazany tusz, wyraz bezsilności i ciągle lecące łzy.
- Nie znalazłam nigdzie Poppy, ale ona miała rację.   Jestem starą pierdołą, która tylko zatruwa wszystkim życie. Od dzisiaj koniec zrzędzącej, starej dyrektorki. I w wielu sprawach miałaś kochana Rose rację.
- Cieszę się.
- Rose, nie udawaj. Wiem, że coś się stało, bo raz, że płaczesz, a dwa siedzisz na deszczu pod dębem.
- Nie, to nic.
- Rose.
- Nic. - Westchnęła. - No to w takim razie chodź do środka.
           Podniosłam moje dupsko i udałam się do akademika wprost do pokoju. Była pora obiadokolacji, bo nikogo nie było. Pustki, pustki i jeszcze raz pustki. 
          Po jakimś czasie przyszła Poppy, nie odzywała się do mnie. Burknęła tylko, że ma odbyć się za 30 minut zebranie w związku z remontem szkoły i akademika i tym samym zostałam utwierdzona, że to był kuzyn Liama. 

***

          Zebranie trwało. Nie poszłam na nie. Nie miałam ochoty, tym bardziej, że miała pojawić się na nim obowiązkowo Amanda i przemawiać w imieniu całego szkolnego komitetu. Poszłam w najbardziej odludne miejsce w całej szkole, w związku z czym zamelinowałam się w schowku dla woźnej. Siedziałam i myślałam nad sposobem zemsty. Musiałam coś zrobić, bo inaczej nie byłabym sobą, a poza tym ja niczemu nie byłam winna. No może po części, ale to było dawno temu i nic nie ma do rzeczy. 
         A tak w ogóle to zaczęłam bawić się moją zapalniczką.... Nawet nie zauważyłam kiedy zaczął jarać się kawałek firanki. Zaczęłam gasić pożar pierwszą, lepszą ścierką, którą znalazłam. Oblałam się zimnym potem, ale na szczęście zgasiłam płomień i szybko pobiegłam do pokoju.
        Po 15 minutach, nie więcej, usłyszałam krzyki kilku osób, że się pali. Pobladłam. Wyjrzałam przez okno i rzeczywiście, część, w której byłam jarała się i to dobrze. Bez namysłu wybiegłam na korytarz, a potem prosto na dwór, gdzie znajdowała się już część szkoły. 
       Przyjechali strażacy, zaczęli gasić pożar, a pani dyrektor sprawdzała obecność. Byli wszyscy, oprócz...... Poppy. Pobladłam jeszcze bardziej. Czułam wzrok Liama na sobie. Czułam się okropnie, ale mimo wszystko zachowałam zimną krew i szybko wbiegłam do szkoły. Ganiałam po wszystkich pomieszczeniach, w których przypuszczalnie powinna znajdować się Poppy. Zero śladu. Tuż przede mną runęła żarząca się framuga. Cofnęłam się i pomknęłam prosto do naszego pokoju. Usłyszałam krzyki blondynki dochodzące z toalety.
- Poppy, jestem tu!
- Rose, proszę pomóż mi! Zatrzasnęłam się!
Złapałam za klamkę, ciągnęłam za nią dość desperacko. Wpadłam w panikę, nie wiedziałam co robić, ale po krótkiej chwili wpadłam na pomysł....
- Poppy, kucnij i spróbuj pociągnąć drzwi do góry, tak aby wyciągnąć je z zawiasów, a ja z tej strony będę ciągnąć.
- Dobra!
Udało się. Drzwi wyszły z nawiasów, a ja zabrałam Poppy i szybko wybiegłyśmy na dwór. Ludzie byli zdumieni. Podbiegł do mnie Liam i mnie przytulił.
- Nic ci się nie stało? - Zapytał. - Wystraszyłem się.
- Nie, nic. - Wykrztusiłam,  a dym cały czas dusił mnie i blondynę.
- Ja cię przepraszam, Rose. Ty nie mogłaś wysłać tego emaila, godziny się nie zgadzały. Przepraszam. 
- Nic się nie stało, Poppy. 
- Ja tak samo byłem głupi, że nie uwierzyłem tobie. Wybaczysz mi?
- Tak, Liam. 
        Przytuliliśmy się do siebie całą trójką. 
        Po północy wszyscy zostali przetransportowani do pobliskiego hotelu, tylko ja, Liam, Poppy i madame zostaliśmy zaproszeni do willi chrześniaka pani dyrektor. Siedzieliśmy w jego samochodzie, kiedy się w końcu odezwał:
- Tak w ogóle to nazywam się Louis. 
Przedstawiłam mu się, a potem Poppy, bo tylko nas nie znał. 

