czwartek, 12 lutego 2015

Rozdział 21

W APARTAMENCIE HONEY


             - Nie podobała mi się ta wizyta Aśki. Nie wiem co knuje, jak i nie mam zielonego pojęcia co ona tu robi, ale na pewno coś kombinuje. A wy co myślicie na ten temat? - Zapytała Honorata zdenerwowana chodząc w tę i z powrotem po salonie i kuchni.
- My myślimy, że po prostu za bardzo się nakręcasz. Zluzuj trochę. Może przyjechała tak o, pozwiedzać i przypadkiem dowiedziała się gdzie mieszkasz, przecież ludzie się zmieniają. - Powiedział Louis. 
              Hon nagle się zatrzymała, stanęła w lekkim rozkroku i uniosła opuszczoną głowę na linii równej głowie Nialla i zaczęła się w niego intensywnie wpatrywać.
- Co? - Zapytał Niall.
- Nic, nieważne. Coś mi się przypomniało, ale to nieważne i niemające sensu. Zapomnij.
- Powiedz, proszę.
- Oh, Niall, naprawdę to nic nie znaczyło. Przypomniało mi się coś z moich młodzieńczych lat, ale to naprawdę nie mające sensu. 
- Ok, jak chcesz. Ja się w to nie mieszam, a poza tym to już zdążyłem zgłodnieć od tej rozmowy. Co masz do jedzenia?
- Zobacz w lodówce. Może coś tam znajdziesz oprócz światła. 
- Czy ty sobie ze mnie żarty stroisz?
- Ja? W życiu. - Rzekła Honorata i zaczęła wymachiwać coś w powietrzu, wyglądało to tak komicznie, że bez wyjątku wszyscy ryknęli śmiechem i Niall dodał:
- Teraz to żeś kalambury wymyśliła? Poczekaj, tylko coś zeżrę. - Na te słowa Horana, na dosłownie chwilkę zapanowała cisza, lecz ona na długo nie zagościła, gdyż znów cała banda zaczęła się śmiać.
             Nialler poszedł do kuchni, którą nazywał "wonderland", chyba nawet wiem dlaczego, bo przecież kuchnia dla pana Horana to taka kraina czarów i cudów. Mając podstawowe produkty w szafkach i w lodówce, można stworzyć dzieła sztuki, przyozdobione najróżniejszymi fantazjami na świecie, ile ludzi żyje na planecie to tyle jest pomysłów. I to właśnie była ta magia, przy odrobinie talentu kulinarnego, można zrobić coś z niczego i zadowolić podniebienie nawet najbardziej wymagającego klienta. Niall otworzył lodówkę, stanął na przeciwko niej i stał, i stał........
- Zamknij w końcu tą lodówkę. - Powiedziała Nikol. 
Blondyn, jakby obudził się z transu i odwrócił się w stronę bandu w salonie.
- Mówiłaś coś? - Zapytał.
- Tak, mówiłam. Zamknij tą lodówkę.
- Aha. Zaraz, tylko wyciągnę sobie szynkę, ser, masło, pomidora i sałatę. 
- Stałeś tyle czasu przed otwartą lodówką, tylko po to, by wziąć zestaw kanapkowy. Serio Horan? - Zapytał Louis podniesionym głosem.
- Nie krzycz na mnie, bo będę śpiewać "me and my broken heart - my food". 
- Ale ja nie krzyczę. Idź jedz nasz Blondynie kochany, bo głód na  ciebie źle działa. - Rzekła Nikol. 
- Honorata, chyba twój telefon dzwoni. - Powiedział Zayn. 
- Rzeczywiście. Halo?
- Hej, to ja Doma. 
- Oooo, hejo! Co tam słychać u cb?
- U mnie w porządku. Po jutrze pogrzeb i jeszcze trochę i wracam do domu. 
- No to super. W sensie, że już niebawem wrócisz do domu.
- Też się cieszę. Dobrze, że jest ze mną Harry, bo nie mam pojęcia co by się ze mną działo, gdyby nie on. Dużo mi pomaga, podnosi na duchu i dzięki niemu, mimo tej tragedii czuję się szczęśliwa, a Aśką się nie przejmuj. Może wpadła tylko odwiedzić starą "kumpelę".
- Wiem, dzisiaj też to już słyszałam.
- Kochana, będę kończyć, bo mama gdzieś wychodzi, a ja póki jestem we Wrocławiu to idę pozałatwiać niezamknięte sprawy z przeszłości. 
- Dobrze, to do zobaczenia. Zadzwoń, jak załatwisz swoje formalności. 
- Obiecuję, że zadzwonię. Pa pa. 
             Hon, położyła telefon na stole w jadalni i powiedziała:
- Podnosić dupska z sofy, a ty Niall kończ przeżuwać kanapki. 
- A co się stało? - Zapytał Liam. 
- A czy, coś musiało się stać, żeby wstać z kanapy? Po prostu, wy chłopaki razem z Nikol jedziecie do domu i pakujecie się na kilka dni. Aaaaa i spakujcie coś eleganckiego, ale w kolorze granatowym lub czarnym. 
- Dobra, dobra, tylko powiedz po co to wszystko? - Zapytał zaciekawiony Niall z buzią wypełnioną połową kanapki. 
- Jak to poco? Jedziemy do Dominiki. Zrobimy jej wielką surprise!
- O tak! Jesteś kochana! - Krzyknęła wypełniona euforią Nikol.
- Tak, wiem, że jestem kochana. Słyszę to codziennie od tego osobnika co siedzi w kuchni. 
- Hahaha......
- Niall, nie żryj już tyle bo będziesz gruby! - Krzyknęła Honka.
- Jesteś kochana, że tak o mnie dbasz. 
- Widzisz, znowu to powiedział. 
- Chodźcie chłopcy, zabiorę się z wami i podrzucicie mnie przed chałupką Domy. - Powiedziała Nikol.
- Ok. - Wyrwał się Zayn.

