NIEDZIELA, 7 MAJA, 14:00,
SHEEPS MEADOW, CENTRAL PARK
Odzyskałam swój naszyjnik ze śnieżynką!
Okazuje się, że kiedy go zerwałam z szyi i cisnęłam nim w Harrego tamtego wieczoru, on go odszukał. I przechował.....
Bo jak mówi, nigdy nie przestał mnie kochać, myśleć o mnie i marzyć..... Zresztą tak samo jak ja w głębi duszy rozniecałam iskierkę nadziei.
Okazuje się, że Harry podobnie. Wiedział, że między nami się popsuło, ale myślał, że ten czas, jaki spędzimy osobno, pomoże nam obojgu jakoś dojść z tym wszystkim do ładu.
Zupełnie się nie spodziewał, że wtrąci się jakiś inny facet i rozdzieli nas ostatecznie (okey, nie ujął tego w taki sposób, ale to ma zupełnie inną wymowę, niż że się "zupełnie nie spodziewał, że zacznę chodzić z Abernathym") I to w tedy poprosił Liama, żeby miał na mnie oko (nie żeby mnie szpiegował, tylko żeby go w razie czego informował). Bo on i Liam przyjaźnią się jeszcze od czasów, kiedy to Harry chodził w pieluchach.
Harold myślał (bo tak mu przekazał Liam), że Abernathy i ja jesteśmy w sobie straszliwie zakochani. I zdaje się, że przez jakiś czas mogło to tak właśnie wyglądać. Przynajmniej dla kogoś patrzącego z zewnątrz (a zwłaszcza Harrego, który nie rozumie żywych istot ludzkich włącznie z - i prawdopodobnie przede wszystkim z - własną dziewczyną). Ale i tak Harold nie chciał porzucić nadziei. Dał nawet do naprawy zerwany łańcuszek naszyjnika - tak na wszelki wypadek.
Gdy Zielonooki zobaczył mnie na tej uroczystości na Columbii, a ja byłam tak bardzo onieśmielona, odważył się pomyśleć, że Liam może jednak się myli. Ale kiedy Abernathy dał mi pierścionek, Harry zrozumiał, że potrzebne się drastyczne środki. Dlatego wyszedł z moich urodzin - żeby jak najszybciej załatwić przekazanie szpitalowi w Hiszpanii CardioHeart (no i, jak to ujął, "musiał wyjść, zanim wytarłby pokład jachtu gębą tego faceta").
To takie romantyczne! Nie mogę się doczekać, aż opowiem o tym Eleanor.
Ale nie teraz. Kiedyś. Na razie zachowam to w sekrecie, takim tylko dla Harrego i dla mnie - przynajmniej jeszcze przez trochę.
Powiedział, że jeśli będę chciała, to on mi kupi brylantową śnieżynkę zamiast tej starej srebrnej, którą teraz noszę. Ale ja powiedziałam, że nie ma mowy.
Uwielbiam ten naszyjnik taki, jaki jest.
IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII!!!!!!!!
Nie chcę zbyt szczegółowo opisywać tego, co zaszło między nami wczoraj w nocy na jego poddaszu, bo to osobiste sprawy - za bardzo intymne nawet dla tego pamiętnika. Bo gdyby wpadł w niepowołane ręce?
Ale chcę powiedzieć coś ważnego, a mianowicie:
Jeśli tata myśli, że ja najbliższe lato spędzę w Hiszpanii, to go totalnie pogięło.
O mój Boże, TATA! Zapomniałam sprawdzić wyniki wyborów prezydenckich.
15:30
TAK! TAK! TAK! Tata wygrał wybory!!! Jej! Teraz przyleci do mnie do Nowego Jorku! Szkoda, że on nie lata komercyjnymi linami, bo naprawdę mógłby nazbierać niezłą liczbę mil w ostatnim tygodniu, latając między NYC a Hiszpanią.
Wszyscy zachowali się totalnie wspaniale, kiedy pojawiłam się na poddaszu w sukience, którą miałam na sobie, wychodząc na bal, i z Harrym u boku. Nikt nie powiedział nic, co by mogło postawić w niezręcznej sytuacji, w rodzaju: "Hej, Evelyn, jak było na całodobowej kręgielni?" albo: "Evelyn, ale czy ty wczoraj nie wychodziłaś z domu z innym facetem?"
Mama chyba rzeczywiście ucieszyła się na widok Harolda . Ona wie, jak bardzo ja go zawsze kochałam, i widziała, jak bardzo Harry mnie uszczęśliwił, więc się ucieszyła.
I wcale nigdy jakoś specjalnie nie ukrywała, że nie znosi Abernaty'iego. Przynajmniej nie musi się martwić, że Zielonooki to kameleon. On ma na każdy temat swoje zdanie.
I wcale nie obawia się to zdanie wyrażać, a już zwłaszcza kiedy to zdanie jest inne niż moje, bo wtedy zaczynamy się sprzeczać, a to prowadzi do.... No cóż, nastroju odpowiedniego do całowania.
I macie zespół zgodności tkankowej w całej okazałości......
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------
Ostatni imagin gotowy. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. *_* Jak widzicie pisałam w formie kartki z pamiętnika i myślę, że wyszło w miarę okey.
Buziole :*
czwartek, 30 kwietnia 2015
środa, 29 kwietnia 2015
Imagin dla Little Dark Angel/Niall
- O Jezuuuuuu! MMMMMAAAAAJJJJJOOOOORRRRRKKKKKAAAAA!!!!!!! - Zaczęłam drzeć się na cały regulator jak jakaś popaprana, ale w końcu to pierwsze wakacje bez rodziców.
Robin Hoover zawiezie nas na lotnisko swoją audicą. Ha! Nie muszę z moimi friends jechać autostopem..... Dzień zapowiada się coraz lepiej!!! Odlot za 3 godziny.
LOTNISKO
Kurde! Pamiętam, że kiedy Celine rezerwowała bilety w HappyPlane Airlanes, mówiłam jej:
- Słuchaj Celine, strasznie tanie są te bilety, co nie? Czy przypadkiem o tych liniach nie mówili w każdej możliwej stacji telewizyjnej? Podobno nieźli z nich oszuści, ciągle odwołują loty.... Chyba nie mamy zamiaru spędzić nocy na lotnisku?!
- Przestań Kinga! Czy ty zawsze musisz tak przynudzać?
- Mówię tylko, że bilety są tanie! Słuchaj ze zrozumieniem!
- No jasne, że są tanie! Firma potrzebuje pasażerów, kiedy na rynku, co chwile rośnie nowa konkurencja!
- Czyli uważasz, że nie będzie żadnych problemów z tym lotem? - Spytałam.
- Nie martw się Kinia! Wszystko będzie dobrze! - Zapewniała mnie Celine.
***
Dobrze? Siedzimy teraz na lotnisku, w cholernej restauracji i czekamy na nasz lot, który jest już opóźniony o 5 godzin!!! I nie mamy zielonego pojęcia ile jeszcze będziemy tu kwitnąć. Chyba, aż przekwitniemy....
Ostatnim razem, kiedy Demi zaczepiła jakiegoś pracownika tej dziwnej firmy, facet nie był pewny, o której ma odlecieć nasz samolot na Majorkę. Dodał jeszcze, że nie wie gdzie jest samolot i pilot! Jednym słowem; pięknie! Najlepszy początek wakacji w życiu!
Jest już 22, a jakichkolwiek wieści - BRAK!
Nie wierzę!!! Cuda istnieją! Godzina 5 rano, mamy pilota i samolot! Lecimy za pół godziny! Zaczęłam się znowu denerwować, ale zjawił się kolo w mundurze HappyPlane. Wyglądał na nieziemsko zmęczonego, bo właśnie przyleciał z Brukseli, ale zgodził się polecieć z nami na Majorkę! Słyszałam jak wspominał komuś z załogi, że potrzebuje kasy, a to, że jest to łatwa trasa, to włączy autopilota i pójdzie w kimono. Lecimy na śmierć......
MAJORKA
Żyję! Jestem cała i zdrowa no i stoję na gruncie. Słońce grzeje niemiłosiernie! Zadzwoniłam do mojego brata Zayna, żeby zdać mu całą relację z tego koszmarnego lotu.... Mimo wszystko na pewno nam zazdrości, bo przyleci tu dopiero za 2 dni z jakimś swoim kumplem, którego mamy poznać.
Jesteśmy na czwartym piętrze i mamy balkon z widokiem na basen! A przy basenie jest Dj i całe mnóstwo sexy facetów w kąpielówkach. Ha! Na jedną z nas wypada czterech. Nawet Demi od razu na to wpadła, chociaż żaden z niej geniusz.
Jest po godzinie 18, a Celine z Demi właśnie wróciły z supermarketu. Złożyłyśmy się po 25 funtów na zakupy. Celine kupiła chleb, mleko, owoce, warzywa, jajka, srajtaśmę, wodę, chipsy i pudełko czekoladowych płatek śniadaniowych. Demi..... Hm, ona to właściwe prócz kilku pudełek czekoladek i alkoholu nie kupiła nic....
Za pół godziny do naszego pokoju wpadł nasz rezydent Louis i widząc nas wsuwające czekoladki popijane alkoholem, rzekł bardzo poważnie:
- Nie wierzę..... Czuję się jak w niebie.....
Demi wsadziła głowę pod stół i udawała, że rzyga, a Celine zachichotała i prychnęła wódką.
- To co? Zobaczymy się jutro na spotkaniu zapoznawczym? - Ciągnął Lou.
- A o której? - Zapytała Demi, cały czas pod stołem.
- O 11.
Na te słowa, szybko wyciągnęła głowę spod stolika i powiedziała:
- Chyba cię porąbało! Jestem na wakacjach, a nie obozie harcerskim!
- A nie można później? - Zapytałam.
- Niestety nie.
Louis opuścił nasz apartament, a my popadłyśmy w dziwny rechot.....
2 DNI PÓŹNIEJ
Przedwczoraj było koszmarnie! Kiedy poszedł od nas Loui, my takie mądre udałyśmy się do baru i piłyśmy drinka jeden za drugim.... Dlatego wczoraj żadna z nas nie poszła na zebranie. Kac był wielki, a Celine rzygała chyba z 15 razy! Nie wiem co ona chlała..... Dzisiaj czujemy się już bardzo dobrze i przejdzie dzisiaj do mnie mój brat ze swoim kolegą. Demi już zapowiedziała, że jak będzie ładny to się za niego bierze... Nie ogarniam tej dziewczyny. Łapie się za każdego chłopaka i sypia z kim popadnie. Raz już nawet była w ciąży, ale poroniła.
- To co idziemy na plażę? - Zapytała Celine.
- A co z bratem Kingi i jego kolegą? - Spytała lekko zbulwersowana Demi.
- Pewnie, że idziemy! Przecież oni nie są małymi chłopcami, a ty, Demi dałabyś sobie spokój z facetami.
- Bo?
- Niedawno byłaś w ciąży!
Nie odpowiedziała, tylko zwiesiła głowę w dół....
Ubrałyśmy się w stroje kąpielowe i ruszyłyśmy na podbój plaży. Ludzi było całe mnóstwo, ale na szczęście znalazłyśmy miejsce nad przebieg morza. Rozłożyłyśmy ręczniki. Dziewczyny położyły się plackiem, a ja, która kocham pływać poszłam zaliczyć kąpiel w morzu śródziemnym. Woda była lazurowa, cieplutka, wprost wymorzona do kąpieli. Pływałam, pływałam, do momentu, aż usłyszałam wołanie:
- Ej! Ty tam! To twój? - Krzyczał chłopak z blond włosami, trzymający w ręku górę od mojego bikini.
Zanurkowałam pod wodę i podpłynęłam do niego.
- Tak to mój. Możesz mi go oddać?
- To go sobie weź. - Powiedział chichocząc się i podniósł rękę do góry, tak, ze miałam po niego skoczyć.
- Czy ty sobie żartujesz? - Zapytałam zasłaniając cycki.
- Nie. Niall jestem. - Wyciągnął rękę w moim kierunku.
- A ja Kinga. - Też podałam mu dłoń, ale po czasie skapnęłam się, że cel był zamierzony, bo jedną ręką cycków nie da rady zasłonić. - A teraz oddawaj mi stanik!
Bez słowa mi go wręczył. Założyłam go pod wodą i poprosiłam, żeby mi go zawiązał. Wyszliśmy na brzeg, gdzie ujrzałam mojego brata.
- Hej Kinia! Widzę, że już poznałaś mojego kolegę.
- To jest twój kolega?!
- Tak.
Reszta dnia zleciała nam bardzo miło, na takim słodkim leniuchowaniu. Wieczorem poszłam na basen już w stroju jednoczęściowym, a tam ni stąd ni zowąd pojawił się szczerzący od ucha do ucha Niall.
- Już nie w dwuczęściowym?
- Nie.
- A może by tak.....
Nie dokończył zdania i mnie, stojącą nad brzegiem basenu popchnął do wody.....
Niefortunnie, ale z pazurem...... Tak zaczęła się nasza znajomość 5 lat temu. Jesteśmy szczęśliwą parą, wystawianą kilka razy w roku na próby rozstania z powodu pracy Nialla. A dokładniej; na Majorce poznali się z naszym rezydentem Louisem i pewnego dnia podczas karaoke wyhaczył ich Simon Cowell kiedy to chłopcy śpiewali razem we trójkę, a juror X Factora przechodził koło kafejki. Wróciliśmy do Anglii. Poznali tam Liama i Harrego, również z wielkim talentem muzycznym. Zaprezentowali się w piątkę Simonowi i sukcesywnie małymi kroczkami stawali się najlepszym zespołem brytyjskim na świecie.....
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
--------------------------
Imagin gotowy i mam nadzieję, że ujdzie :)
Kolejny i ostatni już imagin dla Hopeless już się pisze, ale pojawi się dzisiaj późnym wieczorem, albo jutro rano, bo jadę do lekarza.
Pozdrowionka ^_^
Robin Hoover zawiezie nas na lotnisko swoją audicą. Ha! Nie muszę z moimi friends jechać autostopem..... Dzień zapowiada się coraz lepiej!!! Odlot za 3 godziny.
LOTNISKO
Kurde! Pamiętam, że kiedy Celine rezerwowała bilety w HappyPlane Airlanes, mówiłam jej:
- Słuchaj Celine, strasznie tanie są te bilety, co nie? Czy przypadkiem o tych liniach nie mówili w każdej możliwej stacji telewizyjnej? Podobno nieźli z nich oszuści, ciągle odwołują loty.... Chyba nie mamy zamiaru spędzić nocy na lotnisku?!
- Przestań Kinga! Czy ty zawsze musisz tak przynudzać?
- Mówię tylko, że bilety są tanie! Słuchaj ze zrozumieniem!
- No jasne, że są tanie! Firma potrzebuje pasażerów, kiedy na rynku, co chwile rośnie nowa konkurencja!
- Czyli uważasz, że nie będzie żadnych problemów z tym lotem? - Spytałam.
- Nie martw się Kinia! Wszystko będzie dobrze! - Zapewniała mnie Celine.
***
Dobrze? Siedzimy teraz na lotnisku, w cholernej restauracji i czekamy na nasz lot, który jest już opóźniony o 5 godzin!!! I nie mamy zielonego pojęcia ile jeszcze będziemy tu kwitnąć. Chyba, aż przekwitniemy....
Ostatnim razem, kiedy Demi zaczepiła jakiegoś pracownika tej dziwnej firmy, facet nie był pewny, o której ma odlecieć nasz samolot na Majorkę. Dodał jeszcze, że nie wie gdzie jest samolot i pilot! Jednym słowem; pięknie! Najlepszy początek wakacji w życiu!
Jest już 22, a jakichkolwiek wieści - BRAK!
Nie wierzę!!! Cuda istnieją! Godzina 5 rano, mamy pilota i samolot! Lecimy za pół godziny! Zaczęłam się znowu denerwować, ale zjawił się kolo w mundurze HappyPlane. Wyglądał na nieziemsko zmęczonego, bo właśnie przyleciał z Brukseli, ale zgodził się polecieć z nami na Majorkę! Słyszałam jak wspominał komuś z załogi, że potrzebuje kasy, a to, że jest to łatwa trasa, to włączy autopilota i pójdzie w kimono. Lecimy na śmierć......
MAJORKA
Żyję! Jestem cała i zdrowa no i stoję na gruncie. Słońce grzeje niemiłosiernie! Zadzwoniłam do mojego brata Zayna, żeby zdać mu całą relację z tego koszmarnego lotu.... Mimo wszystko na pewno nam zazdrości, bo przyleci tu dopiero za 2 dni z jakimś swoim kumplem, którego mamy poznać.
Jesteśmy na czwartym piętrze i mamy balkon z widokiem na basen! A przy basenie jest Dj i całe mnóstwo sexy facetów w kąpielówkach. Ha! Na jedną z nas wypada czterech. Nawet Demi od razu na to wpadła, chociaż żaden z niej geniusz.
Jest po godzinie 18, a Celine z Demi właśnie wróciły z supermarketu. Złożyłyśmy się po 25 funtów na zakupy. Celine kupiła chleb, mleko, owoce, warzywa, jajka, srajtaśmę, wodę, chipsy i pudełko czekoladowych płatek śniadaniowych. Demi..... Hm, ona to właściwe prócz kilku pudełek czekoladek i alkoholu nie kupiła nic....
Za pół godziny do naszego pokoju wpadł nasz rezydent Louis i widząc nas wsuwające czekoladki popijane alkoholem, rzekł bardzo poważnie:
- Nie wierzę..... Czuję się jak w niebie.....
Demi wsadziła głowę pod stół i udawała, że rzyga, a Celine zachichotała i prychnęła wódką.
- To co? Zobaczymy się jutro na spotkaniu zapoznawczym? - Ciągnął Lou.
- A o której? - Zapytała Demi, cały czas pod stołem.
- O 11.
Na te słowa, szybko wyciągnęła głowę spod stolika i powiedziała:
- Chyba cię porąbało! Jestem na wakacjach, a nie obozie harcerskim!
