środa, 25 lutego 2015

Rozdział 27

                Spakowane w największe walizki jakie posiadałyśmy i eleganckie torby podróżne czekałyśmy razem z Nikol na chłopców. W ogóle wypadło tak fantastycznie, że lot mieliśmy o tej samej godzinie tylko w zupełnie przeciwne kierunki, Nikol kierowała się na zachód, a ja na wschód. 
- Boże, wierzysz, że to już dzisiaj? Czekają nas dwa długie, beztroskie tygodnie w zupełnej ciszy i dziczy. - Rzekła Nikol. 
- Tak. A to jak lecimy na zupełne odludzie to chyba czarterem, co?
- Tak, a czemu pytasz?
- A tak jakoś. Nigdy nie leciałam samolotem i trochę się boję, a wiesz, Malediwy nie za górami, tylko kilka tysięcy kilometrów od Polski. 
- Nie masz się czego bać. Latanie samolotem, to naprawdę cudowna sprawa. 
- Masz szczęście, że ci ufam. 
- Hahaha........ To chyba dobrze. A nie wiesz, czy Honia z Niallem leci samolotem czy jedzie samochodem?
- Jedzie. Do Włoch nie jest tak daleko, a tym bardziej w Alpy, które są na samym początku kraju. Ciekawe jakie to uczucie jeździć w lato na nartach.........
- To tam leży śnieg?
- Tak, jest jeden czynny lodowiec przez 365 dni w roku. 
- Aha, ale ja i tak wolę wakacje na plaży.
- Nie ty jedna. - (dzwonek do drzwi) - Otwarte! - Krzyknęłam. 
- Hejka piękne! Gotowe na solidny wypoczynek? - Powiedział Zayn. 
- A gdzie jest Harry? -Wypaliłam, nawet się nie przywitając.
- Musiał się wrócić po coś do domu. Zaraz przyjdzie, a wy w tym czasie dajcie swoje walizki, włożę je do samochodu.
                Malik zapakował nasze bagaże, a my wygodnie usadowiłyśmy się w pojeździe bandu. Czekaliśmy jeszcze na Harrego, a gdy w końcu się pojawił, ruszyliśmy z piskiem opon prosto na lotnisko. Kiedy dojechaliśmy, w porcie lotniczym, jak zwykle był tłum ludzi, jedni z wakacji, drudzy na wakacje, a jeszcze inni do pracy za granicę. Kiedy przeszliśmy przez wszystkie bramki i załatwiliśmy ostatnie formalności, udaliśmy się do poczekalni w celu oczekiwania na nasze loty. Podeszłam do wielkiej szyby, która sięgała od podłogi po sam sufit i z wielkim zainteresowaniem podziwiałam lądujące i startujące samoloty. Podszedł do mnie Harold i stanął obok mnie. 
- Zestresowana? - Zapytał.
- Troszeczkę. - Rzekłam nie odrywając wzroku od widoku za szybą. 
- Będzie fajnie. Latanie jest uzależniające. Nie masz się czego bać. 
- Tak, już to dzisiaj słyszałam. 
- Cieszę się, że będę tam z tobą. 
Odwróciłam się w stronę Loczka, ściągnęłam moje okulary słoneczne, popatrzyłam się w jego oczy, uśmiechnęłam się i rzekłam:  
- Ja też. Popatrz znamy się tak krótko, a zarazem tak długo. 
- Wyobrażasz sobie siebie w roli żony i matki?
- A skąd to pytanie.
- Kiedyś, bynajmniej mam taką nadzieję, że zostaniesz moją żoną i matką moich dzieci. 
- Ja też mam taką nadzieję, ale na razie skupmy się na tym co jest, a nie wybiegajmy w przyszłość. Co będzie to będzie. 
- Doma, Harry, chodźcie! Wpuszczają już do samolotu! - Usłyszeliśmy wołanie  Nikol. 
              Pożegnaliśmy się i każdy udał się w swoją stronę.

12,5 GODZINY POŹNIEJ

            Jesteśmy prawie na miejscu. Nie opisywałam ostatnich 12 godzin, bo nie działo się nic ciekawego. Z resztą cały lot przespaliśmy, obudziliśmy się przed chwilą na głos pilota i informacji, że zbliżamy się do lądowania. Widok z góry był tak piękny, że postanowiłam na czas moich wakacji pokazywać wam pod każdym wpisem fotoleracje z mojego wypoczynku, ale także Hon i Nikol, bo w końcu akcja nie opiera się tylko na mnie. 
           Kiedy szczęśliwie wylądowaliśmy na lądzie, udaliśmy się nad ocean, gdzie czekał na nas jacht, który zabrał nas do naszego podwodnego hotelu. Tak, dobrze przeczytaliście podwodnego. Powiem szczerze, że gdy ujrzałam piękne widoki, które widziałam tylko na National Geographic, dosłownie brakowało mi słów, które mogłam użyć w danej chwili do opisania cudownych obrazów, które ukazały się moim oczom. Wyraz "beautiful", to zdecydowanie za mało. Jedyne stwierdzenie, które choć trochę wyraża to co widziałam, to "Mały Raj na Ziemi". Kiedy dobiliśmy do brzegu, poszliśmy "wstawić się" do recepcji. Kiedy Loczek uzupełnił wszystkie papiery, dostaliśmy klucz od pokoju, a w zasadzie od apartamentu i ruszyliśmy w drogę. Przed samymi drzwiami do naszego chwilowego "mieszkania", Zielonooki zawiązał mi oczy chustą i wprowadził do środka. 
- Możesz ją ściągnąć z oczu. - Rzekł.
Zrobiłam to bardzo pomału, a kiedy w całości ją ściągnęłam, torby, które trzymałam w ręce samoistnie mi wypadły z wrażenia, a ja z radości się rozpłakałam. Odjęło mi mowę, nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa. 
- Kochanie, dlaczego płaczesz? 
- Ze szczęścia Harry, ze szczęścia...........
Podszedł do mnie i zaczął mnie przytulać, a ja wydukałam:
- Nikt jeszcze nie zrobił mi tak wspaniałej niespodzianki.  Będę ci dłużna do końca mojego życia. 
- Za co chcesz być dłużna? Za to wszystko? 
- Tak i za twoją miłość do mnie.........




6 komentarzy:

  1. O jakie boskie :* Po prostu nie mogę doczekać się następnego <3 kocham a te wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kocham te wakacje, a jeszcze lepiej by było, gdyby to wszystko działo się naprawdę ♡.♡

      Usuń
  2. Cudowny rozdział! Już nie moge się doczekać na następny...Czekam na nexta ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Harry taki romantyczny :3
    super rozdział jak zawsze
    Jej ja juz chce wakacje, o Malediwach to nie mam co marzyć xD
    do następnego i dużo weny życzę :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co takiego masz w komentarzach, że je po prostu wielbię <3 Kocham <3 :********* ^_^

      Usuń