***

           - Dziewczyny, wy idźcie na górę, tam są wasze pokoje......, a z resztą Liam was zaprowadzi, bo tam też jest jego sypialnia. - Powiedział Lou i posłał nam (mi i Poppy) taki uśmiech, że o mój Boże, mało brakowało, a chybabym zemdlała, no ale obok stał Liam i jego wzrok od razu przywrócił mnie do porządku dziennego. Panna Moore poszła się umyć i od razu padła ze zmęczenia, a ja poszłam na chwilę do Liama, który rozmawiał ze swoją mamą (w końcu nie mówię matką :-D). 
- Zadzwonili strażacy i powiedzieli, że pożar został przez kogoś wszczęty. - Rzekła madame.
- Fuck.... - Pomyślałam. 
- Jutro rano kiedy wszyscy zjawią się w szkole (szkoła jest w całości, tylko akademik się zjarał), powiem o tym. 
Zbladłam. Powiedziałam dobranoc i poszłam do pokoju.

PODSUMOWANIE

          Fuck! Fuck! Fuck! Co za beznadziejny dzień! Najpierw wkopała mnie Amanda z tym emailem, ale na szczęście jakoś się to wyjaśniło, a teraz okazało się, że podpaliłam akademik. Boże kochany..... Co ja teraz zrobię? Wiem. Wydalą mnie teraz ze szkoły, a Liam razem z Poppy mnie znienawidzą.... Może chociaż Louis się mną zainteresuje? Nie, nie, nie! O czy ja w ogóle myślę?! Jestem cała rozdygotana, roztrzęsiona i nie wiem co jeszcze, nie mogę zasnąć, raczej nie zasnę. Co ja jutro powiem madame? Przecież ona mnie chyba zje...... Nie! Koniec na dzisiaj! Zamykam ten przeklęty zeszyt, który na szczęście mam zawsze ze sobą i muszę obmyślić jakiś plan na jutro, a właściwe na dzisiaj rano.....

24 komentarze:

