- Gdzie jedziesz?! - Krzyknęłam za przekraczającym próg Harrym.
- Do Jamesa. Muszę dowiedzieć się czegoś w sprawie Gemmy i mamy, bo inaczej chyba zwariuję! Ale w dosłownym znaczeniu tego słowa!
- Ale śledztwo zostało umorzone! Skąd oni mają wiedzieć skoro Karol nie żyje?! A tylko on był w to gówno zamieszany i tylko on miał jakieś dziwne aluzje i tylko on mógłby nam coś powiedzieć!
- Jedziesz ze mną, czy zostajesz w przekonaniu, że nic się nie dowiemy?! - Zapytał z pełną irytacją w głosie.
- Jadę. - Westchnęłam i przewróciłam oczami.
***
James właśnie przeglądał jakiś stos papierów, jadł kanapkę i wszystko popijał kawą ze swoim ulubionym 3 % - wym mlekiem. Podeszliśmy do niego i usiedliśmy na przeciwko jego napoju. Zdezorientowany podniósł wzrok i wrócił do przeglądania swoich papierów. Zupełnie tak jakby nas nie poznał.
- James?
- Zaraz szefie to zrobię. Moment, tylko przejrzę akta.
- James, to ja Harry, a nie szef.
- Oh, przepraszam. Wyrazy smutku z powodu mamy i siostry.
- Dziękuję.
- Mogę wiedzieć co was do mnie sprowadza?
- Gem i mama........
- Niestety na chwilę obecną nic nie mogę wam powiedzieć, bo wciąż nie ma ekspertyzy od techników, ani prokuratora. Przyjedźcie po 15, akurat będę schodził z dyżuru i będę miał więcej czasu, by dokładnie z wami omówić tamto wydarzenie.
- Dobra, to będziemy o 15:30. Do zobaczenia.
- Cześć.
***
- Harry?
- Co?
- Zastanawia mnie jedna sprawa....
- Hmmm?
- Mamy sierpień, połowę sierpnia. Za 4 miesiące po świętach, wracacie do koncertowania.
- No i co z tego?
- Dasz radę? Dasz radę skakać z radości po scenie i udawać, że nic się nie stało? Dasz radę udzielać wywiadów, wiedząc, że za każdym razem będą pytać się o Gemmę i twoją mamę?
- A co mam zrobić? Zaszyć się w domu? Odciąć się od świata? Muszę jakoś żyć. Nie mogę zawieść fanów, którzy z utęsknieniem czekają na nową trasę koncertową, nowe piosenki, nowe wrażenia! Na koncerty zjadą się osoby, które nigdy nie były na żadnym z naszych show! Spełnią się ich marzenia i nie mogę ich zawieźć!
- Okej. Na co ten bulwers? Ja się tylko chciałam zapytać i tyle.
- No to już wiesz!
- Co ty taki, jakby cię pszczoła ugryzła?! Rozumiem, że jesteś zły i zrozpaczony, ale do jasnej cholery ze mną chyba mógłbyś normalnie porozmawiać?!
- Zamknij się!
- Co się z tobą dzieje? Nigdy się tak do mnie nie odzywałeś. Harry? Ja chcę ci pomóc, chociażby duchowo chcę cię wspierać. Proszę, nie odtrącaj mnie za to, na co nie mam wpływu?
- ..........
- Dlaczego milczysz? Czy zraniłam cię jakimś słowem, czynem? Zrobiłam coś nie tak?
- Nie.
- To w takim razie o co chodzi?
- O nic. To wszystko, to wszystko to moja wina! Śmierć mamy, Gemmy! Gdybym jednak przytrzymał ją w Polsce.......
- Nie waż się tak mówić! Śmierć Gemmy i mamy to nie twoja wina! Karol do tego wszystkiego doprowadził! Ja mogę siebie obarczyć, że to moja wina, ale ty?!
- O nie moja droga, to już na pewno nie jest twoja wina! Jak tak...........
- Co się tak drzecie, słychać was na drugim krańcu ulicy. - Wparowała jakby nigdy nic Nikol.
- Przepraszam cię bardzo, ale czy ty wiesz, że na tym świecie istnieje coś takiego jak dzwonek do drzwi?! - Wydarłam się do niej z całych moich sił.
- No istnieje i co z tego? - Rzekła obojętnym głosem, zmierzając w kierunku kuchni i szukając czegoś w lodówce.
- A ty w ogóle nie w pracy?
- Nie, dzisiaj sobota. Hello......
- A no fakt........
- A tak w ogóle to co z Gemmą i gdzie jest twoja mama?
- Nikol! - Powiedziałam z zaciśniętymi zębami.
Ta nagle zdębiała. Nie wiedziała jak się zachować, ale wiedziała, że skoro tak powiedziałam to znaczy, że jest coś na rzeczy i to nie byle jakiegoś, po czym głupio powiedziała:
- Trafiłam w słaby punkt?
Harold nie wytrzymał, wkurwił się i to dosłownie. Wyszedł z pokoju i poszedł na górę, dając mi do zrozumienia, że mam o wszystkim opowiedzieć Nikol.
- Co ja mu zrobiłam?
- Nikol, posłuchaj. Przedwczoraj w rzecze znaleziono ciało Gemmy, a mama Harrego została znaleziona, martwa w akademiku.
Nikola rozdziawiła buzię ze zdziwienia, a szklankę soku, którą trzymała w ręce, opuściła. Zabrakło jej siły i tchu, a jej oczy pokryły się szklistą powłoką.
- Nie wierzę....... Przepraszam, że tak powiedziałam, nie wiedziałam.....
- Nic nie szkodzi.....
- A wiadomo już coś więcej? Policja coś mówiła?
- Niedawno wróciliśmy z komisariatu i prawdę mówiąc, to nie wiemy nic, bo technicy nie zrobili jeszcze wszystkich wykresów i tych innych dupereli, dlatego też mamy jechać po południu i wtedy czegoś się dowiemy.
- Jestem w szoku! Zaraz pójdę go przeprosić, ale powiedz mi, jak on sobie z tym wszystkim radzi?
- Niezbyt dobrze..... Przedwczoraj chciał się zabić, a dzisiaj twierdzi, że Gem i mama nie żyją przez niego.....
- Aż tak źle z nim?
- Mhm.
- Idę go przeprosić.
Kiedy Nikol poszła prosić o wybaczenie Zielonookiego, ja w tym czasie rozmawiałam przez telefon:
- Cześć Doma! Słyszeliśmy o tym co się stało. Wszędzie o tym mówią....... Jak się czujesz? Wiadomo już coś?
- Cześć Niall. No cóż mam powiedzieć. Jest ciężko nie zaprzeczę, po południu mamy jechać na policję i się czegoś dowiedzieć.
- A jak tam Harry się trzyma?
- Nie za dobrze..... Nikol poszła go właśnie prosić o wybaczenie, bo głupio powiedziała, nie mając zielonego pojęcia co się stało.
- Nikol?! A ona nie w robocie?
- Dzisiaj sobota panie Horan.
- Ty....... faktycznie, zapomniałem!
- Nie ty jeden...... A co u was słychać?
- U nas? Nudy, nudy i jeszcze raz nudy. Może byłoby ciekawiej, gdyby Honorata była, ale niestety nie ma jej.
- A gdzie jest?
- Cały czas siedzi w studiu i nagrywa piosenki na nową płytę. Wczoraj do niej poszedłem, to usłyszałem, że skończy za godzinę, a w efekcie czekałem trzy godziny, aż zasnąłem.
- Cała Hon....... Pamiętaj, że jeśli mówi ci, za ile skończy, albo za ile będzie to bierz poprawkę razy trzy.
- Noooooo, teraz to już wiem. Jak wrócicie z komisariatu to zadzwoń, a ja kończę, bo ktoś dobija mi się na telefon.
- Pa pa.
Skończyłam rozmawiać i akurat przyszła Nikol.
- I co? - Zapytałam.
- Nic. Powiedział, że to on przeprasza, bo to jego wina, a ja miałam prawo nie wiedzieć.
- I?
- No i nic. Powiedział, że nie, ale ja dalej widzę, że jest nie w sosie w stosunku do mnie.
- Daj mu czas na wrócenie do siebie.
***
- Cześć James, jesteśmy.
- Cześć wam. Siadajcie, bo to co wam powiem to zwali was z nóg.
Usiedliśmy i z wielką ciekawością, oczekiwaliśmy jakichkolwiek wyjaśnień tamtego dnia.
- Muszę wam powiedzieć, że sprawa wygląda dość gówniano.
- Czyli? Proszę cię, przejdź do rzeczy! - Rzekł stanowczym głosem Harold.
- Dobra, zacznę od początku. Wyniki badań pokazują nam mniej więcej taki obraz tego wszystkiego: W dniu, w którym miałeś przyjechać do Gem, ona zadzwoniła do waszej matki, mówiąc o całym zajściu z Karolem i o tym, że przyjedziesz jej pomóc. Wiadomo, że jak na matkę przystało, zareagowała histerią i mówiła, że zaraz przyjedzie i pomoże jej się wydostać. Zaparkowała pod akademikiem w nadziei, że Karol jej nie rozpozna, jeśli oczywiście znajdowałby się przed budynkiem. Weszła do środka i zobaczyła, że nikogo nie ma, ale rozpłakała się na widok krwi i porozwalanych mebli. Chciała stamtąd uciec, szukać swojej córki, lecz wbiegł Hamburg, krzycząc, że teraz pora na nią i, że wybije tą rodzinę co do cna. Twoja matka zaczęła się szarpać, próbowała uciekać. Lecz niestety, wiesz co się stało dalej........
- No dobrze, ale jak zginął Karol? - Zapytałam, bo Harry nie był w stanie nic powiedzieć.
- Całą kłótnię, usłyszał policjant, ojciec jednego ze studentów, a to, że miał przy sobie broń i w dodatku wychodził z odwiedzin syna, zajrzał do środka, zobaczył Hamburga, a wiedział doskonale, że jest poszukiwany, więc bez namysłu nacisnął spust pistoletu i zadzwonił do nas. Wtedy my już byliśmy w drodze tutaj, a zgłoszenie odebrał jeden z policjantów dyżurujących.
- I co dalej? - Zapytałam przejęta całą tą historią.
- Dalej nie działo się już nic spektakularnego, bo ciała zawieziono do analizy, a Gemmę znaleziono w nocy w rzece. Tylko jest problem.
- Jaki?! - Zapytaliśmy oboje, a nasz puls wynosił "1200".
- Gemma wcale nie......
poniedziałek, 30 marca 2015
czwartek, 26 marca 2015
Rozdział 35
Pokój Gemmy wyglądał jak po III wojnie światowej. Wszystko poprzewracane do góry nogami, pełno krwi dookoła i ten ciężki odór....... Ale to jeszcze nic...... Na środku leżały ciała, nieżywe, martwe, pozbawione jakichkolwiek oznak życia. Blade, zimne i tak bardzo wszystkim znane. Harry podszedł do jednego z nich i upadł na podłogę, ukrył twarz w dłoniach i wydał z siebie przeraźliwy okrzyk, pełen bólu, cierpienia i nieokrzesanych emocji. Ostatni raz w swoim życiu ją widział, ostatni raz powiedział, że ją kocha, ostatni raz powiedział, że będzie o niej pamiętaj - zawsze i przytulił się do niej, do swojej mamy..........
Ostatni raz spojrzał na czarny worek, przetarł łzę i wyszedł. To był zarazem szczęśliwy, a zarazem smutny dzień w jego życiu. Wyszedł na dwór i rzucił się w moje objęcia w nadziei, że znajdzie tam spokój....
- Trzymaj się Harry, wszystkiego dobrego. - Powiedział i poklepał Harolda po ramieniu James. - Szerokiej drogi.
- Chodźmy do samochodu. - Wyszeptałam w dalszym ciągu roztrzęsiona.
- Dobrze.
Weszliśmy do naszego pojazdu i zastanawialiśmy się gdzie jest Gemma, co się z nią stało? Karol nie żył, mama Harrego też, ale Gemma...... Ruszyliśmy do domu, gdzie swoje dzieciństwo spędził Harry razem z Gemmą.
- Jak myślisz, gdzie teraz jest Gemma?
- Nie wiem Harry, ale miejmy nadzieję, że jest cała i zdrowa.
- Oby........
- Nie mów tak. Będzie dobrze. Oboje jesteśmy w dużym szoku, ty w jeszcze większym ze względu na mamę.
- Nie wiem co mam powiedzieć......... To jest jakieś cholerne zrzędzenie losu!
- Patrz na drogę! - Krzyknęłam, a Zielonooki gwałtownie zahamował. - Zamieńmy się!
- Poczekaj muszę odetchnąć......
- Zamiana, już! Nie możemy blokować ulicy.
Harry przeszedł na stronę pasażera bez jakichkolwiek obiekcji, zresztą mało brakowało i potrąciłby człowieka.....
***
- To ten dom? - Zapytałam, wskazując na najciemniejszy dom w okolicy.
- Tak. Wjedź na podwórko, a ja zaraz otworzę garaż.
Zaparkowałam równo jak nigdy wcześniej i weszłam za Haroldem do jego domu.
- Piękny dom.
- Tak, tylko szkoda, że nie ma w nim Gemmy.
- Nie martw się. James zrobi wszystko by ją znaleźć. Mi samej jest ciężko, mimo, że Gemma nie jest moją siostrą, ale tak dużo razem przeszłyśmy.....
Nie odpowiedział. Wszedł do salonu i tak jakby się zahipnotyzował. W ogóle nie kontaktował co się do niego mówi. Usiadł na kanapie i zaczął płakać.....
- Tak niedawno, siedziałem w tym miejscu i tak niedawno siedziała koło mnie mama i mnie przytulała, pocieszała mnie po stracie kotka, mówiła, że będzie wszystko dobrze i, że kupi mi drugiego....
- Nie płacz, to smutne, że zobaczyłeś mamę w takich okolicznościach, ale musimy być silni, damy radę, ty i ja...... - Powiedziałam ze łzami w oczach, przytuliłam się do niego i zasnęliśmy.......
***
Obudziłam się szybciej niż zwykle. Była 6 rano. Nie mogłam spać, więc poszłam do łazienki. W odbiciu lusterka zobaczyłam podkrążone, czerwone oczy, rozmazany tusz i szminkę. Ubranie było wymięte, a włosy nieczesane. Wzięłam szczotkę do włosów, tonik i zaczęłam robić ze sobą porządek. Wzięłam ciepły prysznic, ubrałam czyste i świeże ubrania. Po cichu, aby nie zbudzić Harolda, poszłam do kuchni i zrobiła sobie herbatę z cytryną i poszłam do salonu. Przyglądałam się Haroldowi i zastanawiałam się, jak to możliwe, że jeden człowiek może zostać tak doświadczony, w tak krótkim czasie? Było dla mnie to coś niepojętego. Filozofia nie była moją mocną stroną , chociaż teraz przydałaby się, tak jak psychologia, by móc żyć nie poddać się. Teraz rozumiałam co to znaczy, że życie jest okrutne, ale też wiedziałam, ze nic nie dzieje się bez powodu. Jestem osobą wierzącą i te wszystkie sytuacje, chwile, momenty są po coś, by nas umocnić, przygotować i napełnić wiarą, chociaż momentami zastanawiałam się jak ten ktoś tam na górze, może tak mocno obarczyć psychicznie jedną osobę, w dodatku młodą. Zastanawiałam się, ile jeszcze nieszczęść spadnie na mnie, na Harrego, na nas, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam je otworzyć i spotkałam w nich Jamesa:
- Cześć Dominika! Jest Harry?
- Jest, ale śpi.
- Może i lepiej..... Wiem, gdzie jest Gemma.
***
Kiedy policjant opuścił dom, wzięłam stos teczek, które mi przyniósł. Usiadłam z powrotem na sofie z zimną herbatą w rękach i zaczęłam je po kolei, kartka po karce przeglądać. W pewnym momencie zaczęły powtórnie płynąć łzy po moich policzkach. Jak ja nienawidziłam płakać i to jeszcze w takich okoliczność..... Wtem obudził się Loczek i od razu zapytał:
- Kochanie dlaczego płaczesz, stało się coś?
Podniosłam wzrok znad akt i zbladłam jeszcze bardziej, niż można być bladym.
- Policjant znalazł Gemmę.
- To świetnie! Gdzie teraz jest? - Zapytał tak rozradowanym głosem, jakiego nie słyszałam od tygodnia.
- Ty nic nie rozumiesz!
- Jak to?
- Ona nie żyje.......
- Jak to?
- Przyszedł rano James i powiedział, że ciało Gemmy znaleziono w rzece dzisiaj w nocy.....
- Nie! Powiedz, że to nie prawda!
- Tak mi przykro, ale to prawda.....
Harry wpadł w szał, zaczął rozwalać wszystko co wpadło mu do rąk. Klnął przy tym jak jeszcze nigdy wcześniej. Nienawidził swojego życia. Wziął nóż, przyłożył go sobie do szyi. Wystraszyłam się.
- Harry, stój! Nie rób tego!
- Odwal się ode mnie! Moje życie straciło sens! Żegnaj świecie!
- Stóóóóóóóóóóóóóóojjjjjjjjjjjjj!!! Ty masz dla kogo żyć! Ja jeszcze jestem, fani, którzy cię kochają, zespół, chłopcy!
Popatrzył się na mnie. Przejechał nożem delikatnie po naskórku i wyrzucił go w moją stronę. Skulił się jak małe bezbronne dziecko, a łzy znów zaczęły lecieć po jego bladej twarzy i krwawiącej szyi........