- A nie można później? - Zapytałam.
- Niestety nie.
Louis opuścił nasz apartament, a my popadłyśmy w dziwny rechot.....
2 DNI PÓŹNIEJ
Przedwczoraj było koszmarnie! Kiedy poszedł od nas Loui, my takie mądre udałyśmy się do baru i piłyśmy drinka jeden za drugim.... Dlatego wczoraj żadna z nas nie poszła na zebranie. Kac był wielki, a Celine rzygała chyba z 15 razy! Nie wiem co ona chlała..... Dzisiaj czujemy się już bardzo dobrze i przejdzie dzisiaj do mnie mój brat ze swoim kolegą. Demi już zapowiedziała, że jak będzie ładny to się za niego bierze... Nie ogarniam tej dziewczyny. Łapie się za każdego chłopaka i sypia z kim popadnie. Raz już nawet była w ciąży, ale poroniła.
- To co idziemy na plażę? - Zapytała Celine.
- A co z bratem Kingi i jego kolegą? - Spytała lekko zbulwersowana Demi.
- Pewnie, że idziemy! Przecież oni nie są małymi chłopcami, a ty, Demi dałabyś sobie spokój z facetami.
- Bo?
- Niedawno byłaś w ciąży!
Nie odpowiedziała, tylko zwiesiła głowę w dół....
Ubrałyśmy się w stroje kąpielowe i ruszyłyśmy na podbój plaży. Ludzi było całe mnóstwo, ale na szczęście znalazłyśmy miejsce nad przebieg morza. Rozłożyłyśmy ręczniki. Dziewczyny położyły się plackiem, a ja, która kocham pływać poszłam zaliczyć kąpiel w morzu śródziemnym. Woda była lazurowa, cieplutka, wprost wymorzona do kąpieli. Pływałam, pływałam, do momentu, aż usłyszałam wołanie:
- Ej! Ty tam! To twój? - Krzyczał chłopak z blond włosami, trzymający w ręku górę od mojego bikini.
Zanurkowałam pod wodę i podpłynęłam do niego.
- Tak to mój. Możesz mi go oddać?
- To go sobie weź. - Powiedział chichocząc się i podniósł rękę do góry, tak, ze miałam po niego skoczyć.
- Czy ty sobie żartujesz? - Zapytałam zasłaniając cycki.
- Nie. Niall jestem. - Wyciągnął rękę w moim kierunku.
- A ja Kinga. - Też podałam mu dłoń, ale po czasie skapnęłam się, że cel był zamierzony, bo jedną ręką cycków nie da rady zasłonić. - A teraz oddawaj mi stanik!
Bez słowa mi go wręczył. Założyłam go pod wodą i poprosiłam, żeby mi go zawiązał. Wyszliśmy na brzeg, gdzie ujrzałam mojego brata.
- Hej Kinia! Widzę, że już poznałaś mojego kolegę.
- To jest twój kolega?!
- Tak.
Reszta dnia zleciała nam bardzo miło, na takim słodkim leniuchowaniu. Wieczorem poszłam na basen już w stroju jednoczęściowym, a tam ni stąd ni zowąd pojawił się szczerzący od ucha do ucha Niall.
- Już nie w dwuczęściowym?
- Nie.
- A może by tak.....
Nie dokończył zdania i mnie, stojącą nad brzegiem basenu popchnął do wody.....
Niefortunnie, ale z pazurem...... Tak zaczęła się nasza znajomość 5 lat temu. Jesteśmy szczęśliwą parą, wystawianą kilka razy w roku na próby rozstania z powodu pracy Nialla. A dokładniej; na Majorce poznali się z naszym rezydentem Louisem i pewnego dnia podczas karaoke wyhaczył ich Simon Cowell kiedy to chłopcy śpiewali razem we trójkę, a juror X Factora przechodził koło kafejki. Wróciliśmy do Anglii. Poznali tam Liama i Harrego, również z wielkim talentem muzycznym. Zaprezentowali się w piątkę Simonowi i sukcesywnie małymi kroczkami stawali się najlepszym zespołem brytyjskim na świecie.....
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
--------------------------
Imagin gotowy i mam nadzieję, że ujdzie :)
Kolejny i ostatni już imagin dla Hopeless już się pisze, ale pojawi się dzisiaj późnym wieczorem, albo jutro rano, bo jadę do lekarza.
Pozdrowionka ^_^
wtorek, 28 kwietnia 2015
Imagin dla Ewy Tomlinson/Louis
Jesteśmy w Kalifornii nad jednym ze słonecznych wybrzeży, nad którym znajduje się moja willa z widokiem na cudnie błękitny ocean.
Nazywam się Ewa i od 10 lat mieszkam właśnie tutaj. Jestem agentką nieruchomości luksusowych posiadłości nad całym zachodnim brzegiem USA . Pracuję w domu. Do biura w LA jeżdżę raz na miesiąc w celu odebrania czeku z moimi pieniędzmi. Czy moja praca jest ciężka? Wbrew pozorom, jeśli masz w sobie to coś i potrafisz przekonywać ludzi to wszystko jest łatwe, nie ma w tym żadnej filozofii. Mogę jeszcze powiedzieć, że mam bardzo dużo wolnego czasu, który poświęcam na podróżowanie i pieczenie różnych słodkich przysmaków. Jestem milionerką, a dzisiaj mój los znów zostanie odmieniony i to na dobre......
- Tak, słucham?
- Cześć Ewa. Dzwonię z biura szefa, bo go dzisiaj zastępuję. - Powiedział Edward.
- Cześć. A co się stało, że go nie ma?
- Aaa, poleciał do Waszyngtonu załatwić jakieś sprawy.
- Aha.
- Słuchaj. Dzwonię do ciebie, bo masz na dzisiaj zlecenie.
- Tak? Mów dalej.
- Pamiętasz tą willę w Malibu, której nie kupiło to starsze małżeństwo?
- No tak.
- No, to właśnie znalazł się dzisiaj nowy kupiec i w związku z tym, podjedź zaraz do mnie, do biura, dam ci dokumenty.
- Ale ja mam dokumenty od tego domu.
- Tak wiem, ale weszła nowa ustawa i pozmieniały się akty na papierach, które masz u siebie.
- Ok. To będę za pół godziny.
Ubrałam się w krótkie spodenki, sandały rzymianki i T-shirt z nadrukiem wieży Eiffla. Zamknęłam chałupę na klucz i pojechałam moim Mitsubishi do agencji nieruchomości.
***
Po odebraniu wszystkich dokumentów, pełna nadziei, że sprzedam ten dom, ruszyłam do Malibu.
Pogoda była dzisiaj przepiękna (zresztą jak zawsze w tym rejonie). Wzdłuż drogi palmy, a po lewej stronie przejrzysty ocean.
Wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer mojego dobrego kumpla Stevena.
- Hej Steven!
- Hej Ewa! Stało się coś?
- Czy muszę dzwonić do ciebie wtedy jak coś się stanie?
- No nie.
- Więc, jadę teraz do Malibu bo mam potencjalnego kupca na willę i tak się zastanawiam, czy nie pomógłbyś mi kupić nowy samochód?
- Ok, ale Mitsubishi jeszcze jest sprawne i na chodzie.
- No tak, ale stare. Ma trzy lata...
- Chcesz wymienić trzyletni samochód?! Oszalałaś?!
- Nie, a czemu? Sprzedam Mitsubishi póki nie straciło tak mocno na swojej wartości, a z wielką chęcią powoziłabym się teraz Mustangiem albo Ferrari....
- You're crazy!
- Wiem, wiem.... To co, pomożesz mi?
- Ok. To jak uda ci się sprzedać dom, daj znać i umówimy się na jakiś termin.
- Nie ma sprawy.
Wjechałam do Malibu, a tam korki już od początku i teraz zadanie za 100 pkt. Jak przedostać się na drugi kraniec, a w zasadzie na obrzeża miasta w ciągu 30 min?
Denerwowałam się, bo czasu coraz mniej, korek coraz większy i dodatkowo kilka zamkniętych ulic. Byłam ciekawa dlaczego, do póki nie spojrzałam na wyrąbany na pół wieżowca plakat informujący o dzisiejszym koncercie One Direction...
- Ja pierdolę! Pieprzony koncert! Przez niego spóźnię się do klienta! - Zaczęłam drzeć się sama do siebie.
- Fuck! Jeszcze klimatyzacja się popsuła! Niech ja tylko spotkam któregoś z nich!
Stojąc w korku, wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do Edwarda, w celu poinformowania go, że nie dojadę na czas. Szczęście w nieszczęściu powiedział, że on również miał do mnie dzwonić z informacją, że klient spóźni się dwie godziny. Z jednej strony ulga, ale z drugiej? Co ja będę robić przez godzinę na posesji? No nic. Jakoś zorganizuję sobie czas.....
***
Jestem na miejscu od godziny. Potencjalny klient powinien być już na miejscu i powinnam go co najmniej oprowadzać po posiadłości. Usiadłam sobie przed domem na tarasie, gdy usłyszałam burczenie Bentleya. Uradowana, że wreszcie przyjechał wzięłam dokumenty i podeszłam do samochodu.
- Dzień dobry! Nazywam się Louis Tomlinson.
- Dzień dobry! Wiem jak się pan nazywa, bo przez dzisiejszy koncert ulice są zablokowane i korki większe niż zwykle.... - Wypaliłam sarkastycznie, a ten gapił się na mnie jak na idiotkę.
- Przepraszam panią.
- Nie ma mnie pan za co przepraszać. Po prostu byłam zła, bo dość, że korki i żar lejący się z nieba to popsuła mi się klimatyzacja...
- Rozumiem...
- Zapraszam pana za mną. Dokonam prezentacji domu.
GODZINA PÓŹNIEJ
- Przyznam, że dom bardzo mi się podoba i jak dla mnie jest w idealnej lokalizacji. - Rzekł Louis.
- Tak to prawda.
- Ile mam czasu na zastanowienie?
- Z reguły 2 tygodnie.
- A cena to 15 milionów?
- Tak.
- Wybaczy mi pani, ale dziwnie się czuję, mówiąc do pani..... Mówmy sobie po imieniu, bo chyba łączy nas ten sam wiek.
- Dobrze. Nazywam się Ewa.
- A ja Lou. Miło mi.
- To ile czasu potrzebujesz na ostateczną decyzję?
- A na kiedy mogę spodziewać się umowy?
- Wow! Jakiż ty szybki! Umowa będzie gotowa na jutro.
- To świetnie! Jeśli chcesz to przyjdź dzisiaj na nasz koncert. - Powiedział i wręczył mi bilet do strefy VIP.
Nie chcę nic mówić, ale poznaliśmy się dopiero dzisiaj, koncert zaczyna się za pół godziny, a Lou zamiast przygotować się do występu z chłopcami to całuje mnie i mówi, zaraz i zaraz......
-----------------------------------------------------------------------------------
-------------------
Mam nadzieję, że ci się spodoba :*
Mam też małą prośbę do Little Dark Angel i Hopeless, abyście napisały mi jak macie na imię, bo piszę imaginy według kolejności i kolejka teraz wypada na Was, a nie wiem jak macie na imię. Nie chcę strzelać na chybił trafił, bo może się okazać, że wybrałam niewłaściwe.
sobota, 25 kwietnia 2015
Imagin dla dos/Zayn
Nowy York, godzina 7 rano, 1 godzina do mojej pierwszej rozmowy kwalifikacyjnej.
- Boję się Rose.
- Przestań Dorota! Czego ty się boisz? Skończyłaś ekonomię i idziesz na rozmowę na Wall Street. Czego chcieć więcej?
- Łatwo ci mówić...
- Bardzo śmieszne... To nie ty pracujesz w redakcji Vogue'a....
- No tak. Ale ty jesteś rodowitą Amerykanką. A ja? Zwykła dziewczyna z Włoch z polskimi korzeniami, mieszkającą w Nowym Yorku... Mieszanka narodowa po zbóju.
- Nie przeżywaj! W tej chwili idziesz się ubrać w garsonkę i zasuwasz do biura!
- Ale...
- Ale bez gadania!
No cóż... Westchnęłam i w wielkim stresie zamówiłam taksówkę na tą jakże popularną biznesową ulicę. Nowy York w rannych godzinach... Po prosty masakra. Korki kilometrowe, nawet na autostradzie mimo, że mają dziesięciopasmówki. Zastanawia mnie jak tutejsi ludzie zdali test na prawo jazdy. Tu nie ma dobrze gdzie rowerem jechać, a już nie wspominając o samochodzie... Aaaa, mniejsza z ruchem drogowym! Zachciało mi się pracy w potężnej korporacji z poważnymi ludźmi, a ja do tego towarzystwa kompletnie się nie nadaję.... Ale z drugiej strony, mieć na CV chociażby staż w tej firmie, to potem wszyscy będą chcieli mnie zatrudnić. No nic, dam radę. Nie po to mieszkam w tak dużej metropolii, by pracować w jakimś za przeproszeniem, gównie.
Taksówkarz podjechał pod wyznaczony adres, a moje oczy utkwiły w wysokim budynku, całym szklanym, o idealnie wyprofilowanej formie. Wzięłam głęboki oddech, wyszłam z taksówki i ruszyłam w stronę wejścia. Nacisnęłam na klamkę, a moim oczom ukazało się wnętrze, bardzo chłodne, w klimacie skandynawskim z elementami stylu dominującego w Wielkiej Brytanii. Powiem szczerze, że było to bardzo trafne połączenie, chociaż bardzo odważne. Osobiście nie zdecydowałabym się na taki wystrój.
- Pani Bousiq? Halo? Mówię do pani. - Powiedziała wysoka brunetka, z pewnością sekretarka.
- Tak, słucham. Aaa, tak to ja.
Zmierzyła mnie swoim surowym wzrokiem i kazała wypełnić dokumenty dotyczące rekrutacji na stażystkę prezesa firmy. Bez wahania zrobiłam to co do mnie należy i ruszyłam za brunetką do windy ze stali nierdzewnej. Kurczę! Czułam się jak szprotka w puszcze z sosem pomidorowym.....
Kiedy winda zatrzymała się na ostatnim piętrze, gdzie było biuro prezesa firmy, podeszłam do solidnych drzwi i zapukałam.....
- Proszę. - Usłyszałam.
Weszłam do biura, gdzie przy oknie, tyłem do mnie stał Guru tej korporacji.
- Witam panią Bousiq, jeśli się nie mylę.
- Tak. Nazywam się Dorota Bouisq.
Na te słowa odwrócił się, a ja zobaczyłam jego bujną fryzurę, brązowe oczy i jego umięśnioną sylwetkę w czarnym garniturze z pewnością od Armaniego...
- Proszę, niech pani usiądzie.
- Dziękuję.
- Więc, ma pani 25 lat, ukończyła pani uniwersytet ekonomiczny i jeszcze nigdzie nie pani nie pracowała.
- Dokładnie.
- To skąd pomysł, aby odbyć staż akurat w mojej firmie.
- Panie prezesie. Jeśli mogę się tak wyrazić, to chcę skoczyć na głęboką wodę. Im trudniej na start, tym łatwiej na później.
- Hmmm. Ciekawa interpretacja, ale podoba mi się. Chcę cię jutro rano widzieć w pracy.
2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ
- Pani Bousiq! - Usłyszałam wołanie prezesa.
- Tak?
- Proszę niech pani usiądzie na sofie.
Usiadłam, a on do mnie podszedł wyciągnął ręce z kieszeni i pogładził mnie po twarzy. Miał tak delikatne ręce, a garnitur przesiąknięty był zapachem od Calvina Kleina "Euphoria". Znałam ten zapach doskonale.... Zawsze się nim pryskał....
- Pracujesz tu już dwa miesiące w związku tym, proponuję, abyśmy mówili sobie po imieniu. Jestem Zayn.
- Dorota. Miło mi.
- No to co, Dorota. Awans?
- Co? Ja?
- Mhm.
Usiadł koło mnie. Powiem szczerze, że zakochałam się w tym brunecie od pierwszego wejrzenia. Nie wiedziałam co w nim takiego było.... To, że Malik grał niedostępnego, a zarazem przyjaznego gościa? A może jednak pieniądze? Nie, nie to na pewno nie pieniądze... To coś innego, coś co sprawiło, że Zayn Malik, biznesmen z Wall Street jest tym jedynym....
Złapał mój podbródek i delikatnie nachylił się w moją stroną, prawie mnie pocałował, ale wparował jego bliski przyjaciel Liam ze swoją żoną Sophią. Odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni i szybko wyszłam z biura nie zwracając uwagi na nikogo...
Przez ostatnie 5 godzin, w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy.... Mi jak i jemu było potwornie głupio....
***
Wróciłam do domu. Mojej współlokatorki niestety nie było. Zostawiła mi kartkę , że wybrała się ze swoim chłopakiem Jamesem na kolację, a obiad mam w lodówce....
- Kolejny raz sama. - Burknęłam sama do siebie pod nosem.
Przebrałam się z oficjalnych ciuchów w dresy, związałam włosy w niedbały kok, włączyłam telewizor i usiadłam po turecku na kanapie, zabierając się do jedzenia, lecz usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam i poszłam je otworzyć. Nie zaglądałam w judasza, bo myślałam, że może wróciła Rose, ale.... No właśnie, ale! Otworzyłam drzwi i dzonk!
- Hej Dosia! Przepraszam, że tak głupio dzisiaj wyszło z Liamem. - Powiedział Zayn.
- Nie, nic nie szkodzi. To ja przepraszam. Nie powinnam.
- Mogę wejść?
- Aaa tak, proszę.
Wszedł, a ja szłam w stronę mojego obiadu, gdy złapał mnie w talii i pocałował w szyję.....
-----------------------------------------------------------------------------------
--------------------
Kolejny imagin. Mam nadzieję, że ujdzie....
- Boję się Rose.
- Przestań Dorota! Czego ty się boisz? Skończyłaś ekonomię i idziesz na rozmowę na Wall Street. Czego chcieć więcej?
- Łatwo ci mówić...
- Bardzo śmieszne... To nie ty pracujesz w redakcji Vogue'a....
