HONORATA I NIALL W SAMOCHODZIE
- Niall, może się zmienimy? Jedziesz za kierownicą odkąd wyjechaliśmy z Polski, a minęło już jakieś 13 godzin, więc albo robimy pauzę, albo ja siadam za kółko. - Powiedziała Hon.
- Przejechaliśmy dopiero Niemcy, a poza tym nie jestem jeszcze zmęczony.
- Błagam cię, kogo ty oszukujesz? Zjedź zaraz w tą zatoczkę co jest pokazana na Maryśce (nawigacja :-D) i robimy zamianę.
- Ale.........
- Nie dyskutuj ze mną! Przetnę Austrię, wjedziemy do Włoch i robimy postój, prześpimy się i z samego rana ruszamy w Alpy.
Tak jak Honorata rozkazała, jej podwładny Niall, musiał zjechać na pobocze i przesiąść się na miejsce pasażera. Panna Skarbek z wielkim zapałem "przeskoczyła" na miejsce za kierownicą i z pełną gracją wjechała na autostradę. Była w swoim żywiole. Trzypasmowa droga, duży ruch i pełno ciężarówek jadących na załadunek. Tak naprawdę nie mam pojęcia co ją tak jarało. Bo patrząc na obrót sprawy logicznie, to kto normalny na świecie lubi ruch na drodze? Ale wszystko się zgadzało, bo Honka jak nikt, była popaprana jak lato z radiem, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
- Nie wydaje ci się, że spędzanie dwóch tygodni w lecie, a na dodatek tylko w górach nie będzie nudne? - Powiedział Blondyn.
- To co proponujesz?
- Myślę, że możemy z 2-3 dni posiedzieć w górach, a potem pakujemy dupy do samochodu i zwiedzamy wschodnie Włochy, a następnie przemieścimy się na Sycylię, prosto do paszcz mafiozów.
- W sumie.......... Co nam szkodzi. Kasy mamy ful i raczej nam jej nie zbraknie.
- Spontaniczne wakacje są tymi najlepszymi wakacjami! - Krzyknął rozradowany Niall.
Honey włączyła radio na maxa i razem z panem Horanem "tańczyli" w rytm muzyki na siedzeniu i śpiewali na cały regulator:
(Oh, mamma mia! He's Italiano!
I love the way when I look in his eyes.. )
His name is Tony. He's from Milano.
He whispers softly in my ears in Italiano.
He never leaves me 'cause I'm his Cinderella.
He says that I'm his only one and Molto Bella........
NA SESZELACH
- I co moja księżniczko, podoba ci się na tej rajskiej wyspie? - Zapytał Zayn.
- Pewnie, że tak. Powiem, że zwiedziłam kawałek świata, ale w tak pięknym miejscu i o tak małej ludności w życiu nie byłam. Z resztą nie spodziewałam się, że zabierzesz mnie w takie miejsce. - Powiedziała Nikol.
- Nie spodziewałaś się?
- Nie, myślałam, że jeśli wpadniesz na taki pomysł to co najwyżej, może Hiszpania, może Lazurowe Wybrzeże, ale w życiu przez myśl nie przeleciałyby mi Seszele.
- Cieszę się, że udało mi się ciebie zaskoczyć. Jestem ciekawy, co słychać u naszego Loczka i Domy.
- Nom, też jestem ciekawa. Może w przyszłe wakacje to my polecimy na Malediwy, co?
- Czemu nie.
Nikol razem z Zaynem położyli się wygodnie na kocu, na piaszczystej plaży, gdzie byli tylko we dwoje. Koło nich, w stronę oceanu nachylone były przecudne palmy, a przed oczami mieli widok na piękne "murzyńskie chatki", za którymi roztaczał się widok na tropikalny las, ubarwiony, soczystą zielenią. Na plaży gdzieniegdzie, były usadowione wielkie, szaroniebieskie skały prażące się w słońcu. Woda oceanu, którą mieli za sobą, była tak krystalicznie czysta, jak nigdzie jeszcze. Śmiało jej czystość można porównać do wody źródlanej stojącej w butelkach na półkach sklepowych. Nikol podłączyła słuchawki do swojego telefonu i zapuściła ścieżkę dźwiękową ze swoimi ulubionymi hitami z lat 80/90 ubiegłego wieku.
- Może byś dała jedną słuchawkę? - Zapytał Zayn.
Nikol nic nie słyszała, więc wyciągnął jedną słuchawkę z jej ucha i wsadził do swojego.
- Oooooo Berlinda Carlisle! - Powiedział widocznie zadowolony.
- Znasz ją?
- Jak mogę nie znać! Jej piosenki, moja mama puszczała na okrągło, a w szczególności ta, która teraz leci. - Powiedział i zaczął śpiewać pod nosem:
Ooh, baby, do you know what that's worth ?
Ooh heaven is a place on Earth
They say in heaven love comes first
We'll make heaven a place on Earth
Ooh heaven is a place on Earth
W WILLI U LOUISA I LIAMA
- Lou, idziemy dzisiaj na jakąś imprezę? - Zapytał Liam.
- No ok, tylko musimy się streszczać, jeśli chcemy się wbić do lokalu.
Liam z Louisem poszli się stroić jak jakieś dziewczyny, które przed lutrem siedzą 2 godziny. W domu panował straszny syf, jakby przeszło przez niego tornado. Wszędzie walały się puszki po piwie i opakowania po chipsach. Jednym słowem, były to wakacje silnych i niezależnych mężczyzn. Kiedy chłopcy w końcu się wystroili, zamknęli willę na klucz i włączyli alarm, wsiedli do samochodu i ruszyli. Kiedy zbliżali się do głównej drogi, zauważyli, że coś wystaje z rowu. Z czystej ciekawości wyszli z samochodu i sprawdzili co to. Na początku myśleli, że to potrącona sarna, lecz gdy podeszli bliżej zobaczyli postać. Lou szybko wyciągnął telefon i włączył latarkę. Strumień światła skierował na twarz osoby i krzyknął na równi z Liamem:
- O Boże, przecież to.............
Spakowane w największe walizki jakie posiadałyśmy i eleganckie torby podróżne czekałyśmy razem z Nikol na chłopców. W ogóle wypadło tak fantastycznie, że lot mieliśmy o tej samej godzinie tylko w zupełnie przeciwne kierunki, Nikol kierowała się na zachód, a ja na wschód.
- Boże, wierzysz, że to już dzisiaj? Czekają nas dwa długie, beztroskie tygodnie w zupełnej ciszy i dziczy. - Rzekła Nikol.
- Tak. A to jak lecimy na zupełne odludzie to chyba czarterem, co?
- Tak, a czemu pytasz?
- A tak jakoś. Nigdy nie leciałam samolotem i trochę się boję, a wiesz, Malediwy nie za górami, tylko kilka tysięcy kilometrów od Polski.
- Nie masz się czego bać. Latanie samolotem, to naprawdę cudowna sprawa.
- Masz szczęście, że ci ufam.
- Hahaha........ To chyba dobrze. A nie wiesz, czy Honia z Niallem leci samolotem czy jedzie samochodem?
- Jedzie. Do Włoch nie jest tak daleko, a tym bardziej w Alpy, które są na samym początku kraju. Ciekawe jakie to uczucie jeździć w lato na nartach.........
- To tam leży śnieg?
- Tak, jest jeden czynny lodowiec przez 365 dni w roku.
- Aha, ale ja i tak wolę wakacje na plaży.
- Nie ty jedna. - (dzwonek do drzwi) - Otwarte! - Krzyknęłam.
- Hejka piękne! Gotowe na solidny wypoczynek? - Powiedział Zayn.
- A gdzie jest Harry? -Wypaliłam, nawet się nie przywitając.
- Musiał się wrócić po coś do domu. Zaraz przyjdzie, a wy w tym czasie dajcie swoje walizki, włożę je do samochodu.
Malik zapakował nasze bagaże, a my wygodnie usadowiłyśmy się w pojeździe bandu. Czekaliśmy jeszcze na Harrego, a gdy w końcu się pojawił, ruszyliśmy z piskiem opon prosto na lotnisko. Kiedy dojechaliśmy, w porcie lotniczym, jak zwykle był tłum ludzi, jedni z wakacji, drudzy na wakacje, a jeszcze inni do pracy za granicę. Kiedy przeszliśmy przez wszystkie bramki i załatwiliśmy ostatnie formalności, udaliśmy się do poczekalni w celu oczekiwania na nasze loty. Podeszłam do wielkiej szyby, która sięgała od podłogi po sam sufit i z wielkim zainteresowaniem podziwiałam lądujące i startujące samoloty. Podszedł do mnie Harold i stanął obok mnie.
- Zestresowana? - Zapytał.
- Troszeczkę. - Rzekłam nie odrywając wzroku od widoku za szybą.
- Będzie fajnie. Latanie jest uzależniające. Nie masz się czego bać.
- Tak, już to dzisiaj słyszałam.
- Cieszę się, że będę tam z tobą.
Odwróciłam się w stronę Loczka, ściągnęłam moje okulary słoneczne, popatrzyłam się w jego oczy, uśmiechnęłam się i rzekłam:
- Ja też. Popatrz znamy się tak krótko, a zarazem tak długo.
- Wyobrażasz sobie siebie w roli żony i matki?
- A skąd to pytanie.
- Kiedyś, bynajmniej mam taką nadzieję, że zostaniesz moją żoną i matką moich dzieci.
- Ja też mam taką nadzieję, ale na razie skupmy się na tym co jest, a nie wybiegajmy w przyszłość. Co będzie to będzie.
- Doma, Harry, chodźcie! Wpuszczają już do samolotu! - Usłyszeliśmy wołanie Nikol.
Pożegnaliśmy się i każdy udał się w swoją stronę.
12,5 GODZINY POŹNIEJ
Jesteśmy prawie na miejscu. Nie opisywałam ostatnich 12 godzin, bo nie działo się nic ciekawego. Z resztą cały lot przespaliśmy, obudziliśmy się przed chwilą na głos pilota i informacji, że zbliżamy się do lądowania. Widok z góry był tak piękny, że postanowiłam na czas moich wakacji pokazywać wam pod każdym wpisem fotoleracje z mojego wypoczynku, ale także Hon i Nikol, bo w końcu akcja nie opiera się tylko na mnie.
Kiedy szczęśliwie wylądowaliśmy na lądzie, udaliśmy się nad ocean, gdzie czekał na nas jacht, który zabrał nas do naszego podwodnego hotelu. Tak, dobrze przeczytaliście podwodnego. Powiem szczerze, że gdy ujrzałam piękne widoki, które widziałam tylko na National Geographic, dosłownie brakowało mi słów, które mogłam użyć w danej chwili do opisania cudownych obrazów, które ukazały się moim oczom. Wyraz "beautiful", to zdecydowanie za mało. Jedyne stwierdzenie, które choć trochę wyraża to co widziałam, to "Mały Raj na Ziemi". Kiedy dobiliśmy do brzegu, poszliśmy "wstawić się" do recepcji. Kiedy Loczek uzupełnił wszystkie papiery, dostaliśmy klucz od pokoju, a w zasadzie od apartamentu i ruszyliśmy w drogę. Przed samymi drzwiami do naszego chwilowego "mieszkania", Zielonooki zawiązał mi oczy chustą i wprowadził do środka.