---------------------------------------------------------------------------
Hejka Kochani! :* Nigdy nie pisałam pod rozdziałem, ale dzisiaj zrobię wyjątek. Mam nadzieję, że na początku rozdziału udało mi się was zaskoczyć :), ale na końcówce chyba się zawiedliście. Przepraszam Was za śmierć Gemmy. Nic innego nie przychodziło mi do głowy :( Mam nadzieję, że mimo wszystko rozdział Wam się spodobał i obiecuję, że kończę już z tak dramatycznymi sytuacjami. :) A teraz odbiegnę od tematu...... Jak się czujecie po wczorajszej informacji? Ja wczoraj ryczałam jak bóbr, a poszłam spać dopiero po pierwszej w nocy, bo nie byłam w stanie pójść wcześniej. Dzisiaj mój stan jest taki jak normalnie : D Tak jak mogliście przeczytać kilka rozdziałów wstecz, że Doma jest osobą, która szybko wychodzi ze stanu żałoby i wszystkiego co smutne. Ja mam tak samo i za to jestem wdzięczna, że po mnie to spływa. Czuję okropną pustkę po odejściu Zayna z zespołu, ale w głębi duszy wiem, że on wróci, a ostatnio mam fazę, ze jak coś powiem to się spełni : D Więc uzbrójmy się w cierpliwość i nie smutajmy, bo Zayn żyje i ma się coraz lepiej, a zespół istnieje dalej. Dla mnie One Direction, będą zawsze wiecznie żywi, tak jak i my - Directioners. Nie opuścimy naszych chłopców, tylko będziemy ich wspierać, choćby do ostatniej kropli krwi!
Ostatni raz spojrzał na czarny worek, przetarł łzę i wyszedł. To był zarazem szczęśliwy, a zarazem smutny dzień w jego życiu. Wyszedł na dwór i rzucił się w moje objęcia w nadziei, że znajdzie tam spokój....
- Trzymaj się Harry, wszystkiego dobrego. - Powiedział i poklepał Harolda po ramieniu James. - Szerokiej drogi.
- Chodźmy do samochodu. - Wyszeptałam w dalszym ciągu roztrzęsiona.
- Dobrze.
Weszliśmy do naszego pojazdu i zastanawialiśmy się gdzie jest Gemma, co się z nią stało? Karol nie żył, mama Harrego też, ale Gemma...... Ruszyliśmy do domu, gdzie swoje dzieciństwo spędził Harry razem z Gemmą.
- Jak myślisz, gdzie teraz jest Gemma?
- Nie wiem Harry, ale miejmy nadzieję, że jest cała i zdrowa.
- Oby........
- Nie mów tak. Będzie dobrze. Oboje jesteśmy w dużym szoku, ty w jeszcze większym ze względu na mamę.
- Nie wiem co mam powiedzieć......... To jest jakieś cholerne zrzędzenie losu!
- Patrz na drogę! - Krzyknęłam, a Zielonooki gwałtownie zahamował. - Zamieńmy się!
- Poczekaj muszę odetchnąć......
- Zamiana, już! Nie możemy blokować ulicy.
Harry przeszedł na stronę pasażera bez jakichkolwiek obiekcji, zresztą mało brakowało i potrąciłby człowieka.....
***
- To ten dom? - Zapytałam, wskazując na najciemniejszy dom w okolicy.
- Tak. Wjedź na podwórko, a ja zaraz otworzę garaż.
Zaparkowałam równo jak nigdy wcześniej i weszłam za Haroldem do jego domu.
- Piękny dom.
- Tak, tylko szkoda, że nie ma w nim Gemmy.
- Nie martw się. James zrobi wszystko by ją znaleźć. Mi samej jest ciężko, mimo, że Gemma nie jest moją siostrą, ale tak dużo razem przeszłyśmy.....
Nie odpowiedział. Wszedł do salonu i tak jakby się zahipnotyzował. W ogóle nie kontaktował co się do niego mówi. Usiadł na kanapie i zaczął płakać.....
- Tak niedawno, siedziałem w tym miejscu i tak niedawno siedziała koło mnie mama i mnie przytulała, pocieszała mnie po stracie kotka, mówiła, że będzie wszystko dobrze i, że kupi mi drugiego....
- Nie płacz, to smutne, że zobaczyłeś mamę w takich okolicznościach, ale musimy być silni, damy radę, ty i ja...... - Powiedziałam ze łzami w oczach, przytuliłam się do niego i zasnęliśmy.......
***
Obudziłam się szybciej niż zwykle. Była 6 rano. Nie mogłam spać, więc poszłam do łazienki. W odbiciu lusterka zobaczyłam podkrążone, czerwone oczy, rozmazany tusz i szminkę. Ubranie było wymięte, a włosy nieczesane. Wzięłam szczotkę do włosów, tonik i zaczęłam robić ze sobą porządek. Wzięłam ciepły prysznic, ubrałam czyste i świeże ubrania. Po cichu, aby nie zbudzić Harolda, poszłam do kuchni i zrobiła sobie herbatę z cytryną i poszłam do salonu. Przyglądałam się Haroldowi i zastanawiałam się, jak to możliwe, że jeden człowiek może zostać tak doświadczony, w tak krótkim czasie? Było dla mnie to coś niepojętego. Filozofia nie była moją mocną stroną , chociaż teraz przydałaby się, tak jak psychologia, by móc żyć nie poddać się. Teraz rozumiałam co to znaczy, że życie jest okrutne, ale też wiedziałam, ze nic nie dzieje się bez powodu. Jestem osobą wierzącą i te wszystkie sytuacje, chwile, momenty są po coś, by nas umocnić, przygotować i napełnić wiarą, chociaż momentami zastanawiałam się jak ten ktoś tam na górze, może tak mocno obarczyć psychicznie jedną osobę, w dodatku młodą. Zastanawiałam się, ile jeszcze nieszczęść spadnie na mnie, na Harrego, na nas, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam je otworzyć i spotkałam w nich Jamesa:
- Cześć Dominika! Jest Harry?
- Jest, ale śpi.
- Może i lepiej..... Wiem, gdzie jest Gemma.
***
Kiedy policjant opuścił dom, wzięłam stos teczek, które mi przyniósł. Usiadłam z powrotem na sofie z zimną herbatą w rękach i zaczęłam je po kolei, kartka po karce przeglądać. W pewnym momencie zaczęły powtórnie płynąć łzy po moich policzkach. Jak ja nienawidziłam płakać i to jeszcze w takich okoliczność..... Wtem obudził się Loczek i od razu zapytał:
- Kochanie dlaczego płaczesz, stało się coś?
Podniosłam wzrok znad akt i zbladłam jeszcze bardziej, niż można być bladym.
- Policjant znalazł Gemmę.
- To świetnie! Gdzie teraz jest? - Zapytał tak rozradowanym głosem, jakiego nie słyszałam od tygodnia.
- Ty nic nie rozumiesz!
- Jak to?
- Ona nie żyje.......
- Jak to?
- Przyszedł rano James i powiedział, że ciało Gemmy znaleziono w rzece dzisiaj w nocy.....
- Nie! Powiedz, że to nie prawda!
- Tak mi przykro, ale to prawda.....
Harry wpadł w szał, zaczął rozwalać wszystko co wpadło mu do rąk. Klnął przy tym jak jeszcze nigdy wcześniej. Nienawidził swojego życia. Wziął nóż, przyłożył go sobie do szyi. Wystraszyłam się.
- Harry, stój! Nie rób tego!
- Odwal się ode mnie! Moje życie straciło sens! Żegnaj świecie!
- Stóóóóóóóóóóóóóóojjjjjjjjjjjjj!!! Ty masz dla kogo żyć! Ja jeszcze jestem, fani, którzy cię kochają, zespół, chłopcy!
Popatrzył się na mnie. Przejechał nożem delikatnie po naskórku i wyrzucił go w moją stronę. Skulił się jak małe bezbronne dziecko, a łzy znów zaczęły lecieć po jego bladej twarzy i krwawiącej szyi........
---------------------------------------------------------------------------
Hejka Kochani! :* Nigdy nie pisałam pod rozdziałem, ale dzisiaj zrobię wyjątek. Mam nadzieję, że na początku rozdziału udało mi się was zaskoczyć :), ale na końcówce chyba się zawiedliście. Przepraszam Was za śmierć Gemmy. Nic innego nie przychodziło mi do głowy :( Mam nadzieję, że mimo wszystko rozdział Wam się spodobał i obiecuję, że kończę już z tak dramatycznymi sytuacjami. :) A teraz odbiegnę od tematu...... Jak się czujecie po wczorajszej informacji? Ja wczoraj ryczałam jak bóbr, a poszłam spać dopiero po pierwszej w nocy, bo nie byłam w stanie pójść wcześniej. Dzisiaj mój stan jest taki jak normalnie : D Tak jak mogliście przeczytać kilka rozdziałów wstecz, że Doma jest osobą, która szybko wychodzi ze stanu żałoby i wszystkiego co smutne. Ja mam tak samo i za to jestem wdzięczna, że po mnie to spływa. Czuję okropną pustkę po odejściu Zayna z zespołu, ale w głębi duszy wiem, że on wróci, a ostatnio mam fazę, ze jak coś powiem to się spełni : D Więc uzbrójmy się w cierpliwość i nie smutajmy, bo Zayn żyje i ma się coraz lepiej, a zespół istnieje dalej. Dla mnie One Direction, będą zawsze wiecznie żywi, tak jak i my - Directioners. Nie opuścimy naszych chłopców, tylko będziemy ich wspierać, choćby do ostatniej kropli krwi!
poniedziałek, 23 marca 2015
Rozdział 34
- Harry, jak daleko mamy do Gemmy? - Zapytałam
- Niecałe 100 km. Za 40 minut powinniśmy być już na miejscu. Ale najpierw jedziemy na policję, by powiedzieć im o całym zajściu. Nie możemy jechać sami, bo nie wiemy czy Karol nie jest uzbrojony.
- Tak, tak zgadzam się z tobą w 100 %. Tak się boję. To jest jakiś psychopata! Jak można zwiać z więzienia i wyżynać dalej ludzkość po kolei?! Jaki on ma w tym cel? Co on chce przez to osiągnąć?
- Nie wiem Doma, nie wiem........ Już niedługo, jeszcze trochę i wszystko się skończy. Musi się skończyć. Powiedz mi, czy to jest sprawiedliwe by na przestrzeni jednego roku, na człowieka spadło tyle nieszczęść? To jest nienormalne! Boże, co ja takiego zrobiłem?! Przecież nikogo nie zabiłem, chociaż teraz jestem tak wkurzony i roztrzęsiony, ze gdybym spotkał Karola, nie zostawiłbym na nim suchej nitki! Mógłby zginąć jak szczur w męczarniach!
- Nie mów tak! Wiem, że go nie nienawidzisz, zresztą ja też, ale wiesz doskonale, że nikomu się śmierci nie życzy nawet najgorszemu wrogowi!
- Co ty nie powiesz?! - Zapytał pełen irytacji.
- Kiedyś to wszystko wróci do ciebie z nawiązką, ale w dobrym tego słowa znaczeniu.
- Taaa.... - Odburknął.
- Harry, jak mi nie wierzysz to powiem ci na przykładzie. Kiedyś, kiedy byłam młodsza, chodziłam do podstawówki, miałam sąsiadkę - moją koleżankę, która nienawidziła mnie bardziej niż Aśka. Dręczyła mnie, kopała, szczypała, a to tylko dlatego, że w nauce zawsze byłam number 1. Jakiekolwiek konkursy, czy cokolwiek innego zawsze byłam najlepsza. Nigdy się tym nie chwaliłam, ani nie szczyciłam. Po prostu taka byłam. Zawdzięczałam to wszystko dennemu siedzeniu w książkach i encyklopediach. Pewnego dnia nie wytrzymałam jej traktowania i powiedziałam o wszystkim mamie. Ona twierdziła, że to nie prawda, że dziewczyny wcale takie nie są. Twierdziła tak, bo przy niej zachowywały się zupełnie inaczej. Bolało mnie to, że mama nie chciała w to uwierzyć. Przełom nastąpił kiedy do domu wróciłam cała posiniaczona i zapłakana. Wtedy uwierzyła w to co jej mówiłam, ale i tak nie poszła porozmawiać z mamami tych koleżanek, tylko poszła do pedagoga szkolnego i wtedy zaczęło się piekło. Nasze mamy zaczęły się kłócić, aż się znienawidziły i mamy moich koleżanek zaczęły rozpuszczać po mieście plotki na nasz temat, że my takie i owakie. Bolało mnie to, bo ja nic im nie zrobiłam. Minęło już prawie 15 lat od tamtego czasu i dalej ze sobą nie gadamy. Nie mam pojęcia co się stało z dziewczynami, ale wiem, że jednej z nich narodził się brat, który był nie mową.
- No dobrze, ale co ma jej brat do tego wszystkiego?
- A to, że chodziły i rozpuszczały niefajne ploty związane w roli głównej z nami i w końcu one za to oberwały.
- Nie rozumiem.
- Harry, obgadywały nas i jedna z nich za to została ukarana dzieckiem niemową.
- Aaaaaaaaa. No fakt, może rzeczywiście nie warto szukać zemsty?
- Nie warto.
***
- Harry? - Zapytał policjant Puckhet.
- Yes.
- Oh my God! Hi! How are you today?
- Nie za dobrze. Zaraz ci powiem co i jak i w czym musisz mi pomóc, ale najpierw poznaj moją narzeczoną Dominikę.
- Nice to meet you Dominika.
- Mi też jest bardzo miło panie Puckhet.
- Przestań, żaden pan Puckhet, tylko James. - Powiedział i uśmiechnął się do mnie.
- No Harry, ty to zawsze miałeś oko! Ale teraz przejdźmy do rzeczy. W czym mam ci pomóc?
- Nie będę owijał w bawełnę. Na pewno słyszałeś o tym dupku Korolu von Hamburgu.
- No ba! Z tego co wiem to siedzie w więzieniu, a było o nim bardzo głośno.......
- Właśnie w tym problem, że nie siedzie w więzieniu, tylko z niego zwiał i teraz jest pod akademikiem Gemmy i chce ją zabić. Zgłaszaliśmy ten problem w Polsce, ale nas olali, dlatego wy musicie nam pomóc, a tego szaleńca wsadzić do więzienia.
- Rozumiem. Nie ma sprawy Harry. Już dzwonie do kogo trzeba, załatwiam oddział i jedziemy do....
- Oxfordu przy Wellington Square. - Powiedział Harold.
***
- Jedźmy do Aśki, może się czegoś ciekawego od niej w końcu dowiemy. - Powiedział Lou do Liama.
- Tak, to dobry pomysł.
- Mogę jechać z wami? Wstąpiłbym do Honoraty.
- Nie ma sprawy. A ty Zayn jedziesz z nami czy zostajesz w domu? - Zapytał Liam.
- Zostaję, niby poco mam jechać?
- Ok, jak chcesz. To my spadamy! Do później!
***
- Aśka, ty płaczesz? - Zapytał Lou.
- Nie, ja tylko......., nie ważne.
- Ważne, powiedz.
- Nie, to na prawdę nic takiego. Jest dobrze.
- No dobra, niech ci będzie.
- Powiesz nam co się wydarzyło? - Wtrącił się Liam.
Joanna wzięła głęboki o oddech i zaczęła opowiadać:
- Dowiedziałam się, że Karol uciekł z więzienia. Wystraszyłam się, bo wiedziałam, że będzie próbował mnie namierzyć i zabić za to, że przed "zabiciem" matki Dominiki nie zgadzałam się z nim. Chciałam to wszystko zakończyć, lecz z marnym skutkiem......... Pewnego dnia szłam przez park. Niby nic takiego, bo ja nie byłam jedyną osobą przechodząc przez park w dodatku w centrum Warszawy. Było ciemno. Nie rozglądałam się wokół siebie, ani nie spoglądałam w tył. Bałam się, że ujrzę coś czego nie chcę zobaczyć i to był błąd. W jednej chwili poczułam ostry ból, przeszywający moją klatkę piersiową, a następnie paraliżujący mnie od wewnątrz. Uklękłam, zaczęłam się miotać i wydawać dziwne dźwięki. Tak mnie bolało. Nikt nie raczył przyjść i mi pomóc. Pamiętam jeszcze, że ktoś krzyczał nad moją głową "Zamknij się, bo szczury się zlecą". Chodziło mu chyba o policjantów, zresztą nieważne. Podniósł mnie i rzucił mną do bagażnika jak workiem ziemniaków. Nie czułam bólu. Jechaliśmy dość krótko. Kiedy wyciągnął mnie z bagażnika, doskonale wiedziałam gdzie się znajduję. Był to magazyn Karola, w którym trzymał narkotyki. Próbowałam się szarpać, opierać, lecz z marnym efektem. Wprowadził mnie do środka pomieszczenia i zobaczyłam Hamburga. Wyglądał jak młody Bóg, niczym nie skażony, ubrany był w garnitur, bardzo dobrze skrojony, co dawało tak omylny obraz tego jaki był na prawdę. Podszedł do mnie, kazał usiąść na krześle, związał mnie i zaczął gładzić mnie po twarzy, bardzo zmysłowo. Zaczęłam go przeklinać, wyzywać go od najgorszych lecz za każdym razem dostawałam po twarzy. Kiedy już mu się to znudziło, wyciągnął nóż. Tak bardzo się przeraziłam, już myślałam, że podetnie mi gardło, lecz on zaczął nacinać mi naskórek na każdej możliwej części ciała. Syczałam z bólu, prosiłam by skończył, a ten zaśmiał się i powiedział, że mnie nie zabije, ale trochę szkód narobi. Nie wiedziałam co miał na myśli dopóki mnie nie rozwiązał i zaczął mnie bić. Tak bardzo bolało.... Pamiętam ostatni cios, którym oberwałam prosto w brzuch. Upadłam i dalej nic nie pamiętam. Ciemność. A kiedy się obudziłam, leżałam tu, w szpitalnym łóżku.
- Ten drań to miał tupet! Najpierw pobił cię do nieprzytomności, a potem wyrzucił cię do rowu, koło głównej drogi jak zdechłego kota! - Powiedział zbulwersowany Lou. - Powiedziałaś o tym policji?
