W ciszy wróciłyśmy do domu chłopaków i w wielkim filozoficznym zamyśleniu usiadłyśmy na kanapę w salonie.
- Co wam jest? Bo macie miny jakby miała nastąpić apokalipsa zombie! - Wypalił Lou w przeciwieństwie do nas z zabawną miną.
- Nam do śmiechu nie jest. - Wypaliła Gem.
- A co się znowu stało? - Doszedł do nas Harry.
- Chłopaki, słuchajcie........ - Powiedziała Hon.
- No, słuchamy. - Rzekł obojętny Louis.
- Czy możesz mi nie przerywać i dać dojść do sedna mojej wypowiedzi?
- Ok, ok. Ja nic nie mówię.
- Bardzo dziękuję. Zawołajcie resztę bandy, bo jednym słowem, trzeba zwołać posiedzenie......
- Rady Gminy? - Zapytał Lou, nie przestając robić sobie żartów.
- Otóż drogi Louisie, mamy problem, gdyż sprawa sądowa, jest nieważna, bo jest jeszcze jedna osoba, a może nawet i więcej, które powinny wstawić się przed sądem, a się nie wstawiły, bo bardzo sprytnie potrafią się zakamuflować.
- Dobra, już idę po chłopaków.
Po paru sekundach, wszyscy siedzieliśmy już na sofie i słuchaliśmy Honey, tego o czym ona myśli i jak to dalej widzi.
- No ok. Przypuśćmy, że teoria Honoraty się sprawdzi i są jeszcze osoby, które nie zostały namierzone przez policję i prokuraturę, to co my mamy robić? - Zapytał się Zayn.
- Musimy poszukać w otoczeniu Dominiki, kogoś, kto być może życzy źle jej i w ten sposób, czyli porywając ją jako zakładnika, chciał z nią skończyć jednak mu się nie udało. - Rzekła Nikol.
- Nikol, mówiłaś, że też, tak jak ja chodziłaś z Karolem, ale powiedz, co on robił w Londynie, bo mi nigdy, ani słówka nie szepnął o tym, że tam przebywał.
- Mówił, że jest właścicielem ziemskim i, że przyjechał do Londynu w celach zarobkowych, a przede wszystkim, aby powiększyć swój majątek. Ale po co ci to wiedzieć, sugerujesz, że to on mógłby ci zrobić?
- Wątpię. Jest to za oczywiste, ja po prostu zbieram fakty na temat otaczających mnie osób.
- A masz może jakiś wrogów? - Zapytał Liam.
- Nie, teraz raczej nie.
- Teraz? Co to znaczy? - Zapytała Hon.
- Pamiętasz Honorata, że gdy chodziłyśmy do szkoły, chodziła z nami do klasy taka Aśka. Jej nienawiść w stosunku do mnie, była widoczna od pierwszej klasy, wkurzało ją to, że byłam bogatsza, że lepiej się uczyłam, ale przede wszystkim była zazdrosna, o to, że mam cel w życiu, a ona go nie miała, a pod koniec szkoły średniej, jak ty zostałaś piosenkarką, to mnie znienawidziła na maksa, ale nie wiem, czy za twój sukces, czy za to, że się przyjaźnimy. Nie biorę jej pod uwagę, bo ona została na starych śmieciach, a z tego co słyszałam, to dziewczyna nie robi nic konkretnego w życiu, bo pracuje za ladą w monopolowym.
- Wiedziałam, że ona nigdzie w świat się nie bujnęła, ale mówisz na poważnie, że ta zazdrośnica pracuje w sklepie?! Myślałam, że stać ją na coś więcej, tym bardziej, że usunęłaś się jej z pola widzenia. Ale pomyśl sobie teraz, jak ona musi kipieć ze złości i zazdrości, gdy zobaczyła ciebie i Harrego na okładce.
- Na pewno, dlatego teraz nie chciałabym stanąć jej na drodze.
- No dobrze, a podejrzewasz kogoś? - Zapytał Niall?
- Właśnie, w tym sęk, że nie podejrzewam nikogo, staram się żyć w zgodzie z ludźmi i nie przypominam sobie, bym wyrządziła komuś tak wielką krzywdę, by chciał postąpić ze mną w ten sposób, jaki miał miejsce. Aaaaa i przypomniało mi się, w sumie nie wiem, czy jest to istotne, ale gdy pojechaliśmy po rozprawie na lody, to miałam dziwne wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Mogło mi się wydawać, bo w Warszawie jest dużo ludzi i być może budziliśmy zainteresowanie wśród przechodniów.
- A jeśli ci się nie wydawało? - Zapytał Harry
- Ale to w ogóle nie trzyma się całości, a ogólnie ta sprawa, to wszystko co miało miejsce, mój ojciec, który mnie olał to jest jedne, wielkie pandemonium.
- Masz rację. - Odparła Nikol
- Chwila, mój telefon dzwoni. Odbiorę i wrócimy do rozmowy. - Powiedziałam
- Halo?
- Cześć Dominiczko!
- Hej mamo! Co tam słychać u ciebie?
- ~cisza~
- Mamo, odezwij się! Co się stało?
- Twój ojciec........
- Co mój ojciec? Dlaczego ty płaczesz?
- On, on....... nie żyje.
- Co?!
- Tak, niestety to prawda. Zmarł wczoraj wieczorem w kancelarii, poinformowała mnie o tym jego sekretarka.
- Mamo, nie płacz. Bądź dzielna! Pakuję swoje rzeczy i zaraz jadę do ciebie.
- Bardzo cię proszę, nie przyjeżdżaj dzisiaj. Muszę się oswoić, pobyć sama. Uszanuj to.
- Dobrze, rozumiem. Będę jutro z samego rana. Pa pa mamo! Tylko, proszę bądź ostrożna.
Rozłączyłam się, a łzy samoistnie zaczęły lecieć mi z oczu. Mimo, że w ostatnim czasie pomiędzy mną, a tatą nie układało się najlepiej, to moje serce wypełnił nieznany mi smutek i żal, że go już nie ma, a przede wszystkim świadomość, że go już nigdy nie zobaczę, nie podroczę się z nim i nie usłyszę mądrej, a zarazem życiowej rady. Rok temu, kiedy pokłóciłam się z nim tak jak teraz to powiedział mi coś takiego: "Zawsze dziękuj wszystkim, którzy w ciebie nie wierzą, zdradzają, czy nienawidzą bez powodu, to dzięki ich zasłudze jesteś silnym człowiekiem", potem mnie przytulił i powiedział, że każda nasza kłótnia ma jakiś cel, a wynika ona z tego, że oboje jesteśmy cholernie ambitni, jak i również pracowici i kiedy właśnie spotykają się takie osoby, to ich ambicje, wprost eksplodują, tylko po to, by narodziło się coś wspaniałego. Siedziałam tak na sofie i przypominałam sobie swoje dzieciństwo, te wszystkie dobre i złe chwile. Przypomniałam sobie nasze rodzinne pierwsze, zagraniczne wakacje, na które wybraliśmy się do Włoch. Byłam w 2 klasie szkoły podstawowej i w tak daleką podróż wybraliśmy się samochodem. Doskonale pamiętam moją pierwszą fascynację tunelami w Niemczech i to uczucie kiedy przejeżdżaliśmy pod skocznią narciarską, na której tak jeszcze niedawno skakał Adam Małysz. Byłam tym wszystkim zachwycona, a tato opowiadał mi różne ciekawostki, na temat miejsc, w których będziemy. Doskonale pamiętam, że wakacji, nie spędziliśmy w hotelu, tylko na campingu w Lido di Savio. Mieliśmy ze sobą taki stary radziecki namiot, dzięki któremu poznaliśmy życzliwość Włochów. Pamiętam, także ten czas, kiedy poważnie zachorowałam, a mojego taty przy mnie nie było, było mi smutno, ale później smutek przerodził się w niepohamowaną złość, bo dowiedziałam się, że mój ojciec w tym czasie zdradzał mamę i od tego momentu wszystko się posypało. Musiało minąć 2 lata, żeby relacje pomiędzy mną, a tatą zostały odbudowane, a mama żeby wybaczyła ojcu, po to, by żyć w zgodzie i spełniać się w wychowaniu mnie. Mimo błędów popełnionych przez tatę, kochałam go, bo jego potknięcia nauczyły mnie, jak żyć.
- Kochanie, co się stało? - Zapytał zaniepokojony Harry, a wszyscy z wyczekiwaniem na odpowiedź wpatrzyli się we mnie jak w lusterko.
- Mój tata........