 
2 GODZINY PÓŹNIEJ 


                 Chłopcy wraz z młodą panią projektant, uwinęli się dość szybko i stali już pod domem Honey i czekali na nią. Hon wybiegła z domu jak poparzona, wbiegła do samochodu i wygoniła Louisa z przedniego siedzenia i usiadła koło kierowcy Nialla.
- No to panie kierowco, ruszaj w drogę! - Rzekła Honka słodziutkim jak miód głosikiem. 
- Zaraz, tylko włączę nawigację.
- Po co ci, nie na darmo usiadłam z przodu, a poza tym w dojeździe do Wrocka, nie ma żadnej filozofii, nawet najgorsza "sierota" nieorientująca się w terenie bez problemu by dojechała. 


3 GODZINY PÓŹNIEJ


                Bez największych problemów wszyscy szczęśliwie dojechali do mojego rodzinnego miasta i kierowali się w kierunku mojego domu, gdy nagle zobaczyli mnie i Harrego, przechodzącego przez most Grunwaldzki. 
- Ej, hołota, patrzcie! To Doma i Harold! - Wyrwał się Louis wskazując na nas palcem. 
- Zjedź zaraz za mostem na parking! - Rozkazała Niallowi Honka.
             Niall, wedle rozkazu zjechał na parking i zatrzymał się w wyznaczonym miejscu. Gdy to zrobił natychmiast wszyscy wybiegli z samochodu i rzucili się na mnie i Loczka.
- Co wy tu robicie? - Zapytałam cała w szoku i niedowierzania. 
- Wpadliśmy ciebie i naszego Harrusia odwiedzić! - Wyrwała się Nikol.
- I za to was kochamy! Ta wasza spontaniczność jest wprost zaczepiasta! - Rzekł uradowany Zielonooki.
- To zapraszam was do domu. Miejsca na nocleg znajdzie się dla wszystkich!
            Banda wsiadła do samochodu, którym przyjechali, a ja pojechałam razem z Harrym jego samochodem. 
- Ja w to nie wierzę, że oni wpadli na taki pomysł i przyjechali taki kawał drogi, specjalnie żeby nas odwiedzić i pobyć przez chwilę z nami. - Powiedziałam do Zielonookiego. 
- Nie ty jedna nie dowierzasz. Mamy cudownych przyjaciół. 
- O tak, zgadzam się z tobą w stu procentach.
            Po tych słowach, odwróciłam głowę w stronę szyby, zwiększyłam poziom głośności radia i zatopiłam się w słowach piosenki Michaela Jacksona: 
 Heal the world
Make it a better place
For you and for me
And the entire human race
There are people dying
If you care enough
For the living
Make it a better place
For you and for me.....