- Tak, dzisiaj mieli go namierzyć, ale co z tego będzie to nie mam zielonego pojęcia.
- No to się spóźnili......
- Jak to?
- Harry z Domą pojechali do Anglii, bo Karol czatuje na Gemmę by ją zabić!
- Nie.......
- Spokojnie tamtejsza policja wszystkim się zajmie.
***
Zostaliśmy poinstruowani jak mamy się zachować i co robić. Czekaliśmy w samochodzie przed akademikiem na jakikolwiek ruch od strony policjantów lub Karola. Pogoda była beznadziejna, mimo, że było lato, aura pogodowa była jak taka typowa angielska pogoda. Niezachęcająca do czegokolwiek. Najchętniej to położyłabym się i poszłabym spać. Kiedy się ściemniło, ujrzeliśmy podjeżdżający granatowy bus, który zatrzymał się obok cywilnego pojazdu policyjnego. Staliśmy kilka metrów od nich, ale doskonale widzieliśmy, że były to służby specjalne gotowe do ataku. Karetka też już podjechała i czekała na znak, jeśli znalazłby się ktoś ranny. Widziałam, że zaraz wszystko się zacznie. Moje serce biło jak oszalałe, złapałam rękę Loczka i ściskałam ją najmocniej jak tylko można. On sam, siedział bladziutki jak kreda i z szeroko otwartymi oczami przyglądał się co będzie dalej.
- Harry, chyba się zaczyna.......
- Tak, ustalają ostatnie szczegóły.
Nim się spostrzegliśmy, było już po akcji. Przyszedł do nas James i powiedział, że to koniec.
- Ale jak to? Przecież nie minęło nawet pięć minut!
- Harry, choć ze mną, ty Dominika też możesz o ile masz na tyle siły.
- Siły? Co ty........ - Przytkałam dłonie do twarzy jakby się domyślając co ma na myśli.
Zielonookiemu zaczęły napływać łzy do oczu i wyraźnie przyspieszył kroku. Podbiegłam do niego i złapałam go za rękę.
- Będzie dobrze. Może Gemma uciekła i jest cała i zdrowa.
Nic nie odpowiedział, tylko twardo szedł na przód, nie zważając na nikogo. Pną się w górę, po schodach niczym sprytny wąż dążący prosto do celu, prosto do swojej ofiary. Zatrzymaliśmy się przed drzwiami, oboje wzięliśmy solidny, głęboki wdech i na trzęsących się nogach i kurczowo trzymających się za ręce, weszliśmy do środka. Widok i zapach mnie odrzucił, od razu się odwróciłam, zaczęłam krzyczeć. James złapał mnie za ramię i wyprowadził. Harry został w środku i mętnym wzrokiem wpatrywał się w głąb pokoju nie wydając z siebie żadnego dźwięku........
- Niecałe 100 km. Za 40 minut powinniśmy być już na miejscu. Ale najpierw jedziemy na policję, by powiedzieć im o całym zajściu. Nie możemy jechać sami, bo nie wiemy czy Karol nie jest uzbrojony.
- Tak, tak zgadzam się z tobą w 100 %. Tak się boję. To jest jakiś psychopata! Jak można zwiać z więzienia i wyżynać dalej ludzkość po kolei?! Jaki on ma w tym cel? Co on chce przez to osiągnąć?
- Nie wiem Doma, nie wiem........ Już niedługo, jeszcze trochę i wszystko się skończy. Musi się skończyć. Powiedz mi, czy to jest sprawiedliwe by na przestrzeni jednego roku, na człowieka spadło tyle nieszczęść? To jest nienormalne! Boże, co ja takiego zrobiłem?! Przecież nikogo nie zabiłem, chociaż teraz jestem tak wkurzony i roztrzęsiony, ze gdybym spotkał Karola, nie zostawiłbym na nim suchej nitki! Mógłby zginąć jak szczur w męczarniach!
- Nie mów tak! Wiem, że go nie nienawidzisz, zresztą ja też, ale wiesz doskonale, że nikomu się śmierci nie życzy nawet najgorszemu wrogowi!
- Co ty nie powiesz?! - Zapytał pełen irytacji.
- Kiedyś to wszystko wróci do ciebie z nawiązką, ale w dobrym tego słowa znaczeniu.
- Taaa.... - Odburknął.
- Harry, jak mi nie wierzysz to powiem ci na przykładzie. Kiedyś, kiedy byłam młodsza, chodziłam do podstawówki, miałam sąsiadkę - moją koleżankę, która nienawidziła mnie bardziej niż Aśka. Dręczyła mnie, kopała, szczypała, a to tylko dlatego, że w nauce zawsze byłam number 1. Jakiekolwiek konkursy, czy cokolwiek innego zawsze byłam najlepsza. Nigdy się tym nie chwaliłam, ani nie szczyciłam. Po prostu taka byłam. Zawdzięczałam to wszystko dennemu siedzeniu w książkach i encyklopediach. Pewnego dnia nie wytrzymałam jej traktowania i powiedziałam o wszystkim mamie. Ona twierdziła, że to nie prawda, że dziewczyny wcale takie nie są. Twierdziła tak, bo przy niej zachowywały się zupełnie inaczej. Bolało mnie to, że mama nie chciała w to uwierzyć. Przełom nastąpił kiedy do domu wróciłam cała posiniaczona i zapłakana. Wtedy uwierzyła w to co jej mówiłam, ale i tak nie poszła porozmawiać z mamami tych koleżanek, tylko poszła do pedagoga szkolnego i wtedy zaczęło się piekło. Nasze mamy zaczęły się kłócić, aż się znienawidziły i mamy moich koleżanek zaczęły rozpuszczać po mieście plotki na nasz temat, że my takie i owakie. Bolało mnie to, bo ja nic im nie zrobiłam. Minęło już prawie 15 lat od tamtego czasu i dalej ze sobą nie gadamy. Nie mam pojęcia co się stało z dziewczynami, ale wiem, że jednej z nich narodził się brat, który był nie mową.
- No dobrze, ale co ma jej brat do tego wszystkiego?
- A to, że chodziły i rozpuszczały niefajne ploty związane w roli głównej z nami i w końcu one za to oberwały.
- Nie rozumiem.
- Harry, obgadywały nas i jedna z nich za to została ukarana dzieckiem niemową.
- Aaaaaaaaa. No fakt, może rzeczywiście nie warto szukać zemsty?
- Nie warto.
***
- Harry? - Zapytał policjant Puckhet.
- Yes.
- Oh my God! Hi! How are you today?
- Nie za dobrze. Zaraz ci powiem co i jak i w czym musisz mi pomóc, ale najpierw poznaj moją narzeczoną Dominikę.
- Nice to meet you Dominika.
- Mi też jest bardzo miło panie Puckhet.
- Przestań, żaden pan Puckhet, tylko James. - Powiedział i uśmiechnął się do mnie.
- No Harry, ty to zawsze miałeś oko! Ale teraz przejdźmy do rzeczy. W czym mam ci pomóc?
- Nie będę owijał w bawełnę. Na pewno słyszałeś o tym dupku Korolu von Hamburgu.
- No ba! Z tego co wiem to siedzie w więzieniu, a było o nim bardzo głośno.......
- Właśnie w tym problem, że nie siedzie w więzieniu, tylko z niego zwiał i teraz jest pod akademikiem Gemmy i chce ją zabić. Zgłaszaliśmy ten problem w Polsce, ale nas olali, dlatego wy musicie nam pomóc, a tego szaleńca wsadzić do więzienia.
- Rozumiem. Nie ma sprawy Harry. Już dzwonie do kogo trzeba, załatwiam oddział i jedziemy do....
- Oxfordu przy Wellington Square. - Powiedział Harold.
***
- Jedźmy do Aśki, może się czegoś ciekawego od niej w końcu dowiemy. - Powiedział Lou do Liama.
- Tak, to dobry pomysł.
- Mogę jechać z wami? Wstąpiłbym do Honoraty.
- Nie ma sprawy. A ty Zayn jedziesz z nami czy zostajesz w domu? - Zapytał Liam.
- Zostaję, niby poco mam jechać?
- Ok, jak chcesz. To my spadamy! Do później!
***
- Aśka, ty płaczesz? - Zapytał Lou.
- Nie, ja tylko......., nie ważne.
- Ważne, powiedz.
- Nie, to na prawdę nic takiego. Jest dobrze.
- No dobra, niech ci będzie.
- Powiesz nam co się wydarzyło? - Wtrącił się Liam.
Joanna wzięła głęboki o oddech i zaczęła opowiadać:
- Dowiedziałam się, że Karol uciekł z więzienia. Wystraszyłam się, bo wiedziałam, że będzie próbował mnie namierzyć i zabić za to, że przed "zabiciem" matki Dominiki nie zgadzałam się z nim. Chciałam to wszystko zakończyć, lecz z marnym skutkiem......... Pewnego dnia szłam przez park. Niby nic takiego, bo ja nie byłam jedyną osobą przechodząc przez park w dodatku w centrum Warszawy. Było ciemno. Nie rozglądałam się wokół siebie, ani nie spoglądałam w tył. Bałam się, że ujrzę coś czego nie chcę zobaczyć i to był błąd. W jednej chwili poczułam ostry ból, przeszywający moją klatkę piersiową, a następnie paraliżujący mnie od wewnątrz. Uklękłam, zaczęłam się miotać i wydawać dziwne dźwięki. Tak mnie bolało. Nikt nie raczył przyjść i mi pomóc. Pamiętam jeszcze, że ktoś krzyczał nad moją głową "Zamknij się, bo szczury się zlecą". Chodziło mu chyba o policjantów, zresztą nieważne. Podniósł mnie i rzucił mną do bagażnika jak workiem ziemniaków. Nie czułam bólu. Jechaliśmy dość krótko. Kiedy wyciągnął mnie z bagażnika, doskonale wiedziałam gdzie się znajduję. Był to magazyn Karola, w którym trzymał narkotyki. Próbowałam się szarpać, opierać, lecz z marnym efektem. Wprowadził mnie do środka pomieszczenia i zobaczyłam Hamburga. Wyglądał jak młody Bóg, niczym nie skażony, ubrany był w garnitur, bardzo dobrze skrojony, co dawało tak omylny obraz tego jaki był na prawdę. Podszedł do mnie, kazał usiąść na krześle, związał mnie i zaczął gładzić mnie po twarzy, bardzo zmysłowo. Zaczęłam go przeklinać, wyzywać go od najgorszych lecz za każdym razem dostawałam po twarzy. Kiedy już mu się to znudziło, wyciągnął nóż. Tak bardzo się przeraziłam, już myślałam, że podetnie mi gardło, lecz on zaczął nacinać mi naskórek na każdej możliwej części ciała. Syczałam z bólu, prosiłam by skończył, a ten zaśmiał się i powiedział, że mnie nie zabije, ale trochę szkód narobi. Nie wiedziałam co miał na myśli dopóki mnie nie rozwiązał i zaczął mnie bić. Tak bardzo bolało.... Pamiętam ostatni cios, którym oberwałam prosto w brzuch. Upadłam i dalej nic nie pamiętam. Ciemność. A kiedy się obudziłam, leżałam tu, w szpitalnym łóżku.
- Ten drań to miał tupet! Najpierw pobił cię do nieprzytomności, a potem wyrzucił cię do rowu, koło głównej drogi jak zdechłego kota! - Powiedział zbulwersowany Lou. - Powiedziałaś o tym policji?
- Tak, dzisiaj mieli go namierzyć, ale co z tego będzie to nie mam zielonego pojęcia.
- No to się spóźnili......
- Jak to?
- Harry z Domą pojechali do Anglii, bo Karol czatuje na Gemmę by ją zabić!
- Nie.......
- Spokojnie tamtejsza policja wszystkim się zajmie.
***
Zostaliśmy poinstruowani jak mamy się zachować i co robić. Czekaliśmy w samochodzie przed akademikiem na jakikolwiek ruch od strony policjantów lub Karola. Pogoda była beznadziejna, mimo, że było lato, aura pogodowa była jak taka typowa angielska pogoda. Niezachęcająca do czegokolwiek. Najchętniej to położyłabym się i poszłabym spać. Kiedy się ściemniło, ujrzeliśmy podjeżdżający granatowy bus, który zatrzymał się obok cywilnego pojazdu policyjnego. Staliśmy kilka metrów od nich, ale doskonale widzieliśmy, że były to służby specjalne gotowe do ataku. Karetka też już podjechała i czekała na znak, jeśli znalazłby się ktoś ranny. Widziałam, że zaraz wszystko się zacznie. Moje serce biło jak oszalałe, złapałam rękę Loczka i ściskałam ją najmocniej jak tylko można. On sam, siedział bladziutki jak kreda i z szeroko otwartymi oczami przyglądał się co będzie dalej.
- Harry, chyba się zaczyna.......
- Tak, ustalają ostatnie szczegóły.
Nim się spostrzegliśmy, było już po akcji. Przyszedł do nas James i powiedział, że to koniec.
- Ale jak to? Przecież nie minęło nawet pięć minut!
- Harry, choć ze mną, ty Dominika też możesz o ile masz na tyle siły.
- Siły? Co ty........ - Przytkałam dłonie do twarzy jakby się domyślając co ma na myśli.
Zielonookiemu zaczęły napływać łzy do oczu i wyraźnie przyspieszył kroku. Podbiegłam do niego i złapałam go za rękę.
- Będzie dobrze. Może Gemma uciekła i jest cała i zdrowa.
Nic nie odpowiedział, tylko twardo szedł na przód, nie zważając na nikogo. Pną się w górę, po schodach niczym sprytny wąż dążący prosto do celu, prosto do swojej ofiary. Zatrzymaliśmy się przed drzwiami, oboje wzięliśmy solidny, głęboki wdech i na trzęsących się nogach i kurczowo trzymających się za ręce, weszliśmy do środka. Widok i zapach mnie odrzucił, od razu się odwróciłam, zaczęłam krzyczeć. James złapał mnie za ramię i wyprowadził. Harry został w środku i mętnym wzrokiem wpatrywał się w głąb pokoju nie wydając z siebie żadnego dźwięku........
czwartek, 19 marca 2015
Rozdział 33
- Harry, co się stało? - Zapytałam przerażona jego drżeniem ciała.
- Co się stało, co się stało....... - Odrzekł tępo zagapiony w widok za oknem.
- Harry...........
- Karol jest w Angli.
- Co? Jak to?
- Gemma widziała go jak się kręcił koło akademika, zupełnie tak jakby na nią czekał, aż z niego wyjdzie.
- Trzeba powiadomić o tym policję! Przecież te nasze służby, zanim się ogarną, że go nie ma to trochę potrwa!
- Doma, ja już mam dosyć! Co chwilę jakieś nieszczęście! Ile można?! Ja już nie daję rady! Nie mam siły!
- Harry! Co ty wygadujesz! I ty chcesz się poddać?! Przypomnij sobie, że w czasie kiedy tato umarł, kiedy mama popełniła samobójstwo, to kto mnie wtedy wspierał?
- .......
- No co się tak lampisz jak ciele malowane! To, że Karol uciekł to jest o tyle plus, że wsadzą go do więzienia, ale nie byle jakiego tylko do Halden w Norwegii. Ja wiem doskonale, że miałeś niezłe podboje z Gemmą, ale ona tym razem nic nie zrobiła i sam wiesz, że nieźle nas zaskoczyła tym, że poszła na uniwerek. Nie sraj za wcześnie w gacie, póki nie ma poco. Wiem, jaki jest Karol i po tym wszystkim co zrobił, do czego jest zdolny, ale na Boga, Gemma jest w kraju, i w miejscu, w którym nic jej nie grozi! Więc nie rycz jak mała dziewczynka....
- Ale ja nie ryczę!
- Zaraz będziesz, bo masz już zaszklone oczy.......
- Łatwo ci mówić!
- Harry, mi? Czy ty słyszysz sam siebie?
- Co się stało, że słychać was, aż w jadalni? - Zapytała Nikol.
- Puk, puk? Jest tu ktoś? - Zapytał, ktoś wchodząc do domu.
Popatrzyliśmy wszyscy na siebie i jednym świstem udaliśmy się do drzwi.
- Hon i Niall! To wy! - Podbiegłam i wyściskałam ich za wszystkie czasy, a za chwilę dołączyli wszyscy.
- Co wy tak szybko? Mieliście być później. - Zapytał Liam.
- Nie cieszysz się, że tak szybko? W ogóle macie takie wisielcze humory.
- Nie, Niall, oczywiście, że się cieszymy z waszego powrotu, ale to co się tu działo pod waszą nieobecność, nieobecność was wszystkich to przekracza swoją granicę. - Rzekł Louis.
Honka z Niallem, przyjrzeli nam się badawczo po czym postawili swoje walizki w korytarzu i ruszyli za nami. Usiedliśmy wtedy w salonie i Lou razem z Liamem opowiedzieli całą wersję wydarzeń do naszego przyjazdu, a następnie Harold o telefonie od Gemmy.
- Nie wierzę..... - Odpowiedziała zszokowana Honorata. - Zaraz musimy jechać na policję, przecież jutro promocja płyty. Nie możemy odwlekać, zanim ten "książę" zabije kolejną osobę, albo........
- Kolejną osobą do zabicia jest Gemma lub Doma, ale skoro Karol znajduje się tam gdzie się znajduje, to znaczy, że poluje na Gemmę. - Przerwał wypowiedź Hon Lou.
Harold nie wytrzymał tych słów. Opuścił nasze towarzystwo niemal biegiem. Nie mógł znieść tego, że jego siostra, może stracić teraz życie, teraz kiedy wszystko się układa. Chłopcy już się podnieśli, by iść i pocieszyć swojego kumpla, lecz zatrzymałam ich i powiedziałam, że ja do niego pójdę. Powolnym krokiem udałam się do ogrodu, zmierzałam w kierunku ławki, na której pocałowałam go pierwszy raz, po przyjacielsku. Stanęłam za jego plecami i ujrzałam dym, ale przede wszystkim poczułam charakterystyczny zapach, który unosił się z wysokości jego głowy i zmierzał ku górze.
