piątek, 6 lutego 2015

Rozdział 18

          Świat pomału zaczynał budzić się do życia. Radosne promienie słońca bez niczyjej zgody wypełniały zaspane jeszcze pomieszczenia, a różne gatunki ptaków pięknie śpiewały przeróżne ballady, zresztą w końcu na dobre zawitała do nas wiosna, w dzień było coraz cieplej i znów wszystkim chciało się żyć, lecz nie mnie. Miałam tyle spraw na głowie. Niespodziewana śmierć taty, przygotowanie pogrzebu, doprowadzenie do końca sprawy mojej i Gem, teraz dojdzie jeszcze sprawa majątkowa, no i album, który zaczęłam nagrywać z Hon, ale porównując go z bieżącymi sprawami, to był on najmniej ważny. 
- Kochanie, wstawaj już siódma. - Delikatnym głosem powiedział Harry.
Otworzyłam czerwone, podkrążone oczy i nieprzytomnie spojrzałam na Harolda.
- Boję się tam jechać, nie chcę, nie cierpię kiedy muszę brać udział w czymś takim.
- Przecież ja jadę z tobą. Nie masz się czego bać. Już ci wczoraj mówiłem, że taka jest kolej rzeczy, zresztą ty też wiesz o tym dobrze, że tak musi się stać, czy prędzej, czy później, że jest to nieuniknione. Miej tą świadomość, że kiedyś go spotkasz i już na zawsze będzie przy tobie, a teraz przecież masz dla kogo żyć. Nie zostałaś sama na tym świecie, są osoby, które cię potrzebują, bynajmniej twoja mama, której jest też ciężko. Musisz być silna. Dla niej.
- Wiem, że masz rację. Zgadzam się z tobą w stu procentach. Tak, wiem muszę być silna, dla mojej mamy, bo boję się o nią, mimo, że tato wyrządził nam tyle krzywd, to mama nigdy nie przestała go kochać, nawet kiedy byli już po rozwodzie. Nie mówiła mi tego wprost, ale ja to czułam i widziałam, w jej zachowaniu, w każdym jej ruchu, ale przede wszystkim w jej oczach, które są wiecznie smutne, a teraz pewnie wypełnione rozpaczą i rozdzierającą ją tęsknotą. 
           Położyłam głowę na klatce piersiowej Zielonookiego, a ręce ułożyłam obok jego na bawełnianym, bijącym blaskiem i czystością prześcieradle.  On objął mnie swoimi silnymi ramionami i przytulił z taką czułością, jaką najbardziej umiał. Długo nie należeliśmy się w tej pozycji, gdyż usłyszeliśmy pukanie do drzwi. 
- Proszę. - Rzekł Harry
- Hej wam! Jak się czujesz Doma?
- Nikol, a jak się mogę czuć? 
- Tak, wiem........ Przyniosłam ci ciuchy na dzisiaj i spakowałam ci walizkę na te dni, kiedy będziesz u mamy. Aaaaa i wzięłam jeszcze dodatkowe 2 tygodnie wolnego. Projekty dokończę jak pojedziesz i wyślę je e-mailem do Karla Lagerfelda, przecież nie mogę cię teraz zostawić.
- Dziękuję ci. Jesteś kochana.
- Nie masz za co dziękować. Ja wam nie przeszkadzam. Zrobię wam śniadanie i coś do jedzenia na drogę. 
           Nikol wyszła z pokoju, a ja odgarnęłam puchową kołdrę, która przykrywała mnie i Harrego. Usiadłam na brzegu łóżka i jedną ręką zaczęłam międolić kawałek mojej koszulki. Posiedziałam tak przez chwilę, a następnie wstałam i wzięłam ciuchy, które na dzisiaj przyniosła mi Nikol. Było mi wszystko jedno, że Harry jest w pokoju i bez najmniejszych skrupułów, zaczęłam się przebierać. Harold rozumiejąc powagę sytuacji, nie komentował mojego zachowania, tylko odwrócił się w drugą stronę i zaczął ścielić łóżko. Po ubraniu się, zeszłam razem z Loczkiem na śniadanie, które przygotowała dla nas Nikol. Nie miałam kompletnie apetytu, więc wypiłam tylko herbatę bez cukru i zabrałam z blatu kuchennego zapakowane kanapki na drogę. Kiedy Harry kończył jeść to ze swoich sypialni wynurzyli się chłopaki i Gemma.
- Już jedziecie? - Zapytał Liam.
- Tak, tylko skończę jeść i ruszamy. Im szybciej będziemy, tym lepiej. 
- Masz rację Harry. Jakby nie patrząc, to macie kawał drogi przed sobą - Powiedział Zayn.
Kiedy Zielonooki skończył rytuał jedzenia, najważniejszego posiłku w ciągu dnia, poszedł po moją walizkę i swoją. Udaliśmy się w stronę drzwi wyjściowych, a cała reszta podążyła za nami, jakbyśmy mieli już nigdy nie wrócić. Na pożegnanie wszyscy się przytuliliśmy. 
- Szerokiej drogi! - Krzyknęła za nami Gem. 
Odwróciłam się na jej słowa, lecz nic nie odpowiedziałam, bo moją twarz, znów zalały łzy. 