- Możesz ją ściągnąć z oczu. - Rzekł.
Zrobiłam to bardzo pomału, a kiedy w całości ją ściągnęłam, torby, które trzymałam w ręce samoistnie mi wypadły z wrażenia, a ja z radości się rozpłakałam. Odjęło mi mowę, nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa.
- Kochanie, dlaczego płaczesz?
- Ze szczęścia Harry, ze szczęścia...........
Podszedł do mnie i zaczął mnie przytulać, a ja wydukałam:
- Nikt jeszcze nie zrobił mi tak wspaniałej niespodzianki. Będę ci dłużna do końca mojego życia.
- Za co chcesz być dłużna? Za to wszystko?
- Tak i za twoją miłość do mnie.........
Obudziłam się o 10 rano w moim łóżku, podniosłam głowę i ujrzałam zaspanym wzrokiem, że nie ma Nikol, a jej łóżko było równo pościelone, ino w projektanckim szyku. Wyciągnęłam ręce w górę i zrobiłam nimi obrót o 360 stopni, usiadłam na brzegu łóżka, przeczesałam włosy palcami, wstałam i zaścieliłam łóżko, któremu daleko było do równo złożonej pościeli Nikol. Ubrałam moje królicze kapcie na nogi i jeszcze nieprzytomna poszłam do kuchni w nadziei, że zastanę tam moją przyjaciółkę. Ha! Nawet było lepiej, bo w centrum domu oprócz panienki Sznajfer zastałam całą bandę z willi i Hon. Stanęłam przed nimi w mojej krótkiej pidżamie z Hello Kitty i tych "boskich" kapciach, co efektem był ich zabójczy śmiech na mój widok.
- Fajna stylowa! - Powiedział Harry, płacząc ze śmiechu.
Popatrzyłam się na niego zabójczym wzrokiem i skierowałam moje demoniczne oczy na Nialla i Nikol i powiedziałam:
- Czy pytałaś się mnie o zdanie w sprawie założenia jadłodajni dla nadzianych i znanych osobistości? - Patrzyłam się na nich wrogo dosłownie przez chwilę, bo więcej nie dałam rady, Niall wyglądał jak chomik z "toną" jedzenia w buzi, a Nikol była tak przerażona jakby miał zaraz koniec świata nastąpić, więc wybuchnęłam śmiechem. - Dobra, żartuję.......... Jedz Niallerku, jedz........, tylko się nie zadław.......... A tak w ogóle jak już jesteśmy tu wszyscy to mamy jakieś plany na dzisiaj?
- Ja pomyślałam, że możemy iść na polanę poopalać się i pokąpać w jeziorku. - Powiedziała Hon.
- Mi tam pasi. Pogoda jest ładna, słońce świeci, to trzeba ten czas jakoś wykorzystać, tym bardziej, że wy jutro lecicie na Malediwy, a Nikol wraca do Londynu. - Powiedział Zayn.
- No to zbieramy się. Ja strój mam na sobie i w praktyce jestem gotowa. - Rzekła Honey.
- To my idziemy do domu się przebrać i weżniemy coś do żarcia i spotkamy się na miejscu. - Powiedział Louis.
Chłopcy wyszli z mojego domu, a ja zostałam z projektantką i Hon. Szybko pobiegłam razem z Nikol ubrać się w strój kąpielowy, chapnęłam coś do jedzenia i wyszłyśmy. Zamknęłam mieszkanie na klucz i dostojnym krokiem ruszyłyśmy w umówione miejsce. Kiedy doszłyśmy, chłopców jeszcze nie było, więc rozłożyłyśmy koc, który miała ze sobą Honorata i wygodnie usadowiłyśmy się na nim, gdy usłyszałyśmy dobrze znajome nam głosy:
- Mówiłem, żeby to przed nim schować! Przez niego, musiałem zrobić sobie wycieczkę do sklepu! - Krzyczał Zayn.
- Ale to nie moja wina, to jest silniejsze ode mnie! - Odpowiedział Niall.
- Ło, ło, ło........... Co tu się dzieje? - Zapytała Nikol.
- Niall zżarł w nocy wszystkie przekąski jakie posiadaliśmy i przez niego musiałem iść do sklepu, a zczapiła mnie tam jedna fanka i jak to zwykle bywa, z jednej dziewczyny zrobiło się kilkanaście innych osób! A w ogóle co jest dziwne to, to, że Żarłok twierdzi, że to nie jego wina!
- Wy to oboje jesteście dziwni. Niall zjadł to na zdrowie mu za to, a to przeszedłeś się do sklepu dla zdrowotności, przecież jesteś cały i zdrowy.
- Ale....
- Cicho!
- Okej, okej.........
Harry dołożył swój ręcznik kąpielowy do naszego koca, tak, że leżał obok mnie na brzuchu i dziwnie przyglądał się moim dłoniom.
- Co tak skanujesz moje ręce?
Harold ocknął się i powiedział:
- Aaaaa......., tak jakoś, zagapiłem się.
- Aha, okejjjjjjj. Nawet nie masz pojęcia jak się cieszę na jutrzejszy wyjazd.
- Nie ty jedna, ja bym chciał, żebyśmy już byli na lotnisku.
- Jeszcze kilka godzin.........., a póki jeszcze jesteśmy tu, gdzie jesteśmy to bardzo cię proszę posmaruj mi plecy tym olejkiem co leży koło Hon.
Zielonooki wziął olejek, rozwiązał sznurek od bikini, delikatnie spryskał moje plecy i zaczął je delikatnie masować. Było mi tak błogo, że z rozkoszy poczułam ciarki na plecach i przymknęłam oczy. Wmasowywał oleistą ciecz w moje plecy z dobre 5 minut, pytając się co chwilę, czy taki sposób w jaki mnie masował mi odpowiada. Nie odpowiadałam, tylko zmysłowo wydobywałam dźwięki z moich ust, które układały się w krótkie, ale jednoznacze "mh". W tym samym czasie Nikol przewracała nerwowo oferty wakacyjne z jednego z biur podróży, a Zayn dusił się ze śmiechu.
- Możesz mi łaskawie powiedzieć co cię tak bawi?!
- Te twoje nerwowe ruchy.
- Ach tak?! - Powiedziała pani projektant i rzuciła magazynem w Mulata.
- Okey, widocznie dłużej już nie wytrzymasz.......
- Czego niby?
Pan Malik wstał i podszedł do plażowej torby z której wyciągnął kartkę formatu A4 i wręczył ją zadziornej dziewczynie. Kreatorka mody niepewnie wzięła kartkę z dłoni Zayna i zaczęła czytać napisaną na niej treść. Kiedy jej oczy zatrzymały się na jednym wyrazie, oczy jej się "zaświeciły" z radości i jednym ruchem siedziała już po turecku i wpatrywała się w Zayna, mrucząc pod nosem:
- Kocham cię, kocham cię, kocham cię........
- Ja ciebie też, ale powiedz mi czy ten kierunek ci odpowiada.
- Seszele?! Chyba sobie żartujesz! Pewnie, że odpowiada! - Krzyknęła z radości Nikol i rzuciła się na Malika i jego usta. Szybko oderwała się od nich, a jej rozradowana twarz nagle posmutniała.
- Coś nie tak? - Zapytał Mulat.
- No tak jakby. Lot mamy na jutro tak jak Harry i Doma, ale nie przewidziałeś tego, że Karl jak się dowie, że znów przedłużam wolne, to jednym słowem, ale mnie ukatrupi, jak nie gorzej.
- Don't worry my princes. Wszystko załatwione. Rozmawiałem z Lagerfeldem i dogadaliśmy się tak, że pójdzie na mój układ, a w zamian za to ty dostaniesz przedłużony urlop.
- Ale jaki układ?
- Nie ważne. - Powiedział Zayn i się uśmiechnął.
- To skoro już jesteśmy w temacie. - Odezwał się Niall. - My z Honoratą też jedziemy na wakacje, ale w Alpy Włoskie.
- Louis, to znaczy, że zostajemy skazani na łaskę losu. - Rzekł Liam.
- Liam, damy radę. Jesteśmy twardzi. Zostaniemy tu gdzie jesteśmy i będziemy dzielnie bronić naszej twierdzy! - Powiedział Lou.
Popatrzyliśmy się na nich i parsknęliśmy dzikim śmiechem. Gdy emocje opadły, a ja zaczynałam przysypiać, poczułam na moim rozgrzanym od słońca ciele zimne dłonie Harolda. Gwałtownie otworzyłam oczy i pisnęłam. Poderwałam się i miałam już zamiar uciekać, lecz było za późno. Zielonooki złapał mnie i przerzucił przez ramię jak worek ziemniaków, zaczął wchodzić do wody, a ja wierciłam się i piszczałam jak popaprana. Harry tylko się śmiał i zanurzył się razem ze mną pod wodą. Wynurzyłam się, a włosy przykryły mi twarz. Odrzuciłam je i podpłynęłam od tyłu Harolda i zaczęłam go dla zabawy topić, jednak moja przewaga nad nim długo nie potrwała, gdyż za chwilę ja byłam topiona. Wyszłam na brzeg i wspięłam się na kamień, z którego wskoczyłam do wody, mój chłopak poszedł w moje ślady i też skoczył, ino w londyńskim stylu do wody. Objęłam jego szyję rękami, a biodra oplotłam moimi nogami i zaczęliśmy się całować na środku jeziorka. Po skończonej namiętności wyszliśmy i położyliśmy się na słońcu, by wyschnąć. Po godzinie spędzonej na słodkim nic nierobieniu, zebraliśmy się całą paczką i wróciliśmy do domu, każdy do swojego, bo jutro czekał nas ważny dzień, a my nie byliśmy jeszcze spakowani........
- Nikol, mam do ciebie małe pytanko. - Powiedziałam.
- O co chodzi?
- Bo wiesz, skoro Harry załatwił wakacje na Malediwach to trzeba jakoś wyglądać i zanim pojedziemy do studia nagraniowego, to może skoczymy do centrum handlowego?
- I ty się jeszcze pytasz? Przecież wiesz, że ja do zakupów jestem zawsze chętna! Zazdroszczę ci, że lecisz z Haroldem na takie mega superowe wakacje. Chciałabym, żeby Zayn też wpadł na taki pomysł, byłoby tak romantycznie......... - Rozmarzyła się Nikol.
- Przecież nie znasz jeszcze na tyle dobrze Mulata i skąd wiesz, czy on też czegoś nie wykombinuje? A wiesz z jego kreatywnością różnie bywa...........
- Masz rację, dobra chodźmy zjeść śniadanie bo jest 9:00 i akurat zanim się wyrobimy to będzie 10 po 10, a doliczyć jeszcze dojazd to trochę czasu zejdzie, a jak jeszcze mamy zajechać do galerii to trzeba się streszczać. A, o której mamy być o Hon?
- Umówiłyśmy się na 14:30 i dzisiaj nagrywamy wszystkie piosenki do końca, choćby się waliło i paliło!
- Co za postanowienie...... - Zachichotała panna Sznajfer.
- Honka planuje wydać album końcem lipca, początkiem sierpnia, akurat wtedy kiedy wrócimy z wakacji, bo chce, aby premiera odbyła się wtedy kiedy ja będę.
