wtorek, 13 stycznia 2015

Rozdział 7

- Gemma Styles?! - Zahuczało mi w głowie, gdy usłyszałam to nazwisko. - Czyli to znaczy, że jesteś siostrą Harrego! Ale do jasnej cholery, wytłumacz mi co ja robię w tym gównie! Dlaczego oni mnie porwali?!
- No cóż.... - westchnęła. - Jestem ci winna wyjaśnienia. Wszystko zaczęło się jakieś 3/4 lata do tyłu.  Byłam przykładną uczennicą i wzorową córką. Wszyscy mnie chwalili. Jednak nie trwało to zbyt długo. Pewnego dnia, koło mojego domu zauważyłam ciężarówkę z logo firmy, która pomaga w przeprowadzkach. Nie wierzyłam w to, zaczęłam krzyczeć, wyzywać wszystkich dookoła, nie chciałam wyprowadzać się z miasteczka, które tak bardzo kochałam, ale przecież to nie ja tu decyduję, więc nie miałam nic do gadania. Zostało mi tylko iść i się spakować. Gdy dom został już doszczętnie opustoszały, weszłam jeszcze do mojego pokoju, by po raz ostatni go zobaczyć i się pożegnać. Wiedziałam, że już do niego nie wrócę. Przyszła po mnie mama oznajmić, że już czas.... Z ciężkim bólem wstałam z podłogi i od niechcenia ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych, wsiadłam do samochodu i ruszyliśmy w nieznane mi miejsce. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, wiedziałam, że nigdy już nie będzie tak jak dawniej. Miałam w głowie plan, by zemścić się na mamie, za to co mi zrobiła. Zaczęłam spóźniać się do szkoły, wagarować, nie odrabiać lekcji. Zmieniłam styl ubierania, na taki jaki widzisz, zakumplowałam się z najbardziej niegrzecznymi dziewczynami w szkole. Potem posypało się wszystko bardzo szybko. W ogóle zaprzestałam chodzić do szkoły, zaczęłam kraść, palić, pić, za niedługi czas doszło ćpanie. Za dnia ciągałam się z różnymi chłopakami, a na każdą noc miałam innego towarzysza. I dla mamy był to cios prosto w serce. Nie umiała mi pomóc, a ja się z tego cieszyłam, w końcu dopięłam swego, lecz to był tylko początek. Zioła kupowałam za kradzione pieniądze, gdy nie miałam już hajsu, a nie było możliwości, aby coś ukraść, znalazłam tego gościa i zaproponował mi taki układ, że gdy będę miała forsę to mu oddam. Ja, jako osoba bardzo uzależniona, przystałam na ten układ nie zbaczając na konsekwencje jakie potem będą. Dług się powiększał, a ja go w ogóle nie spłacałam, olewałam to. Gdy debet dobiegł już do konkretnej sumy, a nie mówimy tu o kilku tysiącach tylko o okrąglutkim milionie funtów, gościu zaczął mnie zastraszać, że jeśli nie spłacę zadłużenia to zabije mnie i moją rodzinę. Wystraszyłam się, nie wychodziłam z domu. Mama z Harrym martwili się o mnie próbowali wyciągnąć o de mnie co się stało, lecz ja nie potrafiłam im powiedzieć, lękałam się ich reakcji i to był niepotrzebny strach. Po kilku dniach mojej nieobecności na imprezach i chwilowemu zaprzestaniu ćpania, diler stwierdził, że zrobi to co zapowiedział, czyli zabije. Pamiętnego dnia byłam w domu z Harrym i oglądaliśmy tv, gdy naglę usłyszeliśmy, że ktoś wszedł do domu. Wystraszyłam się. Hazza poszedł zobaczyć, czy to czasem mama nie wróciła ze szkolenia, na które szef z pracy wysyła pracowników co jakiś czas. Nie była to mama, lecz pośrednik, który złapał mojego brata za gardło i przyłożył mu pistolet do skroni. Wykrzyczał w moim kierunku takie słowa: "Forsa, albo twój braciszek pożegna się z życiem". Padłam na kolana zaczęłam błagać, żeby dał mi kilka godzin, a pieniądze na pewno zdobędę. Przystał na tą propozycję rzucił Harrego na podłogę i wyszedł mówiąc gdzie mają znaleźć się pieniądze i o jakiej porze. Pomogłam Loczkowi wstać i wtedy on w nerwach zaczął mnie wypytywać kim jest ten gościu, o jakie pieniądze mu chodziło i gdzie ja byłam po nocach. Wiedziałam zresztą, że miara się przebrała i chcąc nie chcąc musiałam mu powiedzieć jak było naprawdę. Gdy opowiedziałam mu całą historię, nie był już zły. Przytulił mnie i powiedział, że da mi te pieniądze i nie muszę mu ich oddawać. Dla niego było najważniejsze, że nic nikomu się nie stało, a nie nic nie znaczące wartości materialne. Poszliśmy razem do banku i wybraliśmy należną sumę pieniędzy, wróciliśmy do domu i czekaliśmy na właściwą godzinę. Wzięliśmy torbę z pieniędzmi i zanieśliśmy w umówione miejsce. Po jakimś czasie wróciła mama i wszystko jej powiedziałam. Tak jak Harry, nie była na mnie zła. Ja mam naprawdę cudowną rodzinę, która mnie kocha, a ja byłam taka głupia, że chciałam odegrać się na mamie za przeprowadzkę, w tamtym czasie plułam sobie w twarz za to co zrobiłam.
