wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 20

WE WROCŁAWIU

              - Mamo, słyszałaś?! Heroina?! Ja w to nie wierzę, przecież do jasnej cholery, ale tato był prawnikiem, więc skąd się wzięły narkotyki we krwi? - Powiedziałam, nawet nie wiem w jakim nastroju ciężko opisać co wtedy czułam, czy była to złość, czy może szok, a może jednak żal.
- Och, Dominisiu, ja też nie wiem skąd się to u taty wzięło, teraz wiemy, że będzie pogłębienie śledztwa, będą szukać aż znajdą, co naprawdę zaszło, bo nie wierzę, by Tomek brał narkotyki. - Powiedziała słabym głosem mama i od przypływu emocji, rozpłakała się. - Idę się położyć. 
- Dobrze mamo, lepiej się poczujesz. - Odparłam. - Harry, proszę, chodźmy się przejść, bo ja też już nie wytrzymuję. 
           Ubrałam się w byle jakie ciuchy i wyszliśmy na świeże powietrze. Była taka ładna pogoda, mnóstwo ludzi spacerowało w parku, jedni z psami, drudzy z przyjaciółmi, a jeszcze inni wygłupiali się na deskorolkach, czy rolkach. Usiedliśmy na ławce, pod wielkim i rozłożystym dębem, z daleka od głównej drogi, która by naszą rozmowę tylko zakłócała.  W oddali było widać niewielki staw, a na nim pływające, śnieżnobiałe łabędzie i pełno dzieci, które biegały w okół zbiornika wody i co rusz wrzucały po kawałku bułki w celu dokarmienia ptaków, a w powietrzu unosiły się ich radosne krzyki i ich mam, biegających za nimi i co rusz upominających, żeby nie wrzucali swojego śniadania do wody. Ciepły zapach wiosny, a już wkrótce zbliżającego się lata doskonale otulał ludzką skórę, na tyle, że chwilowo można było zatrzymać się w czasie i pomarzyć, powspominać i co najważniejsze, zrelaksować się fizycznie, jak i psychicznie, zresetować umysł, co przecież w dzisiejszym wariackim świecie było prawie niemożliwe. Miałam to szczęście, że byłam osobą, która po jakiejś ważnej dla mnie tragedii otrzepuje się bardzo szybko. Minęły zaledwie 4 dni od śmierci taty, a ja czułam jakby zleciały mi co najmniej 4 lata.
- Piękną mamy dziś pogodę. - Rzekł Harold. 
- O tak, nawet bardzo piękną. Wiesz zastanawiam się, co będzie ze spadkiem po ojcu, ja oczywiście się zrzeknę na rzec mamy, ale obawiam się postępowania mojego brata.
- To ty masz brata? Czemu nigdy o nim nie wspominałaś?
- Bo nie ma o kim wspominać. Kawał łajdaka i chama, nawet nie przyznaję się do tego, że jest moim bratem.
- No to grubo. A jeśli mogę wiedzieć, to co on takiego zrobił?
- Nie zrobił, ale właściwie co robi.
- No dobrze, no to co takiego robi?
- Jest to dość krępująca jak i zarazem wstydliwa praca, ale jemu się podoba. Mi i mojej mamie nie za bardzo i nie mamy ze sobą kontaktu od ponad 8 lat, bo otóż mój kochany braciszek jest striptizerem w klubie nocnym, a w dzień chodzi na dziwki. 
- Mówisz serio?
- A czy wyglądam na osobę, która by żartowała?
- No, nie.
- Więc teraz już wiesz dlaczego rodzina się go wyparła, tym bardziej, że jesteśmy normalni, a nie pojebani jak lato z radiem, oczywiście nie wliczając w to tego człowieka, który kiedyś przynależał do rodziny. Dobra koniec o nim gadania, bo na samą myśl, o tym co robi i jak się zachowuje to chce mi się rzygać.
- Dobrze. Wiesz, zastanawia mnie fakt, skąd wzięła się heroina we krwi twojego taty, choć go nie znałem to mam dziwne przeczucie, że on na pewno jej nie wziął. W końcu był "podwładnym sądu" i wiedział doskonale, jakie są konsekwencje nadużywania narkotyków. 
- Tak, też nad tym myślałam, ale mnie jeszcze męczy Karol, który tam był, gdy znaleźli martwego tatę. Wiem, że wzięli go na przesłuchanie, ale natychmiast go wykluczyli, nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że on w tym wszystkim maczał palce, a z drugiej strony to mój ojciec był jego prawnikiem. Naprawdę nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. 
- Oooooooo, widzę, że ktoś tu o mnie debatuje. - Rzekł, wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna.
- Czego chcesz?! - Wysyczałam przez zęby.
- Niczego, po prostu składam ci szczere kondolencję z powodu taty.
- Ty mi lepiej powiedz, co tamtego, pamiętnego dnia robiłeś u niego w kancelarii!