- Oki. No to zabieramy nasze dupy, idziemy żreć, ubrać się i spadamy, bo nie mamy za dużo czasu. - Rzekła Nikol i poszłyśmy do kuchni.
- Ej, masz pomysła co jemy? - Zapytałam.
- Pewnie, że mam. - Powiedziała i położyła na stole swoją ulubioną, wręcz ubóstwianą nutellę, bułki kajzerki i dwa noże. - Oto moja propozycja śniadaniowa.
- A może coś innego..... Czekolada tak z............. - Przerwała mi Nikol.
- A masz lepszy pomysł na ranny posiłek?
- No, nie.
- No to siedź cicho i jedz. Czekolada jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a już na pewno nie tobie.
Przewróciłam oczyma i zajadałam się najlepszym śniadaniem, jakie mogłam sobie kiedykolwiek wymarzyć. Na stole stał zakupiony przeze mnie nowy magazyn JOY, którego nie miałam okazji jeszcze przeczytać, więc postawiłam go przed sobą i przeglądałam strony gazety, aż natknęłam się na siebie.
- Nikol, patrz! To ja! Jestem w gazecie! - Krzyknęłam i pokazałam jej moje zdjęcie, zrobione na ulicy.
- Ale super!!! I nie widziałaś, że ktoś robił ci zdjęcie?
- Wiem, że to głupie..............., ale nie widziałam.
- Ha ha ha......... Okeyyyyyyy, a przeczytaj co jest napisane obok zdjęcia.
- "Weź przykład z Dominiki Basaj i tak jak ona noś sukienkę przypominającą długą koszulę, która doskonale nadaje się na randkę lub wypad z przyjaciółką. Mały kołnierzyk i kieszenie sprawiają, że wygląda cool! Więc sama widzisz, że do osiągnięcia poziomu prawdziwej trendsetterki dużo nie potrzeba, a tym bardziej jak dołożysz kilka świetnych dodatków. (patrz str. 89)"
- No no...... Wyrabiasz się...... - Rzekła Nikol z uśmiechem na twarzy.
Ja w tym czasie przewróciłam stronę i tym razem ujrzałam Nikol.
- Paczaj, a tu coś o tobie!
- No to czytaj!
- " Nowoczesny szyk - To kolekcja mojego modowego Guru, czyli Nikol Sznajfer, która obecnie projektuje dla domu mody Chanel . To po prostu nowoczesny szyk w najlepszym wydaniu"
- Fajnie usłyszeć takie miłe słowa, na temat swojej pracy.
- Nom, a jeszcze fajniej zobaczyć siebie w takim magazynie, a nie plotkarskim szmatławcu.
- Ha ha ha....... No raczej.
Skończyłyśmy jeść śniadanie i pomaszerowałyśmy się ubrać w jakieś wygodne i lekkie ciuchy, bo był dopiero ranek, a temperatura już wskazywała 31 stopni Celsjusza. Nikol ubrała się w żółtą, plażową sukienkę z jedwabiu i założyła na stopy sandały rzymianki, natomiast ja założyłam na siebie krótki, biały top, wyżarte spodenki na dupie (tak mówiła moja mama : D) z czarnym skórzanym paskiem, "ciężkie" buty i czerwoną koszulę w kratkę przewiązaną w pasie. Tak ubrane czekałyśmy przed domem na taksówkę. Kiedy owy pojazd przyjechał wsiadłyśmy do niego i pojechałyśmy do stolicy.
40 MINUT PÓŹNIEJ
Zapłaciłam panu kierowcy za przebytą drogę i uradowane ruszyłyśmy w stronę galerii. Jak zwykle w naszym zwyczaju już bywało, pierwszym punktem była kawiarnia. Szybkim krokiem doszłyśmy do niej i zamówiłyśmy po solidnej dawce mrożonej kawy i po wielkim pucharze wypełnionym po brzegi różnymi smakami lodów. Jednym słowem obżarłyśmy się jak świnie. Zapłaciłyśmy należną kwotę pani ekspedientce i ruszyłyśmy na podbój centrum handlowego, a miałyśmy na to bite 3,5 godziny, więc zapowiadały się "huczne" zakupy.
- To gdzie idziemy najpierw?
- Chodźmy do Victoria's Secret, zobaczymy czy mają jakieś fajne stroje kąpielowe.
- Dobra, a potem chodźmy do Zary.
Weszłyśmy do Victoria's Secret i moim oczom ukazały się cztery piękne rzędy przeróżnych stroi kąpielowych.
- Kurczaki, ale wybór! - Krzyknęłam i zaczęłam razem z moją przyjaciółką buszować pomiędzy półkami w sklepie, aż w końcu znalazłam odpowiednie dla siebie cztery stroje kąpielowe.
Przymierzyłam je i Nikol stwierdziła, że wyglądam obłędnie i Harremu na pewno się spodoba i bez dwóch zdań rozkazała mi je kupić. Następnie poszłyśmy do Zary, ale tam nic ciekawego nie znalazłyśmy, to udałyśmy się do mojej ulubionej sieciówki czyli H&M. Nikol znalazła kilka fajnych ciuszków dla siebie i poszła je przymierzyć, a ja w tym czasie przeglądałam letnie sukienki, do momentu, aż ktoś zakrył mi oczy. Uśmiechnęłam się sama do siebie i moimi dłońmi dotknęłam dłoni tejże osoby w celu sprawdzenia czy to na pewno ten człowiek, o którym myślę. I tak miałam rację to był Harold. Obróciłam się w jego stronę i pocałowałam go w usta.
- Co tu robisz? - Zapytałam.
- Musiałem załatwić kilka spraw. A ty sama tu jesteś?
- Nie, z Nikol, która właśnie przymierza ubrania. A ty?
- Ja jestem z Zaynem, który zgapił ode mnie pomysł i też chce zabrać Nikol na wakacje. Gdzie to nie wiem, ale teraz poszedł do biura podróży. Tylko nic jej nie mów.
- No ba! Pewnie, że nie powiem, tym bardziej, że dzisiaj rano żaliła się, że Zayn też mógłby wpaść na taki pomysł i też ją zabrać na wakacje.
- No to się dziewczyna ucieszy!
Wzięłam dwie sukienki z wieszaka i zapytałam Harolda:
- Która lepsza?
- Obie są ładne, ale jeśli mam wybrać jedną, to wolę tę zieloną bez ramiączek.
- Też tak myślę, że ta jest ładniejsza.
Po chwili doszedł do nas Zayn i zapytał się nas gdzie Nikol, która właśnie wyszła z przymierzalni i krzyknęła:
- I jak wyglądam?
- Jak zawsze pięknie. - Rzekł Zayn.
- Dziękuję, a jeśli wolno spytać, to co wy tu robicie?
- Mieliśmy kilka spraw do załatwienia, a teraz idziemy do kawiarni i wracamy do domu do Nialla, Louisa i Liama.
- A to świetnie! My jeszcze przez chwilę pobuszujemy w sklepach, a do domu zabiorę się z wami po Doma idzie nagrywać piosenki i nie będę tyle kwitła w studiu.
- Nie ma sprawy. - Rzekł Zayn.
- O właśnie, skoro już o tym mowa, to przyjedziesz po mnie Harry jak skończymy nagrywać?
- Pewnie, że tak. To wy "pozwiedzajcie" sklepy, a my idziemy napić się czegoś zimnego i pobudzającego.
W efekcie zrobiłyśmy tyle zakupów ile normalna osoba robi na 3 miesiące. Gdy chłopcy nas zobaczyli, złapali się za głowy i z ciężkim bólem zabrali od nas zakupy i wsadzili do bagażnika. Pożegnałam się z Zaynem, Harrym, Nikol i udałam się do wytwórni. Czekałam jeszcze na Hon na korytarzu i gdy przyszła zaczęłyśmy od razu nagrywać piosenki, robiłyśmy sobie przerwy tylko na wodę i potrzeby fizjologicznie i dzięki samozaparciu skończyłyśmy cały album o 23:00.
- Dzięki ci Doma, że nagrałaś ze mną ten album.
- Nie ma za co. To ja ci dziękuję, że mogłam ci pomóc, a przy okazji trochę zarobić. Wpadnij jutro to pogadamy, a ja spadam, bo Loczek zaraz będzie na parkingu.
- Dobra. To do juterka!
- Pa!
Wyszłam z budynku i zobaczyłam podjeżdżający samochód. Otworzyłam drzwi i usiadłam na przodzie.
- I jak było? - Zapytał Zielonooki.
- Daj spokój, jestem padnięta. Teraz przekonałam się na czym tak naprawdę polega wasza praca.
Harold nic nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się pod nosem, a ja oparłam głowę o szybę i zasnęłam.......
2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ
W końcu niesprawiedliwości została wymierzona kara. Karol gnił w więzieniu, a Joanna dostała karę w zawieszeniu i zakaz opuszczania kraju na okres 5 lat. Czułam, że moje życie w końcu nabiera sensu, a piękna lipcowa pogoda tylko mi w tym pomagała. Dom we Wrocławiu sprzedałam i nie miałam zamiaru kiedykolwiek wracać do tego okropnego miasta, które nie kojarzyło mi się już z dzieciństwem, ale z okropnymi wydarzeniami ostatnich paru miesięcy. Nie napisałam o tym wcześniej, bo uważałam to za mało istotne, ale wtedy, kiedy nasi przyjaciele przyjechali do mnie i do Harrego do Wrocka, nie było z nimi Gemmy, tylko dlatego, że postanowiła wrócić do Anglii, przeprosić mamę i zacząć życie na nowo. Harry wspominał, że poszła nawet na studia. Wszyscy byliśmy zdumieni tą wiadomością, ale również bardzo szczęśliwi, że i Gemmie zaczyna się wszystko układać. O tym też nie wspominałam, ale Nikol totalnie olała robotę i jeszcze raz przedłużyła urlop, tylko tym razem do połowy lipca, więc miałyśmy teraz trochę czasu, by móc nacieszyć się sobą i co najważniejsze - nagadać. Co prawda Karl Lagerfeld mówiąc delikatnie, zaczął tracić cierpliwość i kilka razy miał ochotę zwolnić Nikol z pracy, ale miał tą świadomość, że jest jedną z nielicznych najlepszych projektantów młodego pokolenia i panna Sznajfer nie zmartwiłaby się brakiem pracy, bo zabijają się o nią inne równie znane i tak samo renomowane domy mody takie jak: Dolce&Gabbana, Gucci czy Yves Saint Laurent. I tak siedzieliśmy sobie wszyscy pięknego, słonecznego dnia w ogrodzie chłopców i łykaliśmy promienie słoneczne.
- Jaka piękna pogoda, w końcu upragnione lato. - Powiedziała Hon.
- O tak, masz stu procentową rację, a powiedz, kiedy skończymy nagrywać piosenki na twoją płytę? - Zapytałam.
- Pasuje ci dzisiaj o 16:00?
- I to jak najbardziej, a tak w ogóle to, która jest godzina?
- Pięć po 11. - Odezwał się szczęśliwy Zayn.
- Ma ktoś ochotę na coś zimnego do picia? - Zapytał Louis.
- Pytasz się jak chorego. Jest tak gorąco, że wszyscy czegoś się napijemy. - Rzekł Niall
Czekaliśmy na Lou chyba z pięć minut, aż w końcu doszedł do nas z lodowatą colą i listem.