- Dobrze, ale to dalej nie prowadzi do tego co ja tu robię, ale muszę przyznać, że byłaś bardzo głupia, ale masz to szczęście, że masz rodzinę, która cię wspiera w każdym calu, jeśli mam sądzić po tym, co wywinęłaś. A teraz wróćmy do twojej historii. Przecież zapłaciliście mu należną  gotówkę, więc co się potem stało, że obie jesteśmy tu, gdzie jesteśmy? - Zapytałam, zaciekawiona do czego ta historia zmierza i jaki będzie jej finał.
- Najpierw minął rok, potem dwa, było bardzo spokojnie, nikt już nas, a w szczególności mnie nie nachodził. Oderwałam się od tamtego towarzystwa, bo przez nie wpakowałam się w kłopoty. Jednak mimo nauczki imprezy były nadal, wyuzdane stroje, które zresztą noszę do dzisiaj. Piłam i paliłam fajki jedna za drugą. Pod tym kątem w ogóle się nie zmieniłam, jednak od ćpania uciekałam jak najdalej, chociaż nie raz kusiło mnie zajaranie trawy, jednak bałam się, że znów wpadnę w sidła zadłużenia. Mamie i Harremu nie podobało się moje zachowanie, dziwili się, że nie zmieniłam postawy wobec siebie samej po tym co się stało, ale cieszyło ich to, że już nie ćpam, chociaż tyle mieli ze mnie radości. Za jakiś czas Harry oznajmił, że wyjeżdża z całym zespołem do Polski. Załamałam się. Z nim czułam się bezpieczna, a bez niego bałam się, że znowu wplączę się w narkotyki. Zanim wyruszył w drogę obiecałam mu, że poprawię swoje zachowanie. Moja "obiecana" poprawa trwała ponad miesiąc, może trochę dłużej. Nie wytrzymałam i znowu rzuciłam się w wir zabaw i używek. Znów zaczęłam ćpać, jakby tego było mało to moim dilerem znów był ten sam typ co 2 lata wstecz, miałam gdzieś co wtedy było, że przeze mnie o mały włos i zginąłby mój własny brat. Dla mnie na pierwszym miejscu były dragi. Kiedy znów narobiłam długu na kolosalną sumę, a on znów zaczął mi grozić. Nie zostało mi nic innego jak tylko uciekać. Spakowałam się tydzień temu w nocy, a mamie powiedziałam, że jadę do Harrego, zresztą taki miałam plan. Wychodząc z domu mama jeszcze krzyknęła za mną i powiedziała, żebym do niej zadzwoniła jak dojadę na miejsce. Jednak nie udało mi się daleko zbiec, bo nie wiem jakim sposobem, ale ta szuja wytropiła mnie na lotnisku w Warszawie i jednym słowem mówiąc krótko pojmała mnie i wsadziła do bagażnika. Jechaliśmy z pół dnia, bo wyjeżdżając z Warszawy był ranek, a gdy dojechaliśmy tu było już po południe. Posadzili mnie tak jak widzisz i związali. Powiedzieli mi, że wiedzą, że chłopcy są w Polsce niedaleko Warszawy i będą ich obserwować. I wypatrzyli ciebie. Zobaczyli, że prawie ciągle przebywasz w towarzystwie chłopaków, więc stwierdzili, że idealnie nadasz się na zakładnika. Informowali mnie o tym na bieżąco co zamierzają zrobić, a przy tym śmiali mi się w twarz. Mieli nadzieję, że skoro o moim porwaniu chłopcy nie wiedzą i mnie nie szukają, to mają nadzieję, że ciebie będą szukać. Gdy się dowiedzieli, że cały zespół jest w Polsce to od razu zawołali wyższej kwoty niż wynosi mój dług. Uwierz mi gdyby nie zabrali mi telefonu, choćbym miała stanąć na głowie to zdobyłabym twój numer i cię o tym wszystkim powiadomiła, z resztą nie tylko ciebie. Proszę nie gniewaj się na mnie.
- Teraz nie mam za co się gniewać. Najważniejsze jest to by się stąd wydostać. A tak w ogóle to nazywam się Dominika. Wybacz, że wcześniej się nie przedstawiłam, ale byłam w wielkim szoku i nie dochodziło do mnie to co się wokół mnie działo.