- Słońce, nie denerwuj się tak, przecież wiesz, że twój tato był moim prawnikiem, więc w czym problem? - Słodkim głosem powiedział Karol.
- Nie jestem twoim słońcem, nie masz prawa tak do mnie mówić! Ja wiem, że maczałeś palce w śmierci mojego ojca, ja to czuję i obiecuję ci, że nie wiem jak tego dowiodę, ale zgnijesz księciuniu razem ze swoim całym, pieprzonym pałacem i hektarami pól! 
- Spokojnie, a mo.........
- Nie rozumiesz gnojku, że masz ją zostawić?! - Powiedział Harry.
- Dla ciebie to jestem książę Karol von Hamburg!
- A ja dla ciebie Mr. Styles. - Rzekł Zielonooki i przyfasolił Karolkowi prosto w mordę.
Co tu dużo mówić, zaczęli się lać jak małe dzieci, próbowałam ich rozdzielić, lecz z marnym skutkiem. Swoim zachowaniem zwołali całą rzeszę ludzi, ale jakby tego było mało to w ekspresowym tempie zbiegli się paparazzi  i zaczęli pstrykać fotki. Na szczęście w odpowiednim momencie zjawiła się straż miejska i rozdzieliła dwóch nawalających się wzajemnie kolesi. 
- Jeszcze tego pożałujesz! - Krzyknął Pan Władca. 
- Zobaczymy! - Odparł Harry i pokazał mu swojego szlachetnego, środkowego palca.
Ruszyłam szybkim i zdecydowanym krokiem do przodu z miną jakbym szła na jakąś wojnę.
- Co to miało być?! - Zapytałam wkurzona do szpiku kości.
- Należało mu się! - Odparł cały poraniony i poobijany Harry.
- Człowieku, popatrz jak ty wyglądasz! Na co był ten cyrk?!
- Ale.....
- Koniec dyskusji! Idziemy do domu, albo w najgorszym przypadku na pogotowie!
- Do....
- Powiedziałam koniec dyskusji!
           Loczek zaczął mamrotać coś pod nosem i przez całą powrotną drogę, nie odezwał się ani słowem. Przed samym domem napadł na nas tłum fotoreporterów i zadawali mi pytania odnośnie ojca, a Harremu odnośnie bójki. Spojrzałam na nich krytycznym wzrokiem, złapałam Harolda za rękę i jednym szybkim ruchem weszliśmy do domu. Mama widocznie już wstała bo robiła sobie kanapki.
- Mamo, jesteśmy już! - Powiedziałam szorstkim głosem.
Weszliśmy do kuchni i mama momentalnie skamieniała.
- Boże kochany, co ci się stało? - Zapytała.
- A nic takiego, to tylko taki mały wypadek. - Rzekł Zielonooki.
- Otóż Harry pobił się z Karolem.
- Z Karolem? O co poszło?
- Bo powiedział do mnie słoneczko czy słońce, nie pamiętam, ale w każdym bądź razie coś w tym stylu no i nie chciał dać mi spokoju, no i mój chłopak trochę się wkurzył i zaczęli się lać. Jeśli to ma być pocieszenie, to Karol nie wygląda lepiej, niż mój poturbowany Harry. 
- Ale nic mi nie jest. 
- Harry, nie dyskutuj ze mną, klapen dupen, a ja idę po wodę utlenioną i jakieś opatrunki.
Kiedy zmyłam warstwę brudu i krwi z twarzy Loczka, okazało się, że nie jest tak źle jak to wyglądało, na twarzy było kilka zadrapań, mniejszych i większych, które staranie opatrzyłam plastrami. 
- Jesteś dalej na mnie zła?
- Nie, nie jestem, ale na co ci to było?
- Bo cię kocham! - Powiedział i zamknął moje usta pocałunkiem.
              Długo nie nacieszyliśmy się takim stanem, bo dzwonił mój telefon, więc choćbym nie chciała, ale musiałam go odebrać. 
- Ooooo. Honorata dzwoni, to znak, że chyba już wytrzeźwieli. - Powiedziałam uradowana. - Halo.
- Hej Doma! Muszę ci coś powiedzieć.
- No to mów.
- Nie wiem, co jest grane, ale dzisiaj rano przyszła do mnie Aśka.
- Jak Aśka? O kim ty mówisz?
- Jak to o kim? Twoja wiecznie wrogo nastawiona do ciebie koleżanka!
- Co?! Czego chciała?!
- Nie wiem, bo zamknęłam jej drzwi przed nosem, ale z tego co powiedziała to musi, mieszkać, gdzieś niedaleko nas, bo powiedziała, że naszą imprezę, było słychać na końcu ulicy. 
- Aj tam. Przeżywasz. Może chciała cię odwiedzić. 
- Nie przeżywam. Dobra, będę kończyć, pogadamy później.
Skończyłam gadać z Hon i usłyszałam głos mamy dobiegający z jej pokoju. Zerwałam się na równe nogi i szybko pobiegłam razem z Loczkiem na górę. 
- Mamo, co się stało?
Wręczyła mi do ręki swój telefon i kazała wejść w pocztę głosową i w pierwsze nagranie. Włączyłam je na głośnomówiący i usłyszeliśmy: "Wiem, jak zginął mec. Piotr, wiem dlaczego Dominika została porwana przez zakładników i wiem, kto jeszcze powinien zostać srogo ukarany, ale nie szukajcie mnie, wszystko się wyjaśni w swoim czasie." 