- Listonosz przyszedł. Przyniósł list od Gemmy. - Powiedział Louis i wręczył każdemu z nas po puszcze coli i dał Harremu list do przeczytania.
Harold z zapartym tchem otworzył list i zaczął czytać na głos:
"Witajcie!
Wiem, że pisanie listów już dawno wyszło z mody, ale coś mnie ostatnio natchnęło na taką właśnie formę komunikacji z całym światem. Jak się domyślam to pewnie wszyscy jesteście w domu u chłopców, więc list jest kierowany nie tylko do Harrego, ale też do Was.
We wstępnie od razu mówię, ze nie będzie to długi list, bo na uniwersytecie jest bardzo dużo nauki, ledwo się wyrabiam, a już nie wspomnę o jakimkolwiek wolnym czasie, ale idzie mi całkiem nieźle (chyba :) ) Słyszałam, że sprawa doszła już do finału i w więzieniu siedzą właściwe osoby. Bardzo się z tego powodu cieszę, w końcu zapanował należyty spokój. Gratuluję tobie Zaynie dziewczyny, tylko pamiętaj, że masz o nią dbać, bo jeśli coś jej się stanie to wiesz Karl Lagerfeld padnie na zawał, a w całej prowincji modowej zapanuje żałoba. : D Dobra, żartowałam XD. Mam nadzieję, że ty Dominika chociaż trochę otrzepałaś się z katastrof, które cię w ostatnim czasie dotknęły. Pamiętaj, głowa do góry, będzie wszystko w porządku. A jak tam u Was chłopaki ten wasz projekt artystyczny? Chyba nie zapomnieliście o nim? Gratulacje Hon z powodu coraz większej sławy (mówię o muzyce). Ostatnio widziałam reedycję płyty Milion w jednym z londyńskich Empików.
Ja już kończę i mam nadzieję, że za niedługo się spotkamy. Życzę wam jeszcze więcej sukcesów i wszystkiego co najlepsze!
Kocham Was:
Najlepszy student - Gemma"
- Fuck! - Zerwał się Liam. - My rzeczywiście zapomnieliśmy o projekcie. Dzisiaj też jedziemy do Warszawy i kończymy projekt. Chyba dużo do roboty już nie zostało?
- Spokojnie. Została nam tylko jedna piosenka do nagrania i gotowe. - Powiedział Niall
- Aaaaa, to luzik. - Rzekł z ulgą w głosie Liam.
Leżałam sobie spokojnie i opalałam się, gdy ni stąd ni zowąd Harry wziął mnie na ręce. Zaczęłam drzeć się jak opętana, żeby mnie puścił, a on tylko szepnął mi na ucho, że jestem tak gorąca iż należy mnie schłodzić, no i chcąc nie chcąc znalazłam się w basenie wypełnionym po brzegi idealną wodą do kąpieli.
- Zabiję cię! - Zaczęłam krzyczeć w jego kierunku.
- Też cię kocham, mój aniołku! - Odpowiedział cały rozbawiony Loczek i dołączył do mnie w basenie.
Podpłynęłam do niego i oplotłam go moimi nogami i soczyście pocałowałam w usta. Widocznie Loczkowi się to spodobało, bo dość szybko dobrał się do górnej części mojego bikini i już prawie i by rozwiązał sznurek od stanika, gdy nagle wparowała cała reszta, a my gwałtownie odskoczyliśmy od siebie.
- Nie przeszkadzajcie sobie. - Rzekł Zayn i wybuchnął śmiechem.
- Wy to zawsze znajdziecie odpowiedni moment, by wejść i wszystko spieprzyć, a miało być tak pięknie. - Powiedział z wyrzutem Zielonooki i wyszedł z basenu, a ja za nim.
Złapał mnie za rękę i pomaszerowaliśmy do domu, aby się przebrać i zrobić coś na obiad, bo zbliżała się pora obiadowa. Poszłam do pokoju Harolda i wyciągnęłam z mojej torby ubranie na przebranie, a była to turkusowa sukienka okraszona kwiecistymi wzorami, która pięknie podkreślała moją opaleniznę i czarne sandały na szpilce. Wyszłam tak ubrana z jego pokoju, a Harold akurat do niego wchodził i gdy mnie zobaczył posłał mi zalotne spojrzenie i pomaszerował się przebrać. Ja w tym czasie zdążyłam dojść do kuchni i zastanawiałam się co by tu zrobić na obiad. Z racji, że było upalnie postanowiłam zrobić chłodnik ogórkowy. Wyciągnęłam z lodówki potrzebne składniki i akurat doszedł do mnie Zielonooki, przytulił mnie od tyłu i położył swoją brodę na mym ramieniu, a następnie pocałował mnie w policzek.
- Może ci pomóc, kotku? - Zapytał Loczek.
- Skoro już o to pytasz, to obierz ogórki i ścieraj je na tarce.
Harry przewrócił oczami i wziął się do "zadanego" mu zadania. Dzięki podzieleniu obowiązków, zupa była gotowa w niecałe 40 minut. Harold poszedł do jadalni nakrywać do stołu, a ja stanęłam w holu i zaczęłam drzeć mordę:
- Obbbbbbbbiiiiiiiiiiiiiiaaaaaaaaaaaaaddddddddddddddddd!
Na odzew nie musiałam długo czekać, bo pierwsi przybiegli Nial z Hon, a za nimi pozostała reszta całej bandy. Zjedliśmy obiad, pośmialiśmy się przy stole i zabraliśmy się do roboty. Ja pojechałam z Hon i Nikol do studia nagraniowego, a chłopcy, no cóż pojechali za nami, bo nagrywali piosenki w tym samym budynku co my.
Weszliśmy do środka i udaliśmy się każde do swojego pomieszczenia. Nie marnowałyśmy z Hon czasu, tylko od razu wzięłyśmy się za nagrywanie, a Nikol siedziała i się nam przyglądała i na migi pokazywał kciuki w górę, że idzie nam bardzo dobrze. Formacja One Direction, skończyła nagrywać piosenkę o wiele szybciej niż my, więc zabrali Nikol i gdzieś sobie poszli, a my zostałyśmy same na pastwę losu zatopione po uszy w pracy nad albumem. Definitywnie nagrałyśmy dwie piosenki i ze studia wyszłyśmy po 20. Pożegnałam się z Honoratą, która pojechała do swojego apartamentu, a ja zobaczyłam stojący na parkingu samochód chłopców i zaczęłam ku niemu zmierzać. Weszłam do środa i usiadłam koło Loczka na przednim siedzeniu.
- Co się tak szczerzysz? - Zapytałam.
- A nic, tak jakoś....... - Powiedział Harold.
- Taaaaa, jasne, ja już znam to twoje nic. - Rzekłam, a cała reszta hołoty ryknęła śmiechem.
- O co wam chodzi? - Zapytałam powtórnie z dziwaczną miną.
Całą powrotną drogę jechaliśmy w ciszy i skupieniu. Wysiadłam z Nikol pod moim domem i już miałam wchodzić do środka, kiedy przypomniało mi się, że zostawiłam coś u chłopaków w domu.
- Boże, Harry nie zabij mnie, ale przywieź mi strój kąpielowy, bo zostawiłam go u was w domu.
- Ok, zaraz ci przywiozę. - Odpowiedział Harry i znów dziwacznie uśmiechnął się pod nosem.
Wzruszyłam ramionami i weszłam do środka mojego domu i razem z Nikol udałam się do kuchni przekąsić coś na kolację. Konsumowałam drugą kanapkę, kiedy wszedł Harry i dał mi moje bikini.
- Jakie tempo! - Powiedziałam dziwnie podekscytowana.
- Zastanawiałaś się, czemu tak dziwnie się uśmiechałem. Dlatego. - Powiedział i wręczył mi kopertę do rąk.
- Co to jest?
- Otwórz to zobaczysz.
Odstawiłam strój kąpielowy na krzesło i otworzyłam czerwoną kopertę, w której znajdowały się dwa bilety. Wyciągnęłam je i zobaczyłam, że były to bilety lotnicze na Malediwy.
- Powiedz, że ja śnie. - Rzekłam.
- Nie! To się dzieje naprawdę! - Krzyknęła z drugiego końca mieszkania Nikol.
Popatrzyłam się na Harolda i rzuciłam się na jego szyję, zaczęłam go całować i dziękować ile wlezie.
- Przecież ci mówiłem, że po tym wszystkim zabiorę cię na wakacje.
- Tak, mówiłeś, ale w życiu nie spodziewałam się, że na Malediwy! Naprawdę nie wiem co powiedzieć!
- Nie mów nic, tylko poleć tam ze mną.
- Oczywiście, że polecę. Tak bardzo cię kocham.........
- Ja ciebie też. - Powiedział, pocałował mnie na dobranoc i pojechał do swojej willi, a ja zaczęłam skakać z radości z kanapy na fotel i z fotela na kanapę.
- Co ty robisz? - Zapytała Nikol.
- Cieszę się!
- Aha, ok.......... To ty się ciesz, a ja idę pod prysznic.
- Doooobbbbbbraaaaaaaaaaaaa!!! - Krzyknęłam i poszłam dokańczać moją kanapkę.
Kiedy Nikol się wykąpała, a moje emocje trochę zelżały to pogalopowałam do garderoby po pidżamkę i ręcznik. Weszłam do łazienki i napełniłam wannę po brzegi wodą. Posiedziałam w wannie godzinę. Wyszłam z niej, ubrałam się, standardowo pogasiłam światła i poszłam do mojego i Nikol pokoju. Chciałam z nią jeszcze pogadać, lecz okazało się to nierealne, bo padła jak kawka i jednym słowem spała jak zabita. Położyłam się na łóżku, ale długo nie mogłam zasnąć i w efekcie udało mi się pójść spać dopiero o 4 nad ranem..........
Sięgnęłam ręką do szuflady w biurku, w sypialni mojej mamy. Nie zapalałam światła, bo nie chciałam, by bijący blask kogoś zbudził. Starczyło, że siedział w ciemnościach ze mną Harry.
- Co ty robisz? - Spytał Zielonooki.
- Uznasz mnie za wariatkę jak ci powiem poco otwieram tę szufladę, więc po prostu mi zaufaj, bo mam przeczucie, a nawet wiem, że moje kłopoty się skończą i mam skryte marzenie, że to już kres mojego beznadziejnego życia.
Harry nic nie odpowiedział, tylko popatrzył się na mnie jak na wariatkę, tym bardziej, że mówiłam dość zgadkowo i wiele z mojej wypowiedzi nie można było się dowiedzieć. Otworzona przeze mnie szuflada była pusta z wyjątkiem niedużej zagródki, która mieściła się w jej prawym górnym rogu. Był tam telefon komórkowy mojej mamy, wyciągnęłam go i jakże zdziwiliśmy się z Loczkiem na widok aplikacji, która była włączona. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że był włączony dyktafon. Pomyślałam, że może mama coś kliknęła (była starej daty i kupiła sobie telefon dotykowy) i najzwyczajniej w świecie, włożyła telefon do szuflady. Postanowiłam to sprawdzić. Zatrzymałam, wciąż nagrywający się materiał i dziwnym wzrokiem popatrzyłam na Harrego.
- Jak myślisz ten telefon znalazł się tu przez przypadek? - Zapytał Zielonooki.
- Nie wydaje mi się. To co klikać play?
- Sama mówiłaś, że masz wrażenie, że twoje kłopoty się skończą, więc co nam szkodzi, a z resztą może tak miało być i w tym nagraniu jest odpowiedź. Spróbujmy. Już i tak tyle drogi przeszliśmy i przejść jeszcze te kilka metrów musimy. Włączaj nagranie.
Wzięłam głęboki oddech, przysunęłam się do Harolda, zwiększyłam poziom głośności i kliknęłam play i wtem ukazał nam się cały zapis ostatnich chwil życia mamy. Zresztą postaram się jak najdokładniej opisać co było na nagraniu:
"Cześć córuniu! Mam nadzieję, że gdy to odsłuchasz nie będziesz na mnie zła. Nagrywanie przebiegu tego co usłyszysz, było moim wyborem i tylko i wyłącznie moim, więc nie obwiniaj nikogo. W tym czasie kiedy poszłaś z Harrym załatwiać sprawy w mieście, ja też poszłam załatwić jedną sprawę, a jaką to dowiesz się słuchając materiał do końca."
To był wstęp i od tego momentu słyszałam stukot szpilek mojej mamy do samego garażu, potem gdy wsiada do samochodu i różne piosenki, które w czasie tej podróży leciały w radiu.
- Może to przewiniesz? Słuchamy tego już pół godziny i nic ciekawego nie słychać oprócz piosenek w radiu i odgłosu jadącego samochodu. - Rzekł Harry.
- Nie! - Odpowiedziałam i zorientowałam się, że jest już godzina 6 rano.
Po około kolejnych dwudziestu minutach dalej nic ciekawego się nie wydarzyło i zobaczyłam, że do pokoju dochodzi do nas Hon z Niallem, Nikol z Zaynem, Liam i Louis. Wstrzymałam nagranie.
- Co wy tak wcześnie wstaliście? Idźcie spać. - Powiedziałam.
- Wstaliśmy, bo nie mogliśmy dłużej spać. A wy czemu nie śpicie? - Zapytał Louis.
- Nie śpimy, bo odsłuchujemy nagranie z telefonu mojej mamy, w którym jak na razie nic ciekawego się nie dzieje, ale wstęp był na tyle przekonujący, że muszę to odsłuchać do końca.
- Ok, to posłuchamy razem z wami. W końcu też jesteśmy w to zamieszani. - Rzekł Niall.
- Ktoś dzwoni do drzwi czy mi się wydaje? - Zapytała Nikol.
Zapadła głęboka cisza i zerwałam się szybciutko, by otworzyć drzwi.
- Komu do diabła zachciało się odwiedzin o 6:30?! - Powiedziałam sama do siebie.
Zbiegłam na dół i otworzyłam drzwi:
- Cześć! Pamiętasz mnie jeszcze? To ja Asia.
- O Boże! Co ty tu robisz? W ogóle skąd wiesz, że ja tu jestem? Hon mówiła, że niedawno wpadłaś do niej.
- Nie trudno było się dowiedzieć gdzie przebywasz, bo wszystkie gazety huczą o twojej mamie i tacie. Mogę wejść?
- Jak musisz.
Niechętnie wpuściłam ją do środka i zaprowadziłam do naszego całego towarzystwa. Gdy Aśka weszła do pokoju Hon prześwietliła ją swoim wzrokiem.
- Słuchajcie to jest Joanna, o której kiedyś wam wspominałam. - Powiedziałam.
- Cześć. - Rzekli wszyscy krótko i obojętnie.
- Wiem, że kiedyś byłam niemiła dla ciebie, że nie cierpiałam ciebie i twoich przyjaciółek, ale zmieniłam się. I to nagranie na poczcie głosowej to ja je nagrałam, bo wiem doskonale co się stało, ale do momentu śmierci twojej mamy. Dalej nie wiem co się wydarzyło. - Rzekła Joanna.
Wszyscy jak siedzieli obojętnie, tak na raz odwrócili się w stronę mojej "koleżanki", kopary opadły nam wszystkim w dół, a ja podeszłam do niej i zapytałam się:
- Czemu nie pojawiłaś się wcześniej, czemu mi nic o tym nie powiedziałaś?
- Nie mogłam.
- Jak to nie mogłaś? - Zapytała Nikol
- Po prostu. Powiedziałam, że dowiecie się wszystkiego w swoim czasie.
- Genialnie! - Westchnęłam - Teraz właśnie odsłuchujemy nagranie, które jak wnioskuję było nagraniem sprzed kilku ostatnich godzin życia mojej mamy. Jak chcesz to możesz się przyłączyć.
- Dobrze, dziękuję.
W końcu na nagraniu zaczęło się coś dziać. Samochód, którym jechała moja rodzicielka zatrzymał się i znów było słychać stukot jej butów, który trwał około 10 minut, gdy nagle gwałtownie się zatrzymała i dało się słychać rozmowę dwóch kłócących się ludzi - kobiety i mężczyzny:
"- Ty sukinsynie, jak mogłeś zabić jej ojca! Pojebało cię! - Krzyczała kobieta.
- Zamknij się! Przecież wiesz doskonale, że to była konieczność!
- Wcale nie!
- Jakbym go nie zabił, to byłbym skończony! On wiedział o moim handlu narkotykami. Wiedział już o tym, gdy chodziłem z jego pieprzoną córunią! A do Wielkiej Brytanii myślisz, że poco pojechałem?! Po to, by majątek pomnożyć?!"
Popatrzyłyśmy na siebie z Nikol i równocześnie krzyknęłyśmy:
- Karol!
- Zabiję tego sukinsyna! - Krzyknęłam. - Ja pierdole, a teraz kto dzwoni do drzwi?!
Zbiegłam na dół i otworzyłam drzwi i od razu usłyszałam pretensje.
- Dlaczego, nie powiedziałaś mi o śmierci rodziców, tylko muszę się dowiadywać o tym z gazet?!
- Spieprzaj dziwkarzu! Wiesz dobrze, że rodzina się ciebie wyparła!
- Ach tak! A gdzie mam spać?!
- Jak dla mnie możesz spać na ulicy? Spieprzaj do hotelu i więcej nie pokazuj mi się na oczy! - Krzyknęłam i trzasnęłam mu drzwi przed nosem.
- Już jestem. Możemy słuchać dalej co Karolek ma ciekawego do powiedzenia!
- Kto to był? - Zapytał Loczek.
- Kto?! Mój brat dziwkarz.
- Przecież on je............. - Urwałam Harremu wypowiedź.
- Nie gadamy o nim! Słuchajmy dalej nagrania!
"- Tak, tak myślałam! To powiedz mi dlaczego go zabiłeś?!
- Bo on też był wplątany w narkotyki, lubił sobie powciągać nosem i chciał z tym skończyć i o wszystkim powiedzieć Dominice!
- Nie wieżę, że to zrobiłeś! Już żałuję, że pomagałam ci przewozić narkotyki!
- Żałujesz?! Dziwne! Przecież ja go tylko zabiłem strzykawką wypełnioną heroiną!
- Tylko?! Czy ty człowieku słyszysz siebie?!
- Słyszę! A i to porwanie Dominiki, było specjalnie przeze mnie zaplanowane!
- Idź się leczyć!
Po tych słowach słychać oddalanie się kobiety i krzyk mojej mamy, a potem jej słowa:
- Jak mogłeś, Karol! Przecież twoja rodzina i nasza przyjaźniła się od pokoleń!
- Zamknij ryja babo! Zaraz ty będziesz martwa!
Słychać powtórnie stukot butów mojej mamy, ale teraz jest to nerwowy bieg i wyścig z czasem."
Musiało udać jej się uciec, bo słychać było pisk opon i walkę, by wygrać przed tyranem. Potem znów na nagraniu, nic się nie działo, bo nastąpiła droga powrotna. Następnie po około 40 minutach słyszałam zasapany głos mojej mamy i jej głos:
"- Jestem już w domu. Ta dziewczyna, która powiedziała, że wie co się stało to Joanna i to ona kłóciła się z Karolem. Telefon wkładam do szuflady. Karol już tu jedzie, by mnie zabić. Chcę go wyprzedzić. Żegnaj! - Po tych słowach słychać strzał z pistoletu i ciszę. Przeraźliwą ciszę i pustkę, która nie trwała długo, bo po około 15 minut, słychać było głos Karola:
- O jak fajnie! Wyprzedziła mnie ta wredna suka! Nic tu po mnie spadam na lotnisko, jutro wylot do USA o 15:00! - Powiedział sam do siebie i wyszedł."
Po tym wszystkim nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie chciało mi się płakać. Czułam wielką złość do tego pieprzonego gnoja.
- Musimy się spieszyć, jest 11:00, a za 4 godziny Karol wylatuje do Stanów. Jedziemy na policję! - Powiedział zdenerwowany Harry.
Atmosfera była na tyle nerwowa, że do wyjścia byliśmy gotowi w zawrotnym tępie.
20 MINUT PÓŹNIEJ
Wpadliśmy do komisariatu jak burza i od razu bez żadnych skrupułów wpadliśmy do biura sierżanta.
- Oooooo...... Witam panią! Właśnie mieliśmy jechać do pani zebrać zeznania.
- To nie będzie konieczne. - Powiedziałam krótko i wręczyłam mu telefon. - Proszę to odsłuchać, a potem szybko zasuwajcie pod dom Karola von Hamburga! - Rozkazałam.
- Pana szlachcica? Dlaczego? - Zapytał sierżant.
- Niech pan odsłucha nagranie. Nic tu po nas i tą damę zostawiamy na komisariacie, bo była w to gówno zamieszana. - Wskazałam na Aśkę. - Jadę teraz poinformować księdza o tym, że do pochówku dołączy jeszcze moja mama. Aha......, kiedy już pojmiecie Karola i sprawę przekażecie prokuraturze to bardzo proszę mnie o tym poinformować. To tyle z naszej strony. Do widzenia! - Rzekłam.
Kiedy opuszczaliśmy komisariat, wszyscy patrzyli się na nas jakbyśmy przybyli co najmniej z kosmosu. Byłam tak zła, że wystawiłam im mój szlachetny środkowy palec i opuściłam te pieprzone miejsce. Podjechaliśmy pod kościół. W try migi podeszłam do księdza, powiedziałam mu o zaistniałej sytuacji, kiedy wszystko załatwiłam to wyszłam ze świątyni i poczułam taką dziwną, nie do opisania ulgę. Wsiadłam do samochodu i w końcu poczułam się szczęśliwa. To był koniec. No dobra, nie do końca, bo jeszcze Karol ze swoją narkotyczną drużyną nie siedział w więzieniu, ale sama radość, że w końcu niesprawiedliwości stanie się zadość była triumfem, a euforia rozpierała moją duszę.