***

            Reszta chłopców wstała i mocno się zdziwiła, gdy zobaczyła Nialla i Loczka intensywnie myślącego przed telewizorem.
- Co wy tak od rana siedzicie i myślicie. Jest dopiero 11. - Powiedział Zayn.
- Dopiero? Chyba już! - Rzekł podenerwowany Harry.
- To co się takiego stało, bo to nie jest normalne, że oboje intensywnie myślicie i to jeszcze przed telewizorem, a na dodatek Niall nic nie je, to musi być coś na rzeczy. - Zabrał głos Louis.
- Mamy dziwne przeczucie, że coś się stało Dominice, a Harry dodatkowo przeczuwa, że jego siostra ma kłopoty, więc czekaliśmy na was, aż wstaniecie, żeby sprawdzić czy z Domą wszystko w porządku. - Wyartykułował Niall.
- No to w takim razie ruszajmy w drogę. - Powiedział Liam
          Chłopaki ruszyli w drogę na piechotę, analizując to co powiedział Horan. Kiedy doszli do mojego domu stanęli jak wryci. Drzwi wejściowe były otwarte, więc nie zastanawiając się ani chwili dużej wbiegli do środka i zobaczyli zapalone światło, co było bardzo dziwne, bo przecież dochodziła już godzina 12 po południu. Na podłodze leżała moja torebka z wysypanymi z niej różnymi przedmiotami, a na środku pomieszczenia stało krzesło, w kuchni panował straszny chaos, jakby ktoś czegoś szukał.
- Co tu się do jasnej cholery stało! - Wrzasnął Zayn
- Nie wiem. Ej, zobaczmy może w jej torebce coś znajdziemy! - Zawołał rozpaczliwie Liam.
        Dorwali się do mojej torebki i zaczęli szukać, czegoś co by im pomogło dowiedzieć się, gdzie się teraz znajduję. Niestety poszukiwania poszły na marne, bo nie znaleźli tam nic oprócz kosmetyków, mojego terminarzu, kilku książek, słów piosenek, portfela i telefonu. Wydało im się to bardzo dziwne, zrozumieli, że coś musiało być na rzeczy skoro nie miałam ze sobą dokumentów, ani telefonu. Postanowili przeszukać moją komórkę, w nadziei, że może w niej coś znajdą. Niestety, również w komórce nic nie znaleźli, oprócz numeru do Honoraty. Mieli jeszcze małą iskierkę nadziei, że może jestem u Honi. Jednak, gdy zadzwonili i okazało się, że mnie tam nie ma, stwierdzili, że nic tu po nich i wyszli na dwór. Kiedy Honorata rozłączyła się, minęło kilka minut zanim do niej doszło to co się stało, kiedy zrozumiała powagę sytuacji zaraz oddzwoniła do chłopaków i powiedziała, że będzie u nich za godzinę i pomoże mnie szukać. Gdy dochodzili już do swojej willi bardzo zamyśleni, zadzwonił telefon Harrego. Odebrał go, po czym momentalnie zbladł, a komórka samoistnie wypadła mu z ręki.

2 komentarze: