Kiedy smacznie sobie spałam usłyszałam znaną mi piosenkę, która nosiła tytuł "Wake me up". Nietrudno było się domyślić, że dzwonił mój "przecudny" telefon, a w zasadzie budzik w telefonie, na którym wyświetlała się godzina 6:00 rano. Wyłączyłam to ustrojstwo i poleżałam jeszcze trochę na moim zacnym łożu. Zebrałam w sobie siły i od niechcenia oddalałam się od najlepszego miejsca w tym domu. Jeszcze śpiąca udałam się do łazienki i załatwiłam swoje potrzeby. Ubrałam się w najlepsze ciuchy jakie posiadałam, a w międzyczasie zamawiałam taksówkę. Poszłam jeszcze do kuchni i na szybkiego zjadłam kromkę z dżemem. Zabrałam ze sobą moje portfolio i inne potrzebne dokumenty. Wsiadłam do taksówki i kazałam się zawieźć na podany przeze mnie adres. Droga do Warszawy dłużyła mi się jak nigdy wcześniej i na dodatek było pełno zakorkowanych ulic. Można dostać rozstroju żołądka, tym bardziej, że jestem osobą, która wprost nienawidzi wolnej jazdy. Żółwim tempem dojechaliśmy na miejsce o 7:50, co oznaczało, że zostało 10 minut. Zapłaciłam kierowcy i zaczęłam "wyścig szczurów". Wbiegłam do wieżowca, weszłam do windy i ruszyłam na ostanie piętro.
- Jest pani Dominika! - Krzyknął główny organizator castingu.
- Dzień dobry! Jeżeli się spóźniłam to bardzo przepraszam, ale... - Przerwał mi reżyser.
- Ależ skąd! Przyszła pani w samą porę. Serdecznie zapraszamy! - Odparł
Weszłam do wielkiej sali, gdzie na środku przygotowany był prowizoryczny plan, a wokół było mnóstwo obitych, czerwonym aksamitem krzeseł. Wszystkie ściany obklejone były fototapetą, na której widniało zdjęcie pięknej Venezii, zaś sufit był całkiem z innej bajki, bo przedstawiał epokę baroku. Mnóstwo było jak i w malunkach tak i w rzeźbach tłustych lecz zarazem intrygujących aniołów. Zawsze podziwiałam ludzi, którzy tworzą tego typu sztukę.
Kazali mi się rozgościć, jakbym była nie wiadomo jak dobrą i sławną aktorką. W ręce został mi wręczony scenariusz. Czytając pierwsze strony wiedziałam, że ten serial to nie będzie nic innego jak dżem, mydło i powidło. W tym momencie wiedziałam, że na 100 % dostanę główną rolę. Zaprezentowałam swoje umiejętności w 200 %, a nawet nie skończyłam, bo przerwał mi reżyser.
-Stop! Ja nie mogę na to dłużej patrzeć! - Krzyknął.
Poczułam, że tracę pewność siebie i staję się w stosunku do nich niczym mrówka, taka malutka i bezbronna. W moich oczach było widać strach i przerażenie.
- Spokojnie nie bój się. Ja nie mogę patrzeć, jak taka utalentowana dziewczyna, którą jesteś ty, ma właśnie swój talent zmarnować na jakiś serial, który nie jest ciebie godzien. Dziewczyno, taki talent jak twój zdarza się raz na 100 lat! Jesteś niesamowicie uzdolnia. Masz wszystko, a nawet i więcej czego nie mają wybitni aktorzy! Obiecuję ci, że załatwię propozycję godną ciebie, taką, która sprawi, że będziesz otrzymywała propozycje za propozycjami. Będziesz rozchwytywana na wszystkie strony. - Odparł.
Mnie, aż zamurowało, nie wiedziałam co powiedzieć. Stałam jak wryta, a wyglądałam tak, jakby ktoś mnie zahipnotyzował. Odezwałam się dopiero po dłuższej chwili.
- Ja, ja ni, nie wiem co powiedzieć. - Wyjąkałam.
- Po prostu nie mów nic i zmykaj. - Odpowiedział główny organizator.
- Dobrze, dziękuję z całego serca i w takim razie do zobaczenia!
Wybiegłam z budynku jak poparzona, nie zwracając na nikogo uwagi. Cała się trzęsłam po tym co usłyszałam. Nigdy bym się nie spodziewała, że mogę być za dobra. Jak widać cuda się zdarzają........
Gdy już trochę ochłonęłam, poszłam do mojej ulubionej galerii, aby zrobić zakupy. Najpierw poszłam do Almy, aby kupić coś do jedzenia. Ludzi w kolejce do kasy było tyle ile mrówek, a ich koszyki były tak wypchane jakby szykowali się na koniec świata, albo III Wojnę Światową. No, ale cóż, mówi się, że przezorny zawsze ubezpieczony. Kiedy w końcu wyszłam ze spożywczaka zobaczyłam, że mam jeszcze 2 godziny zanim przyjedzie mój autobus. Stwierdziłam, że nie będę sterczała tyle czasu na przystanku, dlatego też, aby czas mi szybciej zleciał udałam się do kilku sklepów z ciuchami i butami, co poskutkowało tym, że nie miałam bladego pojęcia jak ja mam się z tym wszystkim zabrać do autobusu. Idąc na przystanek wszyscy gapili się na mnie i pod nosem śmiali się na mój widok. Wyglądałam jak wielbłąd przynajmniej ze czterema garbami, a do tego poruszałam się jak ofiara losu.
Nagle poczułam, że robi mi się lżej. Odwróciłam się do tyłu i wprost odebrało mi mowę.
Pięknie napisałaś już czytam 2 rozdz..
OdpowiedzUsuńSuper :*
OdpowiedzUsuń