Harry objął mnie swoimi silnymi ramionami i uspokajał mój przeraźliwy i pełen rozpaczy krzyk. Louis dzwonił na policję i pogotowie, ale musiał zobaczyć co się stało, więc pobiegł do sypialni mojej mamy, a reszta naszych przyjaciół pogalopowała za nim, w celu zaspokojenia swojej niepohamowanej ciekawości i jakże stanęli jak wryci, gdy zobaczyli co stało się w pokoju mojej rodzicielki. Dziewczyny tak jak ja zaczęły krzyczeć ze strachu, a chłopcy pobledli i wydawało się, że zaraz nie wytrzymają z nadmiaru emocji, które towarzyszyły im już pierwszego dnia w tym przeklętym domu, który obiecałam sobie, że po tym wszystkim co się wydarzyło, sprzedam go i raz na zawsze zapomnę, o tym, że się tu wychowałam, że spędziłam tu całe moje dzieciństwo, a Wrocław będę omijała szerokim łukiem, oczywiście z wyjątkiem 1 listopada.
- Uspokój się. Sam jestem w szoku. Obiecuję ci, że już wszystko będzie w porządku. - Powiedział oszołomiony Hazza.
- Zamknij się i nie składaj mi obietnic, których nie dotrzymasz! - Krzyknęłam cała rozdygotana.
Loczek nic nie odpowiedział na te słowa, tylko przytulił mnie jeszcze mocniej, aż drżenie mego ciało przeniosło się na niego. Kiedy emocje odrobinę zelżały, siedzieliśmy wszyscy bladzi jak trupy, przytuleni do siebie w obawie, że znów stanie się coś złego, wtem usłyszeliśmy wtargnięcie do domu, zerwałam się gwałtownie, cała wystraszona w obawie, że teraz nadszedł czas na mnie, ale na szczęście była to policja razem z pogotowiem. Wskazałam im drogę do wyznaczonego pomieszczenia i wróciłam do salonu, wprost do objęć Harrego.
***
- Osz kurczę blade! Mamy tu grubą sprawę, ale puls nie odczuwalny, jest zimna i jednym słowem nic tu po nas. Panowie, cała robota należy do was, a my się zmywamy. - Rzekł gościu z pogotowia.
- Heniek, zabezpiecz ślady! - Krzyknął sierżant.
- Tak jest szefie!
- Czy to czasem nie jest była żona tego prawnika, co niecały tydzień temu też kojtnął? - Zapytał jeden z policjantów
- Tak, to ona i na moje oko, wygląda to na samobójstwo, chociaż dokładną ekspertyzę i tak będzie musiał zrobić Zdzichu i wtedy się okaże, a zaraz zresztą Anita przedstawi nam wstępne oględziny ciała.
I stało tak sobie na poboczu pokoju dwóch policjantów i debatowało o tym co mogło się wydarzyć, czy było to samobójstwo, a może jednak zabójstwo.
- Mamy coś?
- No cóż, panie prokuratorze, ciężko stwierdzić bez dokładnych oględzin ciała, ale na szyi, widoczne zadrapania, na dłoniach jak i zresztą na całych rękach widoczne siniaki, co wygląda na silne uderzenia przez kogoś bardzo silnego, co wskazywałoby na zabójstwo od ciosów dłonią, bo kobieta jest dość drobnej budowy, ale należy zauważyć, że koło prawej dłoni jest pistolet, co z kolei wskazuje na samobójstwo.
- No to rzeczywiście niewiele informacji. - Powiedział prokurator. - Ale proszę zwrócić uwagę na to co napisała na kartce matka poszkodowanej i to pewnie tuż przed śmiercią: "Córeczko tak musiało się stać, nie rozpaczaj nad losem, to był mój czas, będę zawsze przy tobie, nie zapomnij o tym. Zostały upieczone dwie pieczenie przy jednym ogniu. Jeśli masz cierpieć, to lepiej raz, a nie potem znowu i pamiętaj nie pozwól mu uciec. Ja odgadłam, co się stało z twoim tatą, kto zainkasował twoje porwanie i od kogo przyszło nagranie na pocztę głosową i wiem, że ty też to odgadniesz. Przy twoim sprycie, będziesz wiedziała co się wydarzyło już na drugi dzień po mojej śmierci, bo w dniu, kiedy mnie zobaczysz będziesz w za dużym szoku. Kończę mój krótki list za nim on tu przyjdzie i mnie zabije. Żegnaj! Twoja na zawsze kochająca mama.
- Musimy się dowiedzieć kim jest "on" i dlaczego chciał zabić panią Basaj. - Powiedział policjant.
- Panowie, na dzisiaj koniec. Zwłoki zawierzcie do patomorfologa i na jutro po 14 chcę mieć pełny opis. - Rzekł prokurator.
***
Wstałam z niecierpliwieniem i zobaczyłam, jak dwóch facetów niesie na noszach w worku moją mamę, rzuciłam się na nią, chciałam jej dotknąć, przytulić, ten ostatni raz.
- Pani Dominiko proszę o spokój! - Ryknął jeden z policjantów i odciągnął mnie od trupa, leżącego teraz martwo, a tak niedawno żywego. - Mamy coś dla pani. Leżało to w pokoju pani matki i widocznie treść skierowana jest do pani.
Wręczył mi delikatnie do rąk białą kartkę ksero, drapnęłam ją drapieżnie, usiadłam na kanapie i zaczęłam czytać. Policjanci w tym czasie opuścili mój dom. Czytałam tekst kilka razy i za każdym razem łzy spływały coraz mocniej i żwawiej zalewając i rozmazując tekst napisany piórem z niebieskim atramentem. Za którymś razem podniosłam moje czerwone i zaszklone oczy znad rozmazanej treści, zgniotłam ją i odrzuciłam za siebie. Czułam wtedy niepohamowaną złość i rozpacz. W głębi duszy rozwalało mnie jak nigdy wcześniej. Nie wytrzymałam i wstałam. Musiałam rozładować moją złość. Zaczęłam tłuc, niszczyć i kopać wszystko co znalazło się na mojej drodze. Weszłam do kuchni i zaczęłam tłuc szklanki i talerze oraz wszystko co się dało, po kolei. Sięgnęłam po nóż i już miałam pociąć tapetę w paski, gdy za moimi plecami zjawił się Harry.
- Odstaw ten nóż, bo zrobisz sobie krzywdę!
- Skąd możesz wiedzieć co ja sobie zrobię?!
Odwróciłam się gwałtownie w jego stronę razem z nożem, którego ostrze skierowałam w Loczka i zaczęłam się pomału do niego zbliżać z wzrokiem tak wrogim, jakiego jeszcze nigdy nie użyłam. Hazza podniósł ręce w górę i dobrowolnie zaczął się cofać.
- Dominika, proszę uspokój się! Przejdziemy przez to razem pomogę ci! Tylko błagam odstaw ten nóż!
Popatrzyłam na narzędzie zbrodni i na Zielonookiego i po krótkim namyśle wsadziłam nóż do szuflady i mocno przytuliłam się do Hazzy.
- Przepraszam, ja wcale nie chciałam skoczyć do ciebie z nożem. Wybacz mi, ale tak dużo przeszłam w ostatnim czasie.
- Rozumiem cię, ale do jasnej cholery dziewczyno jestem tu razem z tobą i przejdziemy to razem! Rozumiesz? A gdy będzie już po wszystkim zabiorę cię na wakacje! Tylko do diabła, ale musisz być silna, nie możesz się poddać! Rozumiemy się?
Skinęłam głową i usłyszeliśmy wołanie z salonu, szybko przybiegliśmy do pokoju dziennego i zobaczyliśmy błyski fleszy bijące przez szyby okien. Szybko opuściliśmy rolety na parterze i stwierdziliśmy, że na dzisiaj wrażeń było wystarczająco dużo. Ustaliliśmy kolejkę, według, której poszliśmy się kąpać. Gdy wszyscy byli już po wieczornej toalecie, zaprowadziłam ich, każdego do swojego pokoju i poszliśmy spać.
Przysypiałam już, kiedy usłyszałam kroki na korytarzu.
- Kto to? - Zapytał Loczek.
- Bądź cicho to usłyszysz. - Powiedziałam gładkim głosem.
Usłyszeliśmy pukanie do drzwi pokoju, który znajdował się obok nas i głos Nikol:
- Zayn, śpisz już?
- Nie, a co się stało.
- Nie mogę zasnąć w tym przeklętym domu, po prostu się boję i czy mogę spać z tobą?
- Oczywiście, chodź.
Zayn przysunął się do ściany i zrobił miejsce dla Nikol. Młoda projektantka usadowiając się koło pana Przystojniaka i niechcący przejechała ręką po jego nagim brzuchu i odruchowo cofnęła rękę.
- Dlaczego zabrałaś rękę? Mi się podobało, a poza tym to dzisiaj razem śpimy, więc........
- Więc na pewno nie wydarzy się nic. Ja nie jestem jak Honorata.
Brunetka położyła się na boku w stronę pokoju i cieszyła się chwilą, która dla niej była spełnieniem, bo zakochała się w Zaynie od pierwszego wejrzenia, nawet gdy chodziła z Karolem skrycie go kochała. Mulat korzystając z sytuacji, przysunął się do Nikol i położył swoją dłoń na jej piersi. Ona delikatnie się odwróciła, tak żeby nie wykręcić ręki swojemu ukochanemu i popatrzyła mu głęboko w oczy, a widziała go bardzo dobrze, tak jak i on nią, bo ich oczy zdążyły przyzwyczaić się już do mroku jaki panował w sypialni. Niespodziewanie Zayn znalazł się nad Nikol i zaczął ją całować w malinowe usta, oderwał się od nich, ściągnął bluzkę od pidżamy i zmierzał ku piersiom. Całował je tak zmysłowo, a zarazem drapieżnie. Posuwał się coraz bardziej w dół, kiedy nagle powrócił rozum do głowy Nikol i narwanie wyrwała się z jego pocałunków i zaczęła ubierać bluzkę, a Zayn siedział zdezorientowany na łóżku w samych białych bokserkach z Calvina Kleina.
- Przepraszam cię, ale tak jak już mówiłam, nie jestem Hon. Pobądźmy trochę ze sobą, a potem wszystko potoczy się swoim własnym torem. Nie bądź na mnie zły.
- Nie jestem zły. Rozumiem cię. Kocham cię i będę czekał, aż będziesz gotowa.
- Dziękuję, że mnie rozumiesz.
Mulat położył się koło brunetki. Ta przysunęła się do niego pocałowała na dobranoc i wtuliła się w niego jak w swojego ulubionego misia.
4 GODZINY PÓŹNIEJ
Coś nie dawało mi spać. Kręciłam się z boku na bok, kiedy w końcu otworzyłam oczy i zobaczyłam postać ubraną w białą powiewną suknię. (Nie wspominałam o tym wcześniej, ale u mnie w domu od pokoleń mówiło się, że osoba, która umarła może przyjść w śnie lub jako zjawa, by pożegnać się ze swoim domem i najbliższymi członkami rodziny) Nie bałam się, bo wiedziałam, że to mama. Usiadłam na łóżku, przetarłam oczy i spojrzałam na Hazzę, który spał jak kamień. Postać machnęła ręką co znaczyło, że mam ruszyć za nią. Wstałam z łóżka, założyłam moje kapcie i ruszyłam za postacią, która prowadziła mnie do sypialni, która należała do niej i do taty za życia. Wskazała żebym otworzyła drzwi. Zrobiłam to i ujrzałam tatę, który wskazał na szufladę w biurku. Usiadłam na brzegu łoża sypialnianego, gdy do moich uszu doszło trzy razy wypowiedziane moje imię przez moich rodziców, po czym rozpłynęli się w powietrzu, niczym mgiełka wody. Uśmiechnęłam się do siebie i pomodliłam się za ich dusze, gdy nagle usłyszałam ciężkie kroki zbliżające się w moim kierunku.
- Harry? Co ty tu robisz? Jest po 4 nad ranem, idź spać. - Powiedziałam.
- Tak myślałem, że tu jesteś, bo przebudziłem się, a ciebie już nie było. Nie zasnę bez ciebie. - Rzekł na półprzytomnym głosem.
- No to usiądź koło mnie. Muszę coś sprawdzić, bo dostałam znak, który jak przypuszczam ma mi pomóc.
W APARTAMENCIE HONEY
- Nie podobała mi się ta wizyta Aśki. Nie wiem co knuje, jak i nie mam zielonego pojęcia co ona tu robi, ale na pewno coś kombinuje. A wy co myślicie na ten temat? - Zapytała Honorata zdenerwowana chodząc w tę i z powrotem po salonie i kuchni.
- My myślimy, że po prostu za bardzo się nakręcasz. Zluzuj trochę. Może przyjechała tak o, pozwiedzać i przypadkiem dowiedziała się gdzie mieszkasz, przecież ludzie się zmieniają. - Powiedział Louis.
Hon nagle się zatrzymała, stanęła w lekkim rozkroku i uniosła opuszczoną głowę na linii równej głowie Nialla i zaczęła się w niego intensywnie wpatrywać.
- Co? - Zapytał Niall.
- Nic, nieważne. Coś mi się przypomniało, ale to nieważne i niemające sensu. Zapomnij.
- Powiedz, proszę.
- Oh, Niall, naprawdę to nic nie znaczyło. Przypomniało mi się coś z moich młodzieńczych lat, ale to naprawdę nie mające sensu.
- Ok, jak chcesz. Ja się w to nie mieszam, a poza tym to już zdążyłem zgłodnieć od tej rozmowy. Co masz do jedzenia?
- Zobacz w lodówce. Może coś tam znajdziesz oprócz światła.
- Czy ty sobie ze mnie żarty stroisz?
- Ja? W życiu. - Rzekła Honorata i zaczęła wymachiwać coś w powietrzu, wyglądało to tak komicznie, że bez wyjątku wszyscy ryknęli śmiechem i Niall dodał:
- Teraz to żeś kalambury wymyśliła? Poczekaj, tylko coś zeżrę. - Na te słowa Horana, na dosłownie chwilkę zapanowała cisza, lecz ona na długo nie zagościła, gdyż znów cała banda zaczęła się śmiać.
Nialler poszedł do kuchni, którą nazywał "wonderland", chyba nawet wiem dlaczego, bo przecież kuchnia dla pana Horana to taka kraina czarów i cudów. Mając podstawowe produkty w szafkach i w lodówce, można stworzyć dzieła sztuki, przyozdobione najróżniejszymi fantazjami na świecie, ile ludzi żyje na planecie to tyle jest pomysłów. I to właśnie była ta magia, przy odrobinie talentu kulinarnego, można zrobić coś z niczego i zadowolić podniebienie nawet najbardziej wymagającego klienta. Niall otworzył lodówkę, stanął na przeciwko niej i stał, i stał........
- Zamknij w końcu tą lodówkę. - Powiedziała Nikol.
Blondyn, jakby obudził się z transu i odwrócił się w stronę bandu w salonie.
- Mówiłaś coś? - Zapytał.
- Tak, mówiłam. Zamknij tą lodówkę.
- Aha. Zaraz, tylko wyciągnę sobie szynkę, ser, masło, pomidora i sałatę.
- Stałeś tyle czasu przed otwartą lodówką, tylko po to, by wziąć zestaw kanapkowy. Serio Horan? - Zapytał Louis podniesionym głosem.
- Nie krzycz na mnie, bo będę śpiewać "me and my broken heart - my food".
- Ale ja nie krzyczę. Idź jedz nasz Blondynie kochany, bo głód na ciebie źle działa. - Rzekła Nikol.
- Honorata, chyba twój telefon dzwoni. - Powiedział Zayn.
- Rzeczywiście. Halo?
- Hej, to ja Doma.
- Oooo, hejo! Co tam słychać u cb?
- U mnie w porządku. Po jutrze pogrzeb i jeszcze trochę i wracam do domu.
- No to super. W sensie, że już niebawem wrócisz do domu.
- Też się cieszę. Dobrze, że jest ze mną Harry, bo nie mam pojęcia co by się ze mną działo, gdyby nie on. Dużo mi pomaga, podnosi na duchu i dzięki niemu, mimo tej tragedii czuję się szczęśliwa, a Aśką się nie przejmuj. Może wpadła tylko odwiedzić starą "kumpelę".
- Wiem, dzisiaj też to już słyszałam.
- Kochana, będę kończyć, bo mama gdzieś wychodzi, a ja póki jestem we Wrocławiu to idę pozałatwiać niezamknięte sprawy z przeszłości.
- Dobrze, to do zobaczenia. Zadzwoń, jak załatwisz swoje formalności.
- Obiecuję, że zadzwonię. Pa pa.
Hon, położyła telefon na stole w jadalni i powiedziała:
- Podnosić dupska z sofy, a ty Niall kończ przeżuwać kanapki.
- A co się stało? - Zapytał Liam.
- A czy, coś musiało się stać, żeby wstać z kanapy? Po prostu, wy chłopaki razem z Nikol jedziecie do domu i pakujecie się na kilka dni. Aaaaa i spakujcie coś eleganckiego, ale w kolorze granatowym lub czarnym.
- Dobra, dobra, tylko powiedz po co to wszystko? - Zapytał zaciekawiony Niall z buzią wypełnioną połową kanapki.
- Jak to poco? Jedziemy do Dominiki. Zrobimy jej wielką surprise!
- O tak! Jesteś kochana! - Krzyknęła wypełniona euforią Nikol.
- Tak, wiem, że jestem kochana. Słyszę to codziennie od tego osobnika co siedzi w kuchni.
- Hahaha......
- Niall, nie żryj już tyle bo będziesz gruby! - Krzyknęła Honka.
- Jesteś kochana, że tak o mnie dbasz.
- Widzisz, znowu to powiedział.
- Chodźcie chłopcy, zabiorę się z wami i podrzucicie mnie przed chałupką Domy. - Powiedziała Nikol.
- Ok. - Wyrwał się Zayn.
2 GODZINY PÓŹNIEJ
Chłopcy wraz z młodą panią projektant, uwinęli się dość szybko i stali już pod domem Honey i czekali na nią. Hon wybiegła z domu jak poparzona, wbiegła do samochodu i wygoniła Louisa z przedniego siedzenia i usiadła koło kierowcy Nialla.
- No to panie kierowco, ruszaj w drogę! - Rzekła Honka słodziutkim jak miód głosikiem.
- Zaraz, tylko włączę nawigację.
- Po co ci, nie na darmo usiadłam z przodu, a poza tym w dojeździe do Wrocka, nie ma żadnej filozofii, nawet najgorsza "sierota" nieorientująca się w terenie bez problemu by dojechała.
3 GODZINY PÓŹNIEJ
Bez największych problemów wszyscy szczęśliwie dojechali do mojego rodzinnego miasta i kierowali się w kierunku mojego domu, gdy nagle zobaczyli mnie i Harrego, przechodzącego przez most Grunwaldzki.
- Ej, hołota, patrzcie! To Doma i Harold! - Wyrwał się Louis wskazując na nas palcem.
- Zjedź zaraz za mostem na parking! - Rozkazała Niallowi Honka.
Niall, wedle rozkazu zjechał na parking i zatrzymał się w wyznaczonym miejscu. Gdy to zrobił natychmiast wszyscy wybiegli z samochodu i rzucili się na mnie i Loczka.
- Co wy tu robicie? - Zapytałam cała w szoku i niedowierzania.
- Wpadliśmy ciebie i naszego Harrusia odwiedzić! - Wyrwała się Nikol.
- I za to was kochamy! Ta wasza spontaniczność jest wprost zaczepiasta! - Rzekł uradowany Zielonooki.
- To zapraszam was do domu. Miejsca na nocleg znajdzie się dla wszystkich!
Banda wsiadła do samochodu, którym przyjechali, a ja pojechałam razem z Harrym jego samochodem.
- Ja w to nie wierzę, że oni wpadli na taki pomysł i przyjechali taki kawał drogi, specjalnie żeby nas odwiedzić i pobyć przez chwilę z nami. - Powiedziałam do Zielonookiego.
- Nie ty jedna nie dowierzasz. Mamy cudownych przyjaciół.
- O tak, zgadzam się z tobą w stu procentach.
Po tych słowach, odwróciłam głowę w stronę szyby, zwiększyłam poziom głośności radia i zatopiłam się w słowach piosenki Michaela Jacksona:
Heal the world
Make it a better place
For you and for me
And the entire human race
There are people dying
If you care enough
For the living
Make it a better place
For you and for me.....
Kochałam twórczość Jacksona. Jego piosenki zawsze do mnie przemawiały, a w szczególności ta, która leciała teraz w radiu. "Heal the world", czyż to nie jest piękna piosenka? Same jej słowa, dają czas na krótką, lecz intensywną refleksję, a jeśli ktoś w to wątpi, niech posłucha tych słów:
Ulecz świat
Stwórz z niego lepsze miejsce
Dla Ciebie, dla mnie
i dla wszystkich ludzkich ras
Bo tutaj ludzie umierają
Jeśli martwisz się wystarczająco
o życie
To stwórz tu lepsze miejsce
Dla Ciebie i dla mnie.......
Tak, wiem, że to przetłumaczona część piosenki, której kawałek przytoczyłam wam po angielsku, ale kiedyś jeśli ktoś będzie to czytał, może nie rozumieć dlaczego mówię o pięknych słowach, dlatego też postanowiłam wrzucić ten kawałek w naszym ojczystym języku. W ogóle dziwne jest to, że spisuje swoje życie w rozdziałach. Jestem ciekawa jakby zareagowała na to mama, gdyby przeczytała to wszystko co do tej pory, wydarzyło się w moim krótkim, ale jak równie doświadczonym już życiu. Z jednej strony jestem ciekawa co jeszcze mnie czeka, a z drugiej strony nie chcę wiedzieć, bo jeśli to coś złego, niedobrego? Z resztą o czym ja myślę, powinnam się skupić na teraźniejszości, a nie wybiegać w przyszłość. Życie i tak zgotuje mi taki los, który uzna za stosowny. Z moich głębokich przemyśleń wyrwał mnie głos Harrego.
- Już jesteśmy. Ej, Doma........
- Tak? Co się dzieje?
- Już jesteśmy na miejscu. Stało się coś?
- Nic się nie stało, to tylko przemyślenia.
- Rozumiem.
Wyszłam z samochodu i ruchem ręki pokazałam, gdzie hołota ma zaparkować swój pojazd. Poczekaliśmy na nich z Harrym i weszliśmy do domu. Zdziwiło mnie to, że drzwi nie były domknięte, lecz odrobinę uchylone. Pomyślałam, że mama nadzwyczajnie w świecie nie domknęła drzwi, więc bez wahania weszłam do środka.
- Siadajcie w salonie, a ja pójdę do pokoju mamy zobaczyć, czy już wróciła. - Powiedziałam.