- No tak. Ale ty jesteś rodowitą Amerykanką. A ja? Zwykła dziewczyna z Włoch z polskimi korzeniami, mieszkającą w Nowym Yorku... Mieszanka narodowa po zbóju.
- Nie przeżywaj! W tej chwili idziesz się ubrać w garsonkę i zasuwasz do biura!
- Ale...
- Ale bez gadania!
No cóż... Westchnęłam i w wielkim stresie zamówiłam taksówkę na tą jakże popularną biznesową ulicę. Nowy York w rannych godzinach... Po prosty masakra. Korki kilometrowe, nawet na autostradzie mimo, że mają dziesięciopasmówki. Zastanawia mnie jak tutejsi ludzie zdali test na prawo jazdy. Tu nie ma dobrze gdzie rowerem jechać, a już nie wspominając o samochodzie... Aaaa, mniejsza z ruchem drogowym! Zachciało mi się pracy w potężnej korporacji z poważnymi ludźmi, a ja do tego towarzystwa kompletnie się nie nadaję.... Ale z drugiej strony, mieć na CV chociażby staż w tej firmie, to potem wszyscy będą chcieli mnie zatrudnić. No nic, dam radę. Nie po to mieszkam w tak dużej metropolii, by pracować w jakimś za przeproszeniem, gównie.
Taksówkarz podjechał pod wyznaczony adres, a moje oczy utkwiły w wysokim budynku, całym szklanym, o idealnie wyprofilowanej formie. Wzięłam głęboki oddech, wyszłam z taksówki i ruszyłam w stronę wejścia. Nacisnęłam na klamkę, a moim oczom ukazało się wnętrze, bardzo chłodne, w klimacie skandynawskim z elementami stylu dominującego w Wielkiej Brytanii. Powiem szczerze, że było to bardzo trafne połączenie, chociaż bardzo odważne. Osobiście nie zdecydowałabym się na taki wystrój.
- Pani Bousiq? Halo? Mówię do pani. - Powiedziała wysoka brunetka, z pewnością sekretarka.
- Tak, słucham. Aaa, tak to ja.
Zmierzyła mnie swoim surowym wzrokiem i kazała wypełnić dokumenty dotyczące rekrutacji na stażystkę prezesa firmy. Bez wahania zrobiłam to co do mnie należy i ruszyłam za brunetką do windy ze stali nierdzewnej. Kurczę! Czułam się jak szprotka w puszcze z sosem pomidorowym.....
Kiedy winda zatrzymała się na ostatnim piętrze, gdzie było biuro prezesa firmy, podeszłam do solidnych drzwi i zapukałam.....
- Proszę. - Usłyszałam.
Weszłam do biura, gdzie przy oknie, tyłem do mnie stał Guru tej korporacji.
- Witam panią Bousiq, jeśli się nie mylę.
- Tak. Nazywam się Dorota Bouisq.
Na te słowa odwrócił się, a ja zobaczyłam jego bujną fryzurę, brązowe oczy i jego umięśnioną sylwetkę w czarnym garniturze z pewnością od Armaniego...
- Proszę, niech pani usiądzie.
- Dziękuję.
- Więc, ma pani 25 lat, ukończyła pani uniwersytet ekonomiczny i jeszcze nigdzie nie pani nie pracowała.
- Dokładnie.
- To skąd pomysł, aby odbyć staż akurat w mojej firmie.
- Panie prezesie. Jeśli mogę się tak wyrazić, to chcę skoczyć na głęboką wodę. Im trudniej na start, tym łatwiej na później.
- Hmmm. Ciekawa interpretacja, ale podoba mi się. Chcę cię jutro rano widzieć w pracy.
2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ
- Pani Bousiq! - Usłyszałam wołanie prezesa.
- Tak?
- Proszę niech pani usiądzie na sofie.
Usiadłam, a on do mnie podszedł wyciągnął ręce z kieszeni i pogładził mnie po twarzy. Miał tak delikatne ręce, a garnitur przesiąknięty był zapachem od Calvina Kleina "Euphoria". Znałam ten zapach doskonale.... Zawsze się nim pryskał....
- Pracujesz tu już dwa miesiące w związku tym, proponuję, abyśmy mówili sobie po imieniu. Jestem Zayn.
- Dorota. Miło mi.
- No to co, Dorota. Awans?
- Co? Ja?
- Mhm.
Usiadł koło mnie. Powiem szczerze, że zakochałam się w tym brunecie od pierwszego wejrzenia. Nie wiedziałam co w nim takiego było.... To, że Malik grał niedostępnego, a zarazem przyjaznego gościa? A może jednak pieniądze? Nie, nie to na pewno nie pieniądze... To coś innego, coś co sprawiło, że Zayn Malik, biznesmen z Wall Street jest tym jedynym....
Złapał mój podbródek i delikatnie nachylił się w moją stroną, prawie mnie pocałował, ale wparował jego bliski przyjaciel Liam ze swoją żoną Sophią. Odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni i szybko wyszłam z biura nie zwracając uwagi na nikogo...
Przez ostatnie 5 godzin, w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy.... Mi jak i jemu było potwornie głupio....
***
Wróciłam do domu. Mojej współlokatorki niestety nie było. Zostawiła mi kartkę , że wybrała się ze swoim chłopakiem Jamesem na kolację, a obiad mam w lodówce....
- Kolejny raz sama. - Burknęłam sama do siebie pod nosem.
Przebrałam się z oficjalnych ciuchów w dresy, związałam włosy w niedbały kok, włączyłam telewizor i usiadłam po turecku na kanapie, zabierając się do jedzenia, lecz usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam i poszłam je otworzyć. Nie zaglądałam w judasza, bo myślałam, że może wróciła Rose, ale.... No właśnie, ale! Otworzyłam drzwi i dzonk!
- Hej Dosia! Przepraszam, że tak głupio dzisiaj wyszło z Liamem. - Powiedział Zayn.
- Nie, nic nie szkodzi. To ja przepraszam. Nie powinnam.
- Mogę wejść?
- Aaa tak, proszę.
Wszedł, a ja szłam w stronę mojego obiadu, gdy złapał mnie w talii i pocałował w szyję.....
-----------------------------------------------------------------------------------
--------------------
Kolejny imagin. Mam nadzieję, że ujdzie....
piątek, 24 kwietnia 2015
Imagin dla I Hate You I Hate You/ Louis
-Mmmmaaaaammmmooooooo! - Powiedziałam przeciągle.
- Gosia, jeszcze minutka.
- Żadna minutka mamo! Przyjechałaś tu ze mną, by pomóc mi wybrać nowy wystrój do restauracji, a nie szukać dupereli do ozdoby domu!
- Ale skoro tu już jesteśmy to czemu by nie skorzystać?
- Do jasnej ciasnej! Mamo!
- Dobra już dobra..... Idę już.
No to teraz czas na wyjaśnienia. Nazywam się Małgorzata i mam 19 lat. Od dziecka marzyłam o wielkich pieniądzach i życiu w branży własnego biznesu. I tak też, od dwóch lat z wielkim sukcesem prowadzę restaurację w Cannes, do którego zawsze przyjeżdża nawał osobistości i to sprawiło, że obracam się w świecie show biznesu, a Rihannę mogę nazwać moją najlepszą przyjaciółką. Do "zakleszczenia" się w tej branży namówiła mnie przyjaciółka z Polski, bo właśnie z tego kraju pochodzę. I wyszło to całkiem przez przypadek, kiedy rozmawiałyśmy przez Skypa o naszych marzeniach. Zawsze pragnęłyśmy mieć wspólny biznes i mieszkać za granicą, lecz suma sumaru, wszystko potoczyło się inaczej. Ona wyjechała najpierw do Anglii, tam ukończyła Oxford, a później na stałe wyemigrowała do USA. Założyła tam firmę, która bardzo dobrze prosperuje i jest jedną z najbardziej dochodowych firm w całej Ameryce Północnej. Później poznała tam swojego męża, Amerykanina i biznesmena z równie dobrze dochodową firmą. A ja wyjechałam na południe Francji, nad cudownie skąpane w słońcu Lazurowe Wybrzeże. Założyłam tu restaurację, która uchodzi za jedną z najbardziej renomowanych placówek tego otoczenia, bo mogę się poszczycić dwoma gwiazdkami Michelin, co jest nie spotykane po dwóch latach prowadzenia własnej działalności gastronomicznej i w dodatku w tak młodym wieku.....
- Gautier, musisz mi pomóc zmienić wystrój restauracji przed dzisiejszą kolacją!
- Oczywiście! Zaraz zabieram się do pracy.
- Ale najpierw pojedź do sklepu meblowego w Antibes i powiedz, że część produktów zabierzesz ty, a część mają przywieść oni i to natychmiast, bo coraz mniej czasu.
- Już się robi!
Gautier to mój dobry przyjaciel, a zarazem najlepszy menadżer jakiego kiedykolwiek mogłam sobie wymarzyć! I może dziwi was to, dlaczego zmieniam wystrój po zaledwie dwóch latach prowadzenia restauracji...... Po pierwsze, kobieta zmienną jest, a po drugie mamy maj, czyli okres rozdania francuskich Oskarów, czyli Złotych Palm, a za tym idzie mnóstwo gwiazd, nie tylko filmowych, ale również muzycznych.....
***
- Przesuń ten stolik w tę stronę. - Powiedziałam.
- Tak? - Zapytał niepewnie Gautier.
- Tak. Teraz jest perfect. Nakryj jeszcze stoliki, daj zastawę i do 20 jesteś wolny, a ja idę przygotować razem z Jauclean podstawy do dzisiejszej kolacji. Aha! I w razie czego postaw na ladzie menu ze złotą obwódką.
- To menu na specjalnie okazje?
- Tak.
***
- Crème brûlée zrób teraz droga Jauclean, bo jakby nie patrząc to ten deser potrzebuje "posiedzieć" w lodówce.
- Tak jest szefie!
- Dobrze, że się rozumiemy. Tylko nie spartol mi tego kremu, tak jak kiedyś!
- Oczywiście!
- Zostawiam ci wolną rękę, a ja idę do domu, przyszykować się na dzisiaj.
- Dobrze pani Małgosiu!
I w rzeczy samej, pomijając przyjazd mamy i zmianę wystroju to każdy dzień wyglądał prawie tak samo.....
Wracając z restauracji do mojego mieszkania, zawsze przechodzę koło tej równie słynnej alei gwiazd jak w Hollywood, nie biorąc pod uwagę teraźniejszego tygodnia, gdzie budynek, w którym są rozdawane nagrody jak i aleja są ogrodzone.....
- Hej mamo! Wróciłam!
- Cześć! Jak tam w pracy?
- Bardzo dobrze. Wszystko przyszykowane. Idę się ogarnąć, ładnie ubrać i wracam z powrotem. Jak chcesz to możesz iść ze mną.
- Co? Ja?
- A widzisz tu jakąś inną mamę?
- No nie.
- Więc?
- Pewnie, że idę! Pytasz się.....
- To się zbieraj.
Po dwóch godzinach intensywnych przygotowań na dzisiejszy wieczór byłyśmy gotowe. Ubrałam się w czarne szpilki, dżinsową, krótką spódniczkę i miętowy top. Do całości dołożyłam długi wisior i kolczyki do kompletu. Włosy rozpuściłam, a oczy zaznaczyłam mocnym makijażem. Wzięłam z mojego domowego biura kilka dokumentów, zamknęłam mieszkanie i ruszyłyśmy w stronę restauracji. Miałyśmy dokładnie godzinę do samej imprezy.
- O wow! Gosia! Jak pięknie tu teraz....
- Dzięki mamo. Usiądź sobie, a ja idę zrobić ostatnie poprawki.
Chodziłam od kąta do kąta i sprawdzałam wszystko ino Perfekcyjna Pani Domu. Kiedy stwierdziłam, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik usiadłam na chwilę, by jeszcze raz na wszelki wypadek przejrzeć listę gości. Wertowałam kartki i analizowałam, do czasu gdy mój wzrok zatrzymał się na literze L i imieniu Louis Tomlinson. Powiem szczerze, że chwilowo zagotowałam się, bo wiedziałam jaki z niego był dupek.... Kiedyś chodził z moją kuzynką Nikol, którą zdradził na weselu jej koleżanki z jakąś laską...... Ale nic. Przecież nie wyrzucę go za drzwi. Lekko podenerwowana otworzyłam drzwi i czekałam na gości. Jak zawsze pierwszy zjawił się Leonardo DiCaprio z nową dziewczyną. Kiedy on w końcu się uszatkuje? Za nim wszedł Robert Deniro potem Demi Moore i inni. Sala była już prawie zapełniona... Prawie, bo brakowało Tomlinsona, który uwielbiał przychodzić po czasie..... Powiem szczerze, że miałam go głęboko w czterech literach........, aż w końcu się zjawił. Podeszłam do drzwi i zmierzyłam go wzrokiem, a tego jakby wgięło w podłogę.
- Gggooosssiiiiaaaaaa?! To ty?!
- Nie. Święty Mikołaj.... - Powiedziałam i przewróciłam oczami. - Co tak stoisz jak słup soli? Chodź do stolika, bo tylko twoje miejsce jest wolne.
- Ty też jesteś gościem tej kolacji?
Na jego słowa obróciłam się na pięcie i szorstkim głosem powiedziałam:
- To moja restauracja....
Nic nie odpowiedział, chyba zrobiło mu się głupio, bo bez żadnego udzielania głosu zajął swoje miejsce i w ciszy zajął się przeżuwaniem przystawki.....
Kiedy kolacja dobiegła końca, a ja pożegnałam się ze wszystkimi (oprócz Louisa, który dla odmiany wyszedł przed czasem, a po nim moja mama, której się nudziło). Zamknęłam lokal i poszłam do domu. Wracałam plażą. Zatrzymałam się na chwilę, usiadłam na piasku i nawet nie zauważyłam, że 5 m dalej siedział Lou..... Wyciągnęłam moje fajki z torebki i zaczęłam palić. Tomlinson podszedł do mnie i powiedział:
- Ładną masz restaurację.
- Dzięki. - Rzekłam oschle.
- Co tam u Nikoli słychać?
- Po tym wszystkim ty masz jeszcze czelność pytać co u Nikol?! Chyba cię porąbało do reszty!
- ..........
- Mowę ci odjęło?! Przecież od zawsze to ty byłeś duszą towarzystwa!
Wkurzyłam się. Zgasiłam papierosa, wstałam z plaży i ruszyłam przed siebie, gdy Louis złapał mnie za rękę. Patrzył się w moje oczy....
- Ja to zrobiłem, bo ja kochałem ciebie a nie Nikol.... Myślałem, że dzięki niej zbliżę cię do ciebie. Dlatego ją zdradziłem by być wolny..... Potem ty wyjechałaś, nawet nie wiem gdzie, aż do dzisiaj....
Popatrzyłam się w stronę morza, chciałam się wyrwać, ale on mnie pocałował! Pocałował mnie na tle morza, wokół nas były palmy, a na niebie księżyc.... Był to najbardziej romantyczny pocałunek, jaki kiedykolwiek przeżyłam.....
-----------------------------------------------------------------------------------
-------------
Imagin gotowy :* Mam nadzieję, że nie zmieni czcionki i nie będzie miał zaznaczonego tekstu jak Liebster Award......
- Gosia, jeszcze minutka.
- Żadna minutka mamo! Przyjechałaś tu ze mną, by pomóc mi wybrać nowy wystrój do restauracji, a nie szukać dupereli do ozdoby domu!
- Ale skoro tu już jesteśmy to czemu by nie skorzystać?
- Do jasnej ciasnej! Mamo!
- Dobra już dobra..... Idę już.
No to teraz czas na wyjaśnienia. Nazywam się Małgorzata i mam 19 lat. Od dziecka marzyłam o wielkich pieniądzach i życiu w branży własnego biznesu. I tak też, od dwóch lat z wielkim sukcesem prowadzę restaurację w Cannes, do którego zawsze przyjeżdża nawał osobistości i to sprawiło, że obracam się w świecie show biznesu, a Rihannę mogę nazwać moją najlepszą przyjaciółką. Do "zakleszczenia" się w tej branży namówiła mnie przyjaciółka z Polski, bo właśnie z tego kraju pochodzę. I wyszło to całkiem przez przypadek, kiedy rozmawiałyśmy przez Skypa o naszych marzeniach. Zawsze pragnęłyśmy mieć wspólny biznes i mieszkać za granicą, lecz suma sumaru, wszystko potoczyło się inaczej. Ona wyjechała najpierw do Anglii, tam ukończyła Oxford, a później na stałe wyemigrowała do USA. Założyła tam firmę, która bardzo dobrze prosperuje i jest jedną z najbardziej dochodowych firm w całej Ameryce Północnej. Później poznała tam swojego męża, Amerykanina i biznesmena z równie dobrze dochodową firmą. A ja wyjechałam na południe Francji, nad cudownie skąpane w słońcu Lazurowe Wybrzeże. Założyłam tu restaurację, która uchodzi za jedną z najbardziej renomowanych placówek tego otoczenia, bo mogę się poszczycić dwoma gwiazdkami Michelin, co jest nie spotykane po dwóch latach prowadzenia własnej działalności gastronomicznej i w dodatku w tak młodym wieku.....
- Gautier, musisz mi pomóc zmienić wystrój restauracji przed dzisiejszą kolacją!
- Oczywiście! Zaraz zabieram się do pracy.
- Ale najpierw pojedź do sklepu meblowego w Antibes i powiedz, że część produktów zabierzesz ty, a część mają przywieść oni i to natychmiast, bo coraz mniej czasu.
- Już się robi!
Gautier to mój dobry przyjaciel, a zarazem najlepszy menadżer jakiego kiedykolwiek mogłam sobie wymarzyć! I może dziwi was to, dlaczego zmieniam wystrój po zaledwie dwóch latach prowadzenia restauracji...... Po pierwsze, kobieta zmienną jest, a po drugie mamy maj, czyli okres rozdania francuskich Oskarów, czyli Złotych Palm, a za tym idzie mnóstwo gwiazd, nie tylko filmowych, ale również muzycznych.....
***
- Przesuń ten stolik w tę stronę. - Powiedziałam.
- Tak? - Zapytał niepewnie Gautier.
- Tak. Teraz jest perfect. Nakryj jeszcze stoliki, daj zastawę i do 20 jesteś wolny, a ja idę przygotować razem z Jauclean podstawy do dzisiejszej kolacji. Aha! I w razie czego postaw na ladzie menu ze złotą obwódką.
- To menu na specjalnie okazje?
- Tak.
***
- Crème brûlée zrób teraz droga Jauclean, bo jakby nie patrząc to ten deser potrzebuje "posiedzieć" w lodówce.
- Tak jest szefie!
- Dobrze, że się rozumiemy. Tylko nie spartol mi tego kremu, tak jak kiedyś!
- Oczywiście!
- Zostawiam ci wolną rękę, a ja idę do domu, przyszykować się na dzisiaj.
- Dobrze pani Małgosiu!
I w rzeczy samej, pomijając przyjazd mamy i zmianę wystroju to każdy dzień wyglądał prawie tak samo.....
Wracając z restauracji do mojego mieszkania, zawsze przechodzę koło tej równie słynnej alei gwiazd jak w Hollywood, nie biorąc pod uwagę teraźniejszego tygodnia, gdzie budynek, w którym są rozdawane nagrody jak i aleja są ogrodzone.....
- Hej mamo! Wróciłam!
- Cześć! Jak tam w pracy?
- Bardzo dobrze. Wszystko przyszykowane. Idę się ogarnąć, ładnie ubrać i wracam z powrotem. Jak chcesz to możesz iść ze mną.
- Co? Ja?
- A widzisz tu jakąś inną mamę?
- No nie.
- Więc?
- Pewnie, że idę! Pytasz się.....
- To się zbieraj.
Po dwóch godzinach intensywnych przygotowań na dzisiejszy wieczór byłyśmy gotowe. Ubrałam się w czarne szpilki, dżinsową, krótką spódniczkę i miętowy top. Do całości dołożyłam długi wisior i kolczyki do kompletu. Włosy rozpuściłam, a oczy zaznaczyłam mocnym makijażem. Wzięłam z mojego domowego biura kilka dokumentów, zamknęłam mieszkanie i ruszyłyśmy w stronę restauracji. Miałyśmy dokładnie godzinę do samej imprezy.
- O wow! Gosia! Jak pięknie tu teraz....
- Dzięki mamo. Usiądź sobie, a ja idę zrobić ostatnie poprawki.
Chodziłam od kąta do kąta i sprawdzałam wszystko ino Perfekcyjna Pani Domu. Kiedy stwierdziłam, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik usiadłam na chwilę, by jeszcze raz na wszelki wypadek przejrzeć listę gości. Wertowałam kartki i analizowałam, do czasu gdy mój wzrok zatrzymał się na literze L i imieniu Louis Tomlinson. Powiem szczerze, że chwilowo zagotowałam się, bo wiedziałam jaki z niego był dupek.... Kiedyś chodził z moją kuzynką Nikol, którą zdradził na weselu jej koleżanki z jakąś laską...... Ale nic. Przecież nie wyrzucę go za drzwi. Lekko podenerwowana otworzyłam drzwi i czekałam na gości. Jak zawsze pierwszy zjawił się Leonardo DiCaprio z nową dziewczyną. Kiedy on w końcu się uszatkuje? Za nim wszedł Robert Deniro potem Demi Moore i inni. Sala była już prawie zapełniona... Prawie, bo brakowało Tomlinsona, który uwielbiał przychodzić po czasie..... Powiem szczerze, że miałam go głęboko w czterech literach........, aż w końcu się zjawił. Podeszłam do drzwi i zmierzyłam go wzrokiem, a tego jakby wgięło w podłogę.
- Gggooosssiiiiaaaaaa?! To ty?!
- Nie. Święty Mikołaj.... - Powiedziałam i przewróciłam oczami. - Co tak stoisz jak słup soli? Chodź do stolika, bo tylko twoje miejsce jest wolne.
- Ty też jesteś gościem tej kolacji?
Na jego słowa obróciłam się na pięcie i szorstkim głosem powiedziałam:
- To moja restauracja....
Nic nie odpowiedział, chyba zrobiło mu się głupio, bo bez żadnego udzielania głosu zajął swoje miejsce i w ciszy zajął się przeżuwaniem przystawki.....
Kiedy kolacja dobiegła końca, a ja pożegnałam się ze wszystkimi (oprócz Louisa, który dla odmiany wyszedł przed czasem, a po nim moja mama, której się nudziło). Zamknęłam lokal i poszłam do domu. Wracałam plażą. Zatrzymałam się na chwilę, usiadłam na piasku i nawet nie zauważyłam, że 5 m dalej siedział Lou..... Wyciągnęłam moje fajki z torebki i zaczęłam palić. Tomlinson podszedł do mnie i powiedział:
- Ładną masz restaurację.
- Dzięki. - Rzekłam oschle.
- Co tam u Nikoli słychać?
- Po tym wszystkim ty masz jeszcze czelność pytać co u Nikol?! Chyba cię porąbało do reszty!
- ..........
- Mowę ci odjęło?! Przecież od zawsze to ty byłeś duszą towarzystwa!
Wkurzyłam się. Zgasiłam papierosa, wstałam z plaży i ruszyłam przed siebie, gdy Louis złapał mnie za rękę. Patrzył się w moje oczy....
- Ja to zrobiłem, bo ja kochałem ciebie a nie Nikol.... Myślałem, że dzięki niej zbliżę cię do ciebie. Dlatego ją zdradziłem by być wolny..... Potem ty wyjechałaś, nawet nie wiem gdzie, aż do dzisiaj....
Popatrzyłam się w stronę morza, chciałam się wyrwać, ale on mnie pocałował! Pocałował mnie na tle morza, wokół nas były palmy, a na niebie księżyc.... Był to najbardziej romantyczny pocałunek, jaki kiedykolwiek przeżyłam.....
-----------------------------------------------------------------------------------
-------------
Imagin gotowy :* Mam nadzieję, że nie zmieni czcionki i nie będzie miał zaznaczonego tekstu jak Liebster Award......
Liebster Award
Dziękuję za nominację od wikamyka <3
http://1dletniaprzygoda.blogspot.com/
Pytania:
1.Jakiego rodzaju książki najchętniej czytasz?
Czytam prawie wszystko, oprócz fantastyki i siction-fiction. Moją ulubioną autorką jest (chyba wszystkim znana) Agata Christie.
2.Gdyby można było zamieszkać w filmie, jaki byłby Twój wybór?
Ciężko jest wybrać film, wiedząc, że na świecie jest tyle niesamowitych produkcji stworzonych w tym przemyśle, ale to, że kocham Francję to wybrałabym film pt. "Monte Carlo".
3.Bogaty i nieszczęśliwy czy biedny i szczęśliwy?
Zdecydowanie biedny i szczęśliwy. W końcu z biednego można stać się bogatym. :-D
4.Kim chciałaś zostać w przyszłości, kiedy byłaś dzieckiem?
Dużo było tych zawodów..... Chciałam być syreną, księżniczką, piosenkarką, nauczycielem, biologiem morskim.... A teraz, prawnikiem lub aktorką.
5.Jaka piosenka sprawia, że masz ochotę tańczyć?
"One Way Or Another" Od razu naśladuję ich ruchy, kiedy tańczą przed Cameronem XD
6.Jaki wynalazek uważasz za najważniejszy?
Nie mam pojęcia... Tyle rzeczy zostało wynalezionych, ale chyba Internet. Osobiście nie wyobrażam sobie jak funkcjonowałaby dzisiejsza cywilizacja, bez tego cudownego wynalazku.
7.Gdybyś miała możliwość spotkania ze swoim idolem , kto by to był ?
Kocham całe 1D <3 Najlepiej ze wszystkimi, ale jak tylko jeden to Harold.
9.Twój ulubiony cytat?
"Co jest najśmieszniejsze w ludziach: Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli."
- Paulo Coelho
10.Co cenisz w ludziach?
Szczerość. Nienawidzę obłudy pod każdą postacią.
11.W jakich państwach zagranicznych byłaś/byłeś do tej pory ?
Słowacja, Czechy, Austria, Niemcy, Szwajcaria, Włochy, Słowenia, Francja.
Jeszcze raz stokrotne dzięki kochana :*, a ja nominuję:
1.http://saveyoutonight-louistommo.blogspot.com/
2.http://hopelessdreamalmostlover.blogspot.com/
3.http://od1razu.blogspot.com/
Dzisiaj tylko 3 nominacje, bo choróbsko mnie dopadło i czuję się jak zdechła.... Może następnym razem będzie lepiej :*
Pytania:
1.Pierwsza rzecz jaką robisz po wstaniu z łóżka?
2.Jakie jest Twoje największe marzenie?
3.Jaka jest Twoja najgorsza wada?
4.Jak długo planujesz prowadzić blog?
5.Gdybym mogła cofnąć czas zmieniłabym?
6.Masz już wyznaczony cel, do którego nieustannie dążysz?
7.Gdybyś przez jeden dzień mogła być kimś innym, kto by to był?
8.Twoja ulubiona potrawa?
9.Jak widzisz siebie za 10 lat?
10.Jaka byłaby twoja reakcja, gdyby któryś chłopak z One Direction zaprosiłby cię na randkę?
P.S. Nie wiem co jest, że czcionka gdzieniegdzie jest pozmieniana mimo, że pisałam jedną i nie wiem co jest, że gdzieniegdzie tekst wygląda jak zaznaczony.. :/ Z góry Was za to przepraszam.
Pytania:
1.Jakiego rodzaju książki najchętniej czytasz?
Czytam prawie wszystko, oprócz fantastyki i siction-fiction. Moją ulubioną autorką jest (chyba wszystkim znana) Agata Christie.
2.Gdyby można było zamieszkać w filmie, jaki byłby Twój wybór?
Ciężko jest wybrać film, wiedząc, że na świecie jest tyle niesamowitych produkcji stworzonych w tym przemyśle, ale to, że kocham Francję to wybrałabym film pt. "Monte Carlo".
3.Bogaty i nieszczęśliwy czy biedny i szczęśliwy?
Zdecydowanie biedny i szczęśliwy. W końcu z biednego można stać się bogatym. :-D
4.Kim chciałaś zostać w przyszłości, kiedy byłaś dzieckiem?
Dużo było tych zawodów..... Chciałam być syreną, księżniczką, piosenkarką, nauczycielem, biologiem morskim.... A teraz, prawnikiem lub aktorką.
5.Jaka piosenka sprawia, że masz ochotę tańczyć?
"One Way Or Another" Od razu naśladuję ich ruchy, kiedy tańczą przed Cameronem XD
6.Jaki wynalazek uważasz za najważniejszy?
Nie mam pojęcia... Tyle rzeczy zostało wynalezionych, ale chyba Internet. Osobiście nie wyobrażam sobie jak funkcjonowałaby dzisiejsza cywilizacja, bez tego cudownego wynalazku.
7.Gdybyś miała możliwość spotkania ze swoim idolem , kto by to był ?
Kocham całe 1D <3 Najlepiej ze wszystkimi, ale jak tylko jeden to Harold.
9.Twój ulubiony cytat?
"Co jest najśmieszniejsze w ludziach: Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli."
- Paulo Coelho
10.Co cenisz w ludziach?
Szczerość. Nienawidzę obłudy pod każdą postacią.
11.W jakich państwach zagranicznych byłaś/byłeś do tej pory ?
Słowacja, Czechy, Austria, Niemcy, Szwajcaria, Włochy, Słowenia, Francja.
Jeszcze raz stokrotne dzięki kochana :*, a ja nominuję:
1.http://saveyoutonight-louistommo.blogspot.com/
2.http://hopelessdreamalmostlover.blogspot.com/
3.http://od1razu.blogspot.com/
Dzisiaj tylko 3 nominacje, bo choróbsko mnie dopadło i czuję się jak zdechła.... Może następnym razem będzie lepiej :*
Pytania:
1.Pierwsza rzecz jaką robisz po wstaniu z łóżka?
2.Jakie jest Twoje największe marzenie?
3.Jaka jest Twoja najgorsza wada?
4.Jak długo planujesz prowadzić blog?
5.Gdybym mogła cofnąć czas zmieniłabym?
6.Masz już wyznaczony cel, do którego nieustannie dążysz?
7.Gdybyś przez jeden dzień mogła być kimś innym, kto by to był?
8.Twoja ulubiona potrawa?
9.Jak widzisz siebie za 10 lat?
10.Jaka byłaby twoja reakcja, gdyby któryś chłopak z One Direction zaprosiłby cię na randkę?
P.S. Nie wiem co jest, że czcionka gdzieniegdzie jest pozmieniana mimo, że pisałam jedną i nie wiem co jest, że gdzieniegdzie tekst wygląda jak zaznaczony.. :/ Z góry Was za to przepraszam.
czwartek, 23 kwietnia 2015
Rozdział 42
Kalendarz wskazuje datę 15 luty..... To już dziś.....
Jest godzina bardzo młoda, bo 6 rano, mimo to nikt nie śpi. Wszyscy są już na chodzie. Ja i Nikol jesteśmy jak dwa kłębki nerwów, bo jakby nie patrząc to na ślubnym kobiercu spotkamy się po raz pierwszy....
- Doooommmmiiinnnniiiikkkkkaaaaaa! - Darł się Harold z drugiego końca domu.
- Co?
- Gdzie jest moja koszula?
- Ty już się szykujesz?!
- Nie. Chcę tylko wiedzieć gdzie są moje ciuchy.
- Wszystko powinno być w pokoju, gdzie stoi deska do prasowania. Wczoraj prasowałam odzież i wszystko powinno być na wieszaku w garderobie.
- O której mamy być u kosmetyczki? - Zapytała Nikol.
- Punkt 9. Otworzy specjalnie dla nas salon wcześniej, zrobi nam makijaż i paznokcie.
- Aaaaa......
- Aha i od kosmetyczki idziemy prosto do fryzjera.
- Wiem. To będzie największy ślub jak i wesele, w którym mogę brać udział.
- O tak. Jestem ciekawa ile będzie tych darmozjadów - fotoreporterów......
- Pewnie dużo... Dość, że chłopcy przenieśli trasę koncertową na czerwiec z powodu podwójnego ślubu, to czego możemy się spodziewać jak tylko kilkudziesięciu szczurów z aparatami.......
- Taaaa..... Dobra, damy radę. Co będziemy się przejmować jakimiś duperelami, skoro dzisiaj mamy ważniejsze sprawy do ogarnięcia.
- To zabawne, ale ty masz cholerną rację.
- Bo ja być Nikol, jedyna i wyjątkowa w swoim rodzaju!
Myślałam, że po jej słowach wybuchnę śmiechem. Przynajmniej Nikola potrafiła rozładować to drętwe napięcie, związane z dzisiejszym dniem....
***
- Siema ludzie! - Wparowała Hon z Niallem, który coraz częściej spędzał noce u niej w apartamencie.... - Mamy dla was z Niallem nowinę!
Jak wszyscy zajęci byli robotą, tak nagle stanęli jak wryci. Powiedziała to tak poważnie....... Z kolei nasz Blondynek kochany uśmiechał się jak głupi od ucha do ucha. Byłam ciekawa tej nowiny....
- Stało się coś? - Zapytała Gem.
- Można tak powiedzieć.. - Rzekła Hon.
- Nie trzymajmy ich w napięciu w tak ważnym dla nich dniu.... Powiedzmy im od razu. - Powiedział stanowczo Niall, nie przestając się uśmiechać.
Honorata westchnęła, podkreślając zmyśloną dramaturgię sytuacji.
- Jestem w ciąży! - Krzyknęła i zaczęła płakać ze szczęścia.
Wstałam i podbiegłam do Honki.
- Gratulacje kochana. - Powiedziałam i przytuliłam się do Honoraty, później do Nialla, a jeszcze później wszyscy gratulowali im szczęścia i nabijali się, że powinien być potrójny ślub......
W SALONIE KOSMETYCZNYM
- Dziewczyny mam pomysł na wasz makijaż. Oczywiście nie będzie taki sam. Będzie odzwierciedleniem waszych charakterów, i który mam nadzieję, przypadnie wam do gustu. - Powiedziała kosmetyczka.
- To ty tu rządzisz i to ty znasz się na fachu, więc zdajemy się na ciebie i twój pomysł. - Powiedziałam.
- Mam do was jedną malutką prośbę.
- Tak?
- Wiadomo, że jesteście znanymi osobistościami i czy zrobiłybyście sobie ze mną zdjęcie?
- Pewnie, że tak. - Powiedziała Nikol, dusząc się ze śmiechu.
- Cholera jasna! Kto to do mnie teraz dzwoni?! - Krzyknęłam.
- Halo!
- Dzień dobry pani Dominiko! Z tej trony kłania się Agnieszka d'Arquin.
- Dzień dobry. O co chodzi?
- Wiem, że miała pani przyjść z panią Nikol po wizycie w salonie kosmetycznym do mojego atelier fryzjerskiego....
- Tak?
- Niestety mam awarię i niemożliwe byłoby zrobienie fryzur dla pań. I w związku z tym, czy mogłabym przyjść do salonu kosmetycznego i tam panie uczesać?
- Dobrze. Czekamy na panią.
- Kto to był? - Zapytała Nikol.
- Fryzjerka.....
- Co z nią?
- Nie możemy iść do niej, bo ma jakąś awarię czy coś i ona tu przyjdzie.
- Aaaa....... Ok.
Po czterogodzinnych przygotowaniach, byłyśmy wreszcie gotowe. Wyglądałyśmy wprost olśniewająco! Moim marzeniem było już stać w kościele i powiedzieć tak. Ale miałyśmy jeszcze dwie godziny do samej ceremonii...
***
Co tu tak cicho? - Zapytała Nikol, wchodząc ze mną do domu.
- A ja wiem.