- Co twój tata? - Zapytał coraz bardziej zdenerwowany Loczek.
- On nie żyje! - I nagle, po tych słowach coś doszczętnie we mnie pękło. Łzy poleciały po moim policzku mocniej i żwawiej.
Przysunęłam się do Loczka i zaczęłam płakać w jego ramię. Reszta osób rozumiejących powagę sytuacji wstała i ulokowała się gdzieś w innym końcu mieszkania.
- Ej, Dominika, wiem, że płacz to normalna reakcja, ale przecież wiesz, że śmierć spotka każdego nas, czy prędzej, czy później. Twój tato zawsze będzie kochał ciebie, a ty jego i pamiętaj, że zawsze będzie z tobą.
- Gdzie? - Wydusiłam z siebie, ciągle płacząc.
- W twoim sercu, przecież nigdy o nim nie zapomnisz, zawsze będziesz pamiętała, że chodziła kiedyś po Ziemi, taka osoba, która była twoim ojcem. Będzie dobrze.
Po tych słowach przytulił mnie jeszcze mocniej i pocałował w czoło.
- Jutro z samego rana jadę do mamy. Trzeba wszystko przygotować na pogrzeb. - Wydukałam.
- Ja jadę razem z tobą.
- Jak? Przecież jeszcze masz nogę w gipsie.
- Za dwie godziny jadę na ściągnięcie gipsu, a poza tym jesteś za bardzo roztrzęsiona, aby w tak daleką podróż jechać zupełnie sama. A teraz idź do mojej sypialni odpocząć, bo na dzisiaj i tak było za dużo wrażeń.
Wstałam z objęć Zielonookiego i nieprzytomnym krokiem udałam się na górę. Weszłam do pokoju i schowałam się pod kołdrą i jak zwykle długo nie pobyłam w samotności, bo zaraz przyszły dziewczyny i zaczęły mnie pocieszać. W końcu, nie wytrzymałam i powiedziałam, żeby sobie poszły, bo potrzebuję przemyśleć kilka spraw i tak myślałam, myślałam, że zasnęłam i obudziłam się dopiero o 22:00. Harry leżał koło mnie już bez gipsu i pisał coś na telefonie.
- Harry, ja muszę iść do domu. - Powiedziałam zduszonym głosem.
- Nigdzie nie idziesz w takim stanie. Jest już noc, a jeśli martwisz się o ciuchy, to jutro rano przyniesie ci je Nikol, bo ona wyszła jakieś 3 godziny temu od nas i poszła do swojego, to znaczy do twojego domu.
- Dziękuję, że w tobie mam oparcie, a przede wszystkim za to, że mogę na ciebie liczyć w tych trudnych dla mnie chwilach.
Znów przypomniało mi się o tym, o czym poinformowała mnie mama i najzwyczajniej w świecie zaczęłam na nowo płakać.
- Nie płacz, kochanie. Ja tu jestem.
Nic nie odpowiedziałam na te słowa, tylko wyszłam z pokoju i zeszłam do kuchni. Znalazłam w szafce z lekami jakieś prochy na uspokojenie, wzięłam zalecaną dawkę, wróciłam do sypialni i za chwilę zasnęłam.
Trochę smutne, że jej tata umarł choć przyznam się szczerze nie polubiłam typa ;))
OdpowiedzUsuńSuper rozdział ;*
życzę weny i czekam na kolejny <3
Dziękuję :***, a wena bardzo się przyda, bo dzisiaj miałam jej brak, dlatego też nie wiedziałam co wymyślić, a ogólnie cieszę się, że mimo z braku natchnienia rozdział ci się podoba. :* ^ ^
UsuńUUuuuuu jaki rozdział :) super ale też smutny :( . Czekam na następny :*
OdpowiedzUsuńTrochę dramaturgii się przyda, ze względu na kolejne rozdziały. Jedno wydarzenie pociągnie za sobą następne..... Dobra, koniec zdradzania co wydarzy się dalej. :D Dowiecie się sami w swoim czasie. ^_~ :-*
UsuńSupeer rozdział kochana :*** smutny ;-;
OdpowiedzUsuńDziękuję :-*
Usuńsmutnoo troszkeee; c ale najważniejsze , że Harry ją wspiera ! <3
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na next :*
Dziękuję za pozdrowienia, a next już jutro :-*
Usuń