  1. Ta Amanda...
    Z każdym rozdziałem nienawidzę jej coraz bardziej!
    Ugh.
    Rose niw mogła tego podpalić, no ale...
    Ah ten uśmiech Lou. Musiał być nieziemski!
    Super
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  2. Juz sobie wyobrażam ten uśmiech Lou ;)) ♥
    Amanda jest podłą, knującą, zazdrosną za przeproszeniem suką - taką laską jak we wszystkich amerykańskich filmach, takich co nikt nie lubi xd
    Dobrze, że Rose pogodzila się z Poppy i Liamem <3 powtórzę się ale uwielbiam Poppy i jej imię *.*
    Rose aka bohaterka :P
    rozdział boski, świetny i w ogóle <3
    Czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. No to tak..Ja go przeczytałam o siódmej tylko śpieszyłam się do szkoły i nie skomentowałam:)) Ale z Amandy jest podła suka. Na szczęście wszyscy się pogodzili:)) Rose ty bohaterko♡♡♡Rozdział cudny*-* czekam na nexta. Weeeeeeeeenyyyy!✌♥♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział jak zwykle wyszedł ci świetny, w miarę długi i mega dużo akcji. Huehuehue ale sięcieszę, że intryga Amandy nie wypaliła, mam nadzieję że Rose nie poniesie jakichś strasznych konsekwencji , orzecueż to tylko wypadek. Akxnfejxjdxjdnsjsjxz<3 błagam szybko next bo umieram :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajebisty, chociaż NIENAWIDZĘ Amandy!!! Co za suka z tej dziewczyny!!! Jak można być tak podłym?! Ale Rose, taka awwwww *-* Uratowała Poppy!!!! I ja nie wierzę, że Rose podpaliła ten akademik, ale w sumie.... Przecież to ona tam była i ona miała zapalniczkę..... A ten uśmiech Lou..... Pewnie mega czarujący ^^ Czekam na next i weny życzę :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham, ale nie cierpię Amandy! Co za debilka! Najpierw email, ale na szczęście ten pomysł nie za bardzo wypalił..... Uśmiech Lou *-* No i akademik..... Mam nadzieję, że Rose nie poniesie za to wielkiej kary, a Liam z Poppy nie odwrócą się od niej.... :/ Czekam na next i multum weny ślę <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Super *-*
    Mam nadzieję, że to nie wina Rose.....
    Lou... <3
    Czekam na więcej i pozdrawiam :* <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Zajebisty!!!
    Amanda jest wkurwiająca!!! Zabić dziada!!!
    Rose uratowała Poppy!!! Yey!!!
    Ale ten akademik.... Rose.... Dlaczego?
    Uśmiech Lou....
    Czekam nn! <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem happy, że ten rozdział również się spodobał ♡.♡

      Usuń
  9. Jak ty to robisz, że jak już dodasz rozdział to nie można przestać go czytać i chciałoby się więcej i więcej..... :-* Cóż tu dużo mówić... To jest po prostu świetne! Ale dlaczego Rose podpaliła ten akademik? W sumie zrobiła to niechcący, bo niby "ugasiła", ale może została jakaś iskierka i wtedy wszystko się zajęło ogniem..... :| Dobrze, że Poppy uratowana! :D Czekam na kolejny rozdzialik! ♡.♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko wyjaśni się już w kolejnym rozdziale :-*

      Usuń
  10. Ale ja mam ochotę usunąć Amandę z tego ff! Jak można być tak wkuwającą osobą?! ㅠ.ㅠ Jak widać, można..... Dobrze, że sprawa z emailem się wyjaśniła, ale za to ten akademik..... Rose, dlaczego?! Ale może dostanie taryfę ulgową, bo uratowała zatrząśniętą w kiblu Poppy.....? Czekam nn i weny ślę <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Okej. Ja jak zwykle na końcu :D Zanim się ogarnę i dojdę do twojego bloga to trochę mi czasu zajmuje :D
    A tak w ogóle to w 100 % zgadzam się z wcześniejszymi komentarzami. Gdyby Amanda była by facetem to powiesiłabym ją za jaja!!! Co za popierdolony babsztyl!!! Czemu ona tak zatruwa życie Rose?! Wiem.... Liam, na którego ona jest psychicznie chora....
    Ale za to Rose uratowała Poppy!!! Super, że się pogodziła i z Poppy i z Liasiem ^^ Czekam na next ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że przeczytasz rozdział, a kiedy to nie jest już to tak istotna sprawa ^^ A ja się zaraz zabieram za pisanie nowego rozdziału :D

      Usuń
  12. Dla Amandy mam taki fajny hotel u nas w bolcu na tysiąclecia miejsce zarezerwowałam :) . A ten pożar oo coś mi śmierdzi. i ten list to była dopiero próba przyjaźni i miłości na szczęście wszystko się dobrze jak na razie skończyło powypaczali sb i jest git :) :* rozdział boski jak każdy <# czekam na natępny i sory że teraz ale w Krakowie netu nie miałam a jak miałam słaby zasięg / dos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że już wróciłaś, przeczytałaś i dodałaś koma. ^^ Dziękuję :*

      Usuń