 

12 komentarzy:

  1. Super kochana :** czekam na następny rozdz. ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz juz sobie przypomniałam kim byla Joanna ta wiecznie zazdrosna o Honey i Dominike :))
    omg, rozdział boski cudowny i w ogóle :*
    Bardzo dobrze Harry <3
    i musiałas tak zakończyć?!
    Czekam na next ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, dziękuję ci za takie miłe słowa :-* A za zakończenie musisz mi wybaczyć ^_~. Lubię wprowadzać aurę domyśleń :D ^_^

      Usuń
  3. Fuck! Końcówką mnie powaliłaś na ziemię. Rozdział jest świetny! Czekam nn.
    http://secret-harrystyles.blogspot.com
    zapraszam na nowy rozdział

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-* U ciebie na blogu byłam już po południu i regularnie na niego zaglądam <3 ^_~

      Usuń
  4. O kurde ta końcówka mi dowaliła. Genialny rozdział, masz fantastyczny sposob pisania. Pozddrawiam serdecznie i czekam na kolejny. Dodawaj szybciutko :))

    http://scar-never-fade.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za tak fantastyczne słowa <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Boskieee ! <3
    Czekam z niecierpliwością na next .
    Ahh szybciutko dodawaaj nowy ! :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Oo matko boskie :* a ten brat i bójka no i koniec boskie

    OdpowiedzUsuń