- Spokojnie, Honka zabrała chłopaków do siebie, bo w końcu pan młody nie może widzieć swojej narzeczonej przed samym ślubem. - Rzekła dyplomatycznie Gemma, która była moją druhną, a Hon Nikoli.
- Chyba, że tak.....
- Dobra. Pora się streszczać. Mamy 40 minut na ogarnięcie się do końca. Doma, chodź ty pierwsza. Pomogę założyć ci suknię.
Oczywiście jak na mnie przystało bez większego zrzędzenia poszłam do pokoju, do którego chłopcy mieli zakaz wstępu, ze względu na kreacje i wzięłam z manekina moją sukienkę.
Mówiąc szczerze, to uporałyśmy się w samą porę.
Do drzwi rozległ się dzwonek, który wskazywał na tylko jedno. Powiem, że to co zaraz napiszę samą mnie zszokowało, oczywiście na plus, bo żadna ze stron nie planowała takiej atrakcji, chyba, że....... Harry z Zaynem dogadali się po cichu w tej sprawie..... Mianowicie, drzwi otworzyła Gem, a przed nimi stali nasi chłopcy, ubrani w piękne garnitury, a za nimi 2 białe limuzyny.... Harold wyciągnął rękę w moim kierunku, złapałam go i ruszyliśmy do samochodu.
- Wyglądasz przepięknie. - Rzekł do mnie cały czas się uśmiechając.
- Dziękuję. Mieliście super pomysł z tą limuzyną.
- A tam... Od zawsze chciałem na mój ślub jechać z cudowną kobietą u boku w limuzynie......
Kiedy wjechaliśmy w małą uliczkę, którą dojeżdża się do kościoła, zobaczyłam wielki tłum ludzi i tych popaprańców z aparatami, którzy wiwatowali na naszą cześć i kilkadziesiąt rozhisteryzowanych fanek........
- Właśnie w tym momencie złamałeś tym biednym nastolatkom razem z Zaynem serce.....
- Nie złamałem, bo ja je wszystkie kocham, ale jest w mym życiu osoba, którą kocham ponad wszystko i nikt, ani nic tego nie zmieni.....
***
Właśnie nadszedł najbardziej denerwujący moment. Nikol z Zaynem poszli na pierwszy ogień. Teraz nasza kolej....
- Ja Harry biorę Ciebie Dominika za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
(...) Jeszcze tylko ostatnie zdanie, moje. Przysięga złożona, obrączka już na palcu, teraz tylko Zielonooki musi ją powiedzieć. Wzięłam obrączkę ze złota w dłonie i powiedziałam to ostatnie zdanie należące do mnie...
- Harry przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
***
Już po wszystkim..... Teraz nie nazywam się Dominika Basaj, tylko Dominika Styles, a Nikol - Malik........
Pora na wesele! Teraz można szaleć i bawić się do upadłego! Gości pełna sala... Zjechało się kilkanaście znanych osobistości ze świata mody, filmu i muzyki......
Tak na prawdę nie ma tu już co opisywać. Tańce, obżarstwo i picie, jak na statystycznym weselu. Aaaa....... Zapomniałam powiedzieć, że w sprawie muzyki na weselu..... Było niezłe zamieszanie. Nikol chciała co innego, ja co innego i chłopcy też coś innego, więc w drodze kompromisu postanowiliśmy na włoskie romantyczne, a zarazem porywcze piosenki. Udało nam się nawet ściągnąć niezapomniany duet z lat 70/80, który zwie się Al Bano & Romina Power i oczywiście nie obyło się bez ich znanych na całym świecie piosenek m.in. "Felicita" czy "Ci Sara". Warte powiedzenia jest to, że dopiero na weselu, podczas tańca Nikol pokazała mi drugie przeznaczenie sukni, dzięki której z długiej sukni do ziemi robi się mini, idealna do tańczenia. Nie pytajcie się jak to się dzieje, bo sama nie wiem jak ona to zrobiła.
***
Godzina 5 nad ranem. 20 minut wcześniej wróciliśmy z wesela..... Czekają nas dzisiaj jeszcze poprawiny.... Ale to nic. Nikt nie jest zmęczony, wszyscy pełni wrażeń i w świadomości, że ten skład pozostanie już na zawsze.....
-----------------------------------------------------------------------------------
---------
Hejka! Piszę, bo chyba muszę się tłumaczyć z rozdziału......
Wiem, wyszedł mi krótki i beznadziejny.... Nie tak chciałam to wszystko napisać. Po prostu nie umiem opisywać takich chwil, co doskonale widać wyżej. Na pewno jest za mało szczegółów, no ale cóż, muszę się naumieć pisać tego typu sceny......
Chcę was jeszcze poinformować, że jest to już ostatni rozdział. Został mi tylko prolog do napisania, by to wszystko w miarę podsumować. Nie mam zamiaru kończyć bloga. Mam plan na kolejne ff, ale o nim za jakiś czas...
Zamówione imaginy, pojawią się już niedługo.
Jest godzina bardzo młoda, bo 6 rano, mimo to nikt nie śpi. Wszyscy są już na chodzie. Ja i Nikol jesteśmy jak dwa kłębki nerwów, bo jakby nie patrząc to na ślubnym kobiercu spotkamy się po raz pierwszy....
- Doooommmmiiinnnniiiikkkkkaaaaaa! - Darł się Harold z drugiego końca domu.
- Co?
- Gdzie jest moja koszula?
- Ty już się szykujesz?!
- Nie. Chcę tylko wiedzieć gdzie są moje ciuchy.
- Wszystko powinno być w pokoju, gdzie stoi deska do prasowania. Wczoraj prasowałam odzież i wszystko powinno być na wieszaku w garderobie.
- O której mamy być u kosmetyczki? - Zapytała Nikol.
- Punkt 9. Otworzy specjalnie dla nas salon wcześniej, zrobi nam makijaż i paznokcie.
- Aaaaa......
- Aha i od kosmetyczki idziemy prosto do fryzjera.
- Wiem. To będzie największy ślub jak i wesele, w którym mogę brać udział.
- O tak. Jestem ciekawa ile będzie tych darmozjadów - fotoreporterów......
- Pewnie dużo... Dość, że chłopcy przenieśli trasę koncertową na czerwiec z powodu podwójnego ślubu, to czego możemy się spodziewać jak tylko kilkudziesięciu szczurów z aparatami.......
- Taaaa..... Dobra, damy radę. Co będziemy się przejmować jakimiś duperelami, skoro dzisiaj mamy ważniejsze sprawy do ogarnięcia.
- To zabawne, ale ty masz cholerną rację.
- Bo ja być Nikol, jedyna i wyjątkowa w swoim rodzaju!
Myślałam, że po jej słowach wybuchnę śmiechem. Przynajmniej Nikola potrafiła rozładować to drętwe napięcie, związane z dzisiejszym dniem....
***
- Siema ludzie! - Wparowała Hon z Niallem, który coraz częściej spędzał noce u niej w apartamencie.... - Mamy dla was z Niallem nowinę!
Jak wszyscy zajęci byli robotą, tak nagle stanęli jak wryci. Powiedziała to tak poważnie....... Z kolei nasz Blondynek kochany uśmiechał się jak głupi od ucha do ucha. Byłam ciekawa tej nowiny....
- Stało się coś? - Zapytała Gem.
- Można tak powiedzieć.. - Rzekła Hon.
- Nie trzymajmy ich w napięciu w tak ważnym dla nich dniu.... Powiedzmy im od razu. - Powiedział stanowczo Niall, nie przestając się uśmiechać.
Honorata westchnęła, podkreślając zmyśloną dramaturgię sytuacji.
- Jestem w ciąży! - Krzyknęła i zaczęła płakać ze szczęścia.
Wstałam i podbiegłam do Honki.
- Gratulacje kochana. - Powiedziałam i przytuliłam się do Honoraty, później do Nialla, a jeszcze później wszyscy gratulowali im szczęścia i nabijali się, że powinien być potrójny ślub......
W SALONIE KOSMETYCZNYM
- Dziewczyny mam pomysł na wasz makijaż. Oczywiście nie będzie taki sam. Będzie odzwierciedleniem waszych charakterów, i który mam nadzieję, przypadnie wam do gustu. - Powiedziała kosmetyczka.
- To ty tu rządzisz i to ty znasz się na fachu, więc zdajemy się na ciebie i twój pomysł. - Powiedziałam.
- Mam do was jedną malutką prośbę.
- Tak?
- Wiadomo, że jesteście znanymi osobistościami i czy zrobiłybyście sobie ze mną zdjęcie?
- Pewnie, że tak. - Powiedziała Nikol, dusząc się ze śmiechu.
- Cholera jasna! Kto to do mnie teraz dzwoni?! - Krzyknęłam.
- Halo!
- Dzień dobry pani Dominiko! Z tej trony kłania się Agnieszka d'Arquin.
- Dzień dobry. O co chodzi?
- Wiem, że miała pani przyjść z panią Nikol po wizycie w salonie kosmetycznym do mojego atelier fryzjerskiego....
- Tak?
- Niestety mam awarię i niemożliwe byłoby zrobienie fryzur dla pań. I w związku z tym, czy mogłabym przyjść do salonu kosmetycznego i tam panie uczesać?
- Dobrze. Czekamy na panią.
- Kto to był? - Zapytała Nikol.
- Fryzjerka.....
- Co z nią?
- Nie możemy iść do niej, bo ma jakąś awarię czy coś i ona tu przyjdzie.
- Aaaa....... Ok.
Po czterogodzinnych przygotowaniach, byłyśmy wreszcie gotowe. Wyglądałyśmy wprost olśniewająco! Moim marzeniem było już stać w kościele i powiedzieć tak. Ale miałyśmy jeszcze dwie godziny do samej ceremonii...
***
Co tu tak cicho? - Zapytała Nikol, wchodząc ze mną do domu.
- A ja wiem.
- Spokojnie, Honka zabrała chłopaków do siebie, bo w końcu pan młody nie może widzieć swojej narzeczonej przed samym ślubem. - Rzekła dyplomatycznie Gemma, która była moją druhną, a Hon Nikoli.
- Chyba, że tak.....
- Dobra. Pora się streszczać. Mamy 40 minut na ogarnięcie się do końca. Doma, chodź ty pierwsza. Pomogę założyć ci suknię.
Oczywiście jak na mnie przystało bez większego zrzędzenia poszłam do pokoju, do którego chłopcy mieli zakaz wstępu, ze względu na kreacje i wzięłam z manekina moją sukienkę.
Mówiąc szczerze, to uporałyśmy się w samą porę.
Do drzwi rozległ się dzwonek, który wskazywał na tylko jedno. Powiem, że to co zaraz napiszę samą mnie zszokowało, oczywiście na plus, bo żadna ze stron nie planowała takiej atrakcji, chyba, że....... Harry z Zaynem dogadali się po cichu w tej sprawie..... Mianowicie, drzwi otworzyła Gem, a przed nimi stali nasi chłopcy, ubrani w piękne garnitury, a za nimi 2 białe limuzyny.... Harold wyciągnął rękę w moim kierunku, złapałam go i ruszyliśmy do samochodu.
- Wyglądasz przepięknie. - Rzekł do mnie cały czas się uśmiechając.
- Dziękuję. Mieliście super pomysł z tą limuzyną.
- A tam... Od zawsze chciałem na mój ślub jechać z cudowną kobietą u boku w limuzynie......
Kiedy wjechaliśmy w małą uliczkę, którą dojeżdża się do kościoła, zobaczyłam wielki tłum ludzi i tych popaprańców z aparatami, którzy wiwatowali na naszą cześć i kilkadziesiąt rozhisteryzowanych fanek........
- Właśnie w tym momencie złamałeś tym biednym nastolatkom razem z Zaynem serce.....
- Nie złamałem, bo ja je wszystkie kocham, ale jest w mym życiu osoba, którą kocham ponad wszystko i nikt, ani nic tego nie zmieni.....
***
Właśnie nadszedł najbardziej denerwujący moment. Nikol z Zaynem poszli na pierwszy ogień. Teraz nasza kolej....
- Ja Harry biorę Ciebie Dominika za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
(...) Jeszcze tylko ostatnie zdanie, moje. Przysięga złożona, obrączka już na palcu, teraz tylko Zielonooki musi ją powiedzieć. Wzięłam obrączkę ze złota w dłonie i powiedziałam to ostatnie zdanie należące do mnie...
- Harry przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
***
Już po wszystkim..... Teraz nie nazywam się Dominika Basaj, tylko Dominika Styles, a Nikol - Malik........
Pora na wesele! Teraz można szaleć i bawić się do upadłego! Gości pełna sala... Zjechało się kilkanaście znanych osobistości ze świata mody, filmu i muzyki......
Tak na prawdę nie ma tu już co opisywać. Tańce, obżarstwo i picie, jak na statystycznym weselu. Aaaa....... Zapomniałam powiedzieć, że w sprawie muzyki na weselu..... Było niezłe zamieszanie. Nikol chciała co innego, ja co innego i chłopcy też coś innego, więc w drodze kompromisu postanowiliśmy na włoskie romantyczne, a zarazem porywcze piosenki. Udało nam się nawet ściągnąć niezapomniany duet z lat 70/80, który zwie się Al Bano & Romina Power i oczywiście nie obyło się bez ich znanych na całym świecie piosenek m.in. "Felicita" czy "Ci Sara". Warte powiedzenia jest to, że dopiero na weselu, podczas tańca Nikol pokazała mi drugie przeznaczenie sukni, dzięki której z długiej sukni do ziemi robi się mini, idealna do tańczenia. Nie pytajcie się jak to się dzieje, bo sama nie wiem jak ona to zrobiła.
***
Godzina 5 nad ranem. 20 minut wcześniej wróciliśmy z wesela..... Czekają nas dzisiaj jeszcze poprawiny.... Ale to nic. Nikt nie jest zmęczony, wszyscy pełni wrażeń i w świadomości, że ten skład pozostanie już na zawsze.....
-----------------------------------------------------------------------------------
---------
Hejka! Piszę, bo chyba muszę się tłumaczyć z rozdziału......
Wiem, wyszedł mi krótki i beznadziejny.... Nie tak chciałam to wszystko napisać. Po prostu nie umiem opisywać takich chwil, co doskonale widać wyżej. Na pewno jest za mało szczegółów, no ale cóż, muszę się naumieć pisać tego typu sceny......
Chcę was jeszcze poinformować, że jest to już ostatni rozdział. Został mi tylko prolog do napisania, by to wszystko w miarę podsumować. Nie mam zamiaru kończyć bloga. Mam plan na kolejne ff, ale o nim za jakiś czas...
Zamówione imaginy, pojawią się już niedługo.
środa, 22 kwietnia 2015
Imagin dla Veroni Mineral/Niall
Był wieczór. Kolejny ciemny, bezsensowny wieczór. Za ścianą, w drugim pokoju moi rodzice znów się kłócili. Miałam dosyć. Pomimo moich krótkich 16-stu lat życia doświadczyłam ogromnej przemocy w tak bardzo mi bliskim rodzinnym kręgu. Kilka razy namawiałam mamę do rozwodu, lecz ona twierdziła, że to nie jest takie proste, że sprawa rozwodowa to nie proces kilku dni, lecz mozolny okres kilku miesięcy, a czasem nawet i lat....
Założyłam słuchawki na uszy i włączyłam radio, byłam ciekawa co teraz jest na topie w Wielkiej Brytanii, w której mieszkam od roku, a dokładniej na obrzeżach Londynu. W uszach usłyszałam cudowne brzmienie rozchodzącej się melodii "Story Of My Life". Doskonale wiedziałam kto ją śpiewa.... Jak mieszkałam w Polsce, moje przyjaciółki miały niezłego bzika na punkcie One Direction, znały ich wszystkie piosenki, wiedziały o nich wszystko... Ja nie byłam ich wielką fanką, chociaż zdarzyło mi się posłuchać kilka ich muzycznych twórczości.
Zamknęłam oczy i próbowałam nie myśleć o tym co się dzieje za ścianą, gdy nagle do mojego pokoju wlazł mój pijany ojciec. Wydarł mi słuchawki i za nim się spostrzegłam, uderzył mnie. Uderzył mnie już któryś z kolei raz! Ale to nie było delikatne szturchnięcie, tylko mocne uderzenie z pięści w moją twarz. Bolało mnie niemiłosiernie, jeszcze w dodatku byłam drobnej budowy i czułam "tysiąc ostrzy" wbitych w moje małe, ale zarazem tak bardzo kobiece ciało, mimo, że oberwałam tylko w kość policzkową i nos. Taki bonus 2 w 1...... Kiedy mama weszła do pokoju i przytrzymała tatę przed kolejnym ciosem, krzyknęła do mnie, abym uciekła, a ona mnie znajdzie. Zaczęłam protestować, ale mama szybko ucięła ten bezsensowny dialog i powtórnie powtórzyła, że mam wyjść z tego domu. Drapnęłam z biurka portfel, telefon i z zaszklonymi oczami opuściłam dom "diabła".
Na dworze było zimno i padał deszcz. Byłam cała przemoczona. Kiedy w końcu udało mi się dojść do centrum miasta, a dokładniej do parku, który się tam znajdował. Usiadłam na najbliżej ławce i nie wytrzymałam. Rozpłakałam się żwawym płaczem, bezsilnej nastolatki, która nic nie może zrobić w tej dramatycznej sytuacji. Pech chciał, że nie zabawiłam się długo samotnością, która mnie otaczała, bo dosiadł się do mnie jakiś menel, pijak, zaczął się do mnie rzucać. Złapał mnie za krocze, chciał mnie zgwałcić.... Próbowałam się wyrwać, lecz z marnym skutkiem. Ostatnią czynnością, którą mogłam wypróbować było wzywanie pomocy..... i tak też zrobiłam. Darłam się w niebo głosy, nikt się nie zatrzymał. Wszyscy słysząc moje wołanie i widząc mnie, zmieniali drogę, aby nie przejść koło mnie lub przyspieszali kroku. Witamy w XXI w. gdzie większość ludzi to znieczulice na ludzką krzywdę! Straciłam już jakąkolwiek nadzieję na pomoc, gdy nagle podbiegł do mnie jakiś chłopak i walnął w pysk tego potwora, który się za mnie zabierał. Nie było dość jasno bo była noc, a park nie był wybitnie oświetlony, ale na moje oko był to młody mężczyzna z blond włosami.....