4 GODZINY PÓŹNIEJ

- Czy to tutaj? - Zapytał Harry.
- Tak.
Wysiedliśmy z samochodu i niepewnym krokiem ruszyłam w stronę mojego dawnego domu, a Harold poruszał się za mną, razem z naszymi walizkami. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi, które po chwili otworzyła nam zalana łzami moja mama. 
- Mamo, nie płacz. - Po tych słowach rzuciłam się w jej ramiona.
- Kto to jest? - Zapytała wskazując na Loczka.
- Jak zapewne wiesz z gazet, a może nawet i nie wiesz, to jest to Harry Styles, mój chłopak.
- Miło mi panią poznać.
- Mi też jest bardzo miło, tylko szkoda, że poznajemy się w takich, a nie innych okolicznościach. Proszę, rozgośćcie się, a ty Harry, czuj się jak u siebie w domu.
- Dziękuję Pani bardzo. A gdzie mogę zanieść nasze bagaże?
- Postaw je tutaj, koło lustra, a później Dominika zaprowadzi cię do waszego pokoju.
Usiedliśmy wszyscy przy kuchennym stole i wieloowocowej herbacie, atmosfera była tak przytłaczająca, że najchętniej wyszłabym z tego domu i nigdy nie wróciła, lecz ze względu na zaistniałą sytuację, nie mogłam tak postąpić.
- Mamo, wiem, że to dla ciebie, tak jak i dla mnie jest bolesne, ale opowiedz dokładnie jak tato zmarł.
- Tego dnia, po skończonej pracy, Tomek (mój ojciec) miał przyjechać do mnie i pomóc mi przy przycinaniu drzewek i równym obcięciu żywopłotu. Cieszyłam się jak nigdy, bo choć tobie o tym nie wspominałam to twój tato do mnie wrócił, wiem, że coś bąknął, że przyjechałaś do niego do kancelarii, bo miałaś jakieś tam kłopoty, gdy się o tym dowiedziałam byłam zła, że nie przyjechałaś mnie odwiedzić, tylko.....
- Wybacz mamo, że ci przerwę, ale czy tato wspominał ci o tym, że nie podoba mu się osoba, z którą chodzę, tylko ze względu na to, że chciałam pomóc jego siostrze? I czy wiesz o tym, że przed kancelarię sprowadził Karola, tylko po to byśmy znów byli razem?
- Wybacz, nie wiedziałam o tym.
- No to teraz już wiesz. Dobra, to co było jest nieistotne. Było, minęło. Mów co dalej.
- No dobrze. Po prostu byłam zła, że nie wstąpiłaś mnie odwiedzić, ale wiesz, że ja nie potrafię się długo gniewać i zaraz tego samego dnia złość mi przeszła. No, więc wróćmy do pamiętnego dnia. Była już godzina 21:00, a twojego ojca, jak nie było tak nie ma. Nadzwyczajnie w świecie zaczęłam się denerwować, zaczęłam myśleć co jest grane, dlaczego jeszcze go nie ma, ale przede wszystkim martwiło mnie to, że nie odbiera telefonu, to było w nie jego stylu. W końcu nie wytrzymałam i wsiadłam w samochód. Ruszyłam jak wariat w stronę centrum, prosto do kancelarii. Minęłam kilka ulic i skrzyżowań, gdy usłyszałam telefon. Ucieszyłam się, bo myślałam, że to Tomek. Odebrałam komórkę i usłyszałam roztrzęsiony głos sekretarki w tle. Mówiła, żebym szybko przyjechała, bo coś się stało Tomkowi. Wcisnęłam gaz do dechy i już po chwili byłam na miejscu. Do gabinetu wbiegłam jak szalona, nie zważając na wszystkich, których mijałam po drodze. Zobaczyłam twojego tatę leżącego na podłodze, zapłakaną sekretarkę i Karola. Nie zastanawiałam się co on tam robi, skupiłam się na twoim ojcu, zaczęłam nim szarpać i krzyczeć, aby się obudził. Niestety, były to działania na marne, bo on już nie żył, zresztą za 15 minut przyjechało pogotowie i policja. Nic nie wskórali. Policjanci spisali tylko protokół i wyszli, a twojego tatę zabrano do kostnicy. Miał mieć pobraną krew i zrobione wszystkie badania, potrzebne do stwierdzenia czynniku, który wywołał śmierć.
          Nic nie odpowiedziałam. Wstałam i wybiegłam na dwór, skuliłam się i zaczęłam płakać. Wybiegł za mną Harry i zabrał mnie z powrotem do środka. Niechętnie wróciłam do stołu. 
- Dominiczko, musimy dzisiaj pojechać do domu pogrzebowego, wybrać trumnę, strój i potrzebne rzeczy oraz do kościoła uzgodnić z proboszczem datę pochówku.
- Dobrze mamo. - Odparłam zduszonym głosem. 