- Zostaw to. - Powiedziałam
- Bo co?
- Bo ty nie palisz, brzydzisz się tym, a po drugie to nawet nie wiem skąd ty je wytrzasnąłeś. - Podeszłam do niego od przodu i wyciągnęłam papierosa z jego ust.
- Daj mi to!
- Nie. - Rzekłam stanowczo i zdeptałam kiepa. - Harry, czy ty widzisz swoją postawę. Co się stało? Przecież to ty zawsze byłeś silnie psychiczny, a nie ja, więc mam propozycję.
Harold przeniósł swoje zielone paczadełka na moją twarz, a ja odpowiedziałam:
- Lecimy jutro, po premierze do Londynu, a stamtąd prosto do Gemmy.
- Myślałem o tym, ale nie wiedziałem jak zareagujesz, na tą propozycję.
- Błagam cię, w małżeństwie też będziesz się tak zachowywał? Nie możesz się bać mojej reakcji.
Nie odpowiedział nic, tylko spuścił wzrok i wpatrywał się w soczyście zieloną trawę, ubarwioną mnóstwem białych stokrotek.
- Chodź do środka.
- To idź, ja zaraz przyjdę........
Nie naciskałam, jak powiedział tak zrobiłam. Weszłam do domu i poinformowałam o naszej decyzji:
- Wybaczcie, ale jutro po premierze, zostawiamy was i lecimy do Londynu.
- Masz rację, to dobra decyzja. Nie możemy pozwolić, by Harry żył w nieświadomości w stosunku do Gemmy i przez cały czas martwił się, czy jeszcze żyje........ - Rzekła Nikol.
Akurat w tym momencie wszedł Harold i rzucił pannie Sznajfer wrogie spojrzenie.
- Ona żyje i będzie żyć!
- Wiem, ale ja tylko chciałam......
- Mam to w dupie co chciałaś! Idę do siebie!
Loczek poszedł i jedyne co usłyszeliśmy to zdrowe walnięcie drzwiami.
***
- Harry? - Weszłam do naszej sypialni i zobaczyłam jak płacze.
Nigdy nie sądziłam, że wszystko może go tak przerosnąć. On zawsze był Guru, a ja taka szara myszka, ciągle płacząca, potrzebująca pomocy, a teraz role się odwróciły i to on potrzebował wsparcia. Westchnęłam i usiadłam koło niego na łóżku:
- Proszę, nie płacz. Będzie dobrze, musi być dobrze. Już jutro będziemy u Gemmy, musisz być silny....... Przyszłam, bo chciałam ci powiedzieć, że razem z Liamem i Lou jedziemy na policję powiedzieć o wszystkim.
- Dobrze...... - Powiedział tak bezbarwnym głosem jakiego nigdy dotąd nie słyszałam od żadnego człowieka.
Pocałowałam go w policzek i wyszłam.
***
- Szanowny panie władzo, jak nie możecie nic z tym zrobić?! - Zapytał Louis cały czerwony ze złości. - W końcu poszukujecie tego człowieka! No do jasnej cholery, czy w tym kraju trzeba wszystkim na każdym kroku coś udowadniać?!
- Proszę się uspokoić.
- Nie, mi też już nerwy puszczają! Karol von Hamburg właśnie czatuje na Gemmę Styles, a kolejną osobą, którą zmiecie z tej ziemi, będę ja!
- Jedyne co możemy zrobić to tylko powiado.........
Funkcjonariusz nawet nie dokończył zdania, kiedy złapałam za moją torebkę i wyszłam, bo nie mogłam słuchać jego pieprzenia. Chłopcy też na długo "nie zabawili" na komendzie, bo zaraz po mnie opuścili to cholernie przeklęte miejsce.
- Ja pierdolę! Nic w tym kraju bardziej niż służby specjalne nie wyprowadzi cię z równowagi! - Krzyknęłam.
***
- Harry dalej u nas w sypialni? - Zapytałam się Nikol.
- Tak. Próbowałam z nim gadać, ale nic. Nie dopuszcza do siebie nikogo, oprócz ciebie.
- Niall i Zayn próbowali się z nim porozumieć?
- Tak, ale na próżno.
- A gdzie Hon?
- Do domu pojechała.
- Mhm.
- Wiesz, pomyślałam, że do Londynu polecę z wami jutro. Co mi szkodzi i tak miałam lecieć pojutrze, a jedn dzień w tą czy wewte, chyba różnicy nie robi.
- Rób jak chcesz. Ja do niczego cię nie zmuszam, ale Karl na pewno się ucieszy jak wrócisz do pracy.
- No tak, tak........ Wiesz zastanawia mnie jeszcze taka rzecz, a mianowicie, kiedy Zayn wręczył mi harmonogram naszego wyjazdu, zdziwiło mnie jak dogadał się się z Lagerfeldem, że ten pozwolił mu zabrać mnie na wczasy.
- Tym się martwisz? To raczej dobrze, że załatwił ci wolne. Ja bym się tym nie przejmowała teraz mam ważniejsze sprawy na głowie, niż "jak Malik załatwił tobie wolne". A tak w ogóle to idę spać. Jutro czeka mnie pracowity dzień. Dobranoc.
- Dobranoc..........
- Harry, śpisz?
- Nie.
- Pójdziesz ze mną jutro na premierę? Chłopcy idą i Nikol też.
- Pójdę, w końcu to twoja pierwsza duża impreza.
- Dziękuję.
- A, o której mamy jutro być w galerii?
- Hon wszystko tak ustawiła, że mamy być na 9:30. Opowiemy coś o płycie, zaśpiewamy 2-3 piosenki i spadamy razem z Nikol na lotnisko.
- A ona po co razem z nami?
- Też leci do Londynu. Skoro nadarzyła się okazja, że może lecieć z nami, anie sama to czemu ma z niej nie skorzystać?
- Aha! Dobra, ja idę spać.
- Dobrej nocy Harry..........
***
- Stań tutaj!
- Obróć się!
- Pokaż dłoń!
- Bliżej!
(...) i wiele innych predyspozycji od fotografów słyszeliśmy na tej popularnej ściance. Widziałam, że Harry mimo uśmiechu był strasznie zniecierpliwiony i najchętniej siedziałby już w samolocie. Nie chciałam przeciągać struny. Obiez Honoratą opowiedziałyśmy coś, niecoś o płycie, a ludzi był spory tłum, bo kolejka do podpisywania była wprost "kilometrowa". Podeszła do mnie pewna dziewczyna, na oko miała może z 16-17 lat i wypaliła mi z tekstem: "Czy jestem w ciąży, bo trochę przytyłam". Myślałam, że ją uduszę, ale chociaż to był jeden, jedyny tekst, z którego Harold szczerze się zaśmiał. Po tym wszystkim weszłyśmy na scenę i zaśpiewałyśmy "Naga", "Lalalove" i "Wings up". Podziękowałam jeszcze raz za współpracę i zbiegłam ze sceny, biegiem udaliśmy się do samochodu Zayna, który zawiózł nas na lotnisko. I nadszedł ten moment, tak bardzo nie lubiany przez nas - pożegnania...........
- Co się stało, co się stało....... - Odrzekł tępo zagapiony w widok za oknem.
- Harry...........
- Karol jest w Angli.
- Co? Jak to?
- Gemma widziała go jak się kręcił koło akademika, zupełnie tak jakby na nią czekał, aż z niego wyjdzie.
- Trzeba powiadomić o tym policję! Przecież te nasze służby, zanim się ogarną, że go nie ma to trochę potrwa!
- Doma, ja już mam dosyć! Co chwilę jakieś nieszczęście! Ile można?! Ja już nie daję rady! Nie mam siły!
- Harry! Co ty wygadujesz! I ty chcesz się poddać?! Przypomnij sobie, że w czasie kiedy tato umarł, kiedy mama popełniła samobójstwo, to kto mnie wtedy wspierał?
- .......
- No co się tak lampisz jak ciele malowane! To, że Karol uciekł to jest o tyle plus, że wsadzą go do więzienia, ale nie byle jakiego tylko do Halden w Norwegii. Ja wiem doskonale, że miałeś niezłe podboje z Gemmą, ale ona tym razem nic nie zrobiła i sam wiesz, że nieźle nas zaskoczyła tym, że poszła na uniwerek. Nie sraj za wcześnie w gacie, póki nie ma poco. Wiem, jaki jest Karol i po tym wszystkim co zrobił, do czego jest zdolny, ale na Boga, Gemma jest w kraju, i w miejscu, w którym nic jej nie grozi! Więc nie rycz jak mała dziewczynka....
- Ale ja nie ryczę!
- Zaraz będziesz, bo masz już zaszklone oczy.......
- Łatwo ci mówić!
- Harry, mi? Czy ty słyszysz sam siebie?
- Co się stało, że słychać was, aż w jadalni? - Zapytała Nikol.
- Puk, puk? Jest tu ktoś? - Zapytał, ktoś wchodząc do domu.
Popatrzyliśmy wszyscy na siebie i jednym świstem udaliśmy się do drzwi.
- Hon i Niall! To wy! - Podbiegłam i wyściskałam ich za wszystkie czasy, a za chwilę dołączyli wszyscy.
- Co wy tak szybko? Mieliście być później. - Zapytał Liam.
- Nie cieszysz się, że tak szybko? W ogóle macie takie wisielcze humory.
- Nie, Niall, oczywiście, że się cieszymy z waszego powrotu, ale to co się tu działo pod waszą nieobecność, nieobecność was wszystkich to przekracza swoją granicę. - Rzekł Louis.
Honka z Niallem, przyjrzeli nam się badawczo po czym postawili swoje walizki w korytarzu i ruszyli za nami. Usiedliśmy wtedy w salonie i Lou razem z Liamem opowiedzieli całą wersję wydarzeń do naszego przyjazdu, a następnie Harold o telefonie od Gemmy.
- Nie wierzę..... - Odpowiedziała zszokowana Honorata. - Zaraz musimy jechać na policję, przecież jutro promocja płyty. Nie możemy odwlekać, zanim ten "książę" zabije kolejną osobę, albo........
- Kolejną osobą do zabicia jest Gemma lub Doma, ale skoro Karol znajduje się tam gdzie się znajduje, to znaczy, że poluje na Gemmę. - Przerwał wypowiedź Hon Lou.
Harold nie wytrzymał tych słów. Opuścił nasze towarzystwo niemal biegiem. Nie mógł znieść tego, że jego siostra, może stracić teraz życie, teraz kiedy wszystko się układa. Chłopcy już się podnieśli, by iść i pocieszyć swojego kumpla, lecz zatrzymałam ich i powiedziałam, że ja do niego pójdę. Powolnym krokiem udałam się do ogrodu, zmierzałam w kierunku ławki, na której pocałowałam go pierwszy raz, po przyjacielsku. Stanęłam za jego plecami i ujrzałam dym, ale przede wszystkim poczułam charakterystyczny zapach, który unosił się z wysokości jego głowy i zmierzał ku górze.
- Zostaw to. - Powiedziałam
- Bo co?
- Bo ty nie palisz, brzydzisz się tym, a po drugie to nawet nie wiem skąd ty je wytrzasnąłeś. - Podeszłam do niego od przodu i wyciągnęłam papierosa z jego ust.
- Daj mi to!
- Nie. - Rzekłam stanowczo i zdeptałam kiepa. - Harry, czy ty widzisz swoją postawę. Co się stało? Przecież to ty zawsze byłeś silnie psychiczny, a nie ja, więc mam propozycję.
Harold przeniósł swoje zielone paczadełka na moją twarz, a ja odpowiedziałam:
- Lecimy jutro, po premierze do Londynu, a stamtąd prosto do Gemmy.
- Myślałem o tym, ale nie wiedziałem jak zareagujesz, na tą propozycję.
- Błagam cię, w małżeństwie też będziesz się tak zachowywał? Nie możesz się bać mojej reakcji.
Nie odpowiedział nic, tylko spuścił wzrok i wpatrywał się w soczyście zieloną trawę, ubarwioną mnóstwem białych stokrotek.
- Chodź do środka.
- To idź, ja zaraz przyjdę........
Nie naciskałam, jak powiedział tak zrobiłam. Weszłam do domu i poinformowałam o naszej decyzji:
- Wybaczcie, ale jutro po premierze, zostawiamy was i lecimy do Londynu.
- Masz rację, to dobra decyzja. Nie możemy pozwolić, by Harry żył w nieświadomości w stosunku do Gemmy i przez cały czas martwił się, czy jeszcze żyje........ - Rzekła Nikol.
Akurat w tym momencie wszedł Harold i rzucił pannie Sznajfer wrogie spojrzenie.
- Ona żyje i będzie żyć!
- Wiem, ale ja tylko chciałam......
- Mam to w dupie co chciałaś! Idę do siebie!
Loczek poszedł i jedyne co usłyszeliśmy to zdrowe walnięcie drzwiami.
***
- Harry? - Weszłam do naszej sypialni i zobaczyłam jak płacze.
Nigdy nie sądziłam, że wszystko może go tak przerosnąć. On zawsze był Guru, a ja taka szara myszka, ciągle płacząca, potrzebująca pomocy, a teraz role się odwróciły i to on potrzebował wsparcia. Westchnęłam i usiadłam koło niego na łóżku:
- Proszę, nie płacz. Będzie dobrze, musi być dobrze. Już jutro będziemy u Gemmy, musisz być silny....... Przyszłam, bo chciałam ci powiedzieć, że razem z Liamem i Lou jedziemy na policję powiedzieć o wszystkim.
- Dobrze...... - Powiedział tak bezbarwnym głosem jakiego nigdy dotąd nie słyszałam od żadnego człowieka.
Pocałowałam go w policzek i wyszłam.
***
- Szanowny panie władzo, jak nie możecie nic z tym zrobić?! - Zapytał Louis cały czerwony ze złości. - W końcu poszukujecie tego człowieka! No do jasnej cholery, czy w tym kraju trzeba wszystkim na każdym kroku coś udowadniać?!
- Proszę się uspokoić.
- Nie, mi też już nerwy puszczają! Karol von Hamburg właśnie czatuje na Gemmę Styles, a kolejną osobą, którą zmiecie z tej ziemi, będę ja!
- Jedyne co możemy zrobić to tylko powiado.........
Funkcjonariusz nawet nie dokończył zdania, kiedy złapałam za moją torebkę i wyszłam, bo nie mogłam słuchać jego pieprzenia. Chłopcy też na długo "nie zabawili" na komendzie, bo zaraz po mnie opuścili to cholernie przeklęte miejsce.
- Ja pierdolę! Nic w tym kraju bardziej niż służby specjalne nie wyprowadzi cię z równowagi! - Krzyknęłam.
***
- Harry dalej u nas w sypialni? - Zapytałam się Nikol.
- Tak. Próbowałam z nim gadać, ale nic. Nie dopuszcza do siebie nikogo, oprócz ciebie.
- Niall i Zayn próbowali się z nim porozumieć?
- Tak, ale na próżno.
- A gdzie Hon?
- Do domu pojechała.
- Mhm.
- Wiesz, pomyślałam, że do Londynu polecę z wami jutro. Co mi szkodzi i tak miałam lecieć pojutrze, a jedn dzień w tą czy wewte, chyba różnicy nie robi.
- Rób jak chcesz. Ja do niczego cię nie zmuszam, ale Karl na pewno się ucieszy jak wrócisz do pracy.
- No tak, tak........ Wiesz zastanawia mnie jeszcze taka rzecz, a mianowicie, kiedy Zayn wręczył mi harmonogram naszego wyjazdu, zdziwiło mnie jak dogadał się się z Lagerfeldem, że ten pozwolił mu zabrać mnie na wczasy.
- Tym się martwisz? To raczej dobrze, że załatwił ci wolne. Ja bym się tym nie przejmowała teraz mam ważniejsze sprawy na głowie, niż "jak Malik załatwił tobie wolne". A tak w ogóle to idę spać. Jutro czeka mnie pracowity dzień. Dobranoc.
- Dobranoc..........
- Harry, śpisz?
- Nie.
- Pójdziesz ze mną jutro na premierę? Chłopcy idą i Nikol też.
- Pójdę, w końcu to twoja pierwsza duża impreza.
- Dziękuję.
- A, o której mamy jutro być w galerii?
- Hon wszystko tak ustawiła, że mamy być na 9:30. Opowiemy coś o płycie, zaśpiewamy 2-3 piosenki i spadamy razem z Nikol na lotnisko.
- A ona po co razem z nami?
- Też leci do Londynu. Skoro nadarzyła się okazja, że może lecieć z nami, anie sama to czemu ma z niej nie skorzystać?
- Aha! Dobra, ja idę spać.
- Dobrej nocy Harry..........
***
- Stań tutaj!
- Obróć się!
- Pokaż dłoń!
- Bliżej!
(...) i wiele innych predyspozycji od fotografów słyszeliśmy na tej popularnej ściance. Widziałam, że Harry mimo uśmiechu był strasznie zniecierpliwiony i najchętniej siedziałby już w samolocie. Nie chciałam przeciągać struny. Obiez Honoratą opowiedziałyśmy coś, niecoś o płycie, a ludzi był spory tłum, bo kolejka do podpisywania była wprost "kilometrowa". Podeszła do mnie pewna dziewczyna, na oko miała może z 16-17 lat i wypaliła mi z tekstem: "Czy jestem w ciąży, bo trochę przytyłam". Myślałam, że ją uduszę, ale chociaż to był jeden, jedyny tekst, z którego Harold szczerze się zaśmiał. Po tym wszystkim weszłyśmy na scenę i zaśpiewałyśmy "Naga", "Lalalove" i "Wings up". Podziękowałam jeszcze raz za współpracę i zbiegłam ze sceny, biegiem udaliśmy się do samochodu Zayna, który zawiózł nas na lotnisko. I nadszedł ten moment, tak bardzo nie lubiany przez nas - pożegnania...........
poniedziałek, 16 marca 2015
Rozdział 32
Nasza podróż szczęśliwie dobiegła końca. Wylądowaliśmy na lotnisku i poszliśmy po bagaż, by załatwić ostatnie formalności, kiedy już to zrobiliśmy, weseli i uśmiechnięci, jak nigdy wcześniej wyszliśmy na parking, po samochód Loczka, lecz nagle ni stąd ni zowąd pojawił się Lou z Liamem:
- Harry! Tu jesteśmy! - Krzyknął Liam.