Kochałam twórczość Jacksona. Jego piosenki zawsze do mnie przemawiały, a w szczególności ta, która leciała teraz w radiu. "Heal the world", czyż to nie jest piękna piosenka? Same jej słowa, dają czas na krótką, lecz intensywną refleksję, a jeśli ktoś w to wątpi, niech posłucha tych słów:
Ulecz świat
Stwórz z niego lepsze miejsce
Dla Ciebie, dla mnie
i dla wszystkich ludzkich ras
Bo tutaj ludzie umierają
Jeśli martwisz się wystarczająco
o życie
To stwórz tu lepsze miejsce
Dla Ciebie i dla mnie.......

Tak, wiem, że to przetłumaczona część piosenki, której kawałek przytoczyłam wam po angielsku, ale kiedyś jeśli ktoś będzie to czytał, może nie rozumieć dlaczego mówię o pięknych słowach, dlatego też postanowiłam wrzucić ten kawałek w naszym ojczystym języku. W ogóle dziwne jest to, że spisuje swoje życie w rozdziałach. Jestem ciekawa jakby zareagowała na to mama, gdyby przeczytała to wszystko co do tej pory, wydarzyło się w moim krótkim, ale jak równie doświadczonym już życiu. Z jednej strony jestem ciekawa co jeszcze mnie czeka, a z drugiej strony nie chcę wiedzieć, bo jeśli to coś złego, niedobrego? Z resztą o czym ja myślę, powinnam się skupić na teraźniejszości, a nie wybiegać w przyszłość. Życie i tak zgotuje mi taki los, który uzna za stosowny. Z moich głębokich przemyśleń wyrwał mnie głos Harrego.
- Już jesteśmy. Ej, Doma........
- Tak? Co się dzieje? 
- Już jesteśmy na miejscu. Stało się coś?
- Nic się nie stało, to tylko przemyślenia. 
- Rozumiem. 
               Wyszłam z samochodu i ruchem ręki pokazałam, gdzie hołota ma zaparkować swój pojazd. Poczekaliśmy na nich z Harrym i weszliśmy do domu. Zdziwiło mnie to, że drzwi nie były domknięte, lecz odrobinę uchylone. Pomyślałam, że mama nadzwyczajnie w świecie nie domknęła drzwi, więc bez wahania weszłam do środka. 
- Siadajcie w salonie, a ja pójdę do pokoju mamy zobaczyć, czy już wróciła. - Powiedziałam. 
                Wszyscy kiwnęli głową na znak, że rozumieją, więc szybko pogalopowałam na górę i otworzyłam drzwi od pokoju mamy. Przekroczyłam próg i zaczęłam rozpaczliwie krzyczeć.  Z niemocy uklękłam na podłodze, brakowało mi tchu, a łzy  i przyspieszone tętno, tylko utrudniało całą sprawę. Zaczęłam wyrywać sobie włosy z głowy, pytać samą siebie dlaczego teraz, dlaczego w takim momencie i czy znajdzie się kiedyś czas na przyjemne wydarzenia. Pokładałam się na podłodze, jakbym była opętana, a to były tylko ruchy rozpaczy i straconej nadziei. Chwyciłam w ręce nożyczki i już miałam zamiar zakończyć żywot, kiedy wbiegł wystraszony moim krzykiem Harry, zatrzymał się na progu i krzyknął:
- O ja pierdole! 
Złapał mnie siłą, wyrwał z trzęsących się rąk nożyczki, podniósł mnie i wyprowadził z sypialni mamy. 
- Louis, dzwoń na policję i pogotowie! - Krzyknął Harold.
- Co się stało!
- Nie pytaj się, tylko dzwoń! Szybko, ruszaj się!




6 komentarzy:

  1. Dobrze, że Harry wszedł do tego pokoju :))
    omg, po prostu brak słów.
    Brak słów i tyle
    GENIUSZ <3
    No cóż, pozostaje mi tylko powiedzieć czekam na next :*****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. UBÓSTWIAM twoje komentarze, kochana <3 Bardzo ci dziękuję za takie miłe słowa pod każdym rozdziałem :*********

      Usuń
  2. Niewiem co powiedzieć...Czekam na następny rozdz. :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie mów tylko cierpliwie czekaj.... ^_~. :-*

      Usuń
  3. Ooo mama tez nie zyje :( boskie masz do pisania smykałke :*

    OdpowiedzUsuń