- Nic ci nie jest? - Zapytał.
- Nnnie. - Wydukałam przez zaciśnięte gardło.
- Gdzie mieszkasz? Podwiozę cię do domu. Cała się telepiesz z zimna i jesteś przemoczona na amen.
- Ja już nie mam domu. - Powiedziałam i spuściłam głowę w dół.
- To w takim razie chodź ze mną i wszystko mi opowiesz. A tak w ogóle to nazywam się Niall Horan.
Zamurowało mnie. Uratował mnie ten znany Niall z równie znanego na całym świecie zespołu?!
- Ja mam na imię Weronika. - Powiedziałam niepewnie i podążyłam za nim.
Zaprowadził mnie do swojego samochodu i zachował się jak prawdziwy dżentelmen. Otworzył przede mną drzwi, co dla mnie było zachowaniem znanym tylko z filmów, bo mój tato nigdy tak nie traktował mojej mamy....
- Pojedziemy do mojego domu i opowiesz mi wszystko na spokojnie.
- Ale...
- Ale co?
- Nie znam cię.
- Nie bój się. Nic ci nie zrobię. - Powiedział pełnym spokojem i czułości głosem.
Po 15 minutach jazdy dotarliśmy na drugi koniec Londynu, do dzielnicy, w której mieszka sama "śmietanka". Ciężko opisać mój zachwyt, kiedy ujrzałam tak przecudne, (co prawda tylko zarysy) posiadłości samych bogatych osób. Zatrzymaliśmy się pod jedną z takich rezydencji.
- To już tutaj. - Powiedział Niall.
Niepewnie wyszłam z samochodu i udałam się w stronę oświetlonych schodów. Weszłam po nich, a Blondyn wpisał jakiś skomplikowany kod dzięki któremu weszliśmy do środka tego jakże wspaniałego domu.
- Jeju, Niall jak tu cudownie! To najpiękniejszy dom jaki kiedykolwiek widziałam!
- Weronika, nie przesadzaj.... - Powiedział i wybuchnął śmiechem. - Zanim się rozgościsz, to idź przebierz się w suche ciuchy.
- Ciekawe skąd ja wezmę suche ubrania? - Zapytałam z irytacją w głosie i dziwną do opisania miną.
- Koło łazienki jest garderoba. Wyciąg z niej jakieś moje ciuchy i się przebierz.
Niepewnie ruszyłam w stronę garderoby i wyciągnęłam z niej koszulkę, która na mnie wyglądała jak tunika albo raczej sukienka i poszłam do łazienki. Po krótkim czasie byłam już z powrotem, a Niall siedział w salonie i czekał na mnie z ciepłą herbatą. Usiadłam koło niego i wiedziałam, że teraz będzie chciał wyjaśnień....
- Opowiedz mi teraz co się stało, że byłaś sama w parku z jakimś menelem i dlaczego masz obitą twarz.
- Oh, Niall... Tu nie ma co opowiadać.... Po prostu... Mój tato notorycznie pije i bije moją mamę, a ostatnimi czasy bije też i mnie. Stąd ten siniak na twarzy, a jeśli chodzi o park, to dzisiaj rodzice znów się kłócili i znów oberwałam, więc mama kazała mi uciekać, jak najdalej od tego domu....
- Co?! Nie mogę uwierzyć, że coś takiego dzieje się na prawdę!
- A jednak. Każdy pokazuje po sobie, przed innymi osobami, że jest Guru, że wszystko należy do niego, a w rzeczywistości to tylko idealnie wyuczona i odgrywana scenka każdego poranka, każdego dnia, która pokazuje fałszywy obraz naszej osobowości..... I ja też zaliczam się do tej grupy osób....
Po tych słowach nerwy znów mi puściły. Rozpłakałam się.
- Ej, nie płacz mała. Moim zdaniem ty pokazujesz, że jesteś silna, a nie udajesz. Kto na twoim miejscu chciałby chwalić się ojcem - tyranem? Pomogę tobie i twojej mamie. - Powiedział i przytulił mnie z tak wielką czułością......
- Dziękuję. - Wyszeptałam.
***
Po upływie jakiś trzech godzin, moje samopoczucie uległo radykalnej zmianie. Niall robił wszystko bym nie płakała i choć na chwilę zapomniała o sytuacji w domu....... I powiem, że udało mu się. Niezły z niego jajcarz.... Byliśmy w tak cudownym nastroju, że Niall wpadł na pomysł, byśmy pobawili się w ganianego. Biegałam w tę i z powrotem po całym domu, aż w końcu znalazłam się w ślepym zaułku na poddaszu.
- Teraz cię mam. - Powiedział, śmiejąc się.
Zaczęłam cofać się do tyłu, a w międzyczasie pękałam ze śmiechu. Niall podbiegł do mnie i złapał mnie w talii. Przytuliłam się do niego, a ten objął mnie swoimi ramionami i odruchowo, całkiem niechcący dotknęłam jego krocza.
- Przepraszam. - Powiedziałam szybko wyrywając się z jego objęć. - Muszę już iść.
Zbiegłam na dół i już miałam wychodzić, gdy przede mną stanął Horan.
- Weronika, gdzie ty chcesz iść?
- Do domu.
- Dlaczego?
- Nie zadawaj głupich pytań. Wiesz dobrze dlaczego.
- Ale czy ja coś mówiłem? Protestowałem?
- Nie. - Odpowiedziałam, a moje policzki pokryły się rumieńcami.
Po tym szybko objął moją twarz swoimi dłońmi i wykonał ruch, którego się nie spodziewałam....... pocałował mnie.
- Nie stójmy w korytarzu. Wejdźmy do środka. Myślisz, że zabieram do domu pierwszą lepszą dziewczynę, której pomogę na ulicy?
- .................
- Choć znamy się kilka godzin, to poczułem do ciebie coś, czego nie potrafię opisać. Może uznasz to za głupie z mojej strony, ale ja cię pokochałem od pierwszej chwili, mimo, że nie było zbyt jasno i nie widziałem cię zbyt dobrze.
- To zabawne, ale ja poczułam to samo. Mimo wszystko, myślę, że mój wiek nie pozwoli nam na bycie razem. Jak się media dowiedzą, to pomyślą, że jesteś jakimś pedofilem.
- Co? Dlaczego mają tak powiedzieć? - Zapytał zdziwiony Horan.
- Bo ja mam 16 lat..... - Powiedziałam i zwiesiłam głowę w dół.
- A ja 22. I co z tego? Dzieli nas tylko 6 lat różnicy...., a poza tym wyglądasz na przy najmniej 18-letnią dziewczynę i mówisz tak bardzo dojrzale..... w niczym nie przypominasz statystycznych 16-sto latek. A tak w ogóle to nie jest 20 lat różnicy tylko niecałe 10 i mi to w niczym nie przeszkadza. Harry miał kiedyś dziewczynę starszą o 15 lat. A my? To jest bardzo malutko. Ja patrzę sercem, a nie oczami...
Po jego słowach rzuciłam się na jego szyję, a po moich policzkach spływały łzy.... szczęścia. Zaczęliśmy się całować.
- Kocham cię Weronika i chcę być z tobą do końca życia.... - Wyszeptał do mojego ucha.
Było tak cudownie, że oboje wylądowaliśmy w łóżku i dalej wszystko potoczyło się swoim torem........
Od tego wydarzenia minęło już 10 lat. Dalej jesteśmy razem. Mamy wspaniałą dwuletnią córeczkę o imieniu Taylor, a mama kiedy dowiedziała się o mnie i o Niallu, który powiedział, że "pożyczy" jej swojego prawnika i udostępni jej jeden ze swoich apartamentów, by miała gdzie mieszkać, miała większą motywację i siłę walki do rozwodu z tym tyranem, do którego doszło 8 lat temu.......
-----------------------------------------------------------------------------------
-------------
Mam nadzieję, że ci się podoba i nie zabijesz mnie dzisiaj jak się spotkamy...... :D
***
Myślę, że nie zbulwersowałam was wiekiem. Pozwoliłam sobie popatrzeć na dzisiejsze realia i taka jest prawda. Wystarczą mi moje koleżanki, które umawiają się z dużo starszymi od siebie facetami i nie jest to 6 lat różnicy, lecz znacznie więcej.... Nie rozumiem tego fenomenu....
Dziewczyny, 20-sto letnie, które wiążą się ze staruchami po 70.... Dla mnie jest to obleśne i to ich ślepe gadanie, że to z miłości... Chyba raczej dla korzyści majątkowych...
Ja osobiście dopuszczam max 10 lat różnicy.
Jest to tylko i wyłącznie moje zdanie na ten temat. Każdy ma inny pogląd i w pełni to szanuję.
Założyłam słuchawki na uszy i włączyłam radio, byłam ciekawa co teraz jest na topie w Wielkiej Brytanii, w której mieszkam od roku, a dokładniej na obrzeżach Londynu. W uszach usłyszałam cudowne brzmienie rozchodzącej się melodii "Story Of My Life". Doskonale wiedziałam kto ją śpiewa.... Jak mieszkałam w Polsce, moje przyjaciółki miały niezłego bzika na punkcie One Direction, znały ich wszystkie piosenki, wiedziały o nich wszystko... Ja nie byłam ich wielką fanką, chociaż zdarzyło mi się posłuchać kilka ich muzycznych twórczości.
Zamknęłam oczy i próbowałam nie myśleć o tym co się dzieje za ścianą, gdy nagle do mojego pokoju wlazł mój pijany ojciec. Wydarł mi słuchawki i za nim się spostrzegłam, uderzył mnie. Uderzył mnie już któryś z kolei raz! Ale to nie było delikatne szturchnięcie, tylko mocne uderzenie z pięści w moją twarz. Bolało mnie niemiłosiernie, jeszcze w dodatku byłam drobnej budowy i czułam "tysiąc ostrzy" wbitych w moje małe, ale zarazem tak bardzo kobiece ciało, mimo, że oberwałam tylko w kość policzkową i nos. Taki bonus 2 w 1...... Kiedy mama weszła do pokoju i przytrzymała tatę przed kolejnym ciosem, krzyknęła do mnie, abym uciekła, a ona mnie znajdzie. Zaczęłam protestować, ale mama szybko ucięła ten bezsensowny dialog i powtórnie powtórzyła, że mam wyjść z tego domu. Drapnęłam z biurka portfel, telefon i z zaszklonymi oczami opuściłam dom "diabła".
Na dworze było zimno i padał deszcz. Byłam cała przemoczona. Kiedy w końcu udało mi się dojść do centrum miasta, a dokładniej do parku, który się tam znajdował. Usiadłam na najbliżej ławce i nie wytrzymałam. Rozpłakałam się żwawym płaczem, bezsilnej nastolatki, która nic nie może zrobić w tej dramatycznej sytuacji. Pech chciał, że nie zabawiłam się długo samotnością, która mnie otaczała, bo dosiadł się do mnie jakiś menel, pijak, zaczął się do mnie rzucać. Złapał mnie za krocze, chciał mnie zgwałcić.... Próbowałam się wyrwać, lecz z marnym skutkiem. Ostatnią czynnością, którą mogłam wypróbować było wzywanie pomocy..... i tak też zrobiłam. Darłam się w niebo głosy, nikt się nie zatrzymał. Wszyscy słysząc moje wołanie i widząc mnie, zmieniali drogę, aby nie przejść koło mnie lub przyspieszali kroku. Witamy w XXI w. gdzie większość ludzi to znieczulice na ludzką krzywdę! Straciłam już jakąkolwiek nadzieję na pomoc, gdy nagle podbiegł do mnie jakiś chłopak i walnął w pysk tego potwora, który się za mnie zabierał. Nie było dość jasno bo była noc, a park nie był wybitnie oświetlony, ale na moje oko był to młody mężczyzna z blond włosami.....
- Nic ci nie jest? - Zapytał.
- Nnnie. - Wydukałam przez zaciśnięte gardło.
- Gdzie mieszkasz? Podwiozę cię do domu. Cała się telepiesz z zimna i jesteś przemoczona na amen.
- Ja już nie mam domu. - Powiedziałam i spuściłam głowę w dół.
- To w takim razie chodź ze mną i wszystko mi opowiesz. A tak w ogóle to nazywam się Niall Horan.
Zamurowało mnie. Uratował mnie ten znany Niall z równie znanego na całym świecie zespołu?!
- Ja mam na imię Weronika. - Powiedziałam niepewnie i podążyłam za nim.
Zaprowadził mnie do swojego samochodu i zachował się jak prawdziwy dżentelmen. Otworzył przede mną drzwi, co dla mnie było zachowaniem znanym tylko z filmów, bo mój tato nigdy tak nie traktował mojej mamy....
- Pojedziemy do mojego domu i opowiesz mi wszystko na spokojnie.
- Ale...
- Ale co?
- Nie znam cię.
- Nie bój się. Nic ci nie zrobię. - Powiedział pełnym spokojem i czułości głosem.
Po 15 minutach jazdy dotarliśmy na drugi koniec Londynu, do dzielnicy, w której mieszka sama "śmietanka". Ciężko opisać mój zachwyt, kiedy ujrzałam tak przecudne, (co prawda tylko zarysy) posiadłości samych bogatych osób. Zatrzymaliśmy się pod jedną z takich rezydencji.
- To już tutaj. - Powiedział Niall.
Niepewnie wyszłam z samochodu i udałam się w stronę oświetlonych schodów. Weszłam po nich, a Blondyn wpisał jakiś skomplikowany kod dzięki któremu weszliśmy do środka tego jakże wspaniałego domu.
- Jeju, Niall jak tu cudownie! To najpiękniejszy dom jaki kiedykolwiek widziałam!
- Weronika, nie przesadzaj.... - Powiedział i wybuchnął śmiechem. - Zanim się rozgościsz, to idź przebierz się w suche ciuchy.
- Ciekawe skąd ja wezmę suche ubrania? - Zapytałam z irytacją w głosie i dziwną do opisania miną.
- Koło łazienki jest garderoba. Wyciąg z niej jakieś moje ciuchy i się przebierz.
Niepewnie ruszyłam w stronę garderoby i wyciągnęłam z niej koszulkę, która na mnie wyglądała jak tunika albo raczej sukienka i poszłam do łazienki. Po krótkim czasie byłam już z powrotem, a Niall siedział w salonie i czekał na mnie z ciepłą herbatą. Usiadłam koło niego i wiedziałam, że teraz będzie chciał wyjaśnień....
- Opowiedz mi teraz co się stało, że byłaś sama w parku z jakimś menelem i dlaczego masz obitą twarz.
- Oh, Niall... Tu nie ma co opowiadać.... Po prostu... Mój tato notorycznie pije i bije moją mamę, a ostatnimi czasy bije też i mnie. Stąd ten siniak na twarzy, a jeśli chodzi o park, to dzisiaj rodzice znów się kłócili i znów oberwałam, więc mama kazała mi uciekać, jak najdalej od tego domu....
- Co?! Nie mogę uwierzyć, że coś takiego dzieje się na prawdę!
- A jednak. Każdy pokazuje po sobie, przed innymi osobami, że jest Guru, że wszystko należy do niego, a w rzeczywistości to tylko idealnie wyuczona i odgrywana scenka każdego poranka, każdego dnia, która pokazuje fałszywy obraz naszej osobowości..... I ja też zaliczam się do tej grupy osób....
Po tych słowach nerwy znów mi puściły. Rozpłakałam się.
- Ej, nie płacz mała. Moim zdaniem ty pokazujesz, że jesteś silna, a nie udajesz. Kto na twoim miejscu chciałby chwalić się ojcem - tyranem? Pomogę tobie i twojej mamie. - Powiedział i przytulił mnie z tak wielką czułością......
- Dziękuję. - Wyszeptałam.
***
Po upływie jakiś trzech godzin, moje samopoczucie uległo radykalnej zmianie. Niall robił wszystko bym nie płakała i choć na chwilę zapomniała o sytuacji w domu....... I powiem, że udało mu się. Niezły z niego jajcarz.... Byliśmy w tak cudownym nastroju, że Niall wpadł na pomysł, byśmy pobawili się w ganianego. Biegałam w tę i z powrotem po całym domu, aż w końcu znalazłam się w ślepym zaułku na poddaszu.
- Teraz cię mam. - Powiedział, śmiejąc się.
Zaczęłam cofać się do tyłu, a w międzyczasie pękałam ze śmiechu. Niall podbiegł do mnie i złapał mnie w talii. Przytuliłam się do niego, a ten objął mnie swoimi ramionami i odruchowo, całkiem niechcący dotknęłam jego krocza.
- Przepraszam. - Powiedziałam szybko wyrywając się z jego objęć. - Muszę już iść.
Zbiegłam na dół i już miałam wychodzić, gdy przede mną stanął Horan.
- Weronika, gdzie ty chcesz iść?
- Do domu.
- Dlaczego?
- Nie zadawaj głupich pytań. Wiesz dobrze dlaczego.
- Ale czy ja coś mówiłem? Protestowałem?
- Nie. - Odpowiedziałam, a moje policzki pokryły się rumieńcami.
Po tym szybko objął moją twarz swoimi dłońmi i wykonał ruch, którego się nie spodziewałam....... pocałował mnie.
- Nie stójmy w korytarzu. Wejdźmy do środka. Myślisz, że zabieram do domu pierwszą lepszą dziewczynę, której pomogę na ulicy?
- .................
- Choć znamy się kilka godzin, to poczułem do ciebie coś, czego nie potrafię opisać. Może uznasz to za głupie z mojej strony, ale ja cię pokochałem od pierwszej chwili, mimo, że nie było zbyt jasno i nie widziałem cię zbyt dobrze.
- To zabawne, ale ja poczułam to samo. Mimo wszystko, myślę, że mój wiek nie pozwoli nam na bycie razem. Jak się media dowiedzą, to pomyślą, że jesteś jakimś pedofilem.