- Hejka! Po co po nas przyjechaliście, skoro mój samochód stoi i czeka na mnie i Domę?
- Zaraz wam wszystko wyjaśnię, a o samochód się nie martw. Louis go zabierze.
Oboje byliśmy zdezorientowani tą wiadomością. Dlaczego nie mogliśmy wrócić normalnie jak przyjechaliśmy, tylko musieliśmy jechać z Liamem. No nic. Zapakowaliśmy swoje bagaże do bagażnika i usiedliśmy z tyłu.
- Dobra Liam. Teraz proszę cię, powiedz o co chodzi. - Rzekłam spokojnym głosem.
- Mamy problem i to duży, a ty Harry razem z Domą jesteście na celowniku.
- Chwila, jak to na celowniku? O czym ty w ogóle mówisz? - Zapytał zdenerwowany Zielonooki.
- Okej. Nie będę owijał w bawełnę.........
- No mów! - Krzyknęliśmy oboje z Haroldem.
- Karol uciekł z więzienia.
- Jak to uciekł? Przecież to nie możliwe? Chyba się przesłyszałeś.
- Nie Dominika, dobrze usłyszałem, a w dodatku Aśka leży w szpitalu. Jest po ciężkim wypadku.
- Po jakim wypadku?
- Nie mam pojęcia. Znaleźliśmy ją w rowie. Lekarz nie chciał nam nic powiedzieć, a kiedy dzisiaj przyszliśmy do Aśki dowiedzieć się czegoś od niej, ta zemdlała i tak naprawdę gówno wiemy.
- Czemu nie powiedziałeś nam o tym wcześniej?!
- Nie chciałem psuć wam wakacji.
- No i co z tego?! To byś popsuł! Na wakacje jeszcze nie raz pojadę! Jak mogłeś to przed nami ukrywać?!
- Nie ukrywałem tego przed wami. Miałem zamiar wam o tym powiedzieć i mówię. Nie trzymam tej informacji dla siebie, żeby sprowadzić cię na pewną śmierć. Policja i cały sztab policjantopodobnych właśnie go szuka. Będzie dobrze. Wszystko się jakoś ułoży.
- Czy ty siebie słyszysz?! Ten debil, arystokrata od siedmiu boleści uciekł z więzienia, a ty sugerujesz, że będzie dobrze i masz nadzieję, że policja go złapie! To ja ci powiem, że na pewno nie w Polsce! On już pewnie dawno jest za granicą i za chwilę będą mówić o kolejnych zbrodniach popełnionych przez niego! Liam, jest źle i to nawet bardzo! Ja wiem, że on założył na mnie zasadzkę! On już czeka by delektować się moją śmiercią, a potem Harrego, a jeszcze później każdego z was po kolei! Mamy przerąbane! I albo go szybko złapią, albo my powiemy arivederci w przeciągu kilku mikrosekund!
- Dobra, ale powiedz mi jedną rzecz: Gdybyś jednak dowiedziała się o całym zajściu o wiele wcześniej, to czy by to coś zmieniło?
Zamurowały mnie jego słowa, miał racje. To by nic, a nic nie zmieniło obecnej sytuacji, a ja bym po prostu była kłębkiem nerwów i tyle byłoby wszystkiego. Naszą trudną rozmowę przerwał fakt, że jesteśmy już na miejscu pod moim domem.
- Doma, nie możesz w takiej sytuacji być sama w domu, bez opieki. A jak coś ci się stanie? A jak znów ktoś cię porwie? Spakuj sobie tylko więcej ciuchów i jedź z nami do naszego domu. - Rzekł Harold.
Popatrzyłam się na mój dom, przeanalizowałam słowa Harrego i stwierdziłam, że ma rację. Co będzie jeśli znów powtórzy się sytuacja sprzed kilku miesięcy? A tak będę w towarzystwie kilku chłopaków. Dodatkowo jutro wraca Niall z Hon i Nikol z Zaynem, więc nam wszystkim będzie raźniej, tym bardziej, że po jutrze premiera płyty. Nie mogę ryzykować.
- Okej, masz rację. Zabiorę tylko swoje rzeczy i już do was wracam.
Finalnie we wszystkie walizki jakie posiadałam w domu, spakowałam moje wszystkie ciuchy. Jednym słowem, zabrałam ze sobą całą zawartość mojego mieszkania. To, że mieszkanie było wynajmowane, to nie zabierałam żadnych talerzy, ani elementów wystroju. Zresztą i tak by mi nie były potrzebne, chłopcy mają całą kolekcję zastawy i w dodatku nie byle jakiej. Wyszłam z domu obładowana jak wielbłąd idący przez pustynię. Harry pomógł mi wszystko wnieść do samochodu i ruszyliśmy pod ich willę. Pierwsze co zrobiłam po wejściu do sypialni Harolda to zajęcie połowy jego garderoby i rozpakowanie wszystkich walizek. Następnie wzięłam moją i jego walizkę (tą z wakacji) z brudną odzieżą, nastawiłam pralkę i zeszłam do chłopców.
- Dominika, już dawno ci miałem o tym powiedzieć, ale zawsze znalazło się coś ważniejszego i nigdy nie miałem czasu cię o tym poinformować. - Powiedział Loczek.
- Robi się ciekawie. - Odburknęłam. - No, ale mów dalej.
- Gadałem z chłopakami i oni są jak najbardziej na tak, tylko decyzja należy do ciebie.
- No dobra, tylko powiedz o co chodzi i wtedy pomyślę nad decyzją.
- Zamieszkaj z nami.
Odstawiłam szklankę z wodą, którą trzymałam w ręce i wzrokiem mierzyłam ich całą trójkę w lekkim szoku.
- A co z domem, który wynajmuję?
- Zakończ umowę. Zresztą jeszcze trochę i tak byśmy zamieszkali ze sobą, w końcu jesteśmy już narzeczeństwem.
- Co! - Krzyknęli Lou z Liamem.
- Jak to? Harry, przecież ty nic nam o tym nie wspomniałeś! Kiedy się zaręczyliście?
- Na Malediwach. - Odparłam.
- No to gratulacje! Kiedy ślub i dzieci? - Wypalił Liam.
- Ty mi lepiej nie wyjeżdżaj tu ze ślubem i dziećmi, bo zbierzesz zaraz joby, jak Harry wczoraj!
- Okej, już się wycofuję.
- To jak będzie, zamieszkasz z nami?
- Posłuchaj Harry. Jest to decyzja, którą raczej podejmuję już na całe życie i fakt faktem do prostych ona nie należy, ale.........
- No, no i co?
Wzięłam głęboki oddech, popatrzyłam w jego zielone paczadełka i powiedziałam:
- Mimo wszystko, zgadzam się.
Harold krzyknął ze szczęścia jak małe dziecko. Złapał mnie i mocno się do mnie przytulił. Odwzajemniłam jego ruch i poszłam coś przekąsić. Wieczorem przeszłam się razem z Harrym do właściciela domu i zerwałam umowę wynajmu. Cóż to było za dziwne uczucie, móc pełnoprawnie mieszkać w willi chłopców. Jeszcze kilka miesięcy temu, nie sądziłam, że ich poznam, a tu, proszę bardzo, jestem narzeczoną jednego z nich. I teraz niech mi ktoś powie, ze cudów nie ma, to go zabiję gołymi rękami.
***
Nastał ranek. Obudziłam się, bo promienie słoneczne padały prosto na moją twarz. Dzień zapowiadał się taki cudowny. Dzisiaj z wakacji wracała pozostała reszta naszej paczki. Nie tracąc dnia, poszłam zrobić wokół siebie porządek, tak aby nie zbudzić Loczka i cichutko zeszłam do kuchni. Zjadłam śniadanie i zadzwonił mój telefon. Odebrałam go i usłyszałam rozradowany głos Nikol:
- Hejka Doma! Możesz po nas dzisiaj przyjechać?
- Jasne, a o której?
- W sumie to możesz już wyjeżdżać. Akurat jak dojedziesz, to my będziemy już po odprawie i tych wszystkich lotniskowych duperelach.
- Dobra, to nie traćmy kasy na impulsy. Widzimy się za godzinę.
Chłopcy jedną ścianę, najbardziej widoczną pokryli farbą tablicową, dzięki której bezkarnie można było po niej pisać, więc napisałam wielkimi literami, że pojechałam po Zayna i Nikol na lotnisko.
***
Wyszłam z samochodu i stanęłam na parkingu przed samym wejściem do portu lotniczego, by mnie od razu zobaczyli, a nie błąkali się i wypatrywali mnie w nadziei, że w końcu mnie ujrzą.
- Doma! - Usłyszałam radosny głos Nikoli biegnący w moją stronę.
- Hejka! - Krzyknęłam i podbiegłam do niej, by móc się przytulić.
Za chwilę doszedł do nas Zayn i całą trójką przytuliliśmy się na wielkiego misia.
- A gdzie chłopaki? - Zapytał Mulat.
- A jak myślisz?
- Śpią.
- Bingo! Dobra wsiadajcie do samochodu i jedziemy do domu.
Zapakowali swoje wszystkie manatki i ruszyliśmy prosto do willi.
- Nikol, nie jedziemy do mojego domu.
- Dlaczego? Przecież są tam moje rzeczy.
- Nie ma.
- Jak to?
- Zerwałam umowę z właścicielem i od wczoraj mieszkam z chłopakami.
- No w końcu Harry ci powiedział. Miał już to zrobić bardzo dawno temu. - Rzekł Zayn.
- No to świetnie! Cieszę się moja kochana!
- Dziękuję, w związku z tym twoje rzeczy są u chłopaków w domu.
- Oki. No to ostanie dwie noce, spędzimy panie Malik razem.
- Mhm. Już nie mogę się doczekać.
Kiedy dojechaliśmy do domu, chłopcy jeszcze spali, więc zmazałam ścianę i poszłam zrobić coś do jedzenia dla Nikoli i Zayna. Kiedy rozrabiałam ciasto na naleśniki, podeszła do mnie projektantka i ujrzała coś błyszczącego na moim palcu. Złapała mnie za rękę i popatrzyła się na mnie:
- Nie?
- Tak.
- Serio? Boże Doma, jak się cieszę! Musisz mi wszystko opowiedzieć co i jak!
- No pewnie, że ci opowiem, ale jak wróci Honka z Niallem, bo nie będę dwa razy opowiadać tego samego.
- Okej, już nie mogę się doczekać.
- Czego? - Zapytał Malik wchodząc do kuchni.
Odwróciłam się w jego stronę i wystawiłam dłoń, by mu pokazać główny powód zainteresowania kreatorki mody.
- Gratulacje! Widzę, że Harry się wykosztował.
- Nom, aż się boję sprawdzać jego cenę.......
Skończyłam smażyć ostatniego naleśnika, gdy do kuchni weszli zaspani jeszcze chłopcy. Przetarli oczy i z radosnym okrzykiem rzucili się na Zyna i Nikol. Kiedy w końcu chaos został zażegnany, nałożyłam wszystkim śniadanie na talerze, a ja poszłam do salonu. Po około 5 minutach zaczął dzwonić telefon Loczka.
- Harry telefon! - Zaczęłam się drzeć.
- Już idę!
- Halo.
- Cześć Harry, to ja Gemma.
- O jak miło, co u ciebie słychać? Jak tam na studiach.
- U mnie na razie dobrze, ale zaraz może być źle.
- Dlaczego?
- Bo ja, ja go zobaczyłam.............
- Harry! Tu jesteśmy! - Krzyknął Liam.
- Hejka! Po co po nas przyjechaliście, skoro mój samochód stoi i czeka na mnie i Domę?
- Zaraz wam wszystko wyjaśnię, a o samochód się nie martw. Louis go zabierze.
Oboje byliśmy zdezorientowani tą wiadomością. Dlaczego nie mogliśmy wrócić normalnie jak przyjechaliśmy, tylko musieliśmy jechać z Liamem. No nic. Zapakowaliśmy swoje bagaże do bagażnika i usiedliśmy z tyłu.
- Dobra Liam. Teraz proszę cię, powiedz o co chodzi. - Rzekłam spokojnym głosem.
- Mamy problem i to duży, a ty Harry razem z Domą jesteście na celowniku.
- Chwila, jak to na celowniku? O czym ty w ogóle mówisz? - Zapytał zdenerwowany Zielonooki.
- Okej. Nie będę owijał w bawełnę.........
- No mów! - Krzyknęliśmy oboje z Haroldem.
- Karol uciekł z więzienia.
- Jak to uciekł? Przecież to nie możliwe? Chyba się przesłyszałeś.
- Nie Dominika, dobrze usłyszałem, a w dodatku Aśka leży w szpitalu. Jest po ciężkim wypadku.
- Po jakim wypadku?
- Nie mam pojęcia. Znaleźliśmy ją w rowie. Lekarz nie chciał nam nic powiedzieć, a kiedy dzisiaj przyszliśmy do Aśki dowiedzieć się czegoś od niej, ta zemdlała i tak naprawdę gówno wiemy.
- Czemu nie powiedziałeś nam o tym wcześniej?!
- Nie chciałem psuć wam wakacji.
- No i co z tego?! To byś popsuł! Na wakacje jeszcze nie raz pojadę! Jak mogłeś to przed nami ukrywać?!
- Nie ukrywałem tego przed wami. Miałem zamiar wam o tym powiedzieć i mówię. Nie trzymam tej informacji dla siebie, żeby sprowadzić cię na pewną śmierć. Policja i cały sztab policjantopodobnych właśnie go szuka. Będzie dobrze. Wszystko się jakoś ułoży.
- Czy ty siebie słyszysz?! Ten debil, arystokrata od siedmiu boleści uciekł z więzienia, a ty sugerujesz, że będzie dobrze i masz nadzieję, że policja go złapie! To ja ci powiem, że na pewno nie w Polsce! On już pewnie dawno jest za granicą i za chwilę będą mówić o kolejnych zbrodniach popełnionych przez niego! Liam, jest źle i to nawet bardzo! Ja wiem, że on założył na mnie zasadzkę! On już czeka by delektować się moją śmiercią, a potem Harrego, a jeszcze później każdego z was po kolei! Mamy przerąbane! I albo go szybko złapią, albo my powiemy arivederci w przeciągu kilku mikrosekund!
- Dobra, ale powiedz mi jedną rzecz: Gdybyś jednak dowiedziała się o całym zajściu o wiele wcześniej, to czy by to coś zmieniło?
Zamurowały mnie jego słowa, miał racje. To by nic, a nic nie zmieniło obecnej sytuacji, a ja bym po prostu była kłębkiem nerwów i tyle byłoby wszystkiego. Naszą trudną rozmowę przerwał fakt, że jesteśmy już na miejscu pod moim domem.
- Doma, nie możesz w takiej sytuacji być sama w domu, bez opieki. A jak coś ci się stanie? A jak znów ktoś cię porwie? Spakuj sobie tylko więcej ciuchów i jedź z nami do naszego domu. - Rzekł Harold.
Popatrzyłam się na mój dom, przeanalizowałam słowa Harrego i stwierdziłam, że ma rację. Co będzie jeśli znów powtórzy się sytuacja sprzed kilku miesięcy? A tak będę w towarzystwie kilku chłopaków. Dodatkowo jutro wraca Niall z Hon i Nikol z Zaynem, więc nam wszystkim będzie raźniej, tym bardziej, że po jutrze premiera płyty. Nie mogę ryzykować.
- Okej, masz rację. Zabiorę tylko swoje rzeczy i już do was wracam.
Finalnie we wszystkie walizki jakie posiadałam w domu, spakowałam moje wszystkie ciuchy. Jednym słowem, zabrałam ze sobą całą zawartość mojego mieszkania. To, że mieszkanie było wynajmowane, to nie zabierałam żadnych talerzy, ani elementów wystroju. Zresztą i tak by mi nie były potrzebne, chłopcy mają całą kolekcję zastawy i w dodatku nie byle jakiej. Wyszłam z domu obładowana jak wielbłąd idący przez pustynię. Harry pomógł mi wszystko wnieść do samochodu i ruszyliśmy pod ich willę. Pierwsze co zrobiłam po wejściu do sypialni Harolda to zajęcie połowy jego garderoby i rozpakowanie wszystkich walizek. Następnie wzięłam moją i jego walizkę (tą z wakacji) z brudną odzieżą, nastawiłam pralkę i zeszłam do chłopców.
- Dominika, już dawno ci miałem o tym powiedzieć, ale zawsze znalazło się coś ważniejszego i nigdy nie miałem czasu cię o tym poinformować. - Powiedział Loczek.
- Robi się ciekawie. - Odburknęłam. - No, ale mów dalej.
- Gadałem z chłopakami i oni są jak najbardziej na tak, tylko decyzja należy do ciebie.
- No dobra, tylko powiedz o co chodzi i wtedy pomyślę nad decyzją.
- Zamieszkaj z nami.
Odstawiłam szklankę z wodą, którą trzymałam w ręce i wzrokiem mierzyłam ich całą trójkę w lekkim szoku.
- A co z domem, który wynajmuję?
- Zakończ umowę. Zresztą jeszcze trochę i tak byśmy zamieszkali ze sobą, w końcu jesteśmy już narzeczeństwem.