2 GODZINY PÓŹNIEJ

          Całą trójką pojechaliśmy pozałatwiać sprawy związane z pogrzebem i potrzebną dokumentację. Następnie pojechaliśmy do kościoła.
- Szczęść Boże księdzu! - Powiedzieliśmy.
- Szczęść Boże wam dzieci. Słyszałem co się stało i wiem w jakiej sprawie do mnie przychodzicie. Musi być wam bardzo ciężko. Cała wspólnota parafialna łączy się z państwem w bólu. Wszyscy wiedzą doskonale, jakim hojnym parafianinem był pan Tomek.
Nie trawiłam tego księdza, gdyby nie fakt, że mój tato jako zagorzały katolik wypłacał potężne sumy na kościół, to nawet nie chcę myśleć jakbyśmy zostali potraktowani. To jest Polska, bez pieniędzy w tym kraju to ty jesteś nikim, nawet w obliczu kościoła. 
- Czy będzie wolny termin na 28 maja? - Zapytała moja mama.
- Ależ oczywiście. - Odparł proboszcz. - Czy godzina 14:30 odpowiada?
- Jak najbardziej, w kwestii godziny podporządkujemy się pod księdza.
- Czy w czymś jeszcze mogę pomóc?
- Nie to już wszystko. Dziękujemy serdecznie księdzu. Z Bogiem.
             Wyszliśmy ze świątyni i udaliśmy się do samochodu. Nie mieliśmy nic więcej do załatwienia na mieście, więc wróciliśmy do domu. Pomogłam mamie zrobić obiad, bo wszyscy bez wyjątku, byliśmy bardzo głodni. Po skończonym posiłku, zaparzyłam wszystkim po filiżance kawy i zaczęliśmy dyskutować o tym, gdzie odbędzie się stypa. Naszą konwersację przerwał dzwonek do drzwi, nie wahając się ani chwili dłużej pobiegłam je otworzyć. W progu stali policjanci.
- Dzień dobry starszy sierżant Bogdan Mikulski i młodszy aspirant Zenon Głuszka czy tu mieszka pani Anna Basaj.
- Tak, to moja mama. W czym mogę pomóc?
- Czy możemy wejść?
- Proszę. - Zaprosiłam ich do salonu i poprosiłam, aby usiedli.
- Mamy sekcje zwłok pana Tomasza Basaj. - Powiedział jeden z policjantów, a my z mamą na te słowa zamarłyśmy w bezruchu. 
- To proszę powiedzieć, co takiego wykazała sekcja. - Rzekłam ze strachem w głosie. 
- U pana Tomasza we krwi wykryto śmiertelną dawkę heroiny.......

10 komentarzy:

  1. Jaki zwrot akcji! Heroina?! Pewnie ktoś mu dosypał..Super rozdz. :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :* Pewna jesteś, że ktoś mu ją dosypał...........? ^_^

      Usuń
  2. Uuu. ..xD
    robi się strasznie ;) i tak kryminalnie :P
    Boski rozdział :*
    Weny życzę i pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
  3. No no coraz ciekawiej ! :* Po prostu uzależniłam się od twojego opo , proszę pisz szybko next :** <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudownie jest usłyszeć takie miłe słowa. :* ^_^

      Usuń
  4. UUU ale ciekawe , Cud malina :) czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. O cholera, ale się rozkręca! Hera? Czekam na kolejny.

    http://secret-harrystyles.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dojdzie jeszcze więcej desperacji i zabójstw, ale to wyjdzie w praniu. :D Już wchodzę na Twojego bloga :*

      Usuń