- Co? Dlaczego mają tak powiedzieć? - Zapytał zdziwiony Horan.
- Bo ja mam 16 lat..... - Powiedziałam i zwiesiłam głowę w dół.
- A ja 22. I co z tego? Dzieli nas tylko 6 lat różnicy...., a poza tym wyglądasz na przy najmniej 18-letnią dziewczynę i mówisz tak bardzo dojrzale..... w niczym nie przypominasz statystycznych 16-sto latek. A tak w ogóle to nie jest 20 lat różnicy tylko niecałe 10 i mi to w niczym nie przeszkadza. Harry miał kiedyś dziewczynę starszą o 15 lat. A my? To jest bardzo malutko. Ja patrzę sercem, a nie oczami...
Po jego słowach rzuciłam się na jego szyję, a po moich policzkach spływały łzy.... szczęścia. Zaczęliśmy się całować.
- Kocham cię Weronika i chcę być z tobą do końca życia.... - Wyszeptał do mojego ucha.
Było tak cudownie, że oboje wylądowaliśmy w łóżku i dalej wszystko potoczyło się swoim torem........
Od tego wydarzenia minęło już 10 lat. Dalej jesteśmy razem. Mamy wspaniałą dwuletnią córeczkę o imieniu Taylor, a mama kiedy dowiedziała się o mnie i o Niallu, który powiedział, że "pożyczy" jej swojego prawnika i udostępni jej jeden ze swoich apartamentów, by miała gdzie mieszkać, miała większą motywację i siłę walki do rozwodu z tym tyranem, do którego doszło 8 lat temu.......
-----------------------------------------------------------------------------------
-------------
Mam nadzieję, że ci się podoba i nie zabijesz mnie dzisiaj jak się spotkamy...... :D
***
Myślę, że nie zbulwersowałam was wiekiem. Pozwoliłam sobie popatrzeć na dzisiejsze realia i taka jest prawda. Wystarczą mi moje koleżanki, które umawiają się z dużo starszymi od siebie facetami i nie jest to 6 lat różnicy, lecz znacznie więcej.... Nie rozumiem tego fenomenu....
Dziewczyny, 20-sto letnie, które wiążą się ze staruchami po 70.... Dla mnie jest to obleśne i to ich ślepe gadanie, że to z miłości... Chyba raczej dla korzyści majątkowych...
Ja osobiście dopuszczam max 10 lat różnicy.
Jest to tylko i wyłącznie moje zdanie na ten temat. Każdy ma inny pogląd i w pełni to szanuję.
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Rozdział 41
- To chyba jedna z najlepszych kolekcji Nikol! - Powiedziałam, próbując przekrzyczeć tłum ludzi na pokazie.
- Nom, nawet nie byle jakie modelki wzięły udział w tym pokazie!
- Cicho tam! - Warknął do nas gruboskórny ochroniarz.
Popatrzyłyśmy się na niego i odwróciłyśmy głowę w drugą stronę jak gdyby nigdy nic i już do końca pokazu nie odzywałyśmy się do siebie, no prawie do końca....., bo kiedy wyszła modelka zamykająca całe widowisko, a po niej Nikol zaczęłyśmy drzeć się jak jakieś idiotki, po czym szybko pobiegłyśmy w stronę naszej kochanej projektantki. Szkoda, że nie mogliście zobaczyć miny chłopaków, kiedy ogarnęli jak się zachowujemy....... Była wprost bezcenna. Harry ukrył swoją twarz w kapeluszu, a reszta chłopców błądziła gdzieś po wielkim pomieszczeniu, szukając punktu zaczepienia innego niż wybieg. Ha! Mieli pecha, bo siedzieli w pierwszym rzędzie.......
40 MINUT PÓŹNIEJ
Było kilka minut po 18. Wracaliśmy z pokazu całą naszą ósemką na piechotę (taki nasz wybryk) do wielkiego apartamentowca, który należał do domu mody Chanel. Powiedzmy, że pogoda, jak na zimę była bardzo przyjemna. Mimo, że z każdej strony otaczał nas śnieg, a mróz dawał o sobie znać to urok Paryża sprawiał, że zapominaliśmy o chłodzie. Miasto było cudownie rozświetlone ciepłymi barwami lampek bożonarodzeniowych, nie wspominając już o wieży Eiffla, która była doskonale widoczna z drugiego krańca miasta.
- Paryż nocą jest cudowny...... - Powiedziałam, nie mogąc oderwać wzroku od najpiękniejszych widoków, jakie kiedykolwiek mogłam podziwiać.
- Nie byłaś tu nigdy? - Zapytał Liam.
- Nie.
- Jak można mieszkać w UE i nie być w Paryżu?!
- Normalnie. Nie każdy ma miliony dolarów na koncie i jedzie tam gdzie dusza zapragnie.
- No tak.. Nie powinienem porównywać ciebie do mnie.
- Wiesz co?
- Co?
- Jesteś podły!
- Ej, ej, ej..... Spokój, bo zaraz się pobijecie! - Wtargnęła Nikol.
Wzięłam sobie do serca słowa Nikol i szybciutko zamieniłam się miejscami z Haroldem, tak, że teraz on szedł koło Liama, a ja z drugiej strony koło Honoraty.
- Słońce ty nasze, mamy z Nikol dla ciebie niespodziankę. - Powiedziała z bananem na twarzy Honey.
- Dla mnie?
- A widzisz tu jakąś inną Dominikę?
- No nie.... A co to takiego?
- Dowiesz się jutro z samego rana....
- Jeju, już się boję.... Ale jeśli mogę jeszcze spytać, to dlaczego sprawę niespodzianki omawiamy po polsku?
- Nie chcemy, by chłopcy wiedzieli o jakiejkolwiek niespodziance, a już nie wspominając o tym, że mogliby specjalnie wstać jutro rano z ciekawości....... - Rzekła Nikol.
- Nie wiem co wy kombinujecie, ale ja na serio się boję.
- O czym gadacie? - Zapytał Louis.
- Yyyyy, no wiesz....., o świętach. - Wypaliła Honka. - No w końcu za 4 dni Wigilia.
- A no tak........
Potem nasza konwersacja odbyła się bez zbędnych pytań i dziwnych wieści o niespodziankach.
- W końcu doszliśmy. - Powiedziała Nikol otwierając drzwi.
Każdy udał się w swoją stronę. Ja z Loczkiem do naszego apartamentu, Hon z Niallem do swojeg i Nikol z Zaynem do własnego. Tylko Lou z Liamem udali się sami, bez nikogo przy boku do własnych pomieszczeń.
- Co jemy na kolację? - Zapytał Harry.
- Nie mam pojęcia..... Może zamówimy pizzę?
- To takie romantyczne.......
- A od kiedy ty jesteś taki romantyczny?
- Od zawsze......
- To ja dzwonię po pizzę. Jaką zamawiamy?
- Mi to obojętnie......
- Okey. - Wzruszyłam ramionami, by już za 30 minut móc cieszyć się ciągnącym serem i sosem czosnkowym......
- Pizza była przepyszna, ale teraz idę się kąpać. - Powiedziałam.
- Ok. Ja jeszcze pogrzebie w internecie. Wejdę na pocztę, na którą nie wchodziłem chyba z 2 miesiące.....
Siedziałam w wannie, w pianie po pachy i tak sobie myślałam, jak to wszystko jako tako ogarnąć.... Jutro rano wylot do Polski, co oznacza 2 i pół dnia na przygotowanie się do świąt. W sumie nie będzie nas dużo, bo dojedzie do nas tylko Gemma i moja babcia z dziadkiem, która mimo zarzekań, że do mnie przyjedzie i zobaczy jak mieszkam, jeszcze mnie nie odwiedziła. Kurczę, nie wiem jak ja się ogarnę. Jak mi Zielonooki nie pomoże, to ja chyba rozstroju żołądka dostanę.....
- Jak chcesz to możesz iść się myć. - Powiedziałam wychodząc z łazienki.
- Już idę pod prysznic.
- Dobra, a ja idę do łóżka.
Nie minęło 10 minut, a Loczek był z powrotem.
- Śpisz? - Zapytał się mnie wchodząc do łóżka.
- Nie. Myślę.
- Nad czym?
- Mamy masę rzeczy do ogarnięcia.
- Jakich?
- Jak to jakich?! Jutro wracamy do Polski. Reszta z nami nie wraca, bo każdy rozjeżdża się na święta do swoich domów, oprócz Hon i Nikol, które jadą do rodzin Nialla i Zayna, ale mniejsza z tym. Gemma przyjedzie po jutrze, czyli dzień przed wigilią, babcia z dziadkiem będą na 18, czyli przyjadą na kolację. I teraz tak, w 2,5 dnia musimy się zmieścić z ogarnięciem "hektarowego" domu, ugotować potrawy, przygotować pokoje.... Jest masę roboty.
- I tym się tak martwisz?
- A ty nie?
- Nie. Poco? Zdążmy ze wszystkim. Jutro jak przyjedziemy do domu, zabieramy się do pracy i już. Nie przeżywaj tak.
- Ale ty masz luzackie podejście...... I za to cię kocham. - Przytuliłam się do niego.
- Tylko za to?
- Przecież wiesz dobrze, że nie tylko za to......
Nazajutrz, kiedy sobie smacznie spałam z niewiadomych powodów, przyszła o godzinie 5 rano do sypialni Hon i mnie obudziła.
- Chodź, zobaczysz niespodziankę. - Wyszeptała.
Zaspana, podążałam za Honką do jakiegoś pomieszczenia w piwnicy, nie powiem, że nie, ale w podziemiach zawiało takim chłodem, że szybko się obudziłam. Honorata otworzyła drzwi i powiedziała, żebym weszła. Bez najmniejszego wahania ruszyłam do środka i nagle zostałam sparaliżowana z szoku jakiego doznałam.
- I jak ci się podoba? - Zapytała Nikol.
Podbiegłam do niej i ściągnęłam folię ochronną, trzymanych przez nią rzeczy.
- Powiedz, że ja śnię......
- Niestety nie. - Powiedziała i wręczyła mi do rąk suknię ślubną, której gorset wyszyty był kryształkami Swarovskiego.
- Kiedy ty to uszyłaś?
- Nie zadawaj zbędnych pytań, tylko przymierzaj!
Poszłam za kotarę, przebrałam się w kosztowną sukienkę i wyszłam by pokazać się dziewczynom.
- Wow! Wyglądasz jak milion dolarów...... - Rzekła zachwycona Honey.
- Bardzo śmieszne..... Ta sukienka jest chyba tyle warta.
- Nie no, jaki hardkor! Szyłam tą suknię na oko i pasuje idealnie! - Krzyknęła Nikol na tyle głośno, że pewnie zbudziła połowę ludzi mieszkających w tym budynku.
- Nie wiem jak ci dziękować!
- Przestań! A ta druga jest moja! - Powiedziała i poszła szybciutko ją założyć, po chwili wyszła i wyglądała równie zjawiskowo jak ja.
- Powiem szczerze, że w ogóle nie zastanawiałam się jeszcze nad ślubem, ale skoro ty już uszyłaś suknie, to może zrobimy.......... podwójny ślub!
- Myślałam o tym samym!
- To teraz tylko ustalić termin!
- Tak!
- To ja idę ściągnąć suknię i biegnę się spakować! - Krzyknęłam i już po chwili było widać za mną "dymek".
W DOMU
Przez prawie cały lot i drogę powrotną siedziałam zestresowana, pomimo euforii, jaką wywołała we mnie Nikol suknią ślubną, którą bez mojej wiedzy uszyła. Nie wiedziałam jak mam zagadać o ślubie, niby prosta sprawa, ale z drugiej strony spotykam się z tak poważną decyzją po raz pierwszy w życiu. Cóż, musiałam się przełamać i mu o tym powiedzieć.
Po przekroczeniu progu, pierwsze co zrobiłam to nastawienie pralki i pójście się przebrać w jakieś dresy, bo czekała nas niezła harówka i szkoda byłoby zniszczyć jedne z najlepszych ciuchów. Kiedy ogarnęłam wszystko co związane było z fashion week'iem, wyciągnęłam odkurzacz, wzięłam ścierkę, mleczko do mycia armatury i inne chemikalia, które używa się do sprzątania mieszkania i zeszłam na dół.
- To od czego zaczynamy? - Zapytał Loczek.
- Ja idę sprzątać łazienki, bo przy tym jest najwięcej roboty, tym bardziej, że te łazienki z pewnością mogłyby posłużyć za małe kawalerki, a ty zabieraj się za odkurzanie. Potem powycieramy kurze i ja myję podłogi na górze, a ty na dole. Aha! I od razu przygotuję pokoje dla Gem i moich dziadków.
- Ok. - Powiedział z grymasem i mało szczęśliwą miną Harry.
6 GODZIN PÓŹNIEJ
- Nie wierzę......
- W co?
- Jak to co? Harry! W końcu ogarnęliśmy ten zamek, bo tego inaczej nie można nazwać. Nie czuję nóg... W życiu nie sprzątałam tak wielkiego domu. Mój rodzinny dom to tylko skromne 100 mkw i nie ma szału, ale tu! Że też macie manie na duże domy......
- Obiecuję ci, że w przyszłości zatrudnię panią do sprzątania.
- Trzymam cię za słowo......Ale teraz idę się kąpać.
- Ja idę z tobą......
***
Po wieczornej toalecie udaliśmy się do salonu, by popularnie jak większość ludzkości na tej planecie odpocząć przed telewizorem.
- Jakieś specjalne życzenia? - Zapytał Harold.
- Lampkę różowego wina, proszę.
- Już się robi. A jaki film oglądamy?
- Wybierz coś.
Zielonooki przyniósł wino i włączył film. Szczerze mówiąc, zdziwiłam się kiedy zobaczyłam tytuł: "All Good Things''.
- Od kiedy lubisz romantyczne filmy?
- Nie lubię. Ten film to wyjątek, jedyny w tej kategorii, który mi się podoba.
Nie odzywałam się nic więcej, po prostu ciężko mi ogarnąć gatunek Harrego...... Na końcówce filmu nawet nie zorientowałam się kiedy padłam ze zmęczenia. Pamiętam tylko, jak się przebudziłam, gdy Harold zanosił mnie do łóżka.......
WIGILIA
No więc tak, wczorajszego dnia nie opisywałam, bo oprócz przyjazdu Gem nie działo się nic spektakularnego. Dzisiaj zresztą też nie będzie nic ciekawego, bo będzie trzeba zająć się gotowaniem i ubrać drzewko, ale najpierw Loczek pojedzie do miasta i je kupi, a ma mało czasu, bo dzisiaj taki dzień, że wszyscy pracują o wiele krócej niż normalnie.
Godzina 9 rano. Zielonooki smacznie sobie śpi, a my razem z Gemmą skończyłyśmy pić poranną kawę i zabrałyśmy się do gotowania.
- A zanim zaczniemy, to jak robimy święta? - Zapytała Gem.
- Oczywiście, że po polsku. Jesteśmy w Polsce i zobaczycie jak wygląda to u w tym kraju, a Wielkanoc możemy zrobić po angielsku.
- Ok. To od czego mam zacząć?
- Od namoczenia pszenicy w letniej wodzie z miodem, a ja idę rozpalić w centralnym, bo zrobiło się chłodno.
***
Tak jak wspominałam na początku, nie działo się dzisiejszego dnia nic spektakularnego oprócz krzątania się po kuchni, robienia ostatnich poprawek i ubierania drzewka. O 16:45 kiedy wszystko było gotowe, stół nakryty, a gotowe potrawy czekały na nas w kuchni, by je podać, poszliśmy się wystroić. Weszłam do naszej garderoby i wzrokiem przemierzałam półki, szuflady i wnęki w poszukiwaniu odpowiedniego stroju. Po 15 min doszedł do mnie Harold, wziął to co miał wziąć do ubrania i zaczął się ubierać. Po chwili skapnął się, że siedzę na pufie w samej bieliźnie i czarnych rajstopach oparta o regał z butami.
- Co ci, że siedzisz taka skiśnięta?
Podniosłam wzrok, który zatrzymał się na jego torsie i stwierdziłam, że teraz albo nigdy.
- Harry, ja wszystko przemyślałam i przeanalizowałam przez 2 dni i pamiętasz jak na Malediwach mówiłeś o ślubie, dzieciach i wspólnym życiu?
- Tak.
Wstałam, podeszłam do niego, mocno objęłam i wyszeptałam do ucha, a łzy radości spłynęły mi po policzku:
- Jestem gotowa na ślub. Mam już nawet suknię.
Przytulił mnie jeszcze mocniej, podniósł i rzekł:
- Kocham cię! Czekałem na tą chwilę! Nie wierzę, że w końcu mój sen się ziścił!
- Ja też się cieszę, ale proszę nie ściskaj mnie tak mocno, bo się zaraz uduszę.
Puścił mnie i zaczęliśmy się całować, ze względu na nasze skromne odzienie o mały włos i doszłoby do czegoś więcej, ale na szczęście zadzwoniła moja babcia, która powiedziała, że będą za 40 minut. Tak, przed czasem, ale moja babcia miała to w zwyczaju..... Szybko drapnęłam z wieszaka moją łososiową sukienkę z cieniuteńkim paskiem w talii, srebrną biżuterię, bardzo prostą, nie wyróżniającą się "z tłumu" i niebieskie szpilki z srebrną wstawką z boku i biegiem poszłam zrobić szybki makijaż smoky eye, związałam włosy w jakąś wymyśloną w pięć minut fryzurę i szybciutko zbiegłam na dół. Razem z Gem i Zielonookim położyliśmy potrawy na stole w jadalni, włączyliśmy kolędy (w dwóch językach) i spokojnie czekaliśmy w salonie.
Równiutko za 10 minut zjawili się dziadkowie i znów zostałam zaskoczona, tylko z ich strony. Przywitali się po angielsku i zaczęli nawijać w tym języku do Gem i Loczka. Mnie dosłownie wgięło w podłogę.
- Skąd wy znacie angielski? - Zapytałam z "rozdziawioną buzią".