- Co! - Krzyknęli Lou z Liamem.
- Jak to? Harry, przecież ty nic nam o tym nie wspomniałeś! Kiedy się zaręczyliście?
- Na Malediwach. - Odparłam.
- No to gratulacje! Kiedy ślub i dzieci? - Wypalił Liam.
- Ty mi lepiej nie wyjeżdżaj tu ze ślubem i dziećmi, bo zbierzesz zaraz joby, jak Harry wczoraj!
- Okej, już się wycofuję.
- To jak będzie, zamieszkasz z nami?
- Posłuchaj Harry. Jest to decyzja, którą raczej podejmuję już na całe życie i fakt faktem do prostych ona nie należy, ale.........
- No, no i co?
Wzięłam głęboki oddech, popatrzyłam w jego zielone paczadełka i powiedziałam:
- Mimo wszystko, zgadzam się.
Harold krzyknął ze szczęścia jak małe dziecko. Złapał mnie i mocno się do mnie przytulił. Odwzajemniłam jego ruch i poszłam coś przekąsić. Wieczorem przeszłam się razem z Harrym do właściciela domu i zerwałam umowę wynajmu. Cóż to było za dziwne uczucie, móc pełnoprawnie mieszkać w willi chłopców. Jeszcze kilka miesięcy temu, nie sądziłam, że ich poznam, a tu, proszę bardzo, jestem narzeczoną jednego z nich. I teraz niech mi ktoś powie, ze cudów nie ma, to go zabiję gołymi rękami.
***
Nastał ranek. Obudziłam się, bo promienie słoneczne padały prosto na moją twarz. Dzień zapowiadał się taki cudowny. Dzisiaj z wakacji wracała pozostała reszta naszej paczki. Nie tracąc dnia, poszłam zrobić wokół siebie porządek, tak aby nie zbudzić Loczka i cichutko zeszłam do kuchni. Zjadłam śniadanie i zadzwonił mój telefon. Odebrałam go i usłyszałam rozradowany głos Nikol:
- Hejka Doma! Możesz po nas dzisiaj przyjechać?
- Jasne, a o której?
- W sumie to możesz już wyjeżdżać. Akurat jak dojedziesz, to my będziemy już po odprawie i tych wszystkich lotniskowych duperelach.
- Dobra, to nie traćmy kasy na impulsy. Widzimy się za godzinę.
Chłopcy jedną ścianę, najbardziej widoczną pokryli farbą tablicową, dzięki której bezkarnie można było po niej pisać, więc napisałam wielkimi literami, że pojechałam po Zayna i Nikol na lotnisko.
***
Wyszłam z samochodu i stanęłam na parkingu przed samym wejściem do portu lotniczego, by mnie od razu zobaczyli, a nie błąkali się i wypatrywali mnie w nadziei, że w końcu mnie ujrzą.
- Doma! - Usłyszałam radosny głos Nikoli biegnący w moją stronę.
- Hejka! - Krzyknęłam i podbiegłam do niej, by móc się przytulić.
Za chwilę doszedł do nas Zayn i całą trójką przytuliliśmy się na wielkiego misia.
- A gdzie chłopaki? - Zapytał Mulat.
- A jak myślisz?
- Śpią.
- Bingo! Dobra wsiadajcie do samochodu i jedziemy do domu.
Zapakowali swoje wszystkie manatki i ruszyliśmy prosto do willi.
- Nikol, nie jedziemy do mojego domu.
- Dlaczego? Przecież są tam moje rzeczy.
- Nie ma.
- Jak to?
- Zerwałam umowę z właścicielem i od wczoraj mieszkam z chłopakami.
- No w końcu Harry ci powiedział. Miał już to zrobić bardzo dawno temu. - Rzekł Zayn.
- No to świetnie! Cieszę się moja kochana!
- Dziękuję, w związku z tym twoje rzeczy są u chłopaków w domu.
- Oki. No to ostanie dwie noce, spędzimy panie Malik razem.
- Mhm. Już nie mogę się doczekać.
Kiedy dojechaliśmy do domu, chłopcy jeszcze spali, więc zmazałam ścianę i poszłam zrobić coś do jedzenia dla Nikoli i Zayna. Kiedy rozrabiałam ciasto na naleśniki, podeszła do mnie projektantka i ujrzała coś błyszczącego na moim palcu. Złapała mnie za rękę i popatrzyła się na mnie:
- Nie?
- Tak.
- Serio? Boże Doma, jak się cieszę! Musisz mi wszystko opowiedzieć co i jak!
- No pewnie, że ci opowiem, ale jak wróci Honka z Niallem, bo nie będę dwa razy opowiadać tego samego.
- Okej, już nie mogę się doczekać.
- Czego? - Zapytał Malik wchodząc do kuchni.
Odwróciłam się w jego stronę i wystawiłam dłoń, by mu pokazać główny powód zainteresowania kreatorki mody.
- Gratulacje! Widzę, że Harry się wykosztował.
- Nom, aż się boję sprawdzać jego cenę.......
Skończyłam smażyć ostatniego naleśnika, gdy do kuchni weszli zaspani jeszcze chłopcy. Przetarli oczy i z radosnym okrzykiem rzucili się na Zyna i Nikol. Kiedy w końcu chaos został zażegnany, nałożyłam wszystkim śniadanie na talerze, a ja poszłam do salonu. Po około 5 minutach zaczął dzwonić telefon Loczka.
- Harry telefon! - Zaczęłam się drzeć.
- Już idę!
- Halo.
- Cześć Harry, to ja Gemma.
- O jak miło, co u ciebie słychać? Jak tam na studiach.
- U mnie na razie dobrze, ale zaraz może być źle.
- Dlaczego?
- Bo ja, ja go zobaczyłam.............
czwartek, 12 marca 2015
Rozdział 31
MALEDIWY
Siedziałam na plaży i rozmyślałam o ostatnich słowach Harrego. Pulsowało mi w głowie jedno, jedyne pytanie: Dlaczego on tak do mnie powiedział? Jestem osobą bardzo wrażliwą i to jest minus. Bardzo łatwo mnie zranić, nawet w błahych sytuacjach, gdzie jakiekolwiek wybuchowe zachowanie jest nie na miejscu. Niestety taki mam charakter i nic, ani nikt nie jest w stanie tego zmienić. Dlatego też może niepotrzebnie okazałam złość? Nie, musiałam okazać złość. Przecież on mi zasugerował, że jestem dla niego małolatą, która nie wie co to dorosłość i usamodzielnienie się. Dzisiaj wieczorem wracamy do Polski, a on musiał mi tak spieprzyć humor, jak mało kto na tym dziwnym świecie. Dlaczego on nie potrafi zrozumieć tego, że ja też chcę się spełniać zawodowo? Czy tak ciężko zrozumieć, że nie chcę w tak wczesnych latach mojej dorosłości być kurą domową?
- W końcu cię znalazłem. - Rzekł zdyszany Loczek.
- Czego chcesz?!
- Porozmawiać z tobą o sytuacji, która miała miejsce kilka godzin wstecz.
- Nie mamy o czym rozmawiać. - Odparłam sucho, niczym ostanie źdźbło na pustyni, proszące o jedną, milimetrową kropelkę wody.
- Ale Doma......
- Co Doma?! Nie masz pojęcia, jak zraniłeś mnie tymi słowami! Widocznie zdążyłeś już "namoknąć" na dobre gwiazdorskim życiem i liczysz się tylko ty i twoja zasrana kariera! A ja mam siedzieć w domu, sprzątać, zajmować się dziećmi i gotować ci ciepłe obiadki, kiedy będziesz w swoim gównianym domu! Nic już nie zostało po tym chłopaku, który pracował w piekarni za marne grosze i marzył, aby w końcu spełnić swoje marzenia, które zrobią z niego nadętego i zadufanego w sobie gbura!
- Nie, to nie tak.
- Nie? A jak? Proszę oświeć mnie, bo jestem niedojrzałą małolatą!
- Proszę, nie mów tak o sobie. Ja nie to miałem na myśli. Przepraszam cię, że tak wyjechałem z dziećmi i ślubem. Powiedziałem tak, bo czuję, że to jest teraz ten czas, a nie wziąłem poprawki na ciebie.
- No brawo, dojrzały człowieku, że doszedłeś do tak zaskakującej informacji!
- Proszę, wybacz mi.
- I co jeszcze?! Słonia w złotej klatce mam ci dać?!
- Błagam cię, nie bądź na mnie zła, to było w przypływie emocji. Ja nie chciałem tak powiedzieć. Proszę.
Zabrałam swoje rzeczy z plaży i z impetem ruszyłam w stronę naszego apartamentu. Harry ze swoim spóźnionym zapłonem wstał z piasku i ruszył za mną.
- Gdzie idziesz? - Zapytał
- Do hotelu!
- To znaczy, że mi wybaczyłaś?
Nie odezwałam się, tylko wystawiłam mu środkowy palec i jeszcze szybciej ruszyłam przed siebie. Harold burknął coś pod nosem i do mnie podbiegł.
- Co to miało znaczyć?
- To co widziałeś panie Styles!
Złapał mnie mocno za rękę, przysunął do siebie i rzekł:
- Wiesz, że ja łatwo nie odpuszczam.
Już miałam zaprotestować i wygłosić moją teorię co myślę na ten temat, lecz moje usta zostały "zakneblowane" ustami Zielonookiego. Całował tak cudownie, że w tym momencie cała moja złość skierowana w jego kierunku, cudownie się ulotniła. Kiedy przestaliśmy się całować Loczek popatrzył w moje oczy i zapytał:
- Dalej gniewasz się na mnie?
- Twoja usta i urok osobisty potrafią zdziałać cuda. Nie jestem już zła, ale jeszcze jedna taka akcja to pogadamy inaczej. Zrozumiano?
- Tak jest! Ale jak inaczej i tak jestem już bogatym i nadętym gburem, więc kim będę przy następnej wymianie zdań?
- Styles, nie próbuj się ze mną droczyć, bo u mnie długo nie ma.
- Dobra, dobra........
Złapałam go za rękę i znów jako szczęśliwa para udaliśmy się hotelu, spakować swoje rzeczy i ogarnąć się do wylotu...........
W DOMU U LOUISA I LIAMA
- Fuck! Musimy poinformować o tym Dominikę i Harrego. Przecież grozi im niebezpieczeństwo. - Powiedział wystraszony Liam. - Daj głośniej, teraz o nim mówią.
W TV: "Policja ustaliła nowe fakty dotyczące ucieknięcia pana Karola von Hamburga z więzienia. Wiadomo, że porusza się czarnym BMW, prawdopodobnie skradzionym. Prokuratura apeluje, aby wszystkie osoby, które wiedzą coś na ten temat zgłosiły się na główny komisariat przy ulicy Karola Miarki. A teraz zapraszamy........"
- Jak ten pieprzony sukinsyn zwiał z więzienia? Przecież on teraz będzie koczował na Dominikę, aby ją zabić! Zresztą już raz próbował. - Rzekł Louis.
- Nie możemy im psuć wakacji. Kiedy wracają?
- Jutro późnym popołudniem mają być już na lotnisku.
- No to najpierw pojedziemy do Aśki, a potem prosto na lotnisko.
- No dobra, a Zayn z Nikol, kiedy będą w Polsce?
- Pojutrze.
- Aha. Ja pitolę! Ja po prostu nie wierzę, co tu się dzieje! Cały czas nie wierzę, że on uciekł z więzienia. Ciekawe kogo jeszcze zabije?
- Nie mam pojęcia. Chodźmy spać, bo jutro mamy masę spraw do załatwienia.
- Ja pójdę trochę później.
***
Nastał ranek. Chłopcy wyjątkowo wcześnie wstali, bo już o 10:00 byli gotowi do startu. Nie tracąc ani chwili, pierwsze co zrobili to pojechali do Joanny. Niestety czekali pod drzwiami, bo w środku była policja i zbierała fakty na temat jej wypadku. Chłopcy nie czekali zbyt długo, bo przyszedł dr. Dijon i kazał im wyjść, ponieważ pacjentka jest po ciężkich przeżyciach i po operacji, dlatego też nie wolno jej męczyć. Niebieskie Pelikany przewrócili oczami i powiedzieli, że wpadną jutro dokończyć przesłuchanie. Liam i Louis niepewnym krokiem weszli do pokoju Aśki i ogarnęło ich wielkie współczucie i smutek, dlaczego przytrafiło się to akurat jej. Joanna leżała nieruchomo na plecach, a z jej nosa ciągnęła się długa rurka, która była sondą, z brzucha wystawały dwa wielkie dreny i cewnik przyczepiony do boku łóżka pooperacyjnego.
- Louis, Liam? Co wy tu robicie?
- Przyszliśmy cię odwiedzić. I dowiedzieć się czegoś od ciebie, dlaczego znaleźliśmy cię w takim stanie i to jeszcze w rowie.
- Na prawdę? Jak ja wam się odwdzięczę. Gdyby nie wy to już dawno, by mnie nie by.......
- Ale jesteś i to się liczy. Przynieśliśmy ci trochę jedzenia, bo to szpitalne żarcie to pożal się Boże...........
- Chłopcy?
- Co się dzieje?
- Zawołajcie lekarza, proszę, słabo mi...........
SYCYLIA
- Niall, co robimy? Dzisiaj taki piękny dzień. Musimy go wykorzystać na maxa, bo jutro powrót do tego nieszczęsnego kraju.....
- Ja proponuję pozwiedzać miasto, a potem ostatni raz wybrać się na plażę połowić ryby i usmażyć je na ognisku.
- Niech ci będzie, w sumie i tak nic lepszego nie ma w okolicy. A co na śniadanie?
- Dużo żarcia.
- Cóż za wyczerpująca odpowiedź.
Horan wygrzebał się z pod bialutkiej pościeli i w samych slipach podszedł do Hon, która stała na balkonie i piła kawę. Objął ją delikatnie od tyłu i zaczął całować jej szyję.
- Widzę, że zmieniłeś plany. Chyba chcesz spędzić dzień wypełniony sportem. Mam rację?
- Mhm.......
- Dobra, ale nie na balkonie. Ludzie patrzą, dzieci.....
- I co z tego?
- Horan?! Czy ty sobie ze mnie kpisz? Chcesz dać porno przedstawienie dla ludzi i fotoreporterów.
Blondyn tak bardzo się zaangażował, że nie kontaktował, co mówi do niego Honorata. Ta postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Delikatnie wyrwała się z jego uścisku i popchnęła go do pokoju. Szczęście w nieszczęściu, była ubrana w strój kąpielowy, a właściwie za sprawą Nialla była już toples i znajdowała się na łóżku całując jego rozpalone do czerwoności usta. Nie trwało to długo, gdyż Nialler przejął inicjatywę i sprawnymi ruchami całował sutki Honki, już miał przemieścić się niżej, ale do pokoju wparowały sprzątaczki i nie wiedziały gdzie mają podziać swój wzrok. Honey zaczęła piszczeć, a Niall zrobił się czerwony jak burak. Szybko wskoczył pod kołdrę, a sprzątaczki zakomunikowały, że jak będziemy gotowi to mamy dać im znać, aby mogły przyjść posprzątać.
- Może chodźmy pozwiedzać to miasto.
- Tak, to dobry pomysł. - Rzekł Niall.
Dwójka zakochanych ubrała się i zeszła na dół z zawstydzoną miną omijając sprzątaczki. Gdy tylko wyszli pozwiedzać Palermo, jak zwykle doglądnęła nich jakaś fanka i tłum fotoreporterów. Kiedy udało im się zbiec w spokojne miejsce Niall rozłożył swoją wędkę, a Honka słuchała muzyki i czytała książkę.
SESZELE
Rankiem, kiedy zaczęło świtać, a Zayn smacznie spał. Nikol wstała i postanowiła odwiedzić szamana. Robiła to bezwiednie, bo Mulat w dalszym ciągu zabraniał jej długo chodzić, a już nie wspominając o jakichkolwiek wycieczkach w dodatku pieszych. Wzięła trochę "normalnego" jedzenia, bo z tego co zauważyła to człowiek, który ją uratował był bardzo zacofany. Jednym słowem nie wiedział co to cywilizacja, zarówno technologicznie jak i gastronomicznie, dlatego też spakowała do torby trochę słodyczy i wieprzowiny, ale za nim jednak wyszła napisała wiadomość na kartce dla Zayna, pocałowała go w czoło i na paluszkach, cichutko jak makiem zasiał opuściła apartament. Szła przez las podziwiając piękne krajobrazy. I co najlepsze, niczego się nie bała. Nie myślała nad tym, że w dżungli jest dużo węży i któryś z nich może ją powtórnie ugryźć. Nikol to była taka swojska baba z krwi i kości twardo stąpająca po ziemi i biorąca to co daje jej los. W pewnym momencie stanęła na rozstroju dróg i zastanawiała się, którą ma wybrać. Intuicja mówiła jej prawą, a rozum lewą. Postanowiła, że posłucha się niezawodnej kobiecej intuicji. W późniejszym etapie wędrówki, okazało się, ze był to strzał w dziesiątkę. Udało jej się dojść do szamana.
***
- Nikol, kotku..... - Mówił na pół śpiąco Zayn.
Nie usłyszał odpowiedzi i odruchowo zaczął macać połówkę, na której "powinna" być Nikol. Malik nie wyczuł nic, gwałtownie otworzył oczy, rozejrzał się wokół siebie. Nikol zniknęła. Lecz po chwili swoim orlim wzrokiem dostrzegł kawałek kartki na stole. Szybko podszedł do niej i zobaczył napis: "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz? :-D Twoja Nikol :*"
- Fuck! Dokąd ona poszła tak wcześnie?