Wszyscy kiwnęli głową na znak, że rozumieją, więc szybko pogalopowałam na górę i otworzyłam drzwi od pokoju mamy. Przekroczyłam próg i zaczęłam rozpaczliwie krzyczeć. Z niemocy uklękłam na podłodze, brakowało mi tchu, a łzy i przyspieszone tętno, tylko utrudniało całą sprawę. Zaczęłam wyrywać sobie włosy z głowy, pytać samą siebie dlaczego teraz, dlaczego w takim momencie i czy znajdzie się kiedyś czas na przyjemne wydarzenia. Pokładałam się na podłodze, jakbym była opętana, a to były tylko ruchy rozpaczy i straconej nadziei. Chwyciłam w ręce nożyczki i już miałam zamiar zakończyć żywot, kiedy wbiegł wystraszony moim krzykiem Harry, zatrzymał się na progu i krzyknął:
- O ja pierdole!
Złapał mnie siłą, wyrwał z trzęsących się rąk nożyczki, podniósł mnie i wyprowadził z sypialni mamy.
- Louis, dzwoń na policję i pogotowie! - Krzyknął Harold.
- Co się stało!
- Nie pytaj się, tylko dzwoń! Szybko, ruszaj się!
WE WROCŁAWIU
- Mamo, słyszałaś?! Heroina?! Ja w to nie wierzę, przecież do jasnej cholery, ale tato był prawnikiem, więc skąd się wzięły narkotyki we krwi? - Powiedziałam, nawet nie wiem w jakim nastroju ciężko opisać co wtedy czułam, czy była to złość, czy może szok, a może jednak żal.
- Och, Dominisiu, ja też nie wiem skąd się to u taty wzięło, teraz wiemy, że będzie pogłębienie śledztwa, będą szukać aż znajdą, co naprawdę zaszło, bo nie wierzę, by Tomek brał narkotyki. - Powiedziała słabym głosem mama i od przypływu emocji, rozpłakała się. - Idę się położyć.
- Dobrze mamo, lepiej się poczujesz. - Odparłam. - Harry, proszę, chodźmy się przejść, bo ja też już nie wytrzymuję.
Ubrałam się w byle jakie ciuchy i wyszliśmy na świeże powietrze. Była taka ładna pogoda, mnóstwo ludzi spacerowało w parku, jedni z psami, drudzy z przyjaciółmi, a jeszcze inni wygłupiali się na deskorolkach, czy rolkach. Usiedliśmy na ławce, pod wielkim i rozłożystym dębem, z daleka od głównej drogi, która by naszą rozmowę tylko zakłócała. W oddali było widać niewielki staw, a na nim pływające, śnieżnobiałe łabędzie i pełno dzieci, które biegały w okół zbiornika wody i co rusz wrzucały po kawałku bułki w celu dokarmienia ptaków, a w powietrzu unosiły się ich radosne krzyki i ich mam, biegających za nimi i co rusz upominających, żeby nie wrzucali swojego śniadania do wody. Ciepły zapach wiosny, a już wkrótce zbliżającego się lata doskonale otulał ludzką skórę, na tyle, że chwilowo można było zatrzymać się w czasie i pomarzyć, powspominać i co najważniejsze, zrelaksować się fizycznie, jak i psychicznie, zresetować umysł, co przecież w dzisiejszym wariackim świecie było prawie niemożliwe. Miałam to szczęście, że byłam osobą, która po jakiejś ważnej dla mnie tragedii otrzepuje się bardzo szybko. Minęły zaledwie 4 dni od śmierci taty, a ja czułam jakby zleciały mi co najmniej 4 lata.
- Piękną mamy dziś pogodę. - Rzekł Harold.
- O tak, nawet bardzo piękną. Wiesz zastanawiam się, co będzie ze spadkiem po ojcu, ja oczywiście się zrzeknę na rzec mamy, ale obawiam się postępowania mojego brata.
- To ty masz brata? Czemu nigdy o nim nie wspominałaś?
- Bo nie ma o kim wspominać. Kawał łajdaka i chama, nawet nie przyznaję się do tego, że jest moim bratem.
- No to grubo. A jeśli mogę wiedzieć, to co on takiego zrobił?
- Nie zrobił, ale właściwie co robi.
- No dobrze, no to co takiego robi?
- Jest to dość krępująca jak i zarazem wstydliwa praca, ale jemu się podoba. Mi i mojej mamie nie za bardzo i nie mamy ze sobą kontaktu od ponad 8 lat, bo otóż mój kochany braciszek jest striptizerem w klubie nocnym, a w dzień chodzi na dziwki.
- Mówisz serio?
- A czy wyglądam na osobę, która by żartowała?
- No, nie.
- Więc teraz już wiesz dlaczego rodzina się go wyparła, tym bardziej, że jesteśmy normalni, a nie pojebani jak lato z radiem, oczywiście nie wliczając w to tego człowieka, który kiedyś przynależał do rodziny. Dobra koniec o nim gadania, bo na samą myśl, o tym co robi i jak się zachowuje to chce mi się rzygać.
- Dobrze. Wiesz, zastanawia mnie fakt, skąd wzięła się heroina we krwi twojego taty, choć go nie znałem to mam dziwne przeczucie, że on na pewno jej nie wziął. W końcu był "podwładnym sądu" i wiedział doskonale, jakie są konsekwencje nadużywania narkotyków.
- Tak, też nad tym myślałam, ale mnie jeszcze męczy Karol, który tam był, gdy znaleźli martwego tatę. Wiem, że wzięli go na przesłuchanie, ale natychmiast go wykluczyli, nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że on w tym wszystkim maczał palce, a z drugiej strony to mój ojciec był jego prawnikiem. Naprawdę nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć.
- Oooooooo, widzę, że ktoś tu o mnie debatuje. - Rzekł, wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna.
- Czego chcesz?! - Wysyczałam przez zęby.
- Niczego, po prostu składam ci szczere kondolencję z powodu taty.
- Ty mi lepiej powiedz, co tamtego, pamiętnego dnia robiłeś u niego w kancelarii!
- Słońce, nie denerwuj się tak, przecież wiesz, że twój tato był moim prawnikiem, więc w czym problem? - Słodkim głosem powiedział Karol.
- Nie jestem twoim słońcem, nie masz prawa tak do mnie mówić! Ja wiem, że maczałeś palce w śmierci mojego ojca, ja to czuję i obiecuję ci, że nie wiem jak tego dowiodę, ale zgnijesz księciuniu razem ze swoim całym, pieprzonym pałacem i hektarami pól!
- Spokojnie, a mo.........
- Nie rozumiesz gnojku, że masz ją zostawić?! - Powiedział Harry.
- Dla ciebie to jestem książę Karol von Hamburg!
- A ja dla ciebie Mr. Styles. - Rzekł Zielonooki i przyfasolił Karolkowi prosto w mordę.
Co tu dużo mówić, zaczęli się lać jak małe dzieci, próbowałam ich rozdzielić, lecz z marnym skutkiem. Swoim zachowaniem zwołali całą rzeszę ludzi, ale jakby tego było mało to w ekspresowym tempie zbiegli się paparazzi i zaczęli pstrykać fotki. Na szczęście w odpowiednim momencie zjawiła się straż miejska i rozdzieliła dwóch nawalających się wzajemnie kolesi.
- Jeszcze tego pożałujesz! - Krzyknął Pan Władca.
- Zobaczymy! - Odparł Harry i pokazał mu swojego szlachetnego, środkowego palca.
Ruszyłam szybkim i zdecydowanym krokiem do przodu z miną jakbym szła na jakąś wojnę.
- Co to miało być?! - Zapytałam wkurzona do szpiku kości.
- Należało mu się! - Odparł cały poraniony i poobijany Harry.
- Człowieku, popatrz jak ty wyglądasz! Na co był ten cyrk?!
- Ale.....
- Koniec dyskusji! Idziemy do domu, albo w najgorszym przypadku na pogotowie!
- Do....
- Powiedziałam koniec dyskusji!
Loczek zaczął mamrotać coś pod nosem i przez całą powrotną drogę, nie odezwał się ani słowem. Przed samym domem napadł na nas tłum fotoreporterów i zadawali mi pytania odnośnie ojca, a Harremu odnośnie bójki. Spojrzałam na nich krytycznym wzrokiem, złapałam Harolda za rękę i jednym szybkim ruchem weszliśmy do domu. Mama widocznie już wstała bo robiła sobie kanapki.
- Mamo, jesteśmy już! - Powiedziałam szorstkim głosem.
Weszliśmy do kuchni i mama momentalnie skamieniała.
- Boże kochany, co ci się stało? - Zapytała.
- A nic takiego, to tylko taki mały wypadek. - Rzekł Zielonooki.
- Otóż Harry pobił się z Karolem.
- Z Karolem? O co poszło?
- Bo powiedział do mnie słoneczko czy słońce, nie pamiętam, ale w każdym bądź razie coś w tym stylu no i nie chciał dać mi spokoju, no i mój chłopak trochę się wkurzył i zaczęli się lać. Jeśli to ma być pocieszenie, to Karol nie wygląda lepiej, niż mój poturbowany Harry.
- Ale nic mi nie jest.
- Harry, nie dyskutuj ze mną, klapen dupen, a ja idę po wodę utlenioną i jakieś opatrunki.
Kiedy zmyłam warstwę brudu i krwi z twarzy Loczka, okazało się, że nie jest tak źle jak to wyglądało, na twarzy było kilka zadrapań, mniejszych i większych, które staranie opatrzyłam plastrami.
- Jesteś dalej na mnie zła?
- Nie, nie jestem, ale na co ci to było?
- Bo cię kocham! - Powiedział i zamknął moje usta pocałunkiem.
Długo nie nacieszyliśmy się takim stanem, bo dzwonił mój telefon, więc choćbym nie chciała, ale musiałam go odebrać.
- Ooooo. Honorata dzwoni, to znak, że chyba już wytrzeźwieli. - Powiedziałam uradowana. - Halo.
- Hej Doma! Muszę ci coś powiedzieć.
- No to mów.
- Nie wiem, co jest grane, ale dzisiaj rano przyszła do mnie Aśka.
- Jak Aśka? O kim ty mówisz?
- Jak to o kim? Twoja wiecznie wrogo nastawiona do ciebie koleżanka!
- Co?! Czego chciała?!
- Nie wiem, bo zamknęłam jej drzwi przed nosem, ale z tego co powiedziała to musi, mieszkać, gdzieś niedaleko nas, bo powiedziała, że naszą imprezę, było słychać na końcu ulicy.
- Aj tam. Przeżywasz. Może chciała cię odwiedzić.
- Nie przeżywam. Dobra, będę kończyć, pogadamy później.
Skończyłam gadać z Hon i usłyszałam głos mamy dobiegający z jej pokoju. Zerwałam się na równe nogi i szybko pobiegłam razem z Loczkiem na górę.
- Mamo, co się stało?
Wręczyła mi do ręki swój telefon i kazała wejść w pocztę głosową i w pierwsze nagranie. Włączyłam je na głośnomówiący i usłyszeliśmy: "Wiem, jak zginął mec. Piotr, wiem dlaczego Dominika została porwana przez zakładników i wiem, kto jeszcze powinien zostać srogo ukarany, ale nie szukajcie mnie, wszystko się wyjaśni w swoim czasie."