- Wiesz wnusiu, przez 40 lat mieszkaliśmy w Stanach. Jak twoja mama była malutka to przeprowadziliśmy się z powrotem do Polski. - Powiedziała babcia....... Zero wzruszenia z jej strony.....
- Ciekawe czym wy jeszcze mnie zaskoczycie?
- Tak na prawdę wiesz o nas bardzo mało....
Po tych słowach znów mnie zamurowało..... Wiedziałam tylko jedno: Moi dziadkowie są udani!
- Chodźcie, zaprowadzę was do waszego pokoju.
Bez słowa podążyli za mną, rozglądając się po domu. Harold położył ich walizki koło łóżka w ich sypialni i wyszedł.
- Dlaczego ten dom jest taki mały? - Wypalił dziadek.
- Mały?! Wy macie pojęcie jak ja się z Harrym naharowałam, żeby było tu czystko?!
- My w USA mieliśmy większy dom i sprzątaczkę......
- Okey....... Koniec nowości na dziś. Chodźmy na kolację.
Zeszliśmy na dół i tradycyjnie: życzenia, kolacja i śpiewanie kolęd. O północy pasterka, ciepła herbata i spanie..... Tak wyglądała nasza Wigilia, niczym nie wyróżniała się od tej w innych domach, chyba, że wyjątek stanowili moi dziadkowie........
- Nom, nawet nie byle jakie modelki wzięły udział w tym pokazie!
- Cicho tam! - Warknął do nas gruboskórny ochroniarz.
Popatrzyłyśmy się na niego i odwróciłyśmy głowę w drugą stronę jak gdyby nigdy nic i już do końca pokazu nie odzywałyśmy się do siebie, no prawie do końca....., bo kiedy wyszła modelka zamykająca całe widowisko, a po niej Nikol zaczęłyśmy drzeć się jak jakieś idiotki, po czym szybko pobiegłyśmy w stronę naszej kochanej projektantki. Szkoda, że nie mogliście zobaczyć miny chłopaków, kiedy ogarnęli jak się zachowujemy....... Była wprost bezcenna. Harry ukrył swoją twarz w kapeluszu, a reszta chłopców błądziła gdzieś po wielkim pomieszczeniu, szukając punktu zaczepienia innego niż wybieg. Ha! Mieli pecha, bo siedzieli w pierwszym rzędzie.......
40 MINUT PÓŹNIEJ
Było kilka minut po 18. Wracaliśmy z pokazu całą naszą ósemką na piechotę (taki nasz wybryk) do wielkiego apartamentowca, który należał do domu mody Chanel. Powiedzmy, że pogoda, jak na zimę była bardzo przyjemna. Mimo, że z każdej strony otaczał nas śnieg, a mróz dawał o sobie znać to urok Paryża sprawiał, że zapominaliśmy o chłodzie. Miasto było cudownie rozświetlone ciepłymi barwami lampek bożonarodzeniowych, nie wspominając już o wieży Eiffla, która była doskonale widoczna z drugiego krańca miasta.
- Paryż nocą jest cudowny...... - Powiedziałam, nie mogąc oderwać wzroku od najpiękniejszych widoków, jakie kiedykolwiek mogłam podziwiać.
- Nie byłaś tu nigdy? - Zapytał Liam.
- Nie.
- Jak można mieszkać w UE i nie być w Paryżu?!
- Normalnie. Nie każdy ma miliony dolarów na koncie i jedzie tam gdzie dusza zapragnie.
- No tak.. Nie powinienem porównywać ciebie do mnie.
- Wiesz co?
- Co?
- Jesteś podły!
- Ej, ej, ej..... Spokój, bo zaraz się pobijecie! - Wtargnęła Nikol.
Wzięłam sobie do serca słowa Nikol i szybciutko zamieniłam się miejscami z Haroldem, tak, że teraz on szedł koło Liama, a ja z drugiej strony koło Honoraty.
- Słońce ty nasze, mamy z Nikol dla ciebie niespodziankę. - Powiedziała z bananem na twarzy Honey.
- Dla mnie?
- A widzisz tu jakąś inną Dominikę?
- No nie.... A co to takiego?
- Dowiesz się jutro z samego rana....
- Jeju, już się boję.... Ale jeśli mogę jeszcze spytać, to dlaczego sprawę niespodzianki omawiamy po polsku?
- Nie chcemy, by chłopcy wiedzieli o jakiejkolwiek niespodziance, a już nie wspominając o tym, że mogliby specjalnie wstać jutro rano z ciekawości....... - Rzekła Nikol.
- Nie wiem co wy kombinujecie, ale ja na serio się boję.
- O czym gadacie? - Zapytał Louis.
- Yyyyy, no wiesz....., o świętach. - Wypaliła Honka. - No w końcu za 4 dni Wigilia.
- A no tak........
Potem nasza konwersacja odbyła się bez zbędnych pytań i dziwnych wieści o niespodziankach.
- W końcu doszliśmy. - Powiedziała Nikol otwierając drzwi.
Każdy udał się w swoją stronę. Ja z Loczkiem do naszego apartamentu, Hon z Niallem do swojeg i Nikol z Zaynem do własnego. Tylko Lou z Liamem udali się sami, bez nikogo przy boku do własnych pomieszczeń.
- Co jemy na kolację? - Zapytał Harry.
- Nie mam pojęcia..... Może zamówimy pizzę?
- To takie romantyczne.......
- A od kiedy ty jesteś taki romantyczny?
- Od zawsze......
- To ja dzwonię po pizzę. Jaką zamawiamy?
- Mi to obojętnie......
- Okey. - Wzruszyłam ramionami, by już za 30 minut móc cieszyć się ciągnącym serem i sosem czosnkowym......
- Pizza była przepyszna, ale teraz idę się kąpać. - Powiedziałam.
- Ok. Ja jeszcze pogrzebie w internecie. Wejdę na pocztę, na którą nie wchodziłem chyba z 2 miesiące.....
Siedziałam w wannie, w pianie po pachy i tak sobie myślałam, jak to wszystko jako tako ogarnąć.... Jutro rano wylot do Polski, co oznacza 2 i pół dnia na przygotowanie się do świąt. W sumie nie będzie nas dużo, bo dojedzie do nas tylko Gemma i moja babcia z dziadkiem, która mimo zarzekań, że do mnie przyjedzie i zobaczy jak mieszkam, jeszcze mnie nie odwiedziła. Kurczę, nie wiem jak ja się ogarnę. Jak mi Zielonooki nie pomoże, to ja chyba rozstroju żołądka dostanę.....
- Jak chcesz to możesz iść się myć. - Powiedziałam wychodząc z łazienki.
- Już idę pod prysznic.
- Dobra, a ja idę do łóżka.
Nie minęło 10 minut, a Loczek był z powrotem.
- Śpisz? - Zapytał się mnie wchodząc do łóżka.
- Nie. Myślę.
- Nad czym?
- Mamy masę rzeczy do ogarnięcia.
- Jakich?
- Jak to jakich?! Jutro wracamy do Polski. Reszta z nami nie wraca, bo każdy rozjeżdża się na święta do swoich domów, oprócz Hon i Nikol, które jadą do rodzin Nialla i Zayna, ale mniejsza z tym. Gemma przyjedzie po jutrze, czyli dzień przed wigilią, babcia z dziadkiem będą na 18, czyli przyjadą na kolację. I teraz tak, w 2,5 dnia musimy się zmieścić z ogarnięciem "hektarowego" domu, ugotować potrawy, przygotować pokoje.... Jest masę roboty.
- I tym się tak martwisz?
- A ty nie?
- Nie. Poco? Zdążmy ze wszystkim. Jutro jak przyjedziemy do domu, zabieramy się do pracy i już. Nie przeżywaj tak.
- Ale ty masz luzackie podejście...... I za to cię kocham. - Przytuliłam się do niego.
- Tylko za to?
- Przecież wiesz dobrze, że nie tylko za to......
Nazajutrz, kiedy sobie smacznie spałam z niewiadomych powodów, przyszła o godzinie 5 rano do sypialni Hon i mnie obudziła.
- Chodź, zobaczysz niespodziankę. - Wyszeptała.
Zaspana, podążałam za Honką do jakiegoś pomieszczenia w piwnicy, nie powiem, że nie, ale w podziemiach zawiało takim chłodem, że szybko się obudziłam. Honorata otworzyła drzwi i powiedziała, żebym weszła. Bez najmniejszego wahania ruszyłam do środka i nagle zostałam sparaliżowana z szoku jakiego doznałam.
- I jak ci się podoba? - Zapytała Nikol.
Podbiegłam do niej i ściągnęłam folię ochronną, trzymanych przez nią rzeczy.
- Powiedz, że ja śnię......
- Niestety nie. - Powiedziała i wręczyła mi do rąk suknię ślubną, której gorset wyszyty był kryształkami Swarovskiego.
- Kiedy ty to uszyłaś?
- Nie zadawaj zbędnych pytań, tylko przymierzaj!
Poszłam za kotarę, przebrałam się w kosztowną sukienkę i wyszłam by pokazać się dziewczynom.
- Wow! Wyglądasz jak milion dolarów...... - Rzekła zachwycona Honey.
- Bardzo śmieszne..... Ta sukienka jest chyba tyle warta.
- Nie no, jaki hardkor! Szyłam tą suknię na oko i pasuje idealnie! - Krzyknęła Nikol na tyle głośno, że pewnie zbudziła połowę ludzi mieszkających w tym budynku.
- Nie wiem jak ci dziękować!
- Przestań! A ta druga jest moja! - Powiedziała i poszła szybciutko ją założyć, po chwili wyszła i wyglądała równie zjawiskowo jak ja.
- Powiem szczerze, że w ogóle nie zastanawiałam się jeszcze nad ślubem, ale skoro ty już uszyłaś suknie, to może zrobimy.......... podwójny ślub!
- Myślałam o tym samym!
- To teraz tylko ustalić termin!
- Tak!
- To ja idę ściągnąć suknię i biegnę się spakować! - Krzyknęłam i już po chwili było widać za mną "dymek".
W DOMU
Przez prawie cały lot i drogę powrotną siedziałam zestresowana, pomimo euforii, jaką wywołała we mnie Nikol suknią ślubną, którą bez mojej wiedzy uszyła. Nie wiedziałam jak mam zagadać o ślubie, niby prosta sprawa, ale z drugiej strony spotykam się z tak poważną decyzją po raz pierwszy w życiu. Cóż, musiałam się przełamać i mu o tym powiedzieć.
Po przekroczeniu progu, pierwsze co zrobiłam to nastawienie pralki i pójście się przebrać w jakieś dresy, bo czekała nas niezła harówka i szkoda byłoby zniszczyć jedne z najlepszych ciuchów. Kiedy ogarnęłam wszystko co związane było z fashion week'iem, wyciągnęłam odkurzacz, wzięłam ścierkę, mleczko do mycia armatury i inne chemikalia, które używa się do sprzątania mieszkania i zeszłam na dół.
- To od czego zaczynamy? - Zapytał Loczek.
- Ja idę sprzątać łazienki, bo przy tym jest najwięcej roboty, tym bardziej, że te łazienki z pewnością mogłyby posłużyć za małe kawalerki, a ty zabieraj się za odkurzanie. Potem powycieramy kurze i ja myję podłogi na górze, a ty na dole. Aha! I od razu przygotuję pokoje dla Gem i moich dziadków.
- Ok. - Powiedział z grymasem i mało szczęśliwą miną Harry.
6 GODZIN PÓŹNIEJ
- Nie wierzę......
- W co?
- Jak to co? Harry! W końcu ogarnęliśmy ten zamek, bo tego inaczej nie można nazwać. Nie czuję nóg... W życiu nie sprzątałam tak wielkiego domu. Mój rodzinny dom to tylko skromne 100 mkw i nie ma szału, ale tu! Że też macie manie na duże domy......
- Obiecuję ci, że w przyszłości zatrudnię panią do sprzątania.
- Trzymam cię za słowo......Ale teraz idę się kąpać.
- Ja idę z tobą......
***
Po wieczornej toalecie udaliśmy się do salonu, by popularnie jak większość ludzkości na tej planecie odpocząć przed telewizorem.
- Jakieś specjalne życzenia? - Zapytał Harold.
- Lampkę różowego wina, proszę.
- Już się robi. A jaki film oglądamy?
- Wybierz coś.
Zielonooki przyniósł wino i włączył film. Szczerze mówiąc, zdziwiłam się kiedy zobaczyłam tytuł: "All Good Things''.
- Od kiedy lubisz romantyczne filmy?
- Nie lubię. Ten film to wyjątek, jedyny w tej kategorii, który mi się podoba.
Nie odzywałam się nic więcej, po prostu ciężko mi ogarnąć gatunek Harrego...... Na końcówce filmu nawet nie zorientowałam się kiedy padłam ze zmęczenia. Pamiętam tylko, jak się przebudziłam, gdy Harold zanosił mnie do łóżka.......
WIGILIA
No więc tak, wczorajszego dnia nie opisywałam, bo oprócz przyjazdu Gem nie działo się nic spektakularnego. Dzisiaj zresztą też nie będzie nic ciekawego, bo będzie trzeba zająć się gotowaniem i ubrać drzewko, ale najpierw Loczek pojedzie do miasta i je kupi, a ma mało czasu, bo dzisiaj taki dzień, że wszyscy pracują o wiele krócej niż normalnie.
Godzina 9 rano. Zielonooki smacznie sobie śpi, a my razem z Gemmą skończyłyśmy pić poranną kawę i zabrałyśmy się do gotowania.
- A zanim zaczniemy, to jak robimy święta? - Zapytała Gem.
- Oczywiście, że po polsku. Jesteśmy w Polsce i zobaczycie jak wygląda to u w tym kraju, a Wielkanoc możemy zrobić po angielsku.
- Ok. To od czego mam zacząć?
- Od namoczenia pszenicy w letniej wodzie z miodem, a ja idę rozpalić w centralnym, bo zrobiło się chłodno.
***
Tak jak wspominałam na początku, nie działo się dzisiejszego dnia nic spektakularnego oprócz krzątania się po kuchni, robienia ostatnich poprawek i ubierania drzewka. O 16:45 kiedy wszystko było gotowe, stół nakryty, a gotowe potrawy czekały na nas w kuchni, by je podać, poszliśmy się wystroić. Weszłam do naszej garderoby i wzrokiem przemierzałam półki, szuflady i wnęki w poszukiwaniu odpowiedniego stroju. Po 15 min doszedł do mnie Harold, wziął to co miał wziąć do ubrania i zaczął się ubierać. Po chwili skapnął się, że siedzę na pufie w samej bieliźnie i czarnych rajstopach oparta o regał z butami.
- Co ci, że siedzisz taka skiśnięta?
Podniosłam wzrok, który zatrzymał się na jego torsie i stwierdziłam, że teraz albo nigdy.
- Harry, ja wszystko przemyślałam i przeanalizowałam przez 2 dni i pamiętasz jak na Malediwach mówiłeś o ślubie, dzieciach i wspólnym życiu?
- Tak.
Wstałam, podeszłam do niego, mocno objęłam i wyszeptałam do ucha, a łzy radości spłynęły mi po policzku:
- Jestem gotowa na ślub. Mam już nawet suknię.
Przytulił mnie jeszcze mocniej, podniósł i rzekł:
- Kocham cię! Czekałem na tą chwilę! Nie wierzę, że w końcu mój sen się ziścił!
- Ja też się cieszę, ale proszę nie ściskaj mnie tak mocno, bo się zaraz uduszę.
Puścił mnie i zaczęliśmy się całować, ze względu na nasze skromne odzienie o mały włos i doszłoby do czegoś więcej, ale na szczęście zadzwoniła moja babcia, która powiedziała, że będą za 40 minut. Tak, przed czasem, ale moja babcia miała to w zwyczaju..... Szybko drapnęłam z wieszaka moją łososiową sukienkę z cieniuteńkim paskiem w talii, srebrną biżuterię, bardzo prostą, nie wyróżniającą się "z tłumu" i niebieskie szpilki z srebrną wstawką z boku i biegiem poszłam zrobić szybki makijaż smoky eye, związałam włosy w jakąś wymyśloną w pięć minut fryzurę i szybciutko zbiegłam na dół. Razem z Gem i Zielonookim położyliśmy potrawy na stole w jadalni, włączyliśmy kolędy (w dwóch językach) i spokojnie czekaliśmy w salonie.
Równiutko za 10 minut zjawili się dziadkowie i znów zostałam zaskoczona, tylko z ich strony. Przywitali się po angielsku i zaczęli nawijać w tym języku do Gem i Loczka. Mnie dosłownie wgięło w podłogę.
- Skąd wy znacie angielski? - Zapytałam z "rozdziawioną buzią".
- Wiesz wnusiu, przez 40 lat mieszkaliśmy w Stanach. Jak twoja mama była malutka to przeprowadziliśmy się z powrotem do Polski. - Powiedziała babcia....... Zero wzruszenia z jej strony.....
- Ciekawe czym wy jeszcze mnie zaskoczycie?
- Tak na prawdę wiesz o nas bardzo mało....
Po tych słowach znów mnie zamurowało..... Wiedziałam tylko jedno: Moi dziadkowie są udani!
- Chodźcie, zaprowadzę was do waszego pokoju.
Bez słowa podążyli za mną, rozglądając się po domu. Harold położył ich walizki koło łóżka w ich sypialni i wyszedł.
- Dlaczego ten dom jest taki mały? - Wypalił dziadek.
- Mały?! Wy macie pojęcie jak ja się z Harrym naharowałam, żeby było tu czystko?!
- My w USA mieliśmy większy dom i sprzątaczkę......
- Okey....... Koniec nowości na dziś. Chodźmy na kolację.
Zeszliśmy na dół i tradycyjnie: życzenia, kolacja i śpiewanie kolęd. O północy pasterka, ciepła herbata i spanie..... Tak wyglądała nasza Wigilia, niczym nie wyróżniała się od tej w innych domach, chyba, że wyjątek stanowili moi dziadkowie........
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