Można stwierdzić, że Malik zaczął gadać sam do siebie, domyślając się gdzie poszła jego druga połówka, która, w tym czasie akurat dokarmiała szamana i próbowała się z nim na migi dogadać. Niestety nic z tego nie wyszło. Szczęśliwa, a zarazem smutna Nikol wracała do apartamentu słuchając piosenek JLo. Ledwo otworzyła drzwi, a tuż przy nich stał wkurwiony Zayn, wymachujący kartką przed oczami Nikol.
- Do jasnej ciasnej, kobieto, gdzieś ty była o ósmej rano?
- Spokojnie, złość piękności szkodzi.
- Nikol! Nie wnerwiaj mnie jeszcze mocniej!
- Nie gorączkuj się tak. Była dokarmić szamana.
Malik zrobił poker face, nie wiedział co odpowiedzieć, zastanowił się i wybuchł śmiechem. Nikol bardzo zdezorientowało jego zachowanie zachowanie, odburknęła tylko krótkie "spieprzaj" i poszła pakować się do wyjazdu. Za chwilę doszedł do niej Mulat i oboje dostali ataku głupawki.......
Siedziałam na plaży i rozmyślałam o ostatnich słowach Harrego. Pulsowało mi w głowie jedno, jedyne pytanie: Dlaczego on tak do mnie powiedział? Jestem osobą bardzo wrażliwą i to jest minus. Bardzo łatwo mnie zranić, nawet w błahych sytuacjach, gdzie jakiekolwiek wybuchowe zachowanie jest nie na miejscu. Niestety taki mam charakter i nic, ani nikt nie jest w stanie tego zmienić. Dlatego też może niepotrzebnie okazałam złość? Nie, musiałam okazać złość. Przecież on mi zasugerował, że jestem dla niego małolatą, która nie wie co to dorosłość i usamodzielnienie się. Dzisiaj wieczorem wracamy do Polski, a on musiał mi tak spieprzyć humor, jak mało kto na tym dziwnym świecie. Dlaczego on nie potrafi zrozumieć tego, że ja też chcę się spełniać zawodowo? Czy tak ciężko zrozumieć, że nie chcę w tak wczesnych latach mojej dorosłości być kurą domową?
- W końcu cię znalazłem. - Rzekł zdyszany Loczek.
- Czego chcesz?!
- Porozmawiać z tobą o sytuacji, która miała miejsce kilka godzin wstecz.
- Nie mamy o czym rozmawiać. - Odparłam sucho, niczym ostanie źdźbło na pustyni, proszące o jedną, milimetrową kropelkę wody.
- Ale Doma......
- Co Doma?! Nie masz pojęcia, jak zraniłeś mnie tymi słowami! Widocznie zdążyłeś już "namoknąć" na dobre gwiazdorskim życiem i liczysz się tylko ty i twoja zasrana kariera! A ja mam siedzieć w domu, sprzątać, zajmować się dziećmi i gotować ci ciepłe obiadki, kiedy będziesz w swoim gównianym domu! Nic już nie zostało po tym chłopaku, który pracował w piekarni za marne grosze i marzył, aby w końcu spełnić swoje marzenia, które zrobią z niego nadętego i zadufanego w sobie gbura!
- Nie, to nie tak.
- Nie? A jak? Proszę oświeć mnie, bo jestem niedojrzałą małolatą!
- Proszę, nie mów tak o sobie. Ja nie to miałem na myśli. Przepraszam cię, że tak wyjechałem z dziećmi i ślubem. Powiedziałem tak, bo czuję, że to jest teraz ten czas, a nie wziąłem poprawki na ciebie.
- No brawo, dojrzały człowieku, że doszedłeś do tak zaskakującej informacji!
- Proszę, wybacz mi.
- I co jeszcze?! Słonia w złotej klatce mam ci dać?!
- Błagam cię, nie bądź na mnie zła, to było w przypływie emocji. Ja nie chciałem tak powiedzieć. Proszę.
Zabrałam swoje rzeczy z plaży i z impetem ruszyłam w stronę naszego apartamentu. Harry ze swoim spóźnionym zapłonem wstał z piasku i ruszył za mną.
- Gdzie idziesz? - Zapytał
- Do hotelu!
- To znaczy, że mi wybaczyłaś?
Nie odezwałam się, tylko wystawiłam mu środkowy palec i jeszcze szybciej ruszyłam przed siebie. Harold burknął coś pod nosem i do mnie podbiegł.
- Co to miało znaczyć?
- To co widziałeś panie Styles!
Złapał mnie mocno za rękę, przysunął do siebie i rzekł:
- Wiesz, że ja łatwo nie odpuszczam.
Już miałam zaprotestować i wygłosić moją teorię co myślę na ten temat, lecz moje usta zostały "zakneblowane" ustami Zielonookiego. Całował tak cudownie, że w tym momencie cała moja złość skierowana w jego kierunku, cudownie się ulotniła. Kiedy przestaliśmy się całować Loczek popatrzył w moje oczy i zapytał:
- Dalej gniewasz się na mnie?
- Twoja usta i urok osobisty potrafią zdziałać cuda. Nie jestem już zła, ale jeszcze jedna taka akcja to pogadamy inaczej. Zrozumiano?
- Tak jest! Ale jak inaczej i tak jestem już bogatym i nadętym gburem, więc kim będę przy następnej wymianie zdań?
- Styles, nie próbuj się ze mną droczyć, bo u mnie długo nie ma.
- Dobra, dobra........
Złapałam go za rękę i znów jako szczęśliwa para udaliśmy się hotelu, spakować swoje rzeczy i ogarnąć się do wylotu...........
W DOMU U LOUISA I LIAMA
- Fuck! Musimy poinformować o tym Dominikę i Harrego. Przecież grozi im niebezpieczeństwo. - Powiedział wystraszony Liam. - Daj głośniej, teraz o nim mówią.
W TV: "Policja ustaliła nowe fakty dotyczące ucieknięcia pana Karola von Hamburga z więzienia. Wiadomo, że porusza się czarnym BMW, prawdopodobnie skradzionym. Prokuratura apeluje, aby wszystkie osoby, które wiedzą coś na ten temat zgłosiły się na główny komisariat przy ulicy Karola Miarki. A teraz zapraszamy........"
- Jak ten pieprzony sukinsyn zwiał z więzienia? Przecież on teraz będzie koczował na Dominikę, aby ją zabić! Zresztą już raz próbował. - Rzekł Louis.
- Nie możemy im psuć wakacji. Kiedy wracają?
- Jutro późnym popołudniem mają być już na lotnisku.
- No to najpierw pojedziemy do Aśki, a potem prosto na lotnisko.
- No dobra, a Zayn z Nikol, kiedy będą w Polsce?
- Pojutrze.
- Aha. Ja pitolę! Ja po prostu nie wierzę, co tu się dzieje! Cały czas nie wierzę, że on uciekł z więzienia. Ciekawe kogo jeszcze zabije?
- Nie mam pojęcia. Chodźmy spać, bo jutro mamy masę spraw do załatwienia.
- Ja pójdę trochę później.
***
Nastał ranek. Chłopcy wyjątkowo wcześnie wstali, bo już o 10:00 byli gotowi do startu. Nie tracąc ani chwili, pierwsze co zrobili to pojechali do Joanny. Niestety czekali pod drzwiami, bo w środku była policja i zbierała fakty na temat jej wypadku. Chłopcy nie czekali zbyt długo, bo przyszedł dr. Dijon i kazał im wyjść, ponieważ pacjentka jest po ciężkich przeżyciach i po operacji, dlatego też nie wolno jej męczyć. Niebieskie Pelikany przewrócili oczami i powiedzieli, że wpadną jutro dokończyć przesłuchanie. Liam i Louis niepewnym krokiem weszli do pokoju Aśki i ogarnęło ich wielkie współczucie i smutek, dlaczego przytrafiło się to akurat jej. Joanna leżała nieruchomo na plecach, a z jej nosa ciągnęła się długa rurka, która była sondą, z brzucha wystawały dwa wielkie dreny i cewnik przyczepiony do boku łóżka pooperacyjnego.
- Louis, Liam? Co wy tu robicie?
- Przyszliśmy cię odwiedzić. I dowiedzieć się czegoś od ciebie, dlaczego znaleźliśmy cię w takim stanie i to jeszcze w rowie.
- Na prawdę? Jak ja wam się odwdzięczę. Gdyby nie wy to już dawno, by mnie nie by.......
- Ale jesteś i to się liczy. Przynieśliśmy ci trochę jedzenia, bo to szpitalne żarcie to pożal się Boże...........
- Chłopcy?
- Co się dzieje?
- Zawołajcie lekarza, proszę, słabo mi...........
SYCYLIA
- Niall, co robimy? Dzisiaj taki piękny dzień. Musimy go wykorzystać na maxa, bo jutro powrót do tego nieszczęsnego kraju.....
- Ja proponuję pozwiedzać miasto, a potem ostatni raz wybrać się na plażę połowić ryby i usmażyć je na ognisku.
- Niech ci będzie, w sumie i tak nic lepszego nie ma w okolicy. A co na śniadanie?
- Dużo żarcia.
- Cóż za wyczerpująca odpowiedź.
Horan wygrzebał się z pod bialutkiej pościeli i w samych slipach podszedł do Hon, która stała na balkonie i piła kawę. Objął ją delikatnie od tyłu i zaczął całować jej szyję.
- Widzę, że zmieniłeś plany. Chyba chcesz spędzić dzień wypełniony sportem. Mam rację?
- Mhm.......
- Dobra, ale nie na balkonie. Ludzie patrzą, dzieci.....
- I co z tego?
- Horan?! Czy ty sobie ze mnie kpisz? Chcesz dać porno przedstawienie dla ludzi i fotoreporterów.
Blondyn tak bardzo się zaangażował, że nie kontaktował, co mówi do niego Honorata. Ta postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Delikatnie wyrwała się z jego uścisku i popchnęła go do pokoju. Szczęście w nieszczęściu, była ubrana w strój kąpielowy, a właściwie za sprawą Nialla była już toples i znajdowała się na łóżku całując jego rozpalone do czerwoności usta. Nie trwało to długo, gdyż Nialler przejął inicjatywę i sprawnymi ruchami całował sutki Honki, już miał przemieścić się niżej, ale do pokoju wparowały sprzątaczki i nie wiedziały gdzie mają podziać swój wzrok. Honey zaczęła piszczeć, a Niall zrobił się czerwony jak burak. Szybko wskoczył pod kołdrę, a sprzątaczki zakomunikowały, że jak będziemy gotowi to mamy dać im znać, aby mogły przyjść posprzątać.
- Może chodźmy pozwiedzać to miasto.
- Tak, to dobry pomysł. - Rzekł Niall.
Dwójka zakochanych ubrała się i zeszła na dół z zawstydzoną miną omijając sprzątaczki. Gdy tylko wyszli pozwiedzać Palermo, jak zwykle doglądnęła nich jakaś fanka i tłum fotoreporterów. Kiedy udało im się zbiec w spokojne miejsce Niall rozłożył swoją wędkę, a Honka słuchała muzyki i czytała książkę.
SESZELE
Rankiem, kiedy zaczęło świtać, a Zayn smacznie spał. Nikol wstała i postanowiła odwiedzić szamana. Robiła to bezwiednie, bo Mulat w dalszym ciągu zabraniał jej długo chodzić, a już nie wspominając o jakichkolwiek wycieczkach w dodatku pieszych. Wzięła trochę "normalnego" jedzenia, bo z tego co zauważyła to człowiek, który ją uratował był bardzo zacofany. Jednym słowem nie wiedział co to cywilizacja, zarówno technologicznie jak i gastronomicznie, dlatego też spakowała do torby trochę słodyczy i wieprzowiny, ale za nim jednak wyszła napisała wiadomość na kartce dla Zayna, pocałowała go w czoło i na paluszkach, cichutko jak makiem zasiał opuściła apartament. Szła przez las podziwiając piękne krajobrazy. I co najlepsze, niczego się nie bała. Nie myślała nad tym, że w dżungli jest dużo węży i któryś z nich może ją powtórnie ugryźć. Nikol to była taka swojska baba z krwi i kości twardo stąpająca po ziemi i biorąca to co daje jej los. W pewnym momencie stanęła na rozstroju dróg i zastanawiała się, którą ma wybrać. Intuicja mówiła jej prawą, a rozum lewą. Postanowiła, że posłucha się niezawodnej kobiecej intuicji. W późniejszym etapie wędrówki, okazało się, ze był to strzał w dziesiątkę. Udało jej się dojść do szamana.
***
- Nikol, kotku..... - Mówił na pół śpiąco Zayn.
Nie usłyszał odpowiedzi i odruchowo zaczął macać połówkę, na której "powinna" być Nikol. Malik nie wyczuł nic, gwałtownie otworzył oczy, rozejrzał się wokół siebie. Nikol zniknęła. Lecz po chwili swoim orlim wzrokiem dostrzegł kawałek kartki na stole. Szybko podszedł do niej i zobaczył napis: "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz? :-D Twoja Nikol :*"
- Fuck! Dokąd ona poszła tak wcześnie?
Można stwierdzić, że Malik zaczął gadać sam do siebie, domyślając się gdzie poszła jego druga połówka, która, w tym czasie akurat dokarmiała szamana i próbowała się z nim na migi dogadać. Niestety nic z tego nie wyszło. Szczęśliwa, a zarazem smutna Nikol wracała do apartamentu słuchając piosenek JLo. Ledwo otworzyła drzwi, a tuż przy nich stał wkurwiony Zayn, wymachujący kartką przed oczami Nikol.
- Do jasnej ciasnej, kobieto, gdzieś ty była o ósmej rano?
- Spokojnie, złość piękności szkodzi.
- Nikol! Nie wnerwiaj mnie jeszcze mocniej!
- Nie gorączkuj się tak. Była dokarmić szamana.
Malik zrobił poker face, nie wiedział co odpowiedzieć, zastanowił się i wybuchł śmiechem. Nikol bardzo zdezorientowało jego zachowanie zachowanie, odburknęła tylko krótkie "spieprzaj" i poszła pakować się do wyjazdu. Za chwilę doszedł do niej Mulat i oboje dostali ataku głupawki.......
niedziela, 8 marca 2015
Rozdiział 30
SESZELE
Po 3 godzinach od utracenia przytomności i niekontaktowania z rzeczywistością Nikol w końcu odtworzyła oczy i mętnym wzrokiem oraz zaczerwienionymi gałkami ocznymi wpatrywała się na osobę, o ile można to było nazwać osobą, która była ubrana w spódnicę z siana, miała pióropusz, a klatka piersiowa była naga. Jakby tego było mało to znajdowała się w jakiejś chatce, w której, na samym środku paliło się ognisko i z niewiadomego powodu przypomniała jej się nagle scena z Mojego brata Niedźwiedzia. Ta osoba, a w zasadzie szaman, chodził wokoło paleniska, wymachiwał coś rękami i odmawiał jakieś dziwne modlitwy, które nie były zrozumiane dla Nikol. Bardzo delikatnie uniosła głowę i słabiutkim głosem zaczęła wypowiadać imię Malika. Nie było go, ale za to ta dziwna osóbka, szybko podbiegła do pani projektant , zaczęła się jej przyglądać i obwąchiwać od góry do dołu. Po skończonym rytuale, szaman wybiegł z szałasu, a Nikol została sama. Czuła się bardzo słabo, a z tego co się stało, pamiętała tylko ucisk w nodze, nagły przypływ ciepła.......... i obraz się urywa.
- Boże Nikol, słońce ty moje! Jak się czujesz? - Powiedział Zayn, który właśnie wbiegł do szałasu z dziwnym człowieczkiem.
- Jak dobrze, że jesteś. Wystraszyłam się, bo ciebie nie było obok, gdy się obudziłam. Na razie czuję się jeszcze słabo, ale czuję jak siły z powrotem napełniają moje ciało.
- Fè. Bwè sa a. (Masz. Napij się tego.) - Powiedział szaman w tutejszym języku i wpychał coś Nikol pod sam nos.
- Co on mówi? - Zapytała panna Sznajfer.
- Nie mam pojęcia, ale chyba masz to wypić. Zaufaj mu. On i tak dużo zrobił, bo to on wyssał truciznę węża z twojej nogi.
Kreatorka mody westchnęła i jednym duchem wypiła całą zawartość glinianego kubka, po czym skrzywiła się z powodu goryczy, jaką smakował napój. Po wypiciu, chciała już iść do hotelu, lecz ten dziwny człowiek jednym i dość zrozumiałym ruchem zakazał się ruszać z tego miejsca.
- Ou ale okenn kote. Sa a se bwè rense pwazon rès san ou. (Nigdzie nie idziecie. Ten napój ma wypłukać resztki trucizny z twojej krwi.)
Nie minęło 15 minut, a z nogi Nikol zaczęła wypływać delikatną strużką krew z białą mazią, która zapewne była tą śmiercionośną trucizną. Szaman uśmiechnął się do siebie i znów zaczął nawijać coś pod nosem. Kiedy z rany leciała już tylko sama, czysta krew "lekarz" odpowiednio ją zatamował i dał znak, że mogą już iść. Nikol żwawo stanęła na nogi i już przymierzała się do startu, lecz Malik wziął ją na ręce i zakazał jakiegokolwiek dłuższego chodzenia w dzisiejszym dniu.
MALEDIWY
- Nie wierzę, że to już jutro. - Rzekłam, siedząc na łóżku i wpatrując się w pływające, różnogatunkowe ryby.
- Niby co ma być jutro, bo nie ogarniam? - Zapytał Harry.
- Wracamy do Polski Harry, do Polski........
- Na prawdę?! Tak szybko? Ale jak to.........?
- A tak to. Czas leci szybko, nawet za szybko. - Powiedziałam, a Harold podszedł do mnie i zaczął mnie namiętnie całować po prawym ramieniu, zsuwając przy tym kawałek ramiączka od mojej pidżamy.
- Proszę cię, przestań. Wiem do czego zmierzasz i fakt, lepszego miejsca nie można sobie wymarzyć na chwilę uniesienia, ale ja mam dni płodne, a ty nie masz zabezpieczenia. Jesteś teraz, razem z chłopakami u szczytu sławy, kariery i wątpię czy zechciałbyś zostać tatą, akurat w takim przełomowym momencie twojego życia.
Zielonooki gwałtownie przestał mnie całować, popatrzył się na mnie i rzekł:
- Ile jeszcze będziemy z tym czekać? Jesteśmy już narzeczeństwem, a nasi przyjaciele mają to już za sobą.
- Poprawka, Zayn i Nikol też jeszcze tego nie robili.
- I co z tego?! Chcesz zostać matką w wieku 40 lat? Teraz jest ten moment. A kariera? Przecież to nie problem. Ona może zaczekać.
- Dobrze, ale weź pod uwagę to, że ty jesteś gotowy na dziecko, to nie od razu ma oznaczać, że ja też chcę być matką! Jest jeszcze za wcześnie! Mam dopiero 20 lat i marzenie, które chcę spełnić! I ty już dobrze wiesz jakie!
- Co się drzesz?! Dobra, rozumiem! A co ze ślubem?! Też powiesz, że masz 20 lat i nie jesteś jeszcze gotowa?!
- Przestań! To jest całkiem inna sprawa!
- O nie moja droga. I tu się mylisz! Ślub jak i macierzyństwo jest wkroczeniem w dorosłość!
- Czy ty mi sugerujesz, że jestem dla ciebie niedojrzałą małolatą, która nie wie na co się pisze?!
- Nie, nie to miałem na myśli.
- Wiesz, co? Wstydziłbyś się. Szkoda moich słów na rozmowę z tobą! Idę się ubrać i wychodzę!
Ubrałam się w try migi, chapnęłam coś do jedzenia i już wychodziłam, gdy Harold złapał mnie za rękę:
- Doma, proszę.
- Puszczaj mnie! - Wyrwałam się z jego uścisku i poszłam prosto na plażę.
Musiałam ochłonąć po tym co mi powiedział i zastanowić się, czy wchodzenie z nim w jeszcze głębszą relacje ma jakikolwiek sens.
HONORATA I NIALL
- Niallerku mój kochany, ta Venezia była przecudna! Miałeś rację, że spędzenie dwóch tygodni w górach będzie nudne. Teraz jedziemy na Sycylię! Boże, jak się cieszę! To są moje najlepsze wakacje w życiu! - Wrzeszczała z radości Hon.
- Ja też się cieszę, a na Sycylii połowię sobie rybki.
- Nie mów, że zabrałeś wędkę.
- Zabrałem.
- Po co ci?
- Jak to po co? Przecież jeść coś muszę. A ty myślisz, że jak ja rybę złapię, rękami?
Blondyn mówił to na tyle poważnie i przekonująco, że Honoracie nie pozostało nic innego jak tylko ryknąć śmiechem.
- Horan, serio mówisz? Przecież jedzenie będzie w hotelu.
- I co z tego? Ale w hotelu nie dostanę świeżej dorady, jeszcze ruszającej się.
- Ty na serio jesteś dziwny, ale ok. Nie wnikam w to. A tak poza tematem to w jakiej miejscowości jesteśmy?
- Villa San Giovanni i zaraz trzeba kupić bilety i wjeżdżamy na prom do Sycylii.
- Tak szybko?
- Jeśli cały czas miałem na liczniku 150 km/h to ty myślisz, że my ile będziemy jechać? 2 dni?
- No no..... No to nieźle zapierdzielałeś. Widzę, że uczysz się od najlepszych.
- Mówiąc najlepszych to kogo masz na myśli?
- Ty już dobrze wiesz kogo.
Po odbytym dialogu Niall kupił bilet i wjechali na prom. Zaparkowali samochodem w wyznaczonym dla nich miejscu i weszli na samą górę wielkiego statku.
- To ile będziemy płynąć? - Zapytała Honey
- Myślę, że z 4 godzinki.
- Aha. To jak będziemy zjeżdżać z promu to ja usiądę za kółko, a ty sobie odpoczniesz. Przejechałeś prawie całe Włochy i odpoczynek ci się należy.
***
- Niall, obudź się. Dobijamy do brzegu.
- Co jest?! - Zerwał się Horan z głębokiego snu.
- Nic nie jest, tylko zaraz będziemy wyjeżdżać samochodem ze statku i wjeżdżać na ląd. Zresztą chodź już do samochodu.
Wsiedli, poczekali może jeszcze z 15 minut, zanim wszystko zostało przymocowane i z impetem ruszyli w dalszą część podróży......
W SZPITALU
- Liam, powiedz mi, ile jeszcze można czekać? Operują ją już tak długo.
- Nie wiem Louis. Wiesz, pewnie u nas w kraju postąpiliby inaczej, ale musimy wziąć poprawkę na to, że jesteśmy w Polsce, a nie u siebie.
- Tak, wiem.
W końcu z sali operacyjnej wyszedł chirurg i poinformował obydwu panów, że operacja, przebiegła pomyślnie, a panna Blos przebywa teraz pod obserwacją anestezjologów, by sprawnie i bezpiecznie mogła być przemieszczona na oddział.
- Więc, skoro panowie wiecie już, że wszystko poszło po naszej myśli to bardzo proszę, abyście przestali koczować pod drzwiami, tylko udali się do domu, bo i tak przez najbliższe 24 godziny pani Joanna będzie "wyrzucała" z siebie resztki środka usypiającego, dlatego też, zapraszam serdecznie, ale jutro. - Powiedział dr. Dijon.
- Nic tu po nas. - Rzekł Louis. - Chodź do domu.
Chłopcy w ciszy wrócili do swojej willi. Cały czas zastanawiali się, co się takiego wydarzyło, że Joanna była tak mocno poturbowana. Kręcili się z konta w kont. Nie mogli znaleźć sobie miejsca i w końcu jak typowe baby wzięli się za ogarnięcie syfu w domu, by choć na chwilę móc zapomnieć o tym co się teraz w okół nich dzieje.
***
- Ty, Liam, paczaj jaki porządek!
- Bez jaj. Od prawie dwóch tygodni nie widziałem tu takiego błysku.
- To po skończonej pracy należy nam się coś, niecoś odpoczynku.
- Piwko i telewizor? - Zaproponował Liam
- Jak ty mnie, brachu dobrze znasz!
Chłopcy zaczęli skakać z kanału na kanał w poszukiwaniu jakiejś sensownej anglojęzycznej stacji, ale do tej pory znaleźli tylko BBC World i tyle.
- Dobra zostaw na tym całym Polsacie, bo i tak nic sensownego nie ma. Włącz napisy angielskie, a przy okazji pouczymy się trochę polskiego. - Powiedział Lou.
Najpierw obejrzeli Samych Swoich, a później zbliżała się już taka pora, że prawie na wszystkich kanałach leciały programy informacyjne i nie było sensu szukać czegoś innego do oglądania. Oglądali tak i oglądali, gdy ich uwagę przykuł pasek na dole ekranu.
- Louis, widzisz to co ja?
- Uszczypnij mnie i powiedz, że to nie prawda........
Po 3 godzinach od utracenia przytomności i niekontaktowania z rzeczywistością Nikol w końcu odtworzyła oczy i mętnym wzrokiem oraz zaczerwienionymi gałkami ocznymi wpatrywała się na osobę, o ile można to było nazwać osobą, która była ubrana w spódnicę z siana, miała pióropusz, a klatka piersiowa była naga. Jakby tego było mało to znajdowała się w jakiejś chatce, w której, na samym środku paliło się ognisko i z niewiadomego powodu przypomniała jej się nagle scena z Mojego brata Niedźwiedzia. Ta osoba, a w zasadzie szaman, chodził wokoło paleniska, wymachiwał coś rękami i odmawiał jakieś dziwne modlitwy, które nie były zrozumiane dla Nikol. Bardzo delikatnie uniosła głowę i słabiutkim głosem zaczęła wypowiadać imię Malika. Nie było go, ale za to ta dziwna osóbka, szybko podbiegła do pani projektant , zaczęła się jej przyglądać i obwąchiwać od góry do dołu. Po skończonym rytuale, szaman wybiegł z szałasu, a Nikol została sama. Czuła się bardzo słabo, a z tego co się stało, pamiętała tylko ucisk w nodze, nagły przypływ ciepła.......... i obraz się urywa.
- Boże Nikol, słońce ty moje! Jak się czujesz? - Powiedział Zayn, który właśnie wbiegł do szałasu z dziwnym człowieczkiem.
- Jak dobrze, że jesteś. Wystraszyłam się, bo ciebie nie było obok, gdy się obudziłam. Na razie czuję się jeszcze słabo, ale czuję jak siły z powrotem napełniają moje ciało.
- Fè. Bwè sa a. (Masz. Napij się tego.) - Powiedział szaman w tutejszym języku i wpychał coś Nikol pod sam nos.
- Co on mówi? - Zapytała panna Sznajfer.
- Nie mam pojęcia, ale chyba masz to wypić. Zaufaj mu. On i tak dużo zrobił, bo to on wyssał truciznę węża z twojej nogi.
Kreatorka mody westchnęła i jednym duchem wypiła całą zawartość glinianego kubka, po czym skrzywiła się z powodu goryczy, jaką smakował napój. Po wypiciu, chciała już iść do hotelu, lecz ten dziwny człowiek jednym i dość zrozumiałym ruchem zakazał się ruszać z tego miejsca.
- Ou ale okenn kote. Sa a se bwè rense pwazon rès san ou. (Nigdzie nie idziecie. Ten napój ma wypłukać resztki trucizny z twojej krwi.)
Nie minęło 15 minut, a z nogi Nikol zaczęła wypływać delikatną strużką krew z białą mazią, która zapewne była tą śmiercionośną trucizną. Szaman uśmiechnął się do siebie i znów zaczął nawijać coś pod nosem. Kiedy z rany leciała już tylko sama, czysta krew "lekarz" odpowiednio ją zatamował i dał znak, że mogą już iść. Nikol żwawo stanęła na nogi i już przymierzała się do startu, lecz Malik wziął ją na ręce i zakazał jakiegokolwiek dłuższego chodzenia w dzisiejszym dniu.
MALEDIWY
- Nie wierzę, że to już jutro. - Rzekłam, siedząc na łóżku i wpatrując się w pływające, różnogatunkowe ryby.
- Niby co ma być jutro, bo nie ogarniam? - Zapytał Harry.
- Wracamy do Polski Harry, do Polski........
- Na prawdę?! Tak szybko? Ale jak to.........?
- A tak to. Czas leci szybko, nawet za szybko. - Powiedziałam, a Harold podszedł do mnie i zaczął mnie namiętnie całować po prawym ramieniu, zsuwając przy tym kawałek ramiączka od mojej pidżamy.
- Proszę cię, przestań. Wiem do czego zmierzasz i fakt, lepszego miejsca nie można sobie wymarzyć na chwilę uniesienia, ale ja mam dni płodne, a ty nie masz zabezpieczenia. Jesteś teraz, razem z chłopakami u szczytu sławy, kariery i wątpię czy zechciałbyś zostać tatą, akurat w takim przełomowym momencie twojego życia.
Zielonooki gwałtownie przestał mnie całować, popatrzył się na mnie i rzekł:
- Ile jeszcze będziemy z tym czekać? Jesteśmy już narzeczeństwem, a nasi przyjaciele mają to już za sobą.
- Poprawka, Zayn i Nikol też jeszcze tego nie robili.
- I co z tego?! Chcesz zostać matką w wieku 40 lat? Teraz jest ten moment. A kariera? Przecież to nie problem. Ona może zaczekać.
- Dobrze, ale weź pod uwagę to, że ty jesteś gotowy na dziecko, to nie od razu ma oznaczać, że ja też chcę być matką! Jest jeszcze za wcześnie! Mam dopiero 20 lat i marzenie, które chcę spełnić! I ty już dobrze wiesz jakie!
- Co się drzesz?! Dobra, rozumiem! A co ze ślubem?! Też powiesz, że masz 20 lat i nie jesteś jeszcze gotowa?!
- Przestań! To jest całkiem inna sprawa!
- O nie moja droga. I tu się mylisz! Ślub jak i macierzyństwo jest wkroczeniem w dorosłość!
- Czy ty mi sugerujesz, że jestem dla ciebie niedojrzałą małolatą, która nie wie na co się pisze?!
- Nie, nie to miałem na myśli.
- Wiesz, co? Wstydziłbyś się. Szkoda moich słów na rozmowę z tobą! Idę się ubrać i wychodzę!
Ubrałam się w try migi, chapnęłam coś do jedzenia i już wychodziłam, gdy Harold złapał mnie za rękę:
- Doma, proszę.
- Puszczaj mnie! - Wyrwałam się z jego uścisku i poszłam prosto na plażę.
Musiałam ochłonąć po tym co mi powiedział i zastanowić się, czy wchodzenie z nim w jeszcze głębszą relacje ma jakikolwiek sens.
HONORATA I NIALL
- Niallerku mój kochany, ta Venezia była przecudna! Miałeś rację, że spędzenie dwóch tygodni w górach będzie nudne. Teraz jedziemy na Sycylię! Boże, jak się cieszę! To są moje najlepsze wakacje w życiu! - Wrzeszczała z radości Hon.
- Ja też się cieszę, a na Sycylii połowię sobie rybki.
- Nie mów, że zabrałeś wędkę.
- Zabrałem.
- Po co ci?
- Jak to po co? Przecież jeść coś muszę. A ty myślisz, że jak ja rybę złapię, rękami?
Blondyn mówił to na tyle poważnie i przekonująco, że Honoracie nie pozostało nic innego jak tylko ryknąć śmiechem.
- Horan, serio mówisz? Przecież jedzenie będzie w hotelu.
- I co z tego? Ale w hotelu nie dostanę świeżej dorady, jeszcze ruszającej się.
- Ty na serio jesteś dziwny, ale ok. Nie wnikam w to. A tak poza tematem to w jakiej miejscowości jesteśmy?
- Villa San Giovanni i zaraz trzeba kupić bilety i wjeżdżamy na prom do Sycylii.
- Tak szybko?
- Jeśli cały czas miałem na liczniku 150 km/h to ty myślisz, że my ile będziemy jechać? 2 dni?
- No no..... No to nieźle zapierdzielałeś. Widzę, że uczysz się od najlepszych.
- Mówiąc najlepszych to kogo masz na myśli?
- Ty już dobrze wiesz kogo.
Po odbytym dialogu Niall kupił bilet i wjechali na prom. Zaparkowali samochodem w wyznaczonym dla nich miejscu i weszli na samą górę wielkiego statku.
- To ile będziemy płynąć? - Zapytała Honey
- Myślę, że z 4 godzinki.
- Aha. To jak będziemy zjeżdżać z promu to ja usiądę za kółko, a ty sobie odpoczniesz. Przejechałeś prawie całe Włochy i odpoczynek ci się należy.
***
- Niall, obudź się. Dobijamy do brzegu.
- Co jest?! - Zerwał się Horan z głębokiego snu.
- Nic nie jest, tylko zaraz będziemy wyjeżdżać samochodem ze statku i wjeżdżać na ląd. Zresztą chodź już do samochodu.
Wsiedli, poczekali może jeszcze z 15 minut, zanim wszystko zostało przymocowane i z impetem ruszyli w dalszą część podróży......
W SZPITALU
- Liam, powiedz mi, ile jeszcze można czekać? Operują ją już tak długo.
- Nie wiem Louis. Wiesz, pewnie u nas w kraju postąpiliby inaczej, ale musimy wziąć poprawkę na to, że jesteśmy w Polsce, a nie u siebie.
- Tak, wiem.
W końcu z sali operacyjnej wyszedł chirurg i poinformował obydwu panów, że operacja, przebiegła pomyślnie, a panna Blos przebywa teraz pod obserwacją anestezjologów, by sprawnie i bezpiecznie mogła być przemieszczona na oddział.
- Więc, skoro panowie wiecie już, że wszystko poszło po naszej myśli to bardzo proszę, abyście przestali koczować pod drzwiami, tylko udali się do domu, bo i tak przez najbliższe 24 godziny pani Joanna będzie "wyrzucała" z siebie resztki środka usypiającego, dlatego też, zapraszam serdecznie, ale jutro. - Powiedział dr. Dijon.
- Nic tu po nas. - Rzekł Louis. - Chodź do domu.
Chłopcy w ciszy wrócili do swojej willi. Cały czas zastanawiali się, co się takiego wydarzyło, że Joanna była tak mocno poturbowana. Kręcili się z konta w kont. Nie mogli znaleźć sobie miejsca i w końcu jak typowe baby wzięli się za ogarnięcie syfu w domu, by choć na chwilę móc zapomnieć o tym co się teraz w okół nich dzieje.
***
- Ty, Liam, paczaj jaki porządek!
- Bez jaj. Od prawie dwóch tygodni nie widziałem tu takiego błysku.
- To po skończonej pracy należy nam się coś, niecoś odpoczynku.
- Piwko i telewizor? - Zaproponował Liam
- Jak ty mnie, brachu dobrze znasz!
Chłopcy zaczęli skakać z kanału na kanał w poszukiwaniu jakiejś sensownej anglojęzycznej stacji, ale do tej pory znaleźli tylko BBC World i tyle.
- Dobra zostaw na tym całym Polsacie, bo i tak nic sensownego nie ma. Włącz napisy angielskie, a przy okazji pouczymy się trochę polskiego. - Powiedział Lou.
Najpierw obejrzeli Samych Swoich, a później zbliżała się już taka pora, że prawie na wszystkich kanałach leciały programy informacyjne i nie było sensu szukać czegoś innego do oglądania. Oglądali tak i oglądali, gdy ich uwagę przykuł pasek na dole ekranu.
- Louis, widzisz to co ja?
- Uszczypnij mnie i powiedz, że to nie